„Miłość na płótnach mistrzów”
„Udo w udo w tramwaju”
Popporn – czyli „szczegóły anatomiczne”
„…wszyscy rozpoznawali na obrazach mistrza szczegóły anatomiczne modelki…” – pisze Beata Szuszwedyk-Sadurska w artykule „Miłość na płótnach mistrzów” w numerze 7. ANGORY. Wszyscy? Jakie „szczegóły anatomiczne”? Można się chyba domyślać, iż owym „wszystkim” nie chodziło o kształt nosa! A przecież autorka zdradza w swoim tekście prawdziwe imię i nazwisko tej niegdysiejszej modelki mistrza Jacka Malczewskiego. I nie jest tu – przynajmniej dla mnie – ważne, iż wszystko to było dawno temu oraz iż modelkę, żonę innego, połączył z mistrzem romans. Co – oczywiście – spowodowało skandal „w towarzyskich kręgach”.
Skandal skandalem, ale od skandalu droga jeszcze daleka do możliwości rozpoznawania przez gawiedź (wszystkich?) szczegółów anatomicznych modelki podczas oglądania tego czy innego obrazu. Pachnie to wręcz posądzeniem kobiety o powszechnie uprawiany – przynajmniej w ramach „kręgów towarzyskich” – nierząd (…)! Daje się w naszym kraju dość często zauważyć zjawisko hipokryzji „w temacie tym, co wiesz”. Roboczo nazwałem je sobie: popporn. Nie jestem świętoszkiem i nie krytykuję pornografii sensu stricto. A nie krytykuję dlatego, iż w wypadku „czystego” porno umowa z ewentualnym widzem jest jasna jak w wypadku każdej twórczości gatunkowej. Lubisz, kręci cię to – odbierasz. Nie lubisz, gorszy cię, brzydzi lub nudzi – nie odbierasz (…).
Natomiast popporn, pod przykrywką choćby popularyzacji „wielkiej sztuki”, przemyca elementy dyskursu niemające ze sztuką nic wspólnego! Niezdrowość krajowej hipokryzji „w temacie cielesności” jeszcze wyraźniej dała znać o sobie w dalszej części artykułu Barbary Szuszwedyk-Sadurskiej („Królowa jawnogrzesznica”). Tym razem mowa o obrazie Jeana Fouqueta „Madonna z Dzieciątkiem wśród Aniołów”, na którym Matka Boska występuje z całkowicie odsłoniętą piersią.
Autorka powołuje się na – niewymienionych z imienia i nazwiska – „historyków, duchownych i badaczy średniowiecza”, którzy w obrazie tym „widzą (…) dzieło skrajnie bezbożne”. Gotów jestem jednak uwierzyć, iż niektórzy duchowni pośród nich mogli tak mówić czy pisać. Niektórzy, gdyż znane są – zwłaszcza w obrzędowości ludowej – formy kultu piersi Maryi. Kościół w zasadzie ich nie zwalcza, a czasem może choćby poniekąd propaguje (…). Podczas moich studiów wspominał o tym ówczesny docent. Oczywiście w krótkim tekście nie sposób przedstawić wszystkich za i przeciw. ale jakoś dziwnie w takich krótkich tekstach lubią się przebić – pod różnymi pretekstami – głównie wiadomości o „szczegółach anatomicznych”. Najlepiej – bezbożnych! W sąsiedztwie „Miłości na płótnach” ANGORA przedrukowała wcale długi artykuł z „Gazety Wyborczej” pt. „Udo w udo w tramwaju” zapowiedziany na okładce sensacyjną enuncjacją: „84 procent Polek jest molestowanych w miejscach publicznych!”. Rzekomo dowodzą tego badania.
