Doprowadzono do tego, iż nie rozumiemy się w naszym, jak by nie było, wspólnym języku – polskim. Biblijne pomieszanie języków na wieży Babel sprawiło, iż każdy poszedł w swoją stronę, bo się przestali rozumieć. Wieża Babel symbolizuje największe nieszczęście, jakie spotkało ludzkość. Odkąd przestano się rozumieć, a zaczęto się bić. I tak już pozostało.
Zdawać by się mogło, iż w momentach zagrożenia człowiek myśli o ocaleniu. Historia temu zaprzecza. jeżeli poprzestaniemy na sięganiu choćby tylko, do naszej historii, zauważymy, iż bywało odwrotnie. Czasy saskie winny pouczyć ówczesnych Polaków czym są rządy nie w ich interesie, ale mające na względzie dobro obcych. Ale ta część ówczesnego społeczeństwa, która miała prawo i obowiązek zadbać o dobro ogółu, myślała tylko o sobie. Tak długo, aż obcy zabrali im grunt pod nogami i uświadomili, iż nie ma już Rzeczpospolitej, którą mogliby poniewierać. Jest Rosja, są Prusy, a choćby Austria, która niepomna, iż sto lat temu doznała od Polski ocalenia, teraz łapczywie sięgnęła po należny jej kąsek,.
Polacy, przynajmniej część z nich obudzili się, ale na próżno szukali na mapie Ojczyzny. Niemiecki sierżant we wrześniu 1939 roku wrzeszczał do nas wracających z ucieczki wozem konnym: Ihr habt euer Polen vertanzt, versofen und verfressen (waszą Polskę przetańczyliście, przechlaliście i przeżarliście). Było to krzywdzące dla II Rzeczypospolitej, ale coś jednak symbolizowało, czego prawdopodobnie ów feldwebel nie rozumiał. A może i my dziś nie rozumiemy, bo nie chodzi o zabawę, pijaństwo czy obżarstwo. Chodzi o coś znacznie gorszego. O pomieszanie wartości. Dziś dla wielu Polaków ważniejsza niż Polska jest partia, szybki i łatwy zysk, nieważne na czyją szkodę, plakietka oznaczająca nieistniejące najczęściej przekonania. Więc prawica, lewica, względnie coś pośredniego. I utożsamienie z tym surogatem Polski. Dlatego dziś tyle głupoty na forum publicznym. Dlatego ludzie głupi to dziś chodliwy towar dla spekulantów politycznych. Ale dureń nigdy nie oferuje własnego towaru, on zawsze bierze to, co się mu podsuwa. Taka jest prawda, sprawdźmy to, uważnie przysłuchując się debatom toczonym w mediach. Przyklaskiwacze Tuskowi, obojętnie, Polska 2050 z PSLu, czy wolni strzelcy zapytani o jakiś przekręt czy bubel obecnej władzy, zawsze zaczynają: a w czasach PiSu... Przecież wiedzą jak pewnie się Polscy wówczas czuli, jak dalekie od bankructwa było państwo. A mino to słyszymy zawsze ten sam slogan.
Nadzieje na odwrócenie tej klęski Rzeczypospolitej nagle się skurczyły. Wielu pyta: dlaczego? W odpowiedzi szukamy działania jakichś tajemnych, a wręcz szatańskich zakusów. A rzecz może być prostsza, pospolita, jak zawsze w przeszłości, kiedy groził rozpad naszego wspólnego domu. Tym razem mogło to być przedwczesne ogłoszenie nazwiska przyszłego premiera. To zabolało prawdopodobnie wielu, ale jeden nie wytrzymał. Sięgnął, jak mu się wydawało, po swoje. To, iż wyszarpane z wnętrza dziś tak umęczonej Polski przez nic nie rozumiejących, a nażartych jej dobrem durniów i świadomych jurgieltników zaborczej germanoeuropy nikogo nie obchodzi, ani jego, ani tych, co poczuwszy spodziewany zysk za nim pobiegli. A Polska została sama, opuszczona przez tych, co do niedawna jej wierność ślubowali. A może wydana na pastwę tych co do ruiny ją przywiedli, by ją dobić, a Polskom po raz któryś w ich dziejach uświadomić jak podle i bezmyślnie nią frymarczyli. Obojętnie, czy z lewicy, czy z prawicy, czy też z ideowego nihilizmu, niech się zwie jak chce. Bo ważne jest tylko jedno – Polska. Ona rozbioru tym razem dokonanego nie pod przymusem jak w Grodnie w 1793 r., ale z własnej inicjatywy, już nie zniesie. Zastanówmy się, kto tym razem będzie grabarzem Polski? W tym pytaniu nie za grosz przesady.











