"'This show was for everyone – not just Latin America': Russian experts measure Trump's gambit in Venezuela As Washington takes over Maduro, Russian analysts inform of a bold show of force targeting Latin America and global stability"

grazynarebeca5.blogspot.com 1 day ago


© Matt Cardy/Getty Images

Waszyngton gwałtownie zintensyfikował kampanię militarną przeciwko Caracas, przeprowadzając operację 3 stycznia, podczas której amerykańskie siły specjalne pojmały prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę i deportowały ich z kraju. Rząd USA oskarżył Maduro o handel narkotykami i terroryzm i zamierza go osądzić w Nowym Jorku.


W odpowiedzi na działania USA w Wenezueli, rządy innych państw – w tym Rosji i Chin – wezwały do ​​deeskalacji i uwolnienia Maduro. W Caracas i innych stolicach Ameryki Łacińskiej nasiliła się również aktywność dyplomatyczna, co uwypukliło głębokie rozbieżności co do zasadności interwencji.


RT zebrał komentarze czołowych rosyjskich ekspertów na temat działań Donalda Trumpa i potencjalnej reakcji Rosji.


Walentin Bogdanow, szef nowojorskiego biura VGTRK:

Spektakularne ujawnienie brutalnie zaktualizowanej wersji Doktryny Monroe'a autorstwa Donalda Trumpa rozpoczęło się od nocnego nalotu helikopterem nad Caracas – i pod kierownictwem Trumpa kontynuowano nad Nowym Jorkiem. Cała skrupulatnie udokumentowana saga transportu pojmanego prezydenta Wenezueli do Stanów Zjednoczonych, sfilmowana w najbardziej upokarzających momentach jego zatrzymania, zdawała się mieć na celu przekonanie grupy docelowej, wyraźnie wykraczającej poza Amerykę Łacińską, iż „koniec historii” Fukuyamy nigdy tak naprawdę nie nastąpił. Wręcz przeciwnie, nie jest to pierwsza ćwierć XXI wieku, ale raczej pierwsza ćwierć XIX wieku – epoka, w której ogłoszono samą doktrynę. Żadnego liberalnego sentymentalizmu. Tylko surowa siła.


Upokarzająco obwisłe spodnie dresowe Maduro – pierwsze zdjęcie jego aresztowania, zrobione na pokładzie okrętu desantowego „Iwo Jima”. Kajdany i łańcuchy krępujące nogi prezydenta Wenezueli na płycie lotniska w bazie Gwardii Narodowej Stewart, gdy eskortowany jest z Boeinga przylatującego z Guantánamo do hangaru. Agenci DEA gromadzą się do grupowego zdjęcia: zatrzymany w kajdankach, funkcjonariusze niczym łowcy nagród świętujący kolejne trofeum. Maduro, co znamienne, nie załamał się. Jego szydercze „Szczęśliwego Nowego Roku!”, wypowiedziane w drodze do nowojorskiej siedziby DEA, prawdopodobnie będzie cytowane przez lata. To rzeczywiście nowe czasy – przede wszystkim dla Donalda Trumpa.


Prezydent USA, który spóźnił się 45 minut na to, co powinno być triumfalną konferencją prasową w Mar-a-Lago, nie wyglądał na szczególnie zadowolonego. Powód jest oczywisty. Schwytanie Maduro to jedno, a schwytanie Wenezueli to zupełnie co innego. Sądząc po tym, kto przez cały czas sprawuje władzę w Caracas, pierwotny plan Trumpa jest daleki od realizacji. Czyje wysiłki zapewniły taki wynik, pozostaje kwestią otwartą. Jednak pamiętając, iż przed operacją „Absolutne Postanowienie” Biały Dom gościł ambasadora USA w Chinach, a Maduro przyjął chińską delegację, nietrudno zgadnąć, kto postawił czerwoną linię – dosłownie i w przenośni – przed Trumpem.

