Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości, spadek w sondażach i prezydent, który jako jedyny polityk ma wyraźną przewagę zaufania nad nieufnością. Tak wygląda polska prawica latem 2026 roku. Jej nowy układ komentuje prof. Andrzej Nowak, historyk i współautor książki o Karolu Nawrockim, według którego część wyborców popiera dziś prezydenta, ale do dawnego obozu władzy już nie wróci. Stawką jest przywództwo na całej prawej stronie przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
Historyk czyta nowy układ sił
O sytuacji na prawicy prof. Andrzej Nowak mówił w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, opublikowanym 22 lipca. Rozmowa towarzyszy premierze książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki", którą historyk współtworzył z prezydentem. Nowak nie ukrywa sympatii dla głowy państwa, ale jego diagnoza jest chłodna. Jak stwierdził, „jest bardzo wielu wyborców, którzy popierają Karola Nawrockiego, ale nie wrócą do PiS-u". W ocenie badacza prawica to dziś coś znacznie szerszego niż jedna partia, a jej podziały sięgają głębiej, niż chciałby kierowniczy obóz. Historyk nie przekreśla przy tym możliwości zmian. „W polityce nigdy nie mówi się »nigdy«. Tego uczy historia", zaznaczył.
Sondaże potwierdzają odpływ
Diagnozę historyka widać w liczbach. W badaniu United Surveys dla Wirtualnej Polski z połowy lipca PiS uzyskało 23 procent poparcia, o ponad punkt mniej niż miesiąc wcześniej. Prowadziła Koalicja Obywatelska z wynikiem blisko 29 procent, również spadkowym. Rosły za to obie formacje Konfederacji. Konfederacja Wolność i Niepodległość zanotowała 15,7 procent, najwyższy skok w całej stawce, a Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna zbliżyła się do 10 procent. Osobno wygląda pozycja samego prezydenta. W lipcowym rankingu zaufania CBOS ufało mu 55 procent badanych, a nie ufało 33 procent. Nawrocki był jedynym politykiem z tak wyraźną przewagą i liderem, którego notowania rosły drugi miesiąc z rzędu.
Rozłam, którego PiS chciało uniknąć
Tłem tych nastrojów jest najpoważniejszy podział w historii partii Jarosława Kaczyńskiego. W połowie lipca władze PiS zażądały od posłów podpisania deklaracji lojalności i zerwania ze stowarzyszeniem Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus". 24 lipca prezes ogłosił, iż ponad trzydziestu parlamentarzystów nie złożyło podpisu, co oznaczało wykluczenie z klubu. Sam Morawiecki liczbę odchodzących podał wyżej. „Jest nas 40 posłów, senator oraz 3 europarlamentarzystów", oświadczył były premier. Wśród nazwisk wymieniano między innymi Michała Dworczyka, Piotra Müllera i Szymona Szynkowskiego vel Sęka. Skutki wykraczają poza jedną partię. Lider Konfederacji Krzysztof Bosak ocenił, iż jego ugrupowanie może „w ciągu miesiąca-dwóch" stać się pierwszą siłą na polskiej prawicy.
Apel Nowaka o opamiętanie
Sam prof. Nowak, choć bliski prezydentowi, ostro ocenił formę, w jakiej rozchodzą się politycy prawicy. W komentarzu w mediach społecznościowych samo rozejście dróg nazwał zrozumiałym, ale wzajemne obelgi i insynuacje określił jako „żałosne widowisko". Historyk pisał, iż taka spirala nie służy Polsce, o którą skłóceni dziś politycy jeszcze niedawno deklarowali troskę. Skrytykował też część prawicowych mediów, jego zdaniem licytujących się w wydobywaniu z polityków najmocniejszych epitetów. Zaapelował, by wszyscy się zatrzymali, póki pozostało czas.
Otwarte pytanie o przywództwo
Obraz, jaki wyłania się z tych tygodni, jest dla obozu Kaczyńskiego niewygodny. Partia, która przez lata spajała prawą stronę, traci posłów i wyborców, a zarazem patrzy, jak rośnie Konfederacja i jak umacnia się prezydent formalnie stojący ponad podziałami. Diagnoza Nowaka sprowadza się do prostego wniosku. Kapitał zaufania, który zbudował Nawrocki, nie przekłada się automatycznie na poparcie dla PiS, a prawica bez jednego ośrodka wchodzi w rok przedwyborczy podzielona. Pozostaje pytanie, na które odpowiedzą dopiero kolejne miesiące: czy wokół prezydenta uda się zbudować nowy, szerszy obóz, czy spór na szczycie prawicy odda inicjatywę rządzącej koalicji?











