nadchodzącej nocy będzie dzikość,
wezbrą potoki materii ożywionej,
jak i tej od zawsze martwej: ruszą z posad
ałycze, posągi, dawno temu opuszczony
dom-zapleśnialec, podźwigną się kamienice,
głazy o wyjątkowo twardych stopach,
szafiry, pokrzywa i nadajnik telefonii komórkowej.
cały ten ogrom przesączy się przez mój język,
w tańcu-wirowańcu przepłynie bezskładnie,
by znaleźć miejsce w Ukojeniu (nieobeznanym
nadmienię, iż Ukojenie jest kobietą,
więc zakorzenienie w nim nie skończy się
inaczej, niż wspaniałościami).
nakręcona kluczykiem krokmaszyna o silniku
krokowym zadepcze ślady kamulców, mobilnych
podmurówek, korzeni. ogarnie mnie błogość,
gdy wymówię w myślach wyraz zapadlisko.
w tym obłaskawionym słowie będą serduszka,
cekiny, łagodna zatrata.










