PROTEST PRZED TELEWIZYJNĄ AGENCJĄ INFORMACYJNĄ

solidaryzm.eu 2 days ago

Czy pamiętamy jeszcze, co działo się w mediach zwanych publicznymi natychmiast po wyborach z roku 2015? Przez całe miesiące znajdowały się one w tych samych rękach, które ówczesny ład Polskiego Radia i Telewizji Polskiej uformowały wiele lat wcześniej. W 2015 władzę w Polsce objął rząd wyłoniony przez demokratycznie wyłonioną parlamentarną większość i przez całe miesiące nie dokonywał absolutnie żadnych pozaprawnych działań. Pracował – przy ogłuszającym ryku agresywnej nienawiści, permanentnie miotanej z największych w Polsce anten radiowych i telewizyjnych. Demokratycznie wybrana większość zaczynała realizować swoje rządowe plany, ale aparat propagandy (w tym przypadku pojęcie to jest niewspółmiernie bardziej adekwatne od słowa „media”) był w rękach poprzedniej, przegranej w wyborach z roku 2015 władzy. Tej, która zapowiedziała, iż będzie „opozycją totalną” i iż władzę w Polsce natychmiast odzyskiwać będzie metodą „ulica i zagranica”.

Już w pierwszych dniach rządu Beaty Szydło ówczesne Polskie Radio wraz z ówczesną Telewizją Polską zwołały wielki wiec. Apele o uczestnictwo powtarzane były niezliczoną ilość razy, dołączyła do nich większość polskojęzycznej (a własnościowo nie – polskiej) prasy. Wzywali do niego liczni politycy „totalnej opozycji”. W ciepłą jesienną sobotę tłum wypełnił więc stołeczny Plac Powstańców Warszawy. prawdopodobnie liczny, choć sam plac nie jest duży a do tego położony pod wielopiętrowym gmachem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, skutkiem czego operatorzy kamer TVP nie musieli choćby opuszczać swych siedzib. Najlepsze ujęcia uzyskiwali z okien swych gabinetów. Bezpośrednia transmisja wypełniła dużą część sobotniego programu. A powtarzana była potem tak często, iż aż trudno zliczyć. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż nie sposób dociec, przeciw czemu konkretnemu protest ten był zorganizowany. Żadne bowiem prawo nie zostało wówczas naruszone w absolutnie żaden sposób. Stare władze Polskiego Radia i TVP pozostawały na swoich stanowiskach i nikt nie zamierzał ich zmieniać przed konstytucyjnymi terminami. O co więc chodziło? O to, iż w majestacie prawa i w poszanowaniu absolutnie każdej z procedur w końcu zostaną zmienione? W Polskim Radio codziennie emitowano wtedy „Hymn Rzeczpospolitej Polskiej”, wprowadzano nagłe długie minuty ciszy, nadawano wypowiadane w grobowym tonie komunikaty swą grozą przebijające te nadawane we wrześniu 1939. Kornel Morawiecki wtedy publicznie pytał: „Czemu służy to nadużywanie polskich świętości? Po co wywoływany jest ten nastrój grozy? Robieniu wrażenia, iż jakieś siły zbrojnie zdobywają ośrodki publicznych mediów? Przecież nic takiego ani się nie dzieje ani nikt choćby nie myśli o realizowaniu takich nieistniejących zamiarów!” Siły polityczne, które przegrały wybory z jesieni 2015 nastroju grozy jednak potrzebowały. I generowały go w każdy możliwy sposób. Kiedy policja nie reagowała na ich prowokacje – posunęły się choćby do zadymiana placu przed Sejmem i kręcenia materiału z rzekomego „po – demonstracyjnego pobojowiska”. A w związku z tym, iż żadnych starć sprowokować się nie udało, rolę ich ofiary miał zainscenizować człowiek leżący na placu i odgrywający rolę nie dającej znaków życia ofiary. Organizatorzy tej hucpy nie wzięli jednak pod uwagę tego, iż inni też mają kamery. I iż nagrają zarówno moment kładzenia się, jak i wstawiania rzekomej „ofiary”.

Zmiany personalne w mediach publicznych, do których doszło w roku 2016, przeprowadzane były najściślej wg litery prawa. A jednak wywołały furię, która nie słabła przez niemal osiem kolejnych lat. Pracując nieopodal mieszczącej się przy Placu Powstańców Warszawy siedziby TVP widziałem ją codziennie. Jej świadkiem każdego dnia było zresztą niemal całe warszawskie Śródmieście. Ryk megafonów słychać było czasem aż w okolicach Placu Konstytucji (wiem, bo tam wtedy mieszkałem) i słyszałem go niemal zawsze znajdując się w okolicach Placu Zamkowego. Zawsze wtedy zastanawiałem się, jak to możliwe, iż przeciw procederowi temu nie reaguje policja. Faktem jest, iż w miejscach, gdzie hałas musiał być największy, nikt nie mieszka. Plac Powstańców Warszawy i okolice to niemal wyłącznie biura i urzędy. A eskalacja tych ekscesów codziennie miała miejsce o godzinie 19.30, kiedy to punktem kulminacyjnym tej histerii było emitowanie dawnego sygnału „Dziennika Telewizyjnego”, po którym zaczynała się godzina niezbyt zrozumiałych wrzasków, wielokrotnie odbijających się od ścian okolicznych biurowców. Autorzy tej hucpy musieli w tym czasie mieć na uszach ochronne „słuchawki”, bo w przeciwnym razie by pogłuchli.

Wszystko to skończyło się 13 grudnia 2023, kiedy to niemal równocześnie z wprowadzeniem się ekipy Donalda Tuska do gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów metodą pałkarskich szturmów zaatakowano wszystkie główne ośrodki mediów publicznych. Tym razem policji było mnóstwo, kolejne drzwi wylatywały z futryn, pękały szyby i ściany. Do zdobytych budynków jednych wprowadzano a innych z nich wyprowadzano. Protestujące przeciw temu tłumy oddzielano stalowymi płotami, kolumnami radiowozów, uzbrojonymi po zęby kordonami umundurowanych służb. Jednym ze znamiennych epizodów było wyłączenie sygnału Telewizji Polskiej, która po raz pierwszy w swojej historii po prostu przerwała nadawanie swojego programu. Przed Świętami Bożego Narodzenia roku 2023 polskie media publiczne zostały spacyfikowane. I to nie tylko bez oglądania się na jakiekolwiek zasady prawa, ale ze złamaniem wszystkich dotyczących tego ustaw z Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej Włącznie. A ja przez cały czas codziennie przechodziłem Placem Powstańców Warszawy, dla którego gmach Telewizyjnej Agencji Informacyjnej jest jedną z wertykalnych dominant. Upiorny to był widok. Wcześniej każdego wieczoru światło lśniło w niemal każdym z okien tego wielkiego budynku. Od grudnia 2023 – wszystkie ziały trupią ciemnością. Przed wejściem ciągle stały pojazdy policji. Każdego dnia podjeżdżały do nich ciężarówki, do których wynoszono jakieś ogromne pudła. Czy był w nich ten niedawno nabyty sprzęt horrendalnej wartości? Jak wiadomo – Telewizja Polska decyzją ministra kultury rządu Tuska została wtedy postawiona w stan likwidacji. Co w gmachu tym dzieje się dzisiaj? Czy nowi lokatorzy mają w nim jakieś narzędzia pracy i czy w ogóle budynek ten ma jakichś nowych lokatorów? Wiadomo, iż w grudniu 2023 programy informacyjne nadawane były z innych lokalizacji. Jak jest teraz – trudno powiedzieć. Jedno wiem na pewno. To, iż budynek TAI przez cały czas wygląda jak martwy i iż nie dzieje się wokół niego nic z tego, co działo się do 13 grudnia 2023. Oprócz hałaśliwych pikiet codziennością tego miejsca byli ludzie znani z ekranów TVP, których w tej okolicy przez osiem lat spotykałem tak często, iż z niektórymi przez całe lata wymieniałem niemal codzienne „dzień dobry”. Należeli do nich także „ludzie z nie mojej bajki”, tacy jak prof. Henryk Domański, często pieszo zmierzający do siedziby TAI celem uczestnictwa w jakimś programie.

Kiedy w roku 2024 gmach TAI TVP zamienił się w chłodną budowlę emanującą ciemnością, ciszą i pustką zacząłem przed nim spotykać kilku ludzi stojących z flagą, transparentem, czasem głośnikiem. Przechodniom rozdają oni ulotki, w których czytamy m.in. :”Jesteśmy Polakami zbierającymi się tu na Placu Powstańców spontanicznie i domagamy się Polski niepodległej, sprawiedliwej, wolnej od zdrajców i oczerniającej propagandy, jako dobra wspólnego. Nikt nas tu nie „nasłał” ani nie opłacił. Nie jesteśmy ludźmi ani z tej ani z innej „opcji” ani przypisanymi do jakiegoś kierunku świata ale ludźmi, którzy chcą żyć we własnym kraju, o którego prawach decydują jego obywatele. A nie ktoś obcy w kraju, w którym media są cenzurowane…” Ulotka zawiera też protest przeciw „włamaniom dokonanym przez rząd Donalda Tuska do Polskiej Telewizji, Radia i PAP a także Prokuratury, Krajowej Rady Sądownictwa. W dalszej części – stawia rządowi Donalda Tuska „12 zarzutów zdrady”, począwszy od świadomego i celowego działania na szkodę Polski. Zawiera też adres internetowy strony, z której o proteście tym dowiedzieć się można więcej (http://wp.evot.org). O proteście, który odbywa się w spokoju i powadze.

Artur Adamski

Read Entire Article