Limit kadencji dla posłów? Sondaż pokazuje zmęczenie Wiejską

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: Limit kadencji dla posłów? Sondaż pokazuje zmęczenie Wiejską


67,6 proc. badanych chce w Polsce limitu kadencji premiera i posłów na wzór Węgier, wynika z sondażu SW Research dla rp.pl z 18-19 sierpnia 2026 r. Przeciw jest 12,4 proc., a 20 proc. nie ma zdania. To mocny sygnał niechęci wobec zawodowej klasy politycznej.

Polacy chcą przewietrzyć Sejm

Według sondażu SW Research dla rp.pl 67,6 proc. respondentów popiera wprowadzenie w Polsce limitu kadencji dla premiera i posłów na wzór węgierski. Przeciw opowiedziało się 12,4 proc. ankietowanych, a 20 proc. nie ma zdania. Badanie przeprowadzono 18-19 sierpnia 2026 r. w panelu online SW Panel na grupie 800 internautów powyżej 18. roku życia, z próbą skorygowaną wagą analityczną.

To nie jest drobna ciekawostka sondażowa. To diagnoza społecznego zmęczenia polityką jako zawodem na całe życie. Sejm ma być reprezentacją Narodu, a nie klubem stałego pobytu dla liderów, którzy od dekad krążą między ławą poselską, rządem, komisją i telewizyjnym studiem. Dla obywatela stawka jest prosta: więcej odpowiedzialności, mniej partyjnej zasiedziałości.

Konstytucja zna kadencję, nie limit kariery

Obecnie Konstytucja RP w art. 98 stanowi, iż Sejm i Senat są wybierane na czteroletnie kadencje. Polska ustawa zasadnicza nie wprowadza jednak limitu liczby kadencji poselskich. Poseł może wracać do parlamentu tak długo, jak długo zdobywa mandat. Zwolennicy obecnego modelu powiedzą: decydują wyborcy. Zwolennicy limitów odpowiedzą: system partyjny, rozpoznawalność i finansowanie kampanii dają ogromną przewagę tym samym nazwiskom.

I tu zaczyna się prawdziwy spór. Limit kadencji może być narzędziem odświeżenia życia publicznego. Może też stać się partyjną maczugą, jeżeli zostanie napisany pod bieżący interes jednej strony. Polska potrzebuje reform instytucjonalnych, nie zemsty ubranej w język odnowy. Narodowe państwo musi wzmacniać zaufanie obywateli, a nie produkować kolejne podejrzenie, iż reguły zmienia się po to, by wyciąć konkretnych rywali.

Tusk, Kaczyński, Bosak. Nazwiska robią wrażenie

Rp.pl wylicza, iż przy rozwiązaniu podobnym do węgierskiego z Sejmem po kolejnych wyborach musieliby pożegnać się m.in. Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Władysław Kosiniak-Kamysz i Krzysztof Bosak. W tekście wskazano też sejmowy staż: Tusk ma za sobą 6 kadencji poselskich, Kaczyński 9, Kosiniak-Kamysz 3, a Bosak 3. To właśnie takie nazwiska sprawiają, iż temat natychmiast wychodzi poza technikalia ustrojowe.

Dla jednych będzie to oczyszczenie. Dla innych zamach na bierne prawo wyborcze polityków, których popierają realni wyborcy. W prawicowej ocenie nie wolno udawać, iż problem nie istnieje. Partie zamieniły Sejm w mechanizm reprodukcji elit. Widać to po listach wyborczych, po miejscach biorących, po dyscyplinie klubowej i po tym, jak trudno nowym ludziom wejść do polityki bez błogosławieństwa centrali.

Ten spór dotyka także prawicy. DN opisywał wcześniej drogę Krzysztofa Bosaka od Wszechpolaka do wicemarszałka Sejmu. Limit kadencji uderzałby więc nie tylko w polityków liberalnego centrum czy starej prawicy, ale także w osoby, które dla części wyborców narodowych są symbolem awansu środowiska do głównego nurtu. Uczciwa reforma musi brać to pod uwagę.

Węgierski przykład i polska ostrożność

Punktem odniesienia stały się Węgry. Tam w 2026 r. wprowadzono limit 8 lat dla premiera oraz 3 kadencji, czyli maksymalnie 12 lat, dla posłów. Ośrodek Studiów Wschodnich opisywał czerwcową nowelizację jako pierwszy symboliczny krok nowego rządu Petera Magyara, który w praktyce zamyka drogę Viktorowi Orbánowi do powrotu na urząd premiera.

Polska nie powinna bezmyślnie kopiować obcych rozwiązań. Każde państwo ma własną historię ustrojową i własny układ sił. Ale polska debata o limitach jest potrzebna, bo dotyka choroby, którą widać gołym okiem: zawodowienia polityki, oderwania centrali partyjnych od zwykłego obywatela i przekonania, iż mandat należy się tym, którzy już go mają.

Starsi i wykształceni bardziej za zmianą

Wyniki pokazują też interesujące różnice społeczne. Według rp.pl ograniczenie liczby kadencji częściej popierają mężczyźni niż kobiety, 70 proc. do 65 proc. Poparcie rośnie wraz z wiekiem: od 50 proc. wśród najmłodszych do 72 proc. wśród najstarszych. Za zmianą opowiada się także 71 proc. badanych z wyższym wykształceniem oraz 76 proc. respondentów z miast liczących od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców.

To oznacza, iż hasło rotacji elit nie jest wyłącznie emocją młodych wyborców antysystemowych. Przeciwnie, mocno słyszą je ludzie, którzy najdłużej obserwowali III RP i widzieli te same twarze w kolejnych konfiguracjach. Pamiętają obietnice, resetowane koalicje, zmiany szyldów i wielkie słowa, po których zostawała ta sama praktyka władzy.

Reforma musi służyć Narodowi

Limit kadencji nie rozwiąże sam z siebie problemu jakości państwa. Zły poseł po dwóch kadencjach nie stanie się lepszy przez sam fakt odejścia, a dobry parlamentarzysta może stracić możliwość dalszej pracy mimo poparcia wyborców. Dlatego potrzebna jest poważna rozmowa o modelu: czy limit ma obejmować tylko premiera, posłów, senatorów, a może funkcje w partiach? Czy ma działać wstecz? Czy powinien łączyć się z prawyborami, zmianą finansowania partii i większą przejrzystością list?

Jedno jest jednak oczywiste dla wszystkich, kto patrzy na państwo z perspektywy interesu narodowego: elita polityczna nie może sama siebie uznać za niezastąpioną. Polska potrzebuje kadr, które przychodzą do parlamentu służyć wspólnocie, a nie urządzać sobie wieloletni abonament na władzę. o ile 67,6 proc. badanych mówi „dość”, rozsądna prawica powinna tę niechęć potraktować poważnie, bez demagogii i bez strachu przed własnymi konsekwencjami.

Źródło: rp.pl, SW Research, Ośrodek Studiów Wschodnich, Sejm RP.

Źródło: WP Wiadomości

Read Entire Article