„Marsz, marsz, Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.”
Tak śpiewamy w naszym hymnie narodowym.
Przyjrzyjmy się więc bliżej osobie, która to miała spełnić to wielkie zadanie.
Jan Henryk Dąbrowski urodził się w Pierzchowie koło Wieliczki. Jego ojcem był Polak służący w armii saskiej wprowadzonej do Polski przez Augusta II. Matka zaś pochodziła z kurlandzkiej rodziny spokrewnionej ze Szkotami. Wynikiem tej mieszanki etnicznej było to, iż pierwszym językiem przyszłego generała był niemiecki, drugim francuski, a dopiero trzecim polski - którego nigdy dobrze nie opanował. Po śmierci matki, jedenastoletni Janek wyjechał w roku 1766 z ojcem do Saksonii, gdzie podjął naukę w niemieckiej szkole. Później - dzięki koneksjom ojca - już jako szesnastolatek rozpoczął służbę w armii saskiej. W tamtych czasach armia ta była jedną z najlepszych w Europie i służąc w niej, Dąbrowski dużo się nauczył. Jednocześnie wtopił się w niemieckojęzyczne środowisko. Ożenił się z Niemką, a ich dzieci nie mówiły po polsku.
Gdy Sejm Czteroletni uchwalił Konstytucję 3 maja i utworzenie stutysięcznej armii, okazało się, iż zabraknie dla niej doświadczonych oficerów. Zdecydowano wówczas, iż jedna trzecia stanowisk oficerskich może zostać obsadzona przez Polaków z obcych armii. Dowiedziawszy się o tym, Dąbrowski - który miał w Saksonii kłopoty finansowe - uzyskał zwolnienie z saskiej armii i przyjechał do Polski. W ówczesnej Europie oficerowie dość często przechodzili do obcych - byle nie wrogich - armii i było to społecznie akceptowane. Dąbrowski nie był więc wyjątkiem i nie zrobił tego z miłości do ojczyzny - której prawie nie znał - ale dla kariery i lepszych zarobków.
Przydzielono go do I Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Narodowej na stanowisko szefa szkolenia. W jednostce panował bałagan: oficerowie nie stawiali się na służbę, pili, grali w karty i handlowali końmi. Dąbrowski wprowadził w niej wojskowy dryl i po kilku miesiącach brygada zaczęła przypominać wojsko z prawdziwego zdarzenia.
Wszystkie reformy państwa i armii wzięły w łeb po zawiązaniu się konfederacji targowickiej i wybuchu wojny z Rosją w 1792 r. Dąbrowski w tej wojnie nie walczył, bo jego brygada pozostawała w odwodzie.
Gdy król przystąpił do targowicy, Dąbrowski - jako wychowany po niemiecku wierny oficer - postąpił tak samo. Zrobił to też - a może przede wszystkim dlatego - iż bał się cofnięcia przez króla żołdu, a z pieniędzmi u niego było krucho. Są również zdania, iż Dąbrowski przystąpił do targowicy, bo - jako długo mieszkający za granicą - nie miał dostatecznego politycznego rozeznania w polskich sprawach. Do targowicy przystąpiło wielu Polaków, którzy takiego rozeznania nie mieli, ale też wielu z nich - jak Józef Wybicki czy Michał Kleofas Ogiński - później z niej wystąpiło, a Dąbrowski pozostał.
Gdy na początku II rozbioru Polski wojska pruskie weszły do Gniezna, Dąbrowski bezskutecznie próbował go bronić.
Wszystkie walki ustały gdy sejm grodzieński w 1793 uznał rozbiór i unieważnił Konstytucję 3 maja. Ten sam sejm wprowadził Dąbrowskiego w skład Komisji Wojskowej Koronnej, która miała za zadanie przeprowadzenie redukcji stanu osobowego wojska polskiego i przyznał mu sowite wynagrodzenie. Dąbrowski przyjął tę funkcję, bo uważał, iż jako zawodowy oficer musi wykonywać polecenia władzy - jaka by ona nie była.
W ramach pracy w tej komisji rozpoczął on redukcję stanu własnej brygady, co wywołało w niej bunt. 12 marca 1794 roku jej dowódca generał Madaliński wyprowadził ją z Ostrołęki w kierunku Krakowa, co było faktycznym początkiem insurekcji kościuszkowskiej. Madaliński oczywiście nie wtajemniczył Dąbrowskiego w swoje plany i kiedy brygada wymaszerowała, zaskoczony podwładny został w garnizonie. Wtedy władze rozkazały mu dogonić Madalińskiego i opanować bunt. To mu się nie udało, a podporządkował sobie tylko mały, zapóźniony oddział.
Tego Madalińskiemu i jego oficerom było już za wiele. Zwołali więc w brygadzie sąd polowy, który zaocznie skazał Dąbrowskiego na karę śmierci. Wyroku nie wykonano, bo Dąbrowski wrócił do okupowanej przez Rosjan Warszawy.