Przykro mi, ale – jako socjologa z wykształcenia – raczej nie „udo” się mnie przekonać o trafności wyników tych badań! Choć mogły one być przeprowadzane z dobrą wolą. Dobrą wolą kierować się też mogła Milena Kuchnia, autorka artykułu o udach. Chciała przestrzec, zapobiec, doradzić? Występująca w jej tekście policjantka słusznie doradza zgłaszanie na policję traumatycznych i gorszących incydentów z tramwajowymi i autobusowymi „zalotnikami”. Gdy jednak ją samą to spotkało, to po prostu… „uderzyła oprawcę torebką w krocze. Krzyknął i zwiał”. Zwiał, więc może grasuje nadal? Dziennikarka nigdzie w swoim tekście nie wyraża choćby krztyny zdziwienia rażącą sprzecznością pomiędzy dobrotliwymi napomnieniami policji a stosowaną przez nią praktyką – sprzecznością aż nadto widoczną w naszej rzeczywistości! Może to budzić podejrzenie, iż chodziło nie tyle o zbliżenie do rozwiązania społecznego problemu, ile o „nośny temat”, z kroczem i nie zawsze kumatymi niewiastami w roli głównej! Cóż, jedne panie przedstawiły drugie panie w niezbyt miłym świetle. Nie taki to znów rzadki przypadek… ALEKSANDER BUKOWIECKI
„No i… mamy!”
A może i ja mam rację?
Pan Ryszard w swoim liście „No i… mamy!” (ANGORA nr 8) wyraził swoje oburzenie i troskę o „piękny kraj”. Ten „piękny kraj” urządzaliśmy wszyscy, każdy na miarę swoich możliwości. To ludzie pracy swoją krwawicą budowali to, co dzisiaj cieszy. Budowali w Polsce Ludowej na wyśrubowanych akordach, w okresie transformacji, budują i dzisiaj w dużo łatwiejszych warunkach. Maszyny wyparły człowieka, czyniąc jego pracę dużo łatwiejszą. Tym ludziom należy się głęboki szacunek. Oni także na swoich barkach wyhodowali to, co dzisiaj w kraju mamy. Mówiono, iż to komuchy do foteli się przyspawały i władzy nie chcą oddać.
A co dzisiaj mamy? Jak ta władza do foteli się przyspawała: i europosłowie, posłowie i senatorowie! Niestety, szanowny Panie Ryszardzie, Pan się też w tę „gnojówkę” zabawia, zionąc jadem w kierunku PiS-owskiej opozycji. Moim pragnieniem jest żyć w normalnym kraju, w którym nikt mi nie będzie mówił, jaką telewizję mam oglądać, jakich dziennikarzy słuchać, jaką prasę czytać czy z kim mam iść do łóżka. Nie chcę być ubezwłasnowolniony ani fizycznie, ani psychicznie.
Mam niezbywalne prawo do powiedzenia komuś, iż jest kłamcą, choćby jeżeli jest premierem. Wygrał wybory i ja to szanuję. Zaś przy tym, co zrobił z praworządnością rozumianą tak, jak on to rozumie, Ziobro jest „pikuś”. jeżeli chodzi o Jurka Owsiaka – szefa WOŚP-u, to powiem, iż zaczął grać z pamięci. Dla mnie to nie jest charyzmatyczny człowiek. Założoną przez siebie Fundację rozwijał i stworzył coś, co prosperuje jak świetne przedsiębiorstwo, także przy użyciu państwowych pieniędzy i różnych podmiotów gospodarczych. Dziesięć procent zebranych funduszy idzie na obsługę Fundacji zgodnie z prawem, ale trzeba o tym ludziom, którzy pytają, powiedzieć, a nie pokazywać plecy. 10 procent z zebranych 300 milionów to jest jakaś kwota, a gdy podliczyć 33 lata, to… Sam na aukcję wystawiałem moje szkice. Zaś to, co jest w szpitalach, to nie dar Owsiaka, to dar całego narodu, pojedynczych obywateli, najczęściej tych niemajętnych. Owsiak jest po prostu supermenedżerem i tyle. Kampania prezydencka wkracza w decydującą fazę.
Nie mam swego konia. Czekam na kandydata, który powie, czego robił nie będzie, w czym będzie inny od obecnego prezydenta. A tak na koniec, cieszę się bardzo, iż mam poparcie między innymi pana Władysława Górskiego i pana Jerzego Sandurskiego w kwestii łowiectwa szeroko rozumianego. Myślę, iż nie tylko tych panów. Jako nie myśliwy, ale przyrodnik, jak najbardziej chylę czoła przed tym hobby. I to byłoby na tyle. GRZEGORZ KONIECZNY, Radzewice
39 minut
Prezydent Ukrainy jest trochę oderwany od rzeczywistości i to jego wypowiedzi spowodowały w końcu mocniejsze słowa liderów USA. Takie wrażenie odniosłem, obserwując jego zachowanie i wywody w czasie pierwszych 39 minut spotkania, które Zełenski wraz z prezydentem i wiceprezydentem USA odbyli z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym Białego Domu w piątek 28 lutego. Żeby zrozumieć moją ocenę, konieczne jest obejrzenie całego nagrania tego spotkania w Gabinecie Owalnym – trwało ono 49 minut i 47 sekund – a nie tylko jego kilkunastominutowej czy choćby kilkuminutowej końcówki rozreklamowanej przez media. W trakcie tych 39 minut prezydent Ukrainy kilkakrotnie przerywał wypowiedzi prezydentowi Trumpowi, a choćby zaprzeczał jego słowom. Przez ponad pół godziny prezydent Trump ani razu nie przerwał Zełenskiemu i uważnie słuchał.
Gdy Trump mówił o pokoju i o tysiącach żołnierzy Ukrainy i Rosji ginących co tydzień na froncie, Zełenski odpowiadał, mówiąc o prowadzeniu wojny i o potrzebach militarnych Ukrainy. Od samego początku tego mityngu Zełenski wypowiadał się, prowadząc własną grę propagandową. Jego celem raczej nie było dogadanie się z USA i podpisanie porozumienia, które oba kraje już ustaliły, ale pokazanie światu, iż on ma zupełnie inne zdanie niż prezydent Trump. Prezydent Ukrainy prawie cały czas wysyłał też negatywne, niewerbalne sygnały w kierunku prezydenta USA. Wiceprezydent USA odezwał się po raz pierwszy dopiero w 36. minucie, odpowiadając spokojnie na pytanie dziennikarza. Tak to właśnie wyglądało i każdy może sobie to obejrzeć na YouTubie.
Myślę, iż wypowiedzi, mimika i ruchy rąk prezydenta Ukrainy, szczególnie w ciągu 39 minut poprzedzających zdecydowaną reakcję przywódców USA, nie były spowodowane jego emocjonalnością, ale raczej jego megalomanią i niechęcią do zawarcia pokoju ze znienawidzoną Rosją. Myślę, iż prezydent Zełenski sam uwierzył w swoje przesłanie, które powtarza wszystkim liderom w Europie, iż to on broni Polski, Francji, Niemiec, Europy, a choćby Ameryki i świata, przed brutalną agresją Rosji. Wszyscy europejscy politycy zapewniają go, iż w to wierzą i z aprobatą poklepują go po plecach. Pewnie z powodu tego poklepywania prezydent Ukrainy tak bardzo uwierzył w to, iż jest przedmurzem pokoju i chroni choćby Amerykę przed przyszłym atakiem Rosji.
W ów piątek tak poinstruował prezydenta USA: „…You have a nice ocean and you don’t feel (it) now, but you will fill (it) in the future… God bless, you will not have a war” (…Macie ładny ocean i wy tego nie czujecie teraz, ale poczujecie to w przyszłości… Dzięki Bogu nie będziecie mieli wojny”). Prezydent Ukrainy chyba zapomniał, iż rozmawia z prezydentem mocarstwa atomowego, którego takie propagandowe chwyty o rzekomym ataku Rosji nie przestraszą. Przecież atak Rosji (6 tys. głowic atomowych) na USA (6 tys. głowic atomowych) skończy się zniszczeniem obu mocarstw i całego świata, więc oczywiste jest, iż żaden z tych państw nie zaatakuje drugiego.
