Charakterystyczną cechą rozmaitych postępowań, aresztowań, zarzutów i – co bardzo ważne – eliminacji z gry wyborczej, wymierzonych dziś w wielu krajach w polityków prawicy czy sił antyestablishmentowych, nie jest to, iż zarzuty są w pełni wyssane z palca. Choć takie się też zdarzają – bo dokładnie na taką wygląda historia rzekomych nieprawidłowości przy budowie „dwóch wież”, która doprowadziła do fatalnego przesłuchania bez adwokata świętej pamięci Barbary Skrzypek przez „Erynię” – „boginię zemsty” Ewę Wrzosek i prawników związanych z Romanem Giertychem.
Zobacz również:
Jednak większość spraw zawiera w sobie pierwiastek autentycznego nadużycia, wykroczenia czy kontrowersji prawnej.
Problem w tym, iż można odnieść wrażenie, iż są one skrajnie wyolbrzymiane, naciągane, upraszczane albo dotyczą spraw, które – choć formalnie są łamaniem prawa – do tej pory były po prostu powszechnie akceptowane. A postępowania są prowadzone tak, jakby musiały skończyć się skazaniem, zaś wyrok często ogłaszany jest już dużo wcześniej – przez polityków lub na łamach żądnej krwi prasy.
Wariant rumuński w grze
Dokładnie tak jest w przypadku wyroku dla Marine Le Pen, której zarzucono zlecanie opłacanym przez Parlament Europejski asystentom prac na rzecz jej partii. Jest to praktyka powszechna, także wśród polskich europosłów.
Szefową francuskich nacjonalistów potraktowano jednak ekstraordynaryjnie, a wydaje się, iż wchodzący w trybie natychmiastowym zakaz pełnienia funkcji publicznych jest tu dużo ważniejszy niż zasądzona kara więzienia.
Zobacz również:
Jak widać, spełniły się słowa prominentnego polityka francuskiego Thierry’ego Bretona, który niedawno groził, iż „wariant rumuński” – a więc sądowe zablokowanie możliwości startu sił wrogich obecnemu establishmentowi – może zostać zastosowany w innych krajach.
Breton miał przede wszystkim na myśli Niemcy i jakiegoś rodzaju próbę delegalizacji AfD, ewentualnie Polskę, gdzie rumuńska metoda miałaby zapobiec powrotowi PiS do władzy. Jak się jednak okazuje, to w jego kraju wariant rumuński został zastosowany wcześniej.
Choć wzorce nie płyną z Europy. Na pół roku przed wyborami w USA Donalda Trumpa skazano z kuriozalnego powodu – jakoby jego „hush money”, czyli opłacanie milczenia gwiazdy filmów dla dorosłych Stormy Daniels, zostało błędnie zaksięgowane.
Trumpowi zarzucono też, iż od „darowizny” nie opłacił podatku, a także iż fałszował dokumentację biznesową w tej sprawie. Niewątpliwie w obszarze moralnym czy etycznym trudno Trumpa bronić, ale niech ktoś spróbuje znaleźć podobny wyrok w historii Ameryki.
Zobacz również:
Trzeba przyznać, iż amerykańskie sądy w tej sprawie zdecydowały się jednak na taki wyrok, który nie zakłóci bezpośrednio przebiegu przyszłych wyborów prezydenckich, gdzie Trump ma być jednym z dwóch głównych kandydatów. Sąd francuski, nie mówiąc o rumuńskim Sądzie Konstytucyjnym, poszły dokładnie w przeciwnym kierunku.
Więzienie za lenistwo?
Trudno tu pominąć sprawy dziejące się dziś w Polsce. Władza PiS bez wątpliwości powinna zostać poddana audytowi i osądzeniu ewentualnych nieprawidłowości. Ale teraz krótkie pytanie dla Czytelników: dlaczego w tym tygodniu cofnięto immunitet europarlamentarny Maciejowi Wąsikowi i Mariuszowi Kamińskiemu? Co im się zarzuca? Otóż zarzuca im się, iż głosowali w Sejmie po tym, jak zapadł wyrok zabraniający im tego – wyrok, który jedni prawnicy uznają, a drudzy nie.
Ta historia to kuriozum i trudno odczytać ją inaczej niż jako element politycznej zemsty lub eliminacji przeciwników.
Dziwnie prezentują się inne sprawy. Polityka prawicy Dariusza Mateckiego do aresztu zawieźć miało „fikcyjne zatrudnienie”. Sprawa powinna zostać zbadana – podobnie jak inne wątpliwości związane z Mateckim – ale kiedy ostatnio za nieprzychodzenie do pracy trafiano do aresztu? prawdopodobnie w czasach stalinowskich, bo wówczas wszystko podciągano pod sabotaż.
Zobacz również:
Używanie sądów i znajdowanie rozmaitych haków na przeciwników, by ich eliminować, nie zostało wymyślone u nas i nie w naszych czasach. Zależnie od historycznego trendu, niewygodnego lidera można było oskarżyć o czary, herezję, spiskowanie z wrogiem, kontrrewolucjonizm, złe prowadzenie – ale lud najłatwiej zawsze przyjmował oskarżenie o korupcję i zawsze ona pojawiała się w tle.
Od dawna jednak tego rodzaju powszechnego nadużycia nie akceptowała kultura polityczna Zachodu. Na „kolonizację” świata życia przez prawo lata temu zaczął narzekać lewicowy, ostatecznie, filozof Jürgen Habermas. To on najdobitniej zwrócił uwagę na to, iż prawo jako instytucja jest zastępowane przez prawo jako środek zarządzania i wpływu.
W ciągu kolejnych lat prawo i prawnicy zaczynają coraz bardziej zastępować demokrację. A gdy mają z nią problem, wypełniają tę rolę, którą kiedyś pełniły umundurowane bojówki, ataki na wieże telewizyjne i podkute buty maszerujące na stolice miast.
Wiktor Świetlik
Paszyk w „Graffiti” o cłach Trumpa: Nie ma bezpośrednio powodów do obawPolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas