NA „WIPÓWCE”: WSPOMNIENIE BYŁEJ MINISTRY

niepoprawni.pl 2 hours ago

Ja, jako była ministra zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności, która po spełnieniu swojej misji kierowania ministerstwem przy pomocy czarodziejskiej różdżki – została rzuconą na wysuniętą placówkę wipowską w szpitalu Południowo-Wschodnio-Zachodnim. Mam nadzieję, iż moje wspomnienia staną się niezbitem dowodem zaangażowania wszystkich wipowców w realizację konkretów, wytyczonych przed wyborami przez Namiestnika na Polskę…

Ja, jako była ministra a zarazem dyletantka o niewątpliwie świeżym spojrzeniu na problematykę zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności – ze zdwojonym a choćby ze strojonym zapałem zajęła się od pierwszych chwil pacjentami, do których zadzwonił lekarz naszej placówki vipowskiej z zapytaniem, jak się czują. Czyli zgodnie z konkretem, który nasz nieodżałowany Namiestnik obiecał Narodowi.

Już w pierwszych godzinach mojego urzędowania na „wipówce” w szpitalu Południowo-Wschodnio-Zachodnim otrzymała ja wytyczne, odnośnie traktowania wipowców, wskazanych mnie przez kierownika SOR-u, którego na to zaszczytne stanowisko mianował Prezydent państwa naszego Namiestnika - któren to zaszczytne stanowisko piastował dokładnie przez dwie godziny i sześć minut – oczywiście razy dwa, gdyż do jego piastowania zaliczyć trzeba także piastowanie Pierwszej Damy…

Wipowców należało więc traktować z należnym szacunkiem, czyli wyłożyć czerwony dywan, usadowić we fotelach, oferować kawusię i herbatniczki, zaś w przypadku obecności na odwyku - także koniaczek francuski. Wipowcy nie musieli jednak na wipówce długo przebywać, gdyż badania i zabiegi w naszym szpitalu Południowo-Wchodnio-Zachodnim odbywały się błyskawicznie – tym bardziej, iż ważniejsi wipowcy przybywali do naszej placówki z własnymi lekarzami! Do dziś łzy mnie się do oczu cisną na wspomnienie wizyty w kierowanej przeze mnie wipówce naszej marszałczyny kochanej! Co to była za feta!

Dziś mogę także wszystkim niedowiarkom ujawnić, iż wipówka w szpitalu Południowo-Wschodnio-Zachodnim powstała dzięki słusznej linii partii i rządu oraz samorządu - czyli w miejsce zlikwidowanej porodówki oraz dzięki dotacji w kwocie cztery miliony, przeznaczonej także na kierownika SOR-u! Reszta z tej kwoty mnie przypadła, jako doświadczonej dyletantce w operowaniu na szpitalnictwie naszego kraju przy pomocy czarodziejskiej różdżki i to bez żadnej grandy!

Swoją funkcję kierowniczki wipówki na którą zostałam rzuconą – wypełniałam sumiennie, wbrew kłamliwym zarzutom wrogów opanowanego przez nas kraju. Wipówka w szpitalu Południowo-Wschodnio-Zachodnim od samego rana była zapełniona wipowcami i ich rodzinami a także ich dziećmi, przybywającymi po telefonie lekarza, a konkretnie kierownika SOR-u. Obłożenie wipówki było tak duże, iż trzeba było z SOR-u usuwać wszystkie osoby, do których lekarz przedtem nie zadzwonił!

A były to przypadki nagłe, jak na przykład złamanie paznokcia, nagły ból głowy lub też przemęczenie pracą dla Ojczyzny. Tych przypadków było najwięcej, gdyż jak wszystkim wiadomo nasz Namiestnik jest nader wymagający od siebie samego, gdyż codziennie jest na iksie ze swoim przekazem dnia, zaś zdrowie, szczęście i wszelką pomyślność Narodu ma na pierwszym miejscu!

Dlatego z dumą i z uzasadnioną satysfakcją wspominam swoją pracę na wipówce – jednej z wielu wipówek, które powstały po likwidacji porodówek i gabinetów onkologicznych we szpitalach. Jest bowiem ewidentne, iż coraz mniej się rodzi dzieci, a po likwidacji gabinetów onkologicznych – także gwałtownie spadła ilość chorych na raka w opanowanym przez nas kraju!

Niestety! W tym samym czasie także gwałtownie wzrosła liczba wipowców, wymagających natychmiastowego leczenia – a przynajmniej badania. Jest to związane z ich przemęczeniem pracą dla Ojczyzny – na czym cierpią ich rodziny – w tym także ich dzieci…

Read Entire Article