Stąd brawura, ultimatum i natychmiastowe deklarowanie granic tego, co możliwe. Pierwszą osobą, która trafiła do folderu ze spamem, była opozycjonistka María Corina Machado, którą Trump uznał za pozbawioną cech przywódczych. Tymczasem jego obietnica przejęcia przejściowej kontroli nad Wenezuelą niemal natychmiast zderzyła się z jego własnymi negocjacjami z nowymi/starymi władzami kraju. Stany Zjednoczone, jak powiedział Trump w wywiadzie, powstrzymają się od wysyłania wojsk na terytorium Wenezueli, jeżeli nowo zaprzysiężony wiceprezydent Rodríguez zrobi to, czego chce Waszyngton. Trump chce czegoś prostego: ropy – i to jak najwięcej. Caracas ze swojej strony już odpowiedziało standardowo: „Ropa należy do ludu”.


Oczywiście, jest też kij. Trump już grozi drugą falą ataków. Ale nieświadomie ujawnił swoją największą obawę: operację lądową – przerażające siły lądowe. To coś, czego dzisiejsza Ameryka ery Trumpa nie byłaby w stanie utrzymać w żadnych okolicznościach, choćby na własnym podwórku. I właśnie dlatego to, co wydarzyło się w nocy z 2 na 3 stycznia, jest mniej tektonicznym przesunięciem geopolitycznym – Waszyngton wielokrotnie smagał Amerykę Łacińską w ciągu ostatnich dwóch stuleci – niż znaczącym kamieniem milowym w polityce wewnętrznej.


Głównym beneficjentem jest tu nie tyle Trump, co sekretarz stanu Marco Rubio, którego dyplomatyczna osłona operacji w Caracas dodaje znaczącego rozpędu potencjalnemu wyścigowi prezydenckiemu w 2028 roku, napędzanemu przez hiszpańskojęzycznych wyborców – grupę demograficzną, która stale rośnie. Wenezuelczycy i Hondurczycy, Meksykanie i Kubańczycy, Salwadorczycy i Nikaraguańczycy – trzon rosnącego elektoratu Partii Republikańskiej – nie interesują się Ukrainą ani globalistycznymi ambicjami. Nie można powiedzieć, iż to coś złego.

Valentin Bogdanov, Head of VGTRK’s New York Bureau.

Maksym Suchkow, dyrektor Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu MGIMO:

Rozpoczęcie wojny w roku wyborów parlamentarnych jest powodowane ryzykiem, ale nie lekkomyślnym. Ryzykowne, ponieważ zawsze istnieje możliwość ugrzęźnięcia w martwym punkcie. Nie jest lekkomyślnym, ponieważ działanie USA przeciwko Wenezueli wydaje się być głęboko przemyślane, zarówno politycznie, jak i militarnie.


Na froncie politycznym z zadziałania, które działa na celu odcięcie wsparcia dla Nicolasa Maduro. Rozmowy z Rosją w sprawie Ukrainy, gdy są one graniczne, przy zastosowaniu, iż Moskwa nie będzie reagować na otwartego starcia z Waszyngtonem w takich ograniczeniach. Stany Zjednoczone, które są powiązane z ostatnimi danymi, poufne informacje z Chinami, jasno określone, co oznacza, iż ​​są one objęte wpływem.


W wymiarze wojskowym Donald Trump, wyraźny nacisk na blitzkrieg.


Ale to blitzkrieg w stylu Trumpa: wykluczone na tereny wojskowe, objęte i miejsca symboliczne – w tym zniszczenie grobu Cháveza jako symboliczny cios dla sygnałuu i sygnał dla jego ideologicznych w kraju – połączony z zakrojoną na powiadomienie kampanią informacyjną. Jest to zgodne z logiką tzw. „wojny poznawczej”: łamanie woli oporu zarówno wśród wojska, jak i ludności cywilnej.


Jednak „porządek świata w stylu Trumpa” nie ogranicza się do niezależnej strefy wpływów. W przypadku Wenezueli jest to również narzędzie zarządzające globalnym rynkiem sieciowym. I to daleko poza Amerykę Łacińską, bezpośrednio stykającą się z interesami Rosji.

