Najbardziej Polaków zajmuje teraz dojadanie świąt, a następnie zamieszanie w sprawie ślubowania sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego. O co w tym całym rozgardiaszu chodzi? Aby to zrozumieć należy, a choćby trzeba mieć: ekierkę, jabłko, tablicę Mendelejewa, pokłady samoświadomości, widok na Tatry, może być w Internecie i dużo, dużo szaleństwa. Trzeba to wszystko rozrysować, aby pojąć. W tym celu: bierzesz czystą kartkę papieru, czarnego mazaka, może być pisak, zamykasz oczy i minutę bazgrasz po kartce, tak zu, zu, zi, zu, za. Wtedy otrzymasz dokładny schemat sytuacji jaką zgotowali politycy w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Co więcej, rzecz ze ślubowaniem sędziów rozbija się o interpretację słowa „wobec”, „ślubowanie wobec prezydenta”. Prezydent wobec tłumaczy wszem i wobec, iż to oznacza w jego obecności. Ale przecież w zapisie konstytucyjnym nie jest określone jaką odległość od prezydenta charakteryzuje się wobec. Bo może to oznaczać, iż sędzia ślubujący musi się przytulić do prezydenta, albo też stać maksimum pięć metrów od niego, i czy składacz i przyjmant ślubowania muszą być w tym samym pomieszczeniu?