Śledztwo dotyczące Janusza Palikota przedłużono do 27 stycznia 2027 roku; według Money.pl od początku prowadzą je jeden prokurator i jeden funkcjonariusz CBA. Palikot ma dziś dziewięć zarzutów, nie przyznaje się do winy. Dla Polaków to pytanie o sprawność państwa wobec tysięcy pokrzywdzonych i wielkich pieniędzy.
Śledztwo znów bez finału
Sprawa Janusza Palikota miała zbliżać się do końca, a znów dostaje nowy termin. Jak podał Money.pl, śledztwo przedłużono do 27 stycznia 2027 roku. Poprzedni termin upłynął 27 lipca 2026 roku. W listopadzie 2025 roku Prokuratura Krajowa miała informować, iż postępowanie jest w istocie na etapie końcowym. Koniec jednak nie nadszedł.
To nie jest drobna sprawa z kroniki sądowej. Według komunikatu Prokuratury Krajowej z 4 października 2024 roku zarzuty oszustwa dotyczyły doprowadzenia ponad 5 tys. pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, a łączna kwota szkody wskazana przez prokuraturę wynosiła 70 mln zł. Do tego dochodził zarzut przywłaszczenia mienia w postaci napojów alkoholowych o wartości ponad 5 mln zł. Później, jak wynika z ustaleń Money.pl, lista zarzutów wzrosła do dziewięciu, a najnowszy wątek ma dotyczyć 145 inwestorów i ponad 13 mln zł.
Jeden prokurator i jeden funkcjonariusz CBA
Najbardziej uderza skala obsady. Według odpowiedzi Prokuratury Krajowej opisanej przez Money.pl od początku postępowaniem zajmuje się jeden prokurator oraz jeden funkcjonariusz CBA. W sprawie z tysiącami pokrzywdzonych, dziesiątkami milionów złotych i rozbudowanym zapleczem spółek brzmi to jak opis państwa, które każe obywatelom cierpliwie czekać, aż biurokracja sama dogoni rzeczywistość.
CBA zatrzymało Palikota i jego współpracowników 3 października 2024 roku. Takie sprawy pokazują, iż Centralne Biuro Antykorupcyjne pozostaje jednym z narzędzi państwa przy wielkich pieniądzach i publicznym zaufaniu. Narzędzie musi jednak działać z odpowiednią siłą. jeżeli sprawa tej skali opiera się faktycznie na tak wąskim zespole, to pytanie nie brzmi, czy prokurator pracuje. Pytanie brzmi, czy państwo dało mu realne zaplecze.
Biegli, terminy i oczekiwanie
Śledczy czekają na drugą opinię biegłych. Według Money.pl ma być gotowa na przełomie września i października. Dopiero po niej możliwe mają być kolejne czynności z podejrzanymi, ewentualne uzupełnienie zarzutów i skierowanie aktu oskarżenia do sądu. To język procedury. Dla pokrzywdzonych to kolejne miesiące bez odpowiedzi.
Trzeba mówić precyzyjnie: Janusz Palikot jest podejrzany, nie skazany. Nie przyznaje się do winy. Akt oskarżenia, według publicznie znanych informacji, nie trafił jeszcze do sądu. Domniemanie niewinności nie znika dlatego, iż sprawa jest głośna albo dotyczy znanego polityka i biznesmena. Ale domniemanie niewinności nie może być zasłoną dla przewlekłości państwa. Obywatel ma prawo do uczciwego procesu, a pokrzywdzony ma prawo do sprawnego dochodzenia prawdy.
Polacy płacą za słabe instytucje
Palikot przez lata funkcjonował na styku polityki, biznesu, mediów i marketingu. Był posłem, twarzą antyklerykalnej lewicy, a potem symbolem głośnego alkoholowego biznesu finansowanego także przez zaufanie drobnych inwestorów. jeżeli tysiące ludzi wkładały pieniądze w obietnice składane przez znaną postać publiczną, państwo ma obowiązek wyjaśnić sprawę szybko, twardo i bez teatralnej mgły.
Tu stawka jest większa niż nazwisko Palikota. Chodzi o bezpieczeństwo obrotu gospodarczego, ochronę zwykłych ludzi przed agresywnym marketingiem i zaufanie do instytucji. Polska prawica słusznie mówi o wolności gospodarczej, ale wolny rynek nie oznacza wolnej amerykanki. Rynek potrzebuje prawa, które chroni uczciwych i ściga nadużycia. Inaczej silniejszy medialnie zawsze będzie miał przewagę nad oszczędzającym rodzinne pieniądze obywatelem.
Państwo musi dowieźć finał
Prokuratura Krajowa w ostatnich latach prowadziła wiele spraw o dużym ciężarze politycznym i społecznym. Dziennik Narodowy opisywał choćby, iż Prokuratura Krajowa dążyła do wydania listów gończych w sprawie katastrofy smoleńskiej. W sprawie Palikota test jest inny: mniej symboliczny, bardziej codzienny. Czy państwo potrafi ochronić ludzi, którzy uwierzyli w biznesowe obietnice?
Jeżeli śledztwo zakończy się 27 stycznia 2027 roku, od zatrzymania Palikota miną prawie dwa lata i cztery miesiące. To dużo. Za dużo, jeżeli za sprawą stoją tysiące pokrzywdzonych i dziesiątki milionów złotych. Polska potrzebuje instytucji, które nie robią pokazów siły jednego dnia, a potem każą obywatelom czekać latami. Finał tej sprawy powinien być jawny, sprawiedliwy i szybki. Bez zemsty. Bez parasola ochronnego. Z prawdą na stole.
Źródło: Money.pl, Prokuratura Krajowa, Demagog.









