6 Brygada Powietrznodesantowa sukcesywnie otrzymuje nowe spadochrony EPC, które staną się podstawowym środkiem desantowania całej formacji. – To jakościowy skok do przodu – mówią krakowscy spadochroniarze. Nowoczesne spadochrony ograniczają ryzyko zderzenia się skoczków, pozwalają zabrać podczas desantu więcej wyposażenia, mają dłuższy resurs.
W 6 Brygadzie Powietrznodesantowej służy w tej chwili około stu instruktorów spadochronowych, 20 jest już wyszkolonych na EPC.
Spadochrony EPC (Enhanced Parachute System) są przeznaczone do zrzutu dużych grup żołnierzy z relatywnie niewielkich wysokości – od 80 do 400 m. Czasza ma w nich powierzchnię 115 m2, o 5 do 32 m2 więcej niż w przypadku dotychczas eksploatowanych konstrukcji. – Ten parametr jest oczywiście bardzo ważny, ale dla żołnierza równie istotne jest to, iż EPC sam z siebie nie generuje prędkości postępowej, jak w przypadku starszej konstrukcji AD95Ms2 – tłumaczy por. Tomasz Mirowski, instruktor spadochronowy.
Brak prędkości postępowej oznacza, iż czasza nie „ciągnie” skoczka do przodu względem masy powietrza. – To duża zaleta przy desantowaniu większych grup – mówi Mirowski. – Wszyscy są znoszeni przez wiatr w tym samym kierunku, przy tej samej prędkości, co ogranicza ryzyko zderzenia się skoczków – dodaje. Owa harmonia jest możliwa także dlatego, iż EPC – dzięki uchwytom sterowniczym – daje żołnierzowi możliwość obrócenia się względem własnej osi tak, aby ustawić się zgodnie z kierunkiem wiatru. – Obrót o 180 stopni trwa około 9 s i jest wygodniejszy od wykonywania skrętów w taśmach nośnych, z czym mamy do czynienia w starszych konstrukcjach – wyjaśnia kolejny instruktor, por. Dawid Trytek. – Lądowanie inaczej niż przodem jest niebezpiecznym manewrem dla naszego układu stawowego, mocno podnosi ryzyko kontuzji; w EPC znacząco je redukujemy – dodaje.
Większa masa, większa wartość
Instruktorzy brygady chętnie demonstrują czaszę nowego typu spadochronu. Przy jej dolnej krawędzi widać siatkę antyinwersyjną, która zapobiega przerzuceniu linek przez czaszę – zjawisku znanemu w spadochronowym żargonie jako „kalafior”. Zwracają też uwagę na inną siatkę – zabezpieczającą szczeliny napędowe. – Gdyby jej nie było, to w przypadku zejścia się skoczków w powietrzu jeden mógłby wpaść do środka czaszy drugiego – mówi por. Mirowski.
Czasza wykonana jest z kilku rodzajów materiału. Sektory o niskiej przepuszczalności tworzą kieszenie powietrzne stabilizujące opadanie. Z kolei część wierzchołkowa wykonana jest z materiału o większej przepuszczalności, dzięki czemu powietrze chętniej uchodzi górą, co również stabilizuje lot. – Jako najbardziej narażony na kontakt w fazie opuszczania statku powietrznego ten fragment jest dodatkowo wzmocniony – opowiada nasz rozmówca.
Uprząż EPC zaprojektowano z uwzględnieniem różnic w budowie żołnierzy. System regulacji, oznaczony literami i cyframi, pozwala dopasować zestaw do osoby o wzroście od około 165 do ponad 195 cm. – W brygadzie nie służą mali chłopcy; wielu to solidnych rozmiarów chłopy – uśmiecha się por. Mirowski, gdy pytamy go o najpopularniejsze ustawienie uprzęży. W tym kontekście istotny jest też inny parametr – nośność – w EPC wyższa dzięki wspomnianej większej powierzchni czaszy. – Skoczek swoje waży, zwykle nie jest to 60 czy 70 kg, ale więcej – zastrzega oficer. – Dodajmy do tego broń, kamizelkę z płytami balistycznymi, hełm, amunicję – i robi nam się spora masa. W starszych typach spadochronów łączny ciężar skoczka i sprzętu nie mógł przekroczyć 120 kg, w EPC to 180 kg. Większy zapas to większe bezpieczeństwo – konkluduje. –Jesteśmy spadochroniarzami – wtrąca por. Trytek. – Wchodzimy do walki z tym, co będziemy w stanie zabrać ze sobą. Te dodatkowe kilkadziesiąt kilogramów wprost przekłada się na większą wartość bojową – przekonuje.
W 6 Brygadzie Powietrznodesantowej służy w tej chwili około stu instruktorów spadochronowych, 20 jest już wyszkolonych na EPC.
Spadochron interoperacyjny
Jako pierwsi nowy sprzęt otrzymali żołnierze 6 Batalionu Powietrznodesantowego w Gliwicach i 16 Batalionu Powietrznodesantowego w Krakowie. – Spadochrony EPC trafiają do nas transzami – ujawnia por. Magdalena Trzebińska‑Gawin, rzecznik brygady. – Zgodnie z obecnymi założeniami dostawy potrwają do 2030 roku i będą skorelowane z wycofywaniem starszych konstrukcji po uprzednim wyczerpaniu ich resursów – dodaje. Resurs nowego spadochronu to 20 lat lub 200 skoków. – Dla porównania, w tej chwili używane spadochrony AD-95 mają resurs 150 skoków – podkreśla Dawid Trytek.
Zadaniem na najbliższych kilka lat jest pełna unifikacja. – Dziś w brygadzie funkcjonują cztery typy spadochronów – mówi por. Mirowski. – Chcemy, żeby każdy batalion pracował na jednym typie sprzętu. To ułatwi szkolenie, kontrole i pozwoli żołnierzom płynnie przechodzić między pododdziałami – wyjaśnia. Ilu EPC będzie zatem potrzebowała brygada? W 2024 roku Agencja Uzbrojenia podpisała kontrakt na zakup 900 zestawów spadochronowych, Czerwone Berety nie ujawniają, ile z nich już otrzymali. 6 BPD liczy kilka tysięcy żołnierzy, co mniej więcej pozwala oszacować skalę przedsięwzięcia, wziąwszy pod uwagę fakt, iż w jednostce skaczą niemal wszyscy – od logistyka po dowódcę.
W 6 Brygadzie Powietrznodesantowej służy w tej chwili około stu instruktorów spadochronowych, 20 jest już wyszkolonych na EPC.
Na razie w brygadzie uczą się nowego sprzętu. – Grudzień wykorzystaliśmy na kurs instruktorsko‑metodyczny, który z jednej strony podsumował cały rok, a z drugiej wprowadził nowy typ spadochronu – informuje por. Trzebińska‑Gawin. W 6 BPD służy w tej chwili około stu instruktorów spadochronowych, 20 jest już wyszkolonych na EPC. – Reszta wyszkoli się w 2026 roku – zapewnia nasza rozmówczyni i dodaje: – Dziękujemy starym spadochronom za lata służby, ale czekamy na nowe.
Owo „nowe” sprawi, iż desant pozostanie tym, czym jest od lat – szybkim sposobem przenoszenia żołnierzy na pole walki, ale realizowanym z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań technicznych. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż spadochrony EPC używane są przez armie innych państw NATO: Francji, Belgii, Hiszpanii, Holandii, Niemiec i Włoch. Tymczasem interoperacyjność to klucz do sukcesu połączonych sił sojuszniczych.