Wojska specjalne muszą wrócić do korzeni – zanim sukces stanie się pułapką

polska-zbrojna.pl 4 hours ago

Ostatnie dwie dekady zdominowały obraz wojsk specjalnych (SOF) przez działania przeciwterrorystyczne, akcje bezpośrednie (Direct Action) i precyzyjne rajdy. Spektakularne sukcesy potwierdziły ich wartość, ale zawęziły sposób, w jaki należy myśleć o SOF. Do tego wpisu skłoniła mnie ostatnia publikacja w Irregular Warfare Initiative [chodzi o tekst: „Innowacje w ogniu walki: czego komandosi z czasów II wojny światowej uczą nas o wojnie i przyszłości operacji specjalnych” – przyp. red.].

Historia brytyjskich komandosów z II wojny światowej przypomina, iż ich pierwotna rola była znacznie większa. Mieli dezorganizować przeciwnika, rozpraszać uwagę, zmuszać do przerzucania sił, budować niepewność w procesie decyzyjnym i tworzyć warunki dla sił konwencjonalnych. Niewielkie zespoły miały wywoływać skutki nieproporcjonalne do swojej liczebności — militarne, psychologiczne i polityczne.

Dzisiaj SOF musi powrócić do tej roli. Nie jako „piechota z noktowizją” ani środek na każdy kryzys, ale jako narzędzie oddziaływania strategicznego i czynnik umożliwiający działanie w operacjach wielodomenowych. Ich wartość nie może polegać tylko na rajdzie, ale także na rozpoznaniu, oddziaływaniu informacyjnym, współpracy z partnerami, wskazywaniu celów oraz tworzeniu dostępu dla efektów w domenach lądowej, morskiej, powietrznej, cybernetycznej i kosmicznej.

REKLAMA

Wymaga to wsparcia na każdym poziomie: politycznym – zrozumienia możliwości SOF, akceptacji ryzyka i ochrony przestrzeni do eksperymentowania; strategicznym – jasnego określenia efektu w ramach szerszej strategii; operacyjnym – pełnej integracji z planem kampanii; taktycznym – rozpoznania, transportu, łączności, logistyki czy wsparcia bojowego.

Ale wsparcie nie może oznaczać bezkrytycznego ich wykorzystania. Bo SOF nie zastąpią masy sił konwencjonalnych, trwałej obecności czy odpornej logistyki. Akcje bezpośrednie nie mogą stać się strategią tylko dlatego, iż są politycznie łatwiejsze, mniej widoczne i pozornie tańsze. Taktyczny sukces nie naprawi błędnego celu strategicznego. Odwaga i inicjatywa nie zastąpią rozpoznania, przygotowania, dyscypliny i dowodzenia. „Przejrzystość” współczesnego pola walki coraz bardziej ogranicza też największy atut SOF – zaskoczenie.

Dlatego najważniejszym zasobem pozostaje człowiek. Potrzebujemy żołnierzy niekonwencjonalnych, samodzielnych, odpornych i zdolnych działać w niepewności. Tych, których generał Jim Mattis określał jako „Mavericks” – ludzi kwestionujących schematy i wymuszających zmianę. Trzeba ich chronić przed biurokracją, ale również przed nadmierną eksploatacją i powierzaniem im zadań, których nie rozwiąże mały zespół.

Bo „Maverick” nie oznacza samotnego buntownika. Swoboda działania bez dyscypliny prowadzi do samowoli. Istotą jest „disciplined initiative”: inicjatywa oparta na intencji przełożonego, dojrzałości, odpowiedzialności i granicach etycznych. Dlatego nie możemy czekać, aż porażka wymusi innowację. Doktryna zbyt często pisana jest krwią. Dzisiaj mamy jeszcze możliwość zmieniać ją myśleniem o wykorzystaniu SOF w przyszłej wojnie.

Tekst pochodzi z profilu LinkedIn gen. broni Macieja Klisza.

gen. broni Maciej Klisz , szef Sztabu w Sojuszniczym Dowództwie Sił Połączonych NATO
Read Entire Article