Ideologia i program OUN-UPA, a polska racja stanu (1)

wiernipolsce1.wordpress.com 3 hours ago

Tocząca się dyskusja wokół zamiarów odebrania orderu „Orła Białego” prezydentowi Ukrainy W. Zełenskiemu, tak naprawdę demaskuje katastrofalny format polityków polskich oraz zarówno krótko jaki długookresową strategię polskiej polityki zagranicznej.

Rządzące Polską pookrągłostołowe elity partyjne – zarówno z lewej, jak i prawej strony sceny politycznej, to środowiska całkowicie niesamodzielne w kreowaniu polskiego interesu narodowego i realizacji polskiej racji stanu.

Z procesu rozpadu ZSRR nie wyciągnięto żadnych konstruktywnych wniosków oprócz biernego przystosowywania się do celów polityki anglosaskiej, żydowskiej, niemieckiej i …watykańskiej. Polska -, która miała największe doświadczenia historyczne na obszarze zachodnich republik byłego ZSRR, – nie była w stanie pełnić żadnej innej roli niż wykonawcy dyrektyw jednego z wymienionych wyżej ośrodków politycznych i gospodarczych.

Polskie tzw. „elity” pookrągłostołowe nie potrafiły choćby wejść potencjalnie istotną rolę jaką przewidywał dla Polski po rozpadzie ZSRR jeden z naszych największych wrogów: nacjonalistyczny szowinizm banderowski spod znaku OUN-UPA.

Wasalność „polityków polskich” wobec czterech wyżej wymienionych ośrodków decyzyjnych zaowocowała szczególnie skandaliczną biernością oraz bezwarunkową ofiarnością wobec działań polityków ukraińskich po roku 2014, a w trakcie tzw. SOW, czyli regularnej wojny ukraińsko-rosyjskiej, przybrała postać jawnej zdrady politycznej, niszczenia gospodarczych aktywów i destrukcji polskich interesów narodowych.

Ostatnia arogancka, lekceważąca i prowokacyjna decyzja prezydenta W. Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” jest esencją poniżenia Polski i próbą ostatecznego pozbawienia jej statusu podmiotowego w polityce międzynarodowej – zarówno w wymiarze regionalnym, jak i europejskim.

PZ

W tym kontekście jest okazja do przytoczenia pewnych dokumentów i analiz.

Oceny OUN-UPA na Ukrainie i w Polsce w latach 1991–2015

Głównym punktem problemów w relacjach polsko-ukraińskich był i jest stosunek do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), w tym do ich przywódców, zwłaszcza do Stepana Bandery. W ocenie polskich i zagranicznych badaczy, formacje te obciążone są eksterminacją polskich
obywateli na kresach wschodnich Polski podczas II wojny światowej. W narracji ukraińskiej zaś coraz częściej relatywizuje się winę tych organizacji i podkreśla ich walkę o niepodległą Ukrainę (1). Od 1945 r. w Polsce za zbrodnie z lat wojny oskarżono wyłącznie Niemców – nazywanych zamiennie hitlerowcami. Wobec wschodnich
sąsiadów do 1990 roku podobne oskarżenia były blokowane. Polska znalazła się w strefie wpływów ZSRR, w którego narracji (w tym ukraińskiej republiki) potępiano OUN–UPA. Polacy mieli podobny stosunek do tych formacji, choćby bez zachęty ze strony Kremla. Tym bardziej może dziwić niewielka liczba książek czy filmów na ten temat w PRL. jeżeli ukazały się, to dotyczyły walk Polaków z UPA już po wojnie. W obiegu publicznym była tylko jedna książka: Jana Gerharda Łuny w Bieszczadach, wspomnienia z walk polskiego wojska z UPA w 1946 roku w południowo-wschodniej Polsce. jeżeli chodzi o wspomnienia na temat działań UPA w czasie wojny wobec Polaków (i ich samoobrony), to też ukazała się jedna książka: Henryka Cybulskiego Czerwone noce, w PRL wydana przez MON (po 1989 roku wznawiano jej wydania, np. wydanie 5 Bellony w 1990, ostatnie z lipca 2014). Opisuje ona ataki UPA na polską wieś Przebraże na Wołyniu. Przez wiele lat PRL była to jedyna książka dotycząca fragmentu etnicznych czystek dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach. Dopiero pod koniec PRL zaczęły ukazywać się w szerszym obiegu pierwsze książki naukowe o zbrodniach UPA. Wydano wtedy Atamanię UPA Edwarda Prusa, wznawianą też po 1989 roku. Tego typu książki były krytykowane na Ukrainie, głównie na zachodniej, choć także w Polsce przez mniejszość ukraińską i środowiska „Solidarności”, która, przejmując władzę, pomijała ten temat, budując partnerstwo strategiczne z Ukrainą. Pod adresem autorów tych książek zaś wysuwano sugestie, iż działają na rzecz PRL lub Kremla(2).