Gdy w stolicy wybuchło powstanie i Rosjan wygnano, Dąbrowski nie wiedział, co robić, bo było to powstanie przeciwko władzy, której złożył przysięgę wierności. W końcu jednak zdecydował się do niego przystąpić. Nie było to proste, bo jego dotychczasowe zachowanie było powszechnie znane, a lud warszawski rwał się do samosądu nad nim. Aresztowano go więc i postawiono przed sądem powstańczym, który miał go sądzić za wcześniejszą służbę dla Sasów, przystąpienie do targowicy, pracę w Komisji Wojskowej Koronnej oraz próbę przeszkodzenia Madalińskiemu. Groziła mu kara śmierci. Jego obrony podjął się znakomity prawnik - były targowiczanin - Józef Wybicki. W płomiennej mowie wykazywał, iż Dąbrowski nie działał ze złej woli, ale tylko popełniał błędy, bo nie miał rozeznania w polskiej polityce. Podkreślał też, iż polska armia w tak trudnych czasach nie może sobie pozwolić na stratę tak świetnie wyszkolonego oficera. Sąd dał się przekonać i uniewinnił Dąbrowskiego, a obaj panowie zostali serdecznymi przyjaciółmi.
W ten sposób Dąbrowski przystąpił do insurekcji. W czerwcu i lipcu 1794 roku brał udział w obronie Warszawy. Tam bliżej poznał Kościuszkę i zrobił na nim dobre wrażenie. Naczelnik awansował go wtedy na stopień generała majora i podarował mu pamiątkową obrączkę z napisem: „Ojczyzna obrońcy swemu”. We wrześniu Kościuszko wysłał Dąbrowskiego na pomoc powstańcom w Wielkopolsce. Walczył tam dobrze, ale przed silnym pruskim kontruderzeniem musiał się wycofać w stronę Warszawy.
Niedługo później Kościuszko został ranny pod Maciejowicami, powstanie upadło, a Dąbrowski został wzięty do rosyjskiej niewoli. Nie trafił do petersburskiej twierdzy jak Kościuszko ani na Syberię jak generałowie Kopeć, Grabowski i Działyński, ale - po podpisaniu deklaracji o rezygnacji z dalszej walki przeciwko Rosji - został osadzony w areszcie domowym w Warszawie. Podczas aresztowania Rosjanie proponowali mu stopień generalski w swojej armii, ale Dąbrowski odmówił. Po około roku został zwolniony i wyjechał z Polski.
Najpierw udał się do Prus, gdzie dostał propozycję służby w tamtejszej armii, ale odmówił i wyjechał do Francji. Tam prosił o przydział do sztabu armii generała Klébera, ale go nie dostał.
W tamtym czasie Francja walczyła z Prusami i Austrią, a w armiach obydwu tych państw służyli Polacy. Wcielani byli do nich przymusowo, więc często dezerterowali lub specjalnie szli do francuskiej niewoli. Większość tych walk toczyła się we Włoszech, dlatego też tam tych dezerterów i jeńców było najwięcej. Nie brakło tam też byłych polskich oficerów, którzy uciekli z kraju po upadku powstania kościuszkowskiego. Z tych właśnie ludzi Dąbrowski postanowił stworzyć armię, która u boku Francji mogłaby w przyszłości wyzwolić Polskę. Na jego wezwanie stawiło się kilka tysięcy ludzi, których trzeba było umundurować, uzbroić i wyżywić. Tymczasem rząd francuski - który zgodził się na werbunek tych żołnierzy - nie chciał tego finansować. Oddał ich więc pod komendę Napoleonowi Bonaparte, który właśnie utworzył w północnych Włoszech Republikę Lombardzką. Napoleonowi Dąbrowski i jego pomysł walki o wolność jakiejś tam Polski wcale nie przypadł do gustu. Mimo to polecił, żeby rząd tej republiki od roku 1797 wziął Polaków na żołd i tak powstały znane powszechnie Legiony Polskie we Włoszech. Były to oddziały źle uzbrojone i niedożywione, ale gotowe walczyć u boku Napoleona o przyszłą Polskę. Tymczasem do Polski było ponad tysiąc kilometrów, a Napoleon wtedy w tamtą stronę choćby nie spoglądał. Wykorzystywał natomiast to wojsko gdzie chciał i do wszystkich swoich - nie zawsze szczytnych - celów.
W roku 1801 Napoleon podpisał z Austrią traktat pokojowy w Lunéville. w ramach którego obie strony obiecały sobie „nie popierać wrogów wewnętrznych”. Realizując tę umowę, Napoleon rozwiązał Polskie Legiony, a poszczególne ich pododdziały włączył w struktury armii francuskiej i włoskiej. W ten sposób Dąbrowski stracił swoje legiony, a w zamian został mianowany generalnym inspektorem jazdy włoskiej. Gdy Napoleon wysyłał polskie wojsko na Santo Domingo, zaproponował Dąbrowskiemu dowództwo nad nim, ale generał odmówił i został we Włoszech.
Nie przyprowadził więc Dąbrowski Legionów „z ziemi włoskiej do Polski”, a tylko nieliczni ich żołnierze po wielu latach „złączyli się z narodem”, ale już w ramach jednostek armii francuskiej.
Po rozpoczęciu wojny z Prusami w 1806 roku, Napoleon wysłał Dąbrowskiego i Wybickiego do Poznania. Zadaniem ich było wywołanie w Wielkopolsce antypruskiego powstania i zorganizowania tam regularnego wojska polskiego, które wspierałoby Francję. Zaraz po przybyciu na miejsce Wybicki napisał w imieniu Dąbrowskiego (bo generał słabo znał polski) płomienną odezwę do Polaków, która stała się zarzewiem zwycięskiego powstania. Oddziały powstańcze Dąbrowski niedługo przekształcił w regularne, trzydziestotysięczne wojsko, zorganizowane na wzór francuski.
Po sukcesach w Wielkopolsce Dąbrowski został wysłany do Warszawy jako „umocowany rządca w kraju polskim pod potencją Najjaśniejszego Imperatora Francuzów i generalny wojsk polskich organizator”. Jechał z nadzieją na stanowisko wodza naczelnego armii nowoutworzonego Księstwa Warszawskiego, a może i na premiera. Swoim rokokowym tytułem cieszył się tylko sześć tygodni, czyli dopóki Napoleon nie porozdawał wszystkich stanowisk swoim ludziom. Wodzem naczelnym został książę Józef Poniatowski, a Dąbrowski musiał się zadowolić dowództwem III Legii Poznańskiej. Rozgoryczony ruszył na jej czele do walki z Prusami i pod Tczewem został ranny w nogę. Po zranieniu generał leczył się przez kilka miesięcy, po czym wrócił do służby.
Podczas wojny z Rosją w 1812 roku Dąbrowski pozostał na Białorusi, gdzie na czele 17. Dywizji Piechoty osłaniał linie komunikacyjne i blokował niezdobytą twierdzę Bobrujsk. W czasie odwrotu Napoleona spod Moskwy Dąbrowski walczył między innymi pod Berezyną, gdzie ponownie został ranny. Podleczywszy się jako tako, zdążył jeszcze na przegraną przez Napoleona bitwę pod Lipskiem, w której zginął książę Józef Poniatowski. Po jego śmierci Dąbrowski objął dowództwo nad resztkami armii Księstwa Warszawskiego i wycofał się z nimi do Francji. Tam przeorganizował je i przez cały czas walczył u boku Napoleona. Dopiero po abdykacji cesarza w kwietniu 1814 roku, Dąbrowski zwolnił żołnierzy z przysięgi wobec niego i na mocy porozumień z carem Aleksandrem I odprowadził ocalałe resztki polskich oddziałów do kraju.
Po zakończeniu kongresu wiedeńskiego w 1815 roku, Dąbrowski zdecydował się na współpracę z carem. Złożył mu przysięgę wierności i stanął na czele Komitetu Organizacyjnego Wojskowego, którego zadaniem było utworzenie armii nowopowstającego Królestwa Polskiego. Car od ręki mianował go generałem jazdy i nadał mu dożywotnio stanowisko senatora-wojewody.
Po krótkim czasie Dąbrowski przekonał się, iż mimo wysokiego stopnia wojskowego, tytułu i funkcji, tak naprawdę nie miał nic do powiedzenia. Państwem i armią bowiem w rzeczywistości rządził wielki książę Konstanty. Co więcej, generał zorientował się, iż car chciał wykorzystać jego i jego dobre imię do celów politycznych. Nie mylił się, bowiem car w tamtym czasie chciał przekonać do siebie Polaków, którzy jeszcze niedawno walczyli przeciwko niemu. Wywyższanie Dąbrowskiego dobrze wpisywało się więc w tę politykę. Gdy więc car zaproponował mu stanowisko namiestnika Królestwa Polskiego, Dąbrowski odmówił, złożył dymisję i 24 listopada 1815 roku przeszedł w stan spoczynku. Po czym wyjechał do swojego majątku w Winnej Górze, która leżała na terenie zaboru pruskiego.
Tak więc - o ironio - wielokrotny uczestnik antypruskich kampanii zmarł 6 czerwca 1818 roku jako poddany króla Prus.
Kim więc był Jan Henryk Dąbrowski?
Czy patriotą walczącym o wolność Polski, któremu kilka z jego planów udało się do końca zrealizować?
Czy wojskowym chcącym wszelkimi sposobami zrobić karierę?
Czy człowiekiem zagubionym w ówczesnej rzeczywistości człowiekiem i wykorzystywanym prze innych?
Czy może każdą z tych postaci po trochu?





![Co szykuje Kreml dla państw NATO? Porządkujemy wojenne scenariusze [POD PROGIEM WOJNY]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=388;0;414;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/02/AP26040412559416.jpg)






