NFZ nie zgodził się na umorzenie 134 tys. zł kary dla Szpitala Powiatowego w Aleksandrowie Kujawskim; RMF FM podał to 19 sierpnia 2026 r. Placówka zapłaciła już pierwszą z dwóch rat. Sprawa dotyczy zabiegu syna senatora Tomasza Lenza, który według kontroli odbył się bez kolejki i formalnej zgody. To test równości pacjentów wobec publicznej ochrony zdrowia.
Kara zostaje, szpital zaczął płacić
Jak podał RMF FM 19 sierpnia 2026 r., Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił umorzenia kary finansowej nałożonej na szpital w Aleksandrowie Kujawskim. Chodzi o 134 tys. zł. Fundusz zgodził się jedynie na rozłożenie należności na dwie raty, a lecznica zapłaciła już pierwszą część.
To nie jest techniczna przepychanka między urzędem a placówką. W publicznej ochronie zdrowia kolejka, dyżur i dokumentacja są po to, żeby zwykły pacjent nie był słabszy od człowieka z dojściami. o ile system dopuszcza wyjątki dla rodzin polityków, traci zaufanie tych, którzy miesiącami czekają na zabieg.
Co ustaliła kontrola NFZ
Sprawa wybuchła po publikacjach Wirtualnej Polski. Według WP zabieg w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim miał dotyczyć syna senatora Tomasza Lenza i zostać wykonany poza kolejnością. Późniejsza kontrola NFZ, opisywana także przez Polskie Radio PiK, wykazała, iż 15 marca 2026 r. placówka nie zapewniła należytej całodobowej opieki lekarskiej na oddziale chirurgii ogólnej i onkologicznej oraz na OIOM.
Według rzeczniczki kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ problem polegał na tym, iż jedyni lekarze pełniący dyżury na tych oddziałach udzielili świadczenia poza systemem świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Innymi słowy: procedura, która miała chronić pacjentów na oddziałach, została naruszona. Państwo nie może tego traktować jak drobnego uchybienia w papierach.
Polityczny cień sprawy
Tomasz Lenz zaprzeczał medialnym zarzutom i w oświadczeniach utrzymywał, iż zabieg wykonano z zachowaniem adekwatnych procedur. Jednocześnie sprawa miała konsekwencje polityczne: senator został w maju wykluczony z Koalicji Obywatelskiej, podobnie jak dyrektor lecznicy Mariusz Trojanowski. Okoliczności zabiegu i dokumentacji przez cały czas bada prokuratura.
Interia informowała wcześniej, iż postępowania przekazano do Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy ze względu na lokalne powiązania osób zaangażowanych w sprawę. To rozsądne minimum. Gdy w tle jest polityk partii rządzącej, lokalny szpital i publiczne pieniądze, kontrola musi być odsunięta od lokalnych układów. Inaczej obywatel dostaje komunikat, iż państwo jest surowe dla słabych, a miękkie dla swoich.
Pacjent nie może być petentem gorszej kategorii
W polskiej ochronie zdrowia pacjent często słyszy, iż ma czekać. Na termin, na specjalistę, na badanie, na łóżko. Dlatego każda sprawa dotycząca rzekomego obejścia kolejki uderza w sam fundament zaufania. Nie chodzi o zemstę na szpitalu. Chodzi o prostą zasadę: publiczny system ma służyć pacjentom według medycznej potrzeby i jasnych procedur, a nie według nazwiska.
Dyskusja o monopolu NFZ i kasach chorych wraca właśnie w takich momentach. Centralny płatnik i publiczne szpitale nie obronią się samymi hasłami o powszechności, o ile obywatel widzi kolejki, chaos i polityczne znajomości. Odpowiedzialność musi dotyczyć instytucji, ale także osób, które podejmowały decyzje.
Według RMF FM dyrekcja placówki ma próbować odzyskać pieniądze od lekarzy, którzy zdecydowali o wykonaniu zabiegu poza procedurą. To istotny kierunek, bo kara płacona z pieniędzy szpitala ostatecznie uderza w lokalnych pacjentów. Podobne pytania o kontrolę i odpowiedzialność pojawiały się przy innych kryzysach, choćby gdy opisywaliśmy kontrole po sprawie Szpitala Południowego.
Puenta jest prosta. Ochrona zdrowia nie wymaga przywilejów dla ludzi władzy, tylko porządku, przejrzystości i realnej odpowiedzialności. jeżeli publiczne procedury są obchodzone, płaci za to pacjent. A pacjent w Polsce zapłacił już wystarczająco dużo własnym czasem, nerwami i podatkami.
Źródło: WP, RMF FM, Polskie Radio PiK, Interia.
Źródło: WP Wiadomości