Dopiero próba straszenia prezydenta Trumpa Rosją spowodowała mocniejszą reakcję tak wiceprezydenta, jak i prezydenta USA. W końcu dopiero po 39 minutach niezrozumiałego dla mnie zachowania prezydenta Zełenskiego Amerykanie postanowili pokazać mu jego miejsce w szeregu. Szkoda, iż media na świecie zajmują się tylko ostatnimi minutami tego spotkania, pomijając całkowicie to, co wydarzyło się w Gabinecie Owalnym w trakcie pierwszych 39 minut i wypaczając w ten sposób to, co naprawdę tam się wydarzyło. ROBERT, Szwajcaria
Brawo, Pani Marszałek Niedziela!
Do tego, iż w tak zwanych mediach społecznościowych mamy do czynienia z zalewem hejtu, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Określenie „społecznościowe” sugerowałoby, iż te media mają służyć budowaniu i podtrzymywaniu więzi społecznych. Jednak słowo „znajomy” oznacza teraz już najczęściej osobę, z którą nigdy w życiu fizycznie się dotąd nie spotkaliśmy i pewnie nie spotkamy. Media te więzy międzyludzkie nie tylko budują. One te kontakty – zastępując osobiste – wypaczają, a także często burzą.
Mam na myśli przede wszystkim hejt lejący się tam strumieniami porównywalnymi ze wszystkimi wodospadami świata razem wziętymi. Jerzy Owsiak i jego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy są najbardziej jaskrawym i dobitnym przykładem tego, co media społecznościowe mogą zrobić z jedną z najpiękniejszych inicjatyw w naszych dziejach. choćby śmierć takiej postaci jak Marian Turski jest dla wielu okazją, by dać upust swojemu plugawemu językowi. I tak jest każdego dnia.
Można odnieść wrażenie, iż tysiące osób tylko czekają na to, by się wypowiedzieć, a jeszcze chętniej, by komuś przyłożyć. Jak w przypadku pożaru wystarczy iskierka, by spaliło się kilkaset hektarów lasu, tak tu wystarczy wiadomość, nie musi być – a choćby lepiej, gdy nie jest – prawdziwa, by otworzyć spust ściekom. Kiedyś był magiel, gdzie można było dyskutować o wszystkim i rzucać różne oskarżenia. Jednak w maglu człowiek był w pełni identyfikowalny (…). Dziś można rzucać oskarżenia lekką ręką. Zupełnie bezkarnie i jedynie dla swojej satysfakcji można dać wyraz braku sympatii do kogoś lub czegoś. I do tego ten plugawy język! Sądzę, iż niektórzy internauci w codziennej mowie nie używają takich wulgaryzmów, jak robią to w sieci. choćby jeżeli jakiś promil tak zwanej mowy nienawiści czy hejtu jest ścigany, to tylko potwierdza regułę rządzącą mediami, które w swej nazwie mają określenie „społecznościowe”. Można odnieść wrażenie, iż są ludzie, którzy, wstając rano, myślą: Komu by tu dziś dołożyć?
