17 czerwca 2026 roku Parlament Europejski przypieczętował decyzję, która na zawsze zmieni oblicze europejskiego rolnictwa i uderzy w bezpieczeństwo rynku spożywczego oraz konsumentów. Po długich latach nieprzejrzystych negocjacji i zwrotów akcji, unijni decydenci zagłosowali za przyjęciem propozycji całkowitej deregulacji roślin modyfikowanych genetycznie dzięki nowych technik genomowych (NGT). Czy to już „zamach” na prawa konsumentów i obywateli?
Wyniki tego głosowania chyba nie pozostawiają już najmniejszych złudzeń, co do kierunku obecnej polityki w Brukseli.
Aż 431 europosłów opowiedziało się za deregulacją, zaledwie 201 było przeciw, a 29 parlamentarzystów wstrzymało się od głosu.
Interesy dużego biznesu TAK, prawa obywateli i konsumentów NIE
Decyzja Unii Europejskiej pokazuje zdecydowany odwrót od dotychczasowej polityki wspierającej interesy drobnych rolników, konsumentów oraz małych i średnich przedsiębiorstw nasiennych.
To także odejście od zasady ostrożności, która do tej pory faworyzowała niepodejmowanie ryzykownych kroków do momentu, kiedy nie zbadamy wszystkich konsekwencji decyzji, zwłaszcza w kontekście interesów obywateli Unii.
Odbiorą nam prawo wyboru? W maju zapadnie decyzja, czy będziemy jeść GMO Łukasz Janeczko
Tą jedną decyzją Unia Europejska potwierdziła zmianę swojej strategii i najwyraźniej zrezygnowała z suwerenności żywnościowej naszego kontynentu, poświęcając sektor rolnictwa wolnego od GMO na rzecz korporacji.
Przegłosowane w czerwcu przepisy znoszą obowiązujące dotąd wymogi dotyczące uwalniania roślin GMO do środowiska na terytorium Europy, które były ściśle uregulowane w unijnej dyrektywie z 2001 roku. Chociaż zwolennicy zmian wskazują, iż nowe zasady nie dotyczą przecież GMO, tylko NGT, to wiele organizacji społecznych i konsumenckich wskazuje, iż dla konsumentów jest to marne pocieszenie, a ich prawo do informacji i suwerennej decyzji zostanie w rzeczywistości pogwałcone.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Te do tej pory rygorystyczne obostrzenia, gwarantujące czytelne etykietowanie i pełną identyfikowalność produktów spożywczych, zostały wywalczone na początku stulecia wyłącznie dzięki ogromnej, ogólnoeuropejskiej mobilizacji obywateli, niezależnych rolników oraz europejskich organizacji pozarządowych walczących o prawa konsumenckie i obywatelskie.
Dziś ten fundament naszego bezpieczeństwa zostaje celowo zniszczony. Głosowanie w Europarlamencie to de facto oddanie władzy wielonarodowym korporacjom nasiennym i biotechnologicznym. Podmioty te od wielu lat forsowały zniesienie obostrzeń, by narzucić Europie swój model rolnictwa oparty na patentach.
Patenty – ukryte narzędzie do monopolizacji?
To właśnie kwestia patentów stanowiła centrum i najważniejszy, przemilczany punkt negocjacji, budząc jednocześnie największe i w pełni uzasadnione obawy niezależnych rolników oraz małych hodowców.
Obecnie zaledwie garstka roślin uzyskanych dzięki NGT znajduje się na rynku, a ich rzekome, cudowne korzyści dla zrównoważonego rozwoju wciąż są niepewne.
Pewne jest natomiast to, iż większość tych nowatorskich techniki podlega lub będzie podlegało ścisłemu prawu patentowemu.
W opinii wielu ekspertów i obserwatorów, radykalne usunięcie wymogu identyfikowalności dla nowych GMO może spowodować, iż patenty będą mogły w niekontrolowany sposób rozszerzyć się na tradycyjne, konwencjonalnie hodowane rośliny.
Wygląda na to iż Parlament Europejski jednak zignorował obawy środowisk rolniczych i społecznych i odrzucił pakiet kluczowych poprawek, które miały na celu doprecyzowanie europejskiego prawa patentowego w odniesieniu do dyrektywy unijnej. Zmiany te w opinii wielu ekspertów były absolutnie niezbędne, aby uchronić rolników i mniejsze krajowe firmy przed procesami sądowymi o naruszenie patentów. Do takich procesów może dojść chociażby w przypadku zupełnie przypadkowego zanieczyszczenia upraw.