Podobnie było z filmami na ten temat w latach 1945–1990, a także później.Powstały tylko trzy filmy, w różny sposób odnoszące się do UPA, ale wyłącznie po zakończeniu wojny. Pierwszym filmem fabularnym był Ogniomistrz Kaleń z 1961 roku w reżyserii Czesława i Ewy Petelskich (w roli głównej Wiesław Gołas). Drugim był Zerwany most z 1963 roku w reżyserii Jerzego Passendorfera. Trzeci zaś był western Wilcze echa z 1968 roku w reżyserii Aleksandra Ścibora-Rylskiego. W filmach tych nie przedstawiano okrutnych zbrodni UPA, jak np. na Wołyniu w czasie wojny, a widz często musiał mieć dodatkową wiedzę o tym wyniesioną nie ze szkoły,
tylko z prywatnych relacji. Po 1989 roku, w suwerennej Polsce, także były problemy z filmem fabularnym na ten temat. W maju 2016 rozeszły się wieści o pracach nad pierwszym polskim filmem fabularnym od 1945 roku o mordowaniu Polaków podczas II wojny światowej przez ukraińskich nacjonalistów. Film poświęcony rzezi wołyńskiej wyreżyserował Wojciech Smarzowski. Jeszcze w fazie przygotowań, wzbudzał silne głosy krytyki, głównie z Ukrainy, gdzie trwał wówczas proces gloryfikacji OUN–UPA (3). W relacjach polsko-ukraińskich historia odgrywa ogromną rolę, zwłaszcza stosunek do OUN–UPA. Od kilkunastu lat zbiega się to z ich oficjalną gloryfikacją i wzrostem fali nacjonalizmu na Ukrainie – od jej zachodnich rejonów w kierunku wschodnim, gdzie pozostała najdłużej narracja sowiecka. Od 2014 roku nacjonalizmowi sprzyjała agresja Rosji na Ukrainę i odtąd do heroizacji takich formacji jak OUN–UPA zdecydowanie dołączono desowietyzację, odnoszoną do systemu narzuconego przez Kreml. W tym tekście jednak przyjrzyjmy się tylko rozwojowi procesu gloryfikacji OUN–UPA od czasu ogłoszenia niepodległości w 1991 roku na Ukrainie, a także sporom w Polsce na temat tych formacji.