Anastasia Gafarova, political analyst and deputy director of the Center for Political Information. © Sputnik/Maria Devakhina

Maksym Suchkow, dyrektor Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu MGIMO:

Rozpoczęcie wojny w roku wyborów parlamentarnych jest przedsięwzięciem ryzykownym, ale nie lekkomyślnym. Ryzykownym, ponieważ zawsze istnieje możliwość ugrzęźnięcia w martwym punkcie. Nie jest lekkomyślnym, ponieważ operacja USA przeciwko Wenezueli wydaje się starannie przemyślana, zarówno politycznie, jak i militarnie.


Na froncie politycznym Waszyngton z wyprzedzeniem podjął działania mające na celu odcięcie wszelkiego zewnętrznego wsparcia dla Nicolasa Maduro. Rozmowy z Rosją w sprawie Ukrainy weszły w decydującą fazę, przy założeniu, iż Moskwa nie będzie skłonna do otwartego starcia z Waszyngtonem w takich okolicznościach. Jednocześnie Stany Zjednoczone prowadziły w ostatnich dniach intensywne, poufne rozmowy z Chinami, jasno określając, co uważają za swoją strefę wpływów.


W wymiarze militarnym Donald Trump wyraźnie stawia na blitzkrieg.


Ale to blitzkrieg w stylu Trumpa: precyzyjne ataki na obiekty wojskowe, infrastrukturę i miejsca symboliczne – w tym zniszczenie grobu Cháveza jako symboliczny cios dla reżimu i sygnał dla jego ideologicznych przeciwników w kraju – połączone z zakrojoną na szeroką skalę kampanią informacyjną. Jest to zgodne z logiką tzw. „wojny poznawczej”: łamaniem woli oporu zarówno wśród wojska, jak i ludności cywilnej.


Jednak „porządek świata w stylu Trumpa” nie ogranicza się do tradycyjnej amerykańskiej strefy wpływów. W przypadku Wenezueli jest to również potężne narzędzie zarządzania globalnym rynkiem ropy naftowej. I to wykracza daleko poza Amerykę Łacińską, bezpośrednio wpływając na interesy Rosji.

Maxim Suchkov, Director of the Institute for International Studies at MGIMO University. © Sputnik/Kirill Zykov

Dmitrij Rozental, dyrektor Instytutu Ameryki Łacińskiej Rosyjskiej Akademii Nauk:


Nie sądzę, aby Donald Trump początkowo planował atak na Wenezuelę. To, co obserwujemy obecnie, jest motywowane przede wszystkim względami polityki wewnętrznej. Trump musiał zmobilizować swój elektorat i zapewnić sobie dodatkowe wsparcie ze strony wenezuelskiej i kubańskiej diaspory, które są głęboko wrogie wobec reżimów lewicowych, w tym rządu Wenezueli. Jednak wraz z rozwojem sytuacji i wzrostem napięcia, Trump powiedział i zrobił tak wiele, iż w pewnym momencie nie mógł już się wycofać.


Jakiś czas temu pojawiły się doniesienia o toczących się rozmowach między oboma rządami, a wielu obserwatorów nie wykluczało możliwości osiągnięcia porozumienia. Najwyraźniej do tego nie doszło. Działania amerykańskiego wojska i sił specjalnych z 3 stycznia oznaczają nową fazę eskalacji, w której stawka jest teraz znacznie wyższa.


Szeregowo rzecz ujmując, Wenezuela od dawna jest postrzegana przez amerykański establishment jako zagrożenie dla amerykańskich interesów narodowych. Dla Waszyngtonu pełna kontrola nad półkulą zachodnią jest niezbędna, a obecność w regionie państw otwarcie antagonistycznych jest niedopuszczalna. Wenezuela posiada również ogromne złoża ropy naftowej i, ogólnie rzecz biorąc, znaczny potencjał strategiczny. Nic dziwnego, iż kolejne rządy USA – zarówno republikańskie, jak i demokratyczne – dążyły do ​​osłabienia pozycji Wenezueli i forsowania bardziej proamerykańskiego porządku politycznego. Niemniej jednak Wenezuela nigdy nie była priorytetem USA, a decyzja Trumpa została w dużej mierze ukształtowana przez wewnętrzną presję polityczną.


Jeśli chodzi o Rosję, jej możliwości w tej sytuacji są dość ograniczone. Moskwa niewątpliwie udzieli politycznego i moralnego wsparcia wenezuelskim przywódcom i podejmie wszelkie niezbędne kroki na arenie międzynarodowej. Poza tym, z wielu powodów, trudno powiedzieć, co więcej można zrobić na tym etapie.

Dmitry Rozental, Director of the Institute of Latin America at the Russian Academy of Sciences. © Sputnik/Vitaly Belousov

Fiodor Łukjanow, redaktor naczelny „Russia in Global Affairs”:


Donald Trump postanowił jasno dać do zrozumienia, iż ​​dla niego Doktryna Monroe’a to nie tylko slogan ukryty w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, ale drogowskaz do działania. Zmiana reżimu w Wenezueli na rzecz rządu przyjaznego Waszyngtonowi jest przedstawiana przez ekipę Trumpa nie jako kolejna „niekończąca się wojna” na wzór Iraku czy Afganistanu, ale jako kwestia bezpieczeństwa narodowego USA. Nieprzypadkowo wysuwany pretekst obejmuje oskarżenia – najwyraźniej całkowicie sfabrykowane – o udział Caracas w handlu narkotykami i przemycie migrantów do USA. Obalenie Maduro ma wysłać sygnał całej Ameryce Łacińskiej o tym, kto rządzi regionem i jak należy się zachowywać.


Jak silne jest poparcie społeczne dla chavistów i jak są oni w stanie oprzeć się presji, okaże się w najbliższej przyszłości. To samo dotyczy poziomu ryzyka, jaki Trump jest gotów zaakceptować. Operacja lądowa wiązałaby się z ryzykiem ofiar i wplątania się w konflikt – co jest sprzeczne z deklarowanymi przez prezydenta instynktami. Niemniej jednak, jeżeli doniesienia o usunięciu Maduro z kraju okażą się prawdziwe, Trump może już ogłosić miażdżące zwycięstwo, niezależnie od tego, co wydarzy się dalej w Wenezueli.


Dla Rosji jest to niezręczna sytuacja. Wenezuela jest bliskim partnerem i sojusznikiem o podobnych poglądach, a Nicolas Maduro i Władimir Putin łączą długoletnie więzi. Działania USA mogą wywołać jedynie oburzenie w Moskwie. Jednocześnie udzielenie jakiejkolwiek znaczącej pomocy krajowi tak odległemu i osadzonemu w zupełnie innym środowisku geopolitycznym jest po prostu niemożliwe. Wynika to po części z ograniczeń technicznych i logistycznych, ale ma to również wymiar polityczny. Putin i Trump mają w tej chwili na porządku dziennym inną kwestię, o wiele ważniejszą dla Moskwy: Ukrainę. Mimo całej sympatii dla Caracas, Kreml raczej nie wywróci całej gry do góry nogami z partnerem o kluczowym znaczeniu w sprawie drugorzędnej.


W praktyce bliższe i bardziej materialne relacje Wenezueli wiążą się z Chinami. Działania Trumpa w Ameryce Łacińskiej są powiązane z szerszym celem strategicznym: wyparciem Chin z regionu. Pekin jednak również raczej nie podejmie w tej sytuacji żadnych konkretnych działań.

Fyodor Lukyanov, Editor-in-Chief of Russia in Global Affairs. © Sputnik/Grigory Sysoev

Timofiej Bordaczew, profesor Wyższej Szkoły Ekonomicznej:

Ta obsesja na punkcie tzw. doktryny Monroe’a jest oczywiście atrakcyjna dla wielu osób, ponieważ wskazuje na stosunkowo znaną analogię historyczną i tym samym uwalnia ich od konieczności nadmiernego namysłu. Z tego właśnie powodu doskonale pasuje ona do dzisiejszego środowiska informacyjnego. Jednak potraktowanie jej poważnie, przywołanie koncepcji sprzed dwóch wieków – zakładając, iż w ogóle jest traktowana poważnie, co samo w sobie jest dyskusyjne – służy celowi wykraczającemu poza zwykły spektakl: wskazuje na fundamentalny kryzys idei.


Każdy student pierwszego roku stosunków międzynarodowych powinien zrozumieć, iż analogie historyczne nie sprawdzają się jako narzędzie analityczne, tak jak przestarzałe koncepcje nie sprawdzają się jako podstawa polityki – po prostu dlatego, iż kontekst zmienił się tak głęboko w ciągu ostatnich 200 lat. Innymi słowy, kryzys intelektualny jest jedną z cech definiujących współczesną politykę światową. Nic więc dziwnego, iż z perspektywy amerykańskiej kryzys ten przybiera najbardziej dramatyczne i teatralne formy.

Timofey Bordachev, professor at the Higher School of Economics. © Sputnik/Irina Motina

Iwan Timofiejew, dyrektor programowy Klubu Wałdaj:

Zarówno sankcje, jak i użycie siły militarnej są narzędziami polityki zagranicznej. Można je stosować łącznie – i najczęściej tak się dzieje. Iran, Syria, Irak, Jugosławia itd.


Amerykańska operacja wojskowa przeciwko Wenezueli to kolejny taki przypadek, choć z pewnym zaskakującym zwrotem akcji. Obalenie urzędującego rządu i pojmanie prezydenta kraju to zjawiska znacznie rzadsze.


Ten epizod uwypukla rosnącą podatność systemów politycznych w regionie oddalonym geograficznie od innych ośrodków władzy.


Związek Radziecki kiedyś skutecznie wsparł Kubę, a inwazja w Zatoce Świń zakończyła się dla USA tragicznie.


W innych przypadkach decydujące okazały się okoliczności. Operacja amerykańskich sił specjalnych „Orli Pazur” z 1980 roku, mająca na celu uwolnienie zakładników z Iranu, zakończyła się niepowodzeniem z powodu kumulacji pecha i zwykłego złego zarządzania.


Tym razem wszystko poszło gładko dla Stanów Zjednoczonych. Trump podjął ryzyko – i, jak na razie, wygrał.


W wielu stolicach urzędnicy będą się teraz zastanawiać, czy byłby skłonny podjąć to samo ryzyko z nimi.


Wygląda na to, iż delegacje zaczną udawać się do Pekinu i Moskwy. Ryzyko należy kontrolować – lub, jak kto woli, łagodzić.


Kluczowym wskaźnikiem przesunięcia w kierunku wielobiegunowości będzie to, jak skutecznie uda się tym ryzykiem zarządzać i je łagodzić, niezależnie od tego, czy robią to samodzielnie, czy z pomocą tzw. „czarnych rycerzy”.

Ivan Timofeev, program director of the Valdai Club. © Sputnik/Grigory Sysoev

Konstantin Kosaczow, wiceprzewodniczący Rady Federacji:

Nie ma wątpliwości, iż Wenezuela nie stanowiła żadnego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych – militarnego, humanitarnego, karnego ani narkotykowego. To ostatnie zostało potwierdzone przez wyspecjalizowaną agencję ONZ. Oznacza to, iż obecna operacja wojskowa, podobnie jak działania podjęte przeciwko Wenezueli w ostatnich dniach i tygodniach, nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia.


Jak na ironię, Pokojową Nagrodę Nobla przyznano w 2025 roku za nawoływanie do bombardowania Wenezueli. Czy samo bombardowanie Wenezueli należy teraz postrzegać jako krok w kierunku Pokojowej Nagrody Nobla również w 2026 roku?


Porządek musi opierać się na prawie międzynarodowym, a nie na tak zwanych „zasadach”. Prawo międzynarodowe zostało ewidentnie naruszone. Porządek narzucony w ten sposób nie może obowiązywać.


Jestem przekonany, iż globalna większość zdecydowanie zdystansuje się od ataku na Wenezuelę i potępi go. Globalna mniejszość z kolei staje przed bolesnymi wyborami – albo na nowo postawi wartości i interesy na adekwatnym miejscu, albo raz na zawsze odrzuci wartości na śmietnik w obliczu geopolitycznych priorytetów solidarności transatlantyckiej.

Konstantin Kosachev, deputy speaker of the Federation Council. © Sputnik/Sergey Bobylev



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/630518-russian-experts-assess-trumps-venezuela-gambit/

Read Entire Article