Prokuratura prowadzi czynności sprawdzające po publikacji nagrań z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. dwóch wież. To test dla państwa: czy materiały z postępowań są chronione przez prawo, czy stają się amunicją w politycznej wojnie.
Nagranie z akt trafia do sieci
Sprawa zaczęła się od publikacji fragmentów nagrania z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w śledztwie dotyczącym tzw. dwóch wież. Jak podawały media, prezes PiS był przesłuchiwany jako świadek, a nagranie pochodziło z materiałów postępowania. W normalnym państwie taki materiał nie powinien krążyć po internecie jak kolejny polityczny klip.
Według informacji przekazanych mediom przez rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotra Antoniego Skibę, dostęp do całości akt miała mieć jedna osoba spoza prokuratury: pełnomocnik Geralda Birgfellnera, Roman Giertych. Poseł zaprzecza, by stał za wyciekiem. To rozróżnienie jest konieczne. Prokuratura wskazała okoliczność dostępu, ale nie przesądziła winy.
Prawo nie może przeciekać na życzenie
Wirtualna Polska informowała, iż prokuratura prowadzi czynności sprawdzające w związku z ujawnieniem nagrania. W komunikacie przywołano art. 241 Kodeksu karnego, który dotyczy publicznego rozpowszechniania wiadomości z postępowania przygotowawczego przed ich ujawnieniem w postępowaniu sądowym. Za taki czyn może grozić grzywna, ograniczenie wolności albo do dwóch lat więzienia.
To nie jest drobiazg proceduralny. o ile materiały z akt mogą wypływać wtedy, gdy pasuje to jednej stronie sporu, obywatel traci elementarne zaufanie do państwa. Dzisiaj nagranie dotyczy Kaczyńskiego. Jutro może dotyczyć każdego świadka, przedsiębiorcy, urzędnika albo zwykłego człowieka wciągniętego w postępowanie. Państwo prawa nie polega na tym, iż wygrywa ten, kto szybciej wrzuci plik do sieci.
Dziennik Narodowy opisywał już ostre starcia polityczne między tymi środowiskami, między innymi w tekście o konfrontacji Kaczyńskiego i Giertycha w Sejmie. Polityczny konflikt jest tu oczywisty. Właśnie dlatego procedury muszą być twardsze, a nie bardziej elastyczne.
Tusk stawia warunek
Do sprawy odniósł się także premier Donald Tusk. Polsat News relacjonował, iż szef rządu mówił o konsekwencjach, jeżeli doszło do złamania prawa. Tusk podkreślał przy tym, iż nie odniósł wrażenia, by prokuratura oficjalnie przesądzała odpowiedzialność Giertycha. To ważne, bo w sprawach tak politycznych choćby jedno nieprecyzyjne zdanie potrafi zamienić czynności sprawdzające w medialny wyrok.
Roman Giertych od lat jest jednym z najbardziej agresywnych przeciwników PiS, a Jarosław Kaczyński pozostaje centralną figurą tej partii. Obozy polityczne natychmiast ustawiają sprawę pod własną narrację. Jedni widzą dowód brudnej gry, drudzy próbują rozmyć odpowiedzialność. Ale interes publiczny nie leży ani w zemście, ani w ochronie swoich. Leży w ustaleniu, kto miał dostęp, kto wyniósł materiał i czy złamano przepisy.
Przy innych wątkach wokół Giertycha pisaliśmy, jak łatwo polityczne emocje przykrywają pytania o odpowiedzialność, choćby przy tekście o odcinaniu się ministra funduszy od pomysłów Romana Giertycha. Tu mechanizm jest podobny: nazwiska są głośne, ale sedno dotyczy reguł państwa.
Świadek nie może być materiałem propagandowym
Jarosław Kaczyński w tej sprawie występował jako świadek. To ma znaczenie. Świadek składa zeznania w ramach procedury, a nie na potrzeby kanałów internetowych. jeżeli obywatel zaczyna zakładać, iż każde przesłuchanie może zostać upublicznione w wybranym fragmencie, system traci powagę. Ludzie będą mówić mniej, bać się więcej i kalkulować politycznie tam, gdzie powinni mówić prawdę.
Oczywiście opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak działają organy państwa. Ma prawo znać finał sprawy, decyzje prokuratury, uzasadnienia i ewentualne błędy. Ale jawność nie jest samowolnym przeciekiem. Jawność ma formę prawną. Bez niej otrzymujemy polowanie na obrazki, a nie kontrolę instytucji.
W tle pozostaje również szerszy spór o rozliczenia po rządach PiS. Opisywaliśmy, jak Kaczyński wracał do tematów Smoleńska i oskarżał Rosję oraz Donalda Tuska. Emocje po obu stronach są ogromne. Tym bardziej państwo musi pilnować, by prokuratura nie wyglądała jak zaplecze wojny partyjnej.
Stawką jest zaufanie do państwa
Ta sprawa nie wymaga teatralnych deklaracji. Wymaga prostej odpowiedzi: skąd nagranie trafiło do mediów, kto miał do niego dostęp i czy doszło do naruszenia prawa. o ile ktoś złamał przepisy, powinien ponieść konsekwencje. o ile oskarżenia są nieuzasadnione, trzeba to jasno powiedzieć. Bez mgły i bez politycznego parasola.
Stawka dla Polaków jest większa niż kłótnia Kaczyński kontra Giertych. Chodzi o to, czy obywatel może zaufać, iż materiały z postępowania nie staną się narzędziem presji, zemsty albo medialnej ustawki. Państwo, które przecieka, słabnie. A słabe państwo zawsze najbardziej uderza w zwykłych ludzi, nie w tych, którzy mają najlepszych prawników i najgłośniejsze mikrofony.
Źródło: Wirtualna Polska, TVN24, Polsat News.










![Pierwsze nagranie najwyższego przywódcy Iranu od czasu rozpoczęcia wojny przez USA [+VIDEO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/08/Modztaba-Chamenei.jpg)