Na pytanie: Dlaczego, odpowiedzą: Bo mogę! Ale co tam media społecznościowe. jeżeli w Sejmie RP poseł (oczywiście chrześcijanin, bo choćby był w Partii Chrześcijańskich Demokratów!) potrafi krzyknąć w kierunku premiera: „Kula w łeb”, jego koleżanka klubowa mówi, iż czuje się z tym dobrze, a były minister sprawiedliwości tłumaczy takie słowa poetyckim porywem chamskiego posła, to – pytam – gdzie my żyjemy? W tej sytuacji należą się brawa Pani Marszałek Dorocie Niedzieli, która zachowała się zupełnie inaczej niż wspomniana posłanka i wymusiła bąknięcie słowa „przepraszam” od gbura z poselskiej ławy. Powiedzenie, iż kobiety łagodzą obyczaje, okazało się w tym wypadku częściowo prawdziwe, bo jednak – w odróżnieniu od chamidła w spódnicy z sali – Pani Marszałek zareagowała natychmiast i zdecydowanie. Teraz rozpoczną się pewnie procedury komisyjne i immunitetowe, pojawią się obrońcy utalentowanego poetycko posła, równie jak on przesiąknięci jadem nienawiści.
Czasem dla określenia ludzi dopuszczających się chamskich zachowań używa się określenia „bydło”. Otóż jako człowiek od lat związany z branżą rolniczą chcę zaprotestować. Poczciwych krówek, a choćby młodych byczków, nie stać na zachowanie, z jakim możemy spotkać się wśród ludzi. Zapytajcie, proszę, bydła, czy chciałoby mieć w swoich szeregach posła Siarkę. Jestem pewien, iż odpowiedź będzie przecząca. ALEKSANDER POPOWSKI
Trump rozumie Putina
Właśnie zakończył się szczyt w Monachium i, jak można było łatwo przewidzieć, prezydent Trump wywrócił stolik z napisem STABILNY ŚWIATOWY ŁAD. Jego najważniejsze stwierdzenie to takie, w którym mówi, iż rozumie Putina i ma pełne zaufanie do niego. Rozumie państwo zbójeckie, rozumie pobudki agresora, który napadł na sąsiedni kraj, bo nie podobał mu się jego prezydent. Chciałbym usłyszeć, co by powiedział Trump, gdyby armia meksykańska zaatakowała USA, zajmując np. część Teksasu, a osiedla mieszkaniowe, centra handlowe i szpitale w Dallas obrzuciła bombami i ostrzelała rakietami.
Dlaczego? No bo nie podoba się im sposób traktowania Meksykanów w USA! Naprawdę, bardzo chciałbym usłyszeć! Czy powiedziałby, iż rozumie prezydenta Meksyku i ma pełne zaufanie? Zastępca Trumpa, niejaki Vance, nie widzi z kolei zagrożenia dla Europy ze strony Rosji. Bardziej niepokoją go „prześladowania chrześcijan” w Europie. Ci dwaj oderwani od rzeczywistości ludzie, którym religia i nadmiar gotówki poprzestawiały klepki w głowach, mogą doprowadzić do ogólnoświatowej katastrofy. I niepotrzebne będzie uderzenie asteroidy. Ludzkość sama się unicestwi na własne życzenie.
A co na to wszystko nasi opozycjoniści, którzy zgotowali gorącą owację w Sejmie na wieść o wyborze Trumpa na prezydenta? Czy w ślad za swoim idolem też zaczną uznawać racje Putina? Co powiedzą, gdy Trump wymusi na Zełenskim pokój w zamian za zagrabione przez Rosję ziemie? To bardzo możliwe. Jestem przekonany, iż ta nasza rodzima obłudna formacja będzie gotowa przyznać, iż to nie Putin stał za katastrofą smoleńską, tylko dokonał tego Tusk na własną rękę. Na razie brną w koślawe narracje, usiłując wytłumaczyć prorosyjskość Trumpa i pogodzić to z własną protrumpowską orientacją.
Jeśli chodzi o samą Ukrainę, to wygląda na to, iż Zełenski ma tylko jedno wyjście z sytuacji. Oddać połowę złóż surowców naturalnych we władanie amerykańskim koncernom w zamian za nieprzerwane dostawy amerykańskiego sprzętu wojskowego. Inaczej prędzej czy później i tak wpadną w łapy Rosjan. Lepiej mieć robiących biznes Amerykanów na swoim terytorium niż hordy rosyjskich żołdaków niosących śmierć i pożogę. JACEK M.