W sytuacjach wymagających błyskawicznej reakcji to syreny alarmowe pozostają najskuteczniejszym i najszybszym narzędziem powiadamiania - przekazało RCB, odnosząc się do kontrowersji dotyczących informowania obywateli po naruszeniu przestrzeni powietrznej Polski. Mariusz Marszałkowski z Defence24 w programie "Punkt Widzenia Jankowskiego" stwierdził natomiast, iż taki system jest "archaiczny".
RCB tłumaczy się ws. braku alertu. Ekspert odpowiada: System jest archaiczny

W polskiej przestrzeni powietrznej w czwartek o godz. 3:40 wykryto niezidentyfikowany obiekt, który sześć minut później znikł z radarów. Okazało się, iż to pocisk manewrujący Ch-101, który uderzył w pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie.
Na Wrzutnię Polsat News napisali zaniepokojeni mieszkańcy, którzy obudzeni przez syreny nie wiedzieli, co się dzieje. "Gdy w nocy zawyły syreny w Lublinie zabrało informacji. Była to noc, nie ma możliwości zadzwonienia gdziekolwiek. Informacji z RCB nie było" - relacjonowała pani Wiktoria.
Brak reakcji ze strony Centrum skomentował też jeden z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen. "Alert RCB u nas służy tylko do informowania o prognozie pogody, która i tak się nie sprawdza, a gdy rzeczywiście coś się dzieje, nikt nie pomyśli, żeby go wykorzystać" - napisał na platformie X.
W związku z szeroką dyskusją jaka rozgorzała w wyniku relacji mieszkańców terenów, gdzie uruchomione zostały syreny, pojawiły się poważne wątpliwości dotyczące braku jakiekolwiek informacji ze strony Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Komunikat RCB. "Syreny alarmowe pozostają najskuteczniejsze"
RCB wydało w tej sprawie komunikat, w którym tłumaczono, iż "w sytuacjach wymagających błyskawicznej reakcji to syreny alarmowe pozostają najskuteczniejszym i najszybszym narzędziem powiadamiania". "W związku z naruszeniem przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej na terenie 17 powiatów uruchomiony został system syren alarmowych. Działanie podjęto niezwłocznie po otrzymaniu informacji z Centrum Operacji Powietrznych MON, stosując najszybszą i najbardziej bezpośrednią formę ostrzeżenia mieszkańców przed bezpośrednim zagrożeniem" - czytamy.
Podczas opisywanego incydentu czas krytyczny wynosił około 13 minut - dodano. "W tym okienku czasowym najważniejsze było natychmiastowe dotarcie z informacją do jak największej liczby osób, co umożliwił uruchomiony system ostrzegania. Równolegle komunikat o zagrożeniu przekazany został do środków masowego przekazu" - czytamy.
ZOBACZ: "Nikt nie daje się zastraszyć". Szef włoskiego MSZ solidaryzuje się z Polską po groźbach z Rosji
RCB podkreśliło ponadto, iż wszystkie podjęte procedury oraz mechanizmy informacyjne zadziałały prawidłowo i zgodnie z przyjętymi schematami operacyjnymi. Centrum dodało, iż stałą praktyką służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jest szczegółowa weryfikacja przebiegu każdego zdarzenia w celu stałego doskonalenia procedur.
"System jest archaiczny". Eksperci oczekują działań
Mariusz Marszałkowski z Defence24 w programie "Punkt Widzenia Jankowskiego" stwierdził, iż ma wątpliwości co do tego, jak informowani są obywatele w tego rodzaju sytuacjach. - System powiadamiania jest archaiczny. Jest dostosowany do zagrożeń, które były 80, 90 lat temu, kiedy pojawiło się w ogóle lotnictwo, kiedy gdzieś na oplotkach miast czy obiektów były ustawiane punkty obserwacyjne obrony przeciwlotniczej, informującej w głąb lądu dyżury o tym, iż trzeba uruchomić syreny przeciwlotnicze i wtedy rzeczywiście to miało sens. Kiedy te bombowce leciały, długo, głośno i można było je w miarę gwałtownie zidentyfikować - tłumaczył.
Obecne środki napadu powietrznego wymagają zmiany podejścia. - Dzisiaj, kiedy mamy pocisk manewrujący w postaci Ch-101, którego prędkość to jest pomiędzy 700 a 900 km/h, to w ciągu 5 km przemierza odległość około 80 km. A sygnał modulowany sygnału alarmowego trwa 3 min, czyli w tym czasie ten pocisk przelatuje 50 km. Czyli kiedy uruchamiamy ten sygnał w jednym mieście, pocisk znajduje się już w drodze do następnego miasta - mówił.
ZOBACZ: "Ryzyko konfrontacji NATO z Rosją". Zagraniczne media o rakiecie w Polsce
Marszałkowski wskazał też na brak kompletnego wykorzystania możliwości dostępnych systemów. - Te nowe urządzenia są wyposażone choćby w możliwość głosowego przekazywania informacji, a z tego się nie korzysta. Nie korzysta się z informowania poprzez aplikację, bo takiej w Polsce nie ma - mówił.
Poruszył też kwestię bierności Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. - choćby powiadamianie SMS-owe nie funkcjonuje tak jak powinno, co pokazują różne przykłady SMS-ów od RCB dotyczące wszystkiego, tylko nie tego, co rzeczywiście jest najważniejsze. Mam nadzieję, iż to jest dobra lekcja żeby poprawić ten system, iż w MSWiA teraz tęgie głowy siedzą i działają nad tym, żeby jednak ten system usprawnić i wprowadzić te mechanizmy, które przez 4,5 roku nie zostały wprowadzone - zakończył.
Polska potrzebuje aplikacji. Przykładem Ukraina
W "Graffiti" w czwartek rano wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przekonywał jednak, iż wszystko zadziałało tak, jak powinno. Prowadzący Marcin Fijołek zapytał, "czy jest szansa, żeby oprócz tej syreny, która zawyła, ludzie byli dość gwałtownie albo uspokojeni, albo poinformowani, co zrobić".
- Wyje syrena, bo mamy alert. Wyje syrena, bo mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, w której nie da się zidentyfikować w czasie rzeczywistym - odpowiedział Gawkowski.
ZOBACZ: Usłyszał huk i chwycił za aparat. 13-latek "ustrzelił" F-16 w akcji
Z takim postawieniem sprawy przez ministra nie zgodził się inny gość "Punktu Widzenia Jankowskiego" kpt. Maciej Lisowski, ekspert od spraw wojskowości, który zaznaczył, iż istnieją możliwości sprawnego informowania o zagrożeniach.
- Aplikacja Deep State na Ukrainie jak najbardziej informuje i każdorazowo jadąc na Ukrainę na telefonie mam ją odpaloną, ponieważ wtedy dostaję ostrzeżenia w danych obszarach. Tam jest pozycjonowanie geograficzne, gdzie w danym momencie są alarmy powietrzne i tym podobne. Więc nie rozumiem, dlaczego taka jest wypowiedź pana ministra, powinien raczej powiedzieć: pracujemy już nad tym. Bo polscy informatycy na pewno są w stanie dość gwałtownie tego typu aplikacje przygotować - stwierdził.