Nowe GMO. Czy potrzebna nam bardziej czerwona marchewka? Francuski raport: widać zagrożenia, nie widać korzyści Rafał Górski, Sonia Priwieziencew
Słowacja „na linii frontu” walki o prawo wyboru
Sygnałem do oporu są plany kreślone w tej chwili na Słowacji. Tamtejsze władze rządowe planują wniesienie formalnej skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE przeciwko czerwcowej deregulacji nowych GMO.
Słowacki minister rolnictwa, Richard Takac, jest już w posiadaniu stanowczego apelu o podjęcie takich radykalnych kroków, pod którym podpisało się wielu cenionych naukowców oraz liczące się europejskie organizacje pozarządowe. Co więcej, w tym państwie widać w tej kwestii wyjątkowy ponadpartyjny konsensus. Najlepszym tego dowodem jest fakt, iż wszyscy słowaccy eurodeputowani bez względu na przynależność polityczną, solidarnie zagłosowali przeciwko wdrażaniu nowych przepisów.
Według licznych ekspertów w dziedzinie prawa, planowane przez Słowację zaskarżenie może mieć solidne merytoryczne podstawy.
Uzasadnienie wyraźnie wskazuje na drastyczne łamanie fundamentalnej zasady ostrożności (która formalnie wciąż obowiązuje w Unii) oraz bezpośrednie uderzenie w prawo konsumentów do świadomego wyboru i rzetelnej informacji o żywności, po którą sięgają na półki sklepowe. Ponadto nowe unijne prawo całkowicie ignoruje prawomocny wyrok samego TSUE z 2018 roku, regulujący restrykcyjny status prawny nowych technik genomowych. Sprawa z punktu widzenia prawa nie jest więc wcale taka prosta.
Jak głosowała Polska?
Głosowanie nad deregulacją (odmiennie od Słowacji) pokazało wyraźny podział wśród polskich sił politycznych. Polscy eurodeputowani nie wypracowali w tej sprawie wspólnego stanowiska.
Za otwarciem europejskiego rynku na nowe GMO zagłosowała większość reprezentantów polskiej koalicji rządzącej. Poparcie dla nowych przepisów wyrazili eurodeputowani z Koalicji Obywatelskiej oraz Trzeciej Drogi (zarówno z PSL, jak i z Polski 2050), którzy w Parlamencie Europejskim zrzeszeni są we frakcjach EPL oraz Renew. Podobnie zagłosowała również część polityków Konfederacji należąca do frakcji ESN.
Z kolei przeciwko deregulacji opowiedziała się niemal w całości delegacja Prawa i Sprawiedliwości (frakcja EKR) oraz inna część deputowanych Konfederacji (frakcja PfE). Sprzeciw wobec rozporządzenia wyrazili również solidarnie reprezentanci polskiej Lewicy (frakcja S&D), głosując w tej sprawie inaczej niż reszta krajowej koalicji. Odnotowano także głos wstrzymujący się ze strony polskiego europosła zasiadającego w grupie posłów niezrzeszonych (NI) – Grzegorza Brauna.
Co dalej z europejskim rolnictwem?
Instytut Spraw Obywatelskich od lat konsekwentnie stoi po stronie obywateli, walcząc o prawo do rzetelnej informacji. Dzisiaj, w obliczu przegłosowanej w Brukseli deregulacji nowych GMO, pojawia się jednak pytanie – czyj głos tak naprawdę liczy się w Unii Europejskiej i dlaczego zyski międzynarodowych korporacji postawiono wyżej niż zdrowie milionów obywateli Unii Europejskiej, w tym Polski?
W obliczu tych zmian wciąż pozostaje wielką niewiadomą, jak potoczą się dalsze losy europejskiego rolnictwa i czy zapowiadane przez państwa członkowskie działania, takie jak Słowacji, zdołają zatrzymać wejście w życie kontrowersyjnych przepisów.
Pozostaje również pytanie co z suwerennością europejskiego rolnictwa, które do tej pory dzięki swojej tradycyjności, było znaczącym elementem budowania europejskiej gospodarki.










