
„Die Welt”: Historyk wojskowości Sonke Neitzel powiedział, iż to może być ostatni rok pokoju. Histeria czy realizm?
Generał porucznik Aleksander Sollfrank: Te ostrzeżenia mają być sygnałem alarmowym. Nie jesteśmy jeszcze w stanie wojny, jak definiuje to profesor Neitzel, a jednak już jesteśmy w konflikcie z Rosją. Obserwujemy różne formy ataków hybrydowych, szpiegostwa, sabotażu lub operacji wywierania wpływu poprzez dezinformację. Rosjanie nazywają te formy wojny hybrydowej wojną nieliniową.
Czy chodzi o sławną doktrynę Gierasimowa?
Tak. W tej koncepcji chodzi o realizowanie celów poprzez wykorzystanie środków w całym spektrum projekcji siły. Wiąże się to z wykorzystaniem metod wojny hybrydowej. W tej koncepcji rozważane i planowane są kolejne etapy eskalacji od wojny lokalnej do regionalnej i na dużą skalę.
W każdym razie, wraz z naszymi sojusznikami, bacznie obserwujemy poczynania Rosji i oceniamy każdy jej krok. Robiąc to, w naszych ocenach ściśle trzymamy się faktów.
Jakich faktów?
Każdy, kto chce prowadzić wojnę przeciwko NATO, musi być do tego zdolny militarnie. Wymaga to sił zbrojnych z personelem, wyposażeniem i zdolnościami, które mogą stawić czoła wojskom NATO w konflikcie zbrojnym.
Nie rozpoczyna się wojny, po prostu ostrzeliwując terytorium NATO. Wojna ma swój cel, tak jak np. okupacja terytorium. Zanim oddasz pierwszy strzał, musisz zdać sobie sprawę, czy osiągniesz wyznaczony cel wojenny. Dlatego bacznie obserwujemy, jakim potencjałem dysponuje Federacja Rosyjska.
„Chodzi o zmianę porządku euroatlantyckiego”
Co fakty mówią o celach Rosji?
Po pierwsze, trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego Rosja potrzebuje tak dużych sił zbrojnych? W krótkim czasie Federacja Rosyjska przezbroiła swój arsenał do poziomu sprzed inwazji na Ukrainę — pomimo ogromnych strat poniesionych w wojnie z Kijowem.
Po drugie, co Rosja zrobiła ze swoim potencjałem militarnym w przeszłości? Zaatakowała swoich sąsiadów Gruzję i Ukrainę w ciągu ostatnich 17 lat i użyła ogromnej siły i brutalności, aby osiągnąć własne cele.
Po trzecie, trzeba słuchać tego, co piszą i mówią przywódcy polityczni w Rosji. Można z tego wywnioskować, iż Rosjanie chcą cofnąć czas do sytuacji sprzed powstania wolnych państw na peryferiach lub gruzach Związku Radzieckiego, które następnie stały się członkami UE lub NATO.
Czyli Rosjanie chcą wrócić do Europy sprzed 1990 r.?
Chodzi o zmianę porządku euroatlantyckiego w obecnej formie na taki, który byłby do zaakceptowania przez Rosję. Putin żąda, aby państwa, które są w tej chwili członkami NATO, albo nie były już członkami Sojuszu Północnoatlantyckiego, albo żeby nie stacjonowały na swoim terytorium obcych wojsk i aby USA nie były już głównym gwarantem bezpieczeństwa w Europie.
Nawiasem mówiąc, był to rdzeń tak zwanych gwarancji bezpieczeństwa, których Rosja zażądała od Zachodu już w 2021 r.
Czy Rosjanie są coraz lepsi w prowadzeniu działań hybrydowych, takich jak sabotaż i szpiegostwo?
Tak, są. To, co widzimy, różni się nie tylko pod względem ilości w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat, ale także pod względem jakości. Nie zawsze jednak można udowodnić, iż to Rosjanie stoją za tymi działaniami.
Problem możliwości przypisania autorstwa nieprzyjaznych działań jest również sednem działań hybrydowych. Oprócz wyrządzania bezpośrednich szkód, ich celem jest niepokojenie ludności i delegitymizacja instytucji państwowych.
Czy działania hybrydowe są celem samym w sobie? A może chodzi o to, co wojskowi nazywają „kształtowaniem pola bitwy”? Innymi słowy, czy Rosjanom chodzi o przygotowanie do klasycznej wojny?
Może chodzić im o jedno i o drugie. Mogą chcieć osiągnąć konkretne cele poprzez prowadzenie działań hybrydowych, jak i „kształtować pole bitwy” poprzez testowanie, szpiegowanie oraz wywoływanie niepokoju.
Testując nasze systemy i procedury alarmowe, rozpoznając wzorce naszych reakcji, rosyjskie służby wywiadowcze zbierają doświadczenie.
Należy jednak pamiętać, iż sednem działań hybrydowych jest osiągnięcie celów wojennych bez konieczności eskalacji militarnej.
„Mamy do czynienia z dziwnymi incydentami”
Jak niebezpieczne są działania Rosjan?
Obserwujemy wzrost liczby ataków hybrydowych, które są również wymierzone w Bundeswehrę. Mieliśmy do czynienia z incydentami wskazującymi na sabotaż, na przykład w stosunku do obiektów marynarki wojennej. Metalowe wióry w układzie napędowym lub zużyty olej w zbiorniku wody pitnej to tylko dwa uderzające przykłady sabotażu przeciwko dwóm fregatom morskim. Zauważamy również rosnącą aktywność dronów.
Mamy do czynienia z dziwnymi incydentami w sferze cybernetycznej, a choćby próbami infiltracji obiektów wojskowych. Niektórym z nich można było zapobiec, innym nie. Podejmujemy dodatkowe środki, aby lepiej się przed tym chronić. Mogę powiedzieć, iż świadomość wzrosła. Na przykład drony są dziś wykrywane szybciej niż trzy lata temu.
Dlaczego wojsko po prostu nie zestrzeliwuje dronów?
Skutecznie zwalczamy drony tam, gdzie jesteśmy do tego upoważnieni i gdzie jest to adekwatne do sytuacji. Dobitnym przykładem jest korweta „Ludwigshafen am Rhein”, która zestrzeliła drona z morza u wybrzeży Libanu w październiku ubiegłego roku.

Niemiecka korweta „Ludwigshafen am Rhein” (zdj. ilustracyjne)
Gdyby to się nie udało, dron uderzyłby w okręt i spowodował poważne uszkodzenia. Zestrzeliliśmy też jednego lub dwa drony na poligonach wojskowych.
Naprawdę?
Tak, ale nie jesteśmy jeszcze wystarczająco skuteczni w obronie przed dronami. Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, technologia bezzałogowych statków powietrznych rozwija się bardzo dynamicznie. Jako Bundeswehra musimy dotrzymywać kroku temu rozwojowi technologicznemu dzięki naszych środków obrony.
Po drugie, żołnierz, który odkryje drona, może zdecydować, iż go nie zestrzeli, ponieważ musi wziąć pod uwagę ewentualne skutki tego działania. Wszystko, co wystrzeliwujemy w powietrze, wraca też na ziemię…
I może np. spaść na wioskę?
Tak, to prawda. Oprócz zestrzeliwania, obrona przed dronami polega również na przerywaniu połączenia między pilotem drona na ziemi a dronem. Bezzałogowe statki powietrzne można zestrzelić lub rozbić w ukierunkowany sposób. To właśnie rozumiemy przez zagłuszanie. Istnieją jednak również drony kierowane przewodowo, w przypadku których zagłuszanie nie działa. W Dowództwie Operacyjnym Bundeswehry mamy centrum, które zajmuje się właśnie tymi kwestiami.
Centrum to powstało w czasie, gdy byliśmy atakowani improwizowanymi ładunkami wybuchowymi podczas misji zagranicznych. Ci eksperci w pełni poświęcają się obronie przed dronami oraz związanymi z tym taktykami, technikami i procedurami, a także kwestiami technologicznymi, takimi jak zdalne sterowanie bezzałogowymi statkami powietrznymi.
Zmiany w Bundeswehrze
Czy nowo utworzone Dowództwo Operacyjne Bundeswehry oznacza, iż era misji zagranicznych dobiegła końca, a głównym priorytetem armii ponownie stała się obrona kraju i sojuszy?
Zgadza się. Mieliśmy dwa dowództwa: Dowództwo Operacyjne dla misji zagranicznych i Dowództwo Terytorialne dla Niemiec. Ale teraz chodzi głównie o odstraszanie i gotowość obronną.
Dlatego łączymy wszystko w jednym dowództwie w Dowództwie Operacyjnym i koncentrujemy działania sił zbrojnych na głównym zadaniu, jakim jest ochrona przed zagrożeniem hybrydowym oraz przygotowanie obrony narodowej i sojuszniczej.
Jak bliska jest kooperacja z USA?
Pod względem wojskowym bliska i niezawodna, bez zmian. Jestem oczywiście świadomy debat politycznych i zapowiedzi ze strony USA, ale w tej chwili nie widzę żadnych konsekwencji tych działań w sferze wojskowej. NATO działa — zjednoczone, skoordynowane, zdeterminowane.