Coraz częściej różni pseudoeksperci powielają tezy, iż napływ obywateli Ukrainy jest dla Polski pozytywny i to wręcz „wygrana na loterii”. – Oni mogą być młodzieżą tego narodu przy naszych problemach demograficznych – stwierdził Marcin Giełzak, wskazując na rzekomą łatwość integracji Ukraińców oraz korzyści dla polskiego rynku pracy. Zignorował przy tym wszystkie negatywy, które łącznie przeważają nad pozytywami i to nie tylko z polskiego punktu widzenia. Masowa emigracja jest niekorzystna przede wszystkim dla ukraińskiego państwa.
Czas rozbroić mit demograficznego ratunku z Ukrainy dla Polski. Choć trudno zaprzeczyć, iż tani ukraińscy pracownicy mieli pewien wpływ na wzrost gospdoarczy Polski (jednocześnie zatrzymując wzrost płac dla Polaków), wyciąganie z tego wniosku, iż masowa imigracja stanowi rozwiązanie strategicznych problemów naszego kraju, wydaje się krótkowzroczne. Państwo powinno patrzeć dalej niż na bieżące potrzeby rynku pracy i zadawać pytanie: jakie będą konsekwencje za dwadzieścia lub trzydzieści lat?
Pierwszym problemem jest bezpieczeństwo narodowe. Każde państwo ma prawo prowadzić politykę migracyjną podporządkowaną własnym interesom. Nie oznacza to odrzucania cudzoziemców ani negowania ich wkładu w gospodarkę. Oznacza natomiast, iż skala migracji powinna być dostosowana do możliwości integracyjnych państwa oraz do jego długoterminowych celów strategicznych.
Historia pokazuje, iż gwałtowne zmiany demograficzne potrafią prowadzić do napięć społecznych, problemów z integracją oraz sporów politycznych. Polska przez dziesięciolecia była jednym z najbardziej jednolitych etnicznie państw Europy, co stanowiło jeden z czynników wysokiego poziomu spójności społecznej. Tak znaczące zmiany struktury ludności powinny być poprzedzone rzetelną debatą publiczną i analizą skutków, a nie traktowane jako oczywista recepta na kryzys demograficzny.
Drugim argumentem jest sama demografia. Zwolennicy masowej imigracji często przedstawiają ją jako lekarstwo na starzenie się społeczeństwa. Problem polega jednak na tym, iż migranci z Ukrainy również się starzeją i również nie mają wystarczajacej liczby dzieci.
Ukraina od wielu lat należy do państw o bardzo niskiej dzietności, niższej niż w Polsce. Oznacza to, iż sprowadzenie do Polski setek tysięcy lub milionów młodych ludzi nie rozwiązuje problemu niskiej liczby urodzeń. Po jednym lub dwóch pokoleniach Polska stanie przed dokładnie tym samym wyzwaniem, tylko z większą liczbą mieszkańców w wieku emerytalnym, którzy nie czują się Polakami.
Jeżeli źródłem kryzysu jest zbyt mała liczba dzieci rodzących się w Polsce, odpowiedzią powinna być skuteczna walka z lewicową, antynatalistyczną propagandą i hedonizmem, stabilność zatrudnienia oraz tworzenie warunków zachęcających młodych Polaków do zakładania rodzin. Importowanie siły roboczej nie usuwa przyczyny problemu – jedynie odsuwa jego skutki w czasie.
Najbardziej paradoksalny jest jednak aspekt czysto ukraiński. Pseudoeksperci jak Marcin Giełzak deklarują, iż zależy im na silnej, niepodległej i zdolnej do odbudowy się po wojnie Ukrainie. Jednocześnie przedstawiają jako sukces trwałe osiedlanie się w Polsce setek tysięcy młodych Ukraińców. Powstają pytania: kto w takim razie ma odbudować Ukrainę po zakończeniu wojny? Kto będzie prowadził tam przedsiębiorstwa, płacił podatki, finansował system emerytalny, budował drogi, szkoły i szpitale?
Każde państwo potrzebuje przede wszystkim własnych młodych obywateli, lekarzy, budowlańców, rolników, przedsiębiorców. o ile najlepiej wykształceni, najbardziej przedsiębiorczy i pracowici oraz najbardziej mobilni ludzie pozostaną na emigracji, Ukraina stanie wobec jeszcze poważniejszego kryzysu demograficznego i gospodarczego niż obecnie. Trudno pogodzić deklaracje o wspieraniu Ukrainy z jednoczesnym uznawaniem trwałego odpływu jej kapitału ludzkiego za sukces.
To właśnie tutaj pojawia się element hipokryzji. Z jednej strony mówi się o konieczności odbudowy Ukrainy i wzmacniania jej państwowości. Z drugiej strony cieszy się z tego, iż młodzi Ukraińcy wybierają życie w Polsce zamiast budowania przyszłości własnego kraju. o ile rzeczywiście „ekspertom” zależy na silnym sąsiedzie, powinni raczej wspierać warunki sprzyjające powrotowi Ukraińców do ojczyzny po zakończeniu wojny, a nie traktować trwałą emigrację jako pożądany efekt.
Państwo odpowiedzialne powinno przede wszystkim inwestować we własnych obywateli: tworzyć warunki do zakładania rodzin, zatrzymywać emigrację młodych Polaków i zwalczać lewicowe ideologie, których skutkiem jest kulejąca dzietność. Imigracja nie jest tu żadnym rozwiązaniem i nie powinna zastępować reform, których dyzmokratyczna Polska od lat unika.
Zdjęcie poglądowe: Marcin Giełzak.
NASZ KOMENTARZ: Masowa imigracja w żadnym kraju nigdy nie była cudownym lekarstwem na kryzys demograficzny ani gospodarczą stagnację. Zawsze była natomiast powodem problemów wewnętrznych i upadku państw np. Starożytnego Rzymu. Może przynieść wyłącznie krótkoterminowe korzyści dla rynku pracy, ale jednocześnie rodzi pytania o bezpieczeństwo i spójność społeczną. Odpowiedzialna polityka powinna uwzględniać nie tylko najbliższe lata, ale również przyszłe pokolenia.
Polecamy również: Lewica bez dotacji? Nagle robi się problem















