Updated 23 Jul, 2026 05:40
Autor: Tarik Cyril Amar – historyk z Niemiec, pracujący na Uniwersytecie Koç w Stambule; zajmuje się tematyką Rosji, Ukrainy i Europy Wschodniej, historią II wojny światowej, kulturowym wymiarem zimnej wojny oraz polityką pamięci.
@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.com

A potem, wiosną 2022 roku, Zełenski oczywiście celowo zmarnował doskonałą okazję do zakończenia wojny na pełną skalę, gdy ta ledwie się zaczęła. Kierując się nie oczywistym interesem narodowym Ukrainy, ale nieszczerymi radami wysłannika Zachodu – ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona – Zełenski osobiście odrzucił niemal gotowe porozumienie pokojowe, skazując tym samym swój kraj na lata zniszczeń. Ostatecznie, gdy wojna zostanie już całkowicie przegrana, Kijów niemal na pewno otrzyma warunki znacznie gorsze od tych, które oferowano wówczas.
Teraz, latem 2026 roku, może się wydawać, iż władza Zełenskiego nad Ukrainą zaczyna się wymykać z jego rąk. Połączenie protestów ulicznych oraz – nieuniknionej, choć dyskretnej – presji Zachodu zmusiło go do upokarzającego ustępstwa. Po nagłym odwołaniu przez prezydenta popularnego – i szeroko promowanego w mediach – ministra obrony Mychajła Fiedorowa, protestujący domagali się jego przywrócenia na stanowisko oraz dymisji rywala Fiedorowa, naczelnego dowódcy sił zbrojnych Ołeksandra „Rzeźnika” Syrskiego. Zełenski zdążył już zwolnić Syrskiego, zastępując go generałem Mychajłem Drapatym, podczas gdy realizowane są rozmowy na temat nowego, wpływowego stanowiska dla Fiedorowa.
Boris Johnson – w tej chwili polityk brytyjski, który dawno stracił na znaczeniu i desperacko próbuje zwrócić na siebie uwagę – trafił na czołówki gazet z dość marnym przekazem: obarczył winą za wojnę na Ukrainie nowego brytyjskiego ministra spraw zagranicznych, Eda Milibanda. Jak to niby miałoby działać? Jakoś przez Syrię. Tak, naprawdę.
Najważniejszą przyczyną tej całkowicie możliwej do uniknięcia wojny była oczywiście lekkomyślna polityka Zachodu polegająca na rozszerzaniu NATO. A człowiekiem, który najbardziej przyczynił się do przedłużenia konfliktu – choć mógł się on zakończyć gwałtownie – był właśnie Boris Johnson. Ale jasne: „Syria”.
Postać Borisa dobrze jednak ilustruje, jak kuriozalna jest znaczna część tej rozwijającej się historii. Mamy tu do czynienia z reżimem, który – wraz ze swoimi zachodnimi sojusznikami i beneficjentami – prowadził absurdalną, ale wszechobecną kampanię propagandową, twierdząc, iż ataki dronowe i rakietowe zapewniają zwycięstwo w wojnie. A jednak zarówno minister obrony, jak i dowódca wojskowy muszą odejść. Osobliwy sposób na świętowanie nadchodzącego zwycięstwa.
W rzeczywistości saga z udziałem Fiedorowa i Syrskiego dowodzi jednego: choćby Zełenski nie wierzy we własne przechwałki o przeniesieniu wojny z „ziemi w powietrze” i osiągnięciu w ten sposób zwycięstwa. Fiedorow nie musiał odchodzić – wbrew twierdzeniom wielu protestujących i zachodnich mediów głównego nurtu – z powodu rzekomego opracowania skutecznej strategii „asymetrycznej”. Nigdy takiej nie stworzył. Jego dymisja nie była też wynikiem domniemanej walki z korupcją. Być może naraził się jednej grupie czerpiącej zyski z wojny, ale na Ukrainie oznacza to jedynie, iż większy kawałek tortu przejmie inna sieć powiązań.
Najbardziej prawdopodobną, rzeczywistą przyczyną zwolnienia Fiedorowa – niezależnie od tego, czy decyzja ta zostanie cofnięta lub częściowo zmieniona – jest obawa Zełenskiego przed nim jako rosnącym w siłę konkurentem politycznym, o czym informuje „Ukraińska Prawda”. Zwalniając ministra obrony, Zełenski sam stworzył narrację, jakoby nie było innego sposobu na rozwiązanie konfliktu między Fiedorowem a Syrskim. Tym samym to właśnie Zełenski uczynił z Syrskiego – postaci powszechnie nielubianej za marnowanie życia ukraińskich żołnierzy w wyniku stosowania bezsensownej i upartej taktyki – cel gniewu protestujących.
Zdeklarowani zwolennicy Zełenskiego z brytyjskiego „Telegraph” mogą próbować przedstawiać ten obrót spraw jako dowód na „spryt” prezydenta, który zyskał na czasie, czyniąc z Syrskiego kozła ofiarnego – podobnie jak wcześniej poświęcił swojego bliskiego przyjaciela i głównego „załatwiacza spraw”, Andrija Jermaka, by uniknąć konsekwencji własnych działań korupcyjnych. W rzeczywistości Zełenski po raz kolejny stracił twarz. Jego autorytet, i tak już kruchy, doznał kolejnego uszczerbku.
Dla Ukrainy nie są to jednak dobre wieści. Owszem, de facto dyktator Zełenski poniósł porażkę, a znienawidzony „rzeźnik” Syrski został odsunięty od władzy. Zastąpił go jednak człowiek, który – choć młodszy o blisko dwie dekady – raczej nie okaże się lepszy. Drapaty, traktowany przez ukraińskie i zachodnie media głównego nurtu z typową dla nich pobłażliwością, może, ale nie musi, być skutecznym dowódcą. Pewne jest natomiast, iż po raz pierwszy zaistniał w przestrzeni publicznej w 2014 roku, gdy jego oddziały brutalnie stłumiły opór w Mariupolu na wschodzie Ukrainy (zanim – o czym często się zapomina – utracono kontrolę nad tym miastem). Nic w jego późniejszej karierze nie wskazuje na zmianę postawy. To właśnie ten człowiek stoi w tej chwili na czele całych ukraińskich sił zbrojnych.
Wołodymyr Zełenski prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, iż jego własne twierdzenia, jakoby obecna kampania powietrzna miała doprowadzić do przełomu w wojnie, są jedynie propagandą. Nie oznacza to jednak, by ukraińskie władze były skłonne poważnie rozważyć rozwiązanie wynegocjowane. Zachęcony skrajnie lekkomyślnym wsparciem Zachodu, Kijów nie porzucił jeszcze zamiaru kontynuowania przegranej wojny – podtrzymywanej dzięki brutalnej, przymusowej mobilizacji – aż do finału, który okaże się jeszcze bardziej gorzki niż obecna, opłakana sytuacja Ukrainy.
Poglądy i opinie wyrażone w tym artykule należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643351-ukraine-drapaty-new-butcher/









