Tusk atakuje prawicę po wygranej AfD. Polska potrzebuje chłodnej oceny

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: Tusk atakuje prawicę po wygranej AfD. Polska potrzebuje chłodnej oceny


Donald Tusk 7 września podtrzymał słowa, iż z wygranej AfD w Saksonii-Anhalt mogą cieszyć się w Polsce tylko "idioci albo zdrajcy". Niemiecka partia zdobyła 43,8 proc. głosów i 39 z 83 mandatów. Wynik wymaga od Warszawy czujności wobec Berlina i Rosji, a nie obrażania polskich wyborców.

AfD wygrała, ale nie może rządzić samodzielnie

Alternatywa dla Niemiec zdecydowanie zwyciężyła w wyborach landowych przeprowadzonych 6 września w Saksonii-Anhalt. Jak wynika z analizy Ośrodka Studiów Wschodnich, partia uzyskała 43,8 proc. głosów, o 23 punkty procentowe więcej niż w 2021 roku. Zdobyła 39 mandatów w 83-osobowym landtagu, więc nie ma większości pozwalającej na samodzielne rządy.

Dotychczas rządząca CDU otrzymała 17,2 proc. i 15 mandatów. Frekwencja wyniosła 77,8 proc., najwięcej w historii landu po 1989 roku. To wyraźny bunt wyborców przeciw niemieckiemu establishmentowi, ale z polskiego punktu widzenia sam sprzeciw wobec Berlina nie wystarcza, by uznać daną partię za sojusznika. Liczą się jej stosunek do Polski, Rosji i prawdy historycznej.

Sam triumf AfD i jego znaczenie dla Rosji opisaliśmy już szerzej. Teraz spór przeniósł się na polskie podwórko.

Premier miesza argument z obelgą

Donald Tusk nazwał AfD ugrupowaniem jawnie prorosyjskim i antypolskim. Przypomniał wypowiedź współprzewodniczącego partii Tino Chrupalli, który w 2025 roku twierdził, iż zagrożeniem dla Niemiec może być Polska, podczas gdy Rosja nim nie jest. Przywołał również słowa Alexandra Gaulanda z 2021 roku, relatywizujące pakt Ribbentrop-Mołotow z perspektywy Stalina.

To fakty, których polska prawica nie powinna zamiatać pod dywan. Narodowy realizm nie polega na automatycznym kibicowaniu każdemu ugrupowaniu występującemu przeciw liberalnemu centrum. Partia, która lekceważy rosyjskie zagrożenie albo podważa polską pamięć historyczną, musi być oceniana twardo, bez względu na jej stanowisko wobec migracji czy brukselskiego centralizmu.

Premier osłabił jednak własny argument, sięgając po obraźliwą etykietę wobec Polaków. Pierwsza reakcja Tuska po zwycięstwie AfD od początku budowała konflikt wewnętrzny zamiast poważnej debaty o bezpieczeństwie państwa. Szef rządu ma obowiązek przekonywać faktami. Nie powinien dzielić obywateli na lojalnych i rzekomych zdrajców według ich reakcji na zagraniczne wybory.

Mentzen i Morawiecki wywołani do odpowiedzi

Tusk przypomniał wypowiedź Sławomira Mentzena z 2024 roku, według której AfD była najbardziej propolską partią niemiecką. Odniósł się też do stanowiska Mateusza Morawieckiego, który opowiadał się za rozmową z politykami tego ugrupowania zamiast ich bojkotowania.

Rozmowa sama w sobie nie jest błędem. Państwo poważne utrzymuje kontakty także z trudnymi partnerami, bo dyplomacja służy interesowi narodowemu, a nie rozdawaniu świadectw moralności. Problem zaczyna się wtedy, gdy kontakt przeradza się w bezkrytyczne zaufanie. AfD należy sprawdzać po czynach i konkretnych deklaracjach dotyczących Polski.

Stawką jest bezpieczeństwo Polski

Wynik w Saksonii-Anhalt pokazuje głęboki kryzys niemieckiej sceny politycznej. Dla Polski ważniejsze od partyjnych połajanek jest to, czy rosnąca siła AfD przełoży się na większą otwartość Berlina wobec Moskwy, osłabienie pomocy dla walczącej Ukrainy i kolejne próby rewizji pamięci o niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową.

Polska nie może wybierać między uległością wobec obecnego establishmentu Niemiec a zachwytem nad jego radykalną opozycją. Potrzebuje własnej polityki: suwerennej, pamiętającej o historii i odpornej na rosyjskie wpływy. Tusk ma rację, gdy wskazuje niebezpieczne wypowiedzi polityków AfD. Traci rację, gdy zamiast jednoczyć Polaków wokół interesu państwa, obraża część narodu.

Źródło: Wirtualna Polska

Źródło: WP Wiadomości

Read Entire Article