Po 1989 roku. w Polsce ukazywało się coraz więcej opracowań o mordach OUN–UPA. W kolejnych latach pojawiało się też sporo wspomnień i opracowań na ten temat, były sympozja, konferencje itp., choć miały dość mały zasięg publiczny. W głównych mediach unikano tego tematu, przedkładając nad to przyjętą po 1989
roku polską rację stanu, czyli przyjazne stosunki z Ukrainą. O zbrodniach UPA pisały zaś media mniej wpływowe (katolickie, Kresowian). Taki zasięg miał pierwszy duży tekst w III RP na ten temat, zamieszczony właśnie w takiej prasie, autorstwa Jacka Wilczura: Siewcy kłamstwa i nienawiści z 1991 roku, a jego kserokopie krążyły w środowisku Kresowian. Autor pisał o terrorze OUN w II Rzeczypospolitej, zbrodniach na Żydach i Polakach w czasie wojny, mordach UPA na Ukraińcach bojkotujących ich rozkazy. Opisał też ideologię OUN, nakazującą fizyczną likwidację obcych nacji (Żydów, Polaków). Pisał, iż ta formacja nie miała poparcia większości Ukraińców (obywateli II RP). Oceniał, iż w latach 1942–1947 na Kresach Wschodnich, w południowo-wschodniej Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie, w Bieszczadach, na ziemi przemyskiej i krośnieńskiej, aż po Nowy Sącz – na rozkaz OUN „wymordowano w okrutny sposób kilkaset tysięcy Polaków, najczęściej mieszkańców wsi”. Wcześniej zaś OUN walnie przyczyniła się do zagłady Żydów (w innym miejscu pisał, iż UPA wymordowała około pół miliona Polaków – nie szczędząc dzieci ani starców). Ponadto pisał o ścisłej współpracy członków OUN z hitlerowcami i o działalności w ich zbrodniczych formacjach, m.in. w ukraińskim batalionie Nachtigall, gdzie służył np. S. Bandera. Wilczur podawał też przykłady bestialskich mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów. Przedstawiał także bieżącą antypolską działalność OUN
i jej imperialne plany. Autor pisał, iż OUN działa m.in. w diasporze (głównie Kanada, USA, Australia, RFN) oraz dysponuje konspiracyjną siatką na Ukrainie i w Polsce. Wykorzystuje też kilka ugrupowań politycznych i partii powstałych na zachodniej Ukrainie w czasie pieriestrojki i korzysta z większości komitetów cerkiewnych
Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi, której duchowni sprzyjają OUN. Ponadto ma wywiad i kontrwywiad na wzór wojskowy i strukturą realizującą zadania specjalne: dywersję, dezinformację i terror. Dla potrzeb OUN zaś pracują różne osoby, grupy i instytucje. Autor pisał, iż znane są przykłady, kiedy pod szyldem instytutów naukowych na Zachodzie działa ekspozytura służb specjalnych OUN. W tekście akcentował jej działalność wobec Polski. Cytował też antypolską Uchwałę Prowydu Krajowego OUN z 22 VI 1990 roku. Była to instrukcja dla siatki OUN na ziemiach sowieckiej Ukrainy i w Polsce, na Zachodzie i w krajach bloku sowieckiego, gdzie mieszkają Ukraińcy. Wszystko to mogło szokować tych Polaków, którzy nie znali OUN–UPA(4).

W Uchwale OUN z 1990 roku sporo pisano o polityce historycznej, m.in. o potrzebie krzewienia kultu wodza OUN Stepana Bandery i komendanta głównego UPA Romana Szuchewycza „Czuprynki”. W jednym rzędzie zalecano też szerzenie kultu metropolity greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego. Pisano, iż we wszystkich miastach i wsiach „winny powstawać znaki upamiętniające Stefana Banderę, formacje UPA, ich imieniem należy nazywać szkoły, ulice, place”. Dalej radzono: „w przypadkach oporu ze strony miejscowych władz lub ludności, stosować przymus fizyczny”. OUN zalecał: „W obszarze sowieckiej Ukrainy należy starać się wcią-
gnąć młodzież polską do akcji patriotycznych związanych z rocznicami wydarzeń narodowych ukraińskich”, m.in. związanych z czczonymi przez nacjonalistów ukraińskich. W przypadku oporu radzono stosować „metodę wypróbowaną przez UPA na Polakach”. Zalecano:

Należy Polakom narzucić ukraiński, nacjonalistyczny punkt widzenia na historię stosunków ukraińsko-polskich. Nie wolno dopuścić do tego, by Polacy zamieszkujący Ukrainę głosili, iż Lwów, Tarnopol, Stryj, Krzemieniec Podolski, Czartków i inne miasta odgrywały kiedykolwiek rolę polskich ośrodków politycznych i kulturalnych. Należy głosić, iż wymienione miejsca stanowiły zawsze ośrodki ukraińskiej kultury. Polacy nie odgrywali tu najmniejszej choćby roli, a to, co głoszą dziś na ten temat, potraktować należy jako polską, szowinistyczną propagandę. […] Stanowczo rozprawić się z antyukraińskimi poglądami na historię i działalność UPA. Najlepiej
zrobić to piórem samych Polaków, wśród których znajdują się osoