Klika POPiS obiecywały „kokosy” przy odbudowie Ukrainy. Prawda jest inna

magnapolonia.org 6 hours ago

Pomimo kilku przegranych arbitraży, banderowskie władze Lwowa nie chcą wypłacić należności polskiej spółce Control Process z którą bezprawnie zerwały kontrakt. Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst realiów współpracy gospodarczej Polski z turańską Ukrainą.

Od lutego 2022 roku rządy POPiS obiecują polskim przedsiębiorcom wbijanie kokosów na współpracy gospodarczej z Ukrainą, przy jej odbudowie, a choćby jeszcze w czasie wojny. Tymczasem sprawa polskiej firmy Control Process we Lwowie powinna raz na zawsze zakończyć naiwną opowieść o „wielkiej szansie” dzięki banderowskiemu reżimowi. Zamiast obiecywanych złotych interesów mamy brutalne zderzenie z rzeczywistością, w której polski przedsiębiorca jest traktowany jak podczłowiek, którego można bezkarnie oszukać i powiedzieć mu: „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”

Fakty są jednoznaczne. Polska firma realizowała na Ukrainie inwestycję wartą ponad 36 mln euro i doprowadziła ją niemal do końca. Wtedy władze Lwowa zerwały kontrakt. Sprawa trafiła do arbitrażu, gdzie aż siedem razy zapadły wyroki korzystne dla strony polskiej. Siedem razy potwierdzono bezprawie działań ukraińskiej strony. Co z tego wynikło? Absolutnie nic, gdyż mamy do czynienia z Ukraińcami, nie poważnymi ludźmi. Wyroki zignorowano, pieniędzy nie wypłacono, a miasto sięgnęło jeszcze po gwarancję bankową, jakby chciało pokazać, iż może zrobić wszystko bez jakichkolwiek konsekwencji.

To nie jest już choćby skandal. To demonstracyjne lekceważenie prawa, które pokazuje, jak w praktyce wygląda „współpraca” z Ukrainą. o ile ktoś jeszcze wierzy, iż to pojedynczy przypadek, to albo nie zna realiów cywilizacji turańskiej, albo świadomie zamyka oczy. Ukraina od lat walczy z korupcją i patologiami, które przenikają całe struktury państwa. choćby tamtejsze instytucje przyznają, iż problem jest ogromny. Sprawa Lwowa tylko brutalnie obnaża, co to oznacza w praktyce dla zagranicznych firm, zwłaszcza polskich, gdyż Ukraińcy znacznie lepiej traktują te z Niemiec, Francji, czy Wielkiej Brytanii.

W tym kontekście narracja polskiego rządu brzmi jak ponury żart. Polakom od lat wmawia się, iż obecne, horrendalne wydatki na pomoc Ukrainie ulegną zwrotowi z naddatkiem; iż odbudowa Ukrainy to historyczna szansa i nasze firmy zarobią tam fortuny. Tymczasem rzeczywistość wygląda dokładnie odwrotnie. Kontrakty można wyrzucić do kosza w dowolnym momencie, wyroki sądów nie mają żadnej wartości, a ukraińskie, podszyte banderowską nienawiścią do Polaków państwo, które powinno być gwarantem stabilności, samo uczestniczy w procederze unikania odpowiedzialności.

Po kolejnych, głośnych przypadkach dyskryminacji i oszustw na szkodę polskich firm trudno już mówić o naiwności. To wygląda raczej jak świadome wprowadzanie przez klikę POPiS opinii publicznej w błąd. Polscy przedsiębiorcy są zachęcani do ryzykownych inwestycji w kraju, w którym podstawowe zasady prawa gospodarczego nie funkcjonują, a potem zostają z problemem sami. Państwo mieniące się polskim, tak skore do wielkich deklaracji, okazuje się całkowicie bezradne, gdy trzeba realnie obronić interesy własnych firm.

Sprawa Lwowa powinna być traktowana jako ostrzeżenie najwyższego stopnia. o ile firma może wygrać siedem arbitraży i przez cały czas nie odzyskać pieniędzy, to znaczy, iż system po prostu nie działa. To nie jest ryzyko biznesowe – to jest wejście na pole minowe, gdzie obowiązuje prawo dzikiego stepu, a uczciwość jest traktowana jak słabość. W tej sytuacji opowieści o „kokosach” na Ukrainie należy włożyć między bajki. Rzeczywistość jest dużo prostsza i znacznie bardziej brutalna: kto wchodzi w ten układ, musi się liczyć z tym, iż może zostać zwyczajnie ograbiony – i nikt mu potem nie pomoże.

Polecamy również: Żurek ściga karnie współpracowników prezydenta Nawrockiego
Read Entire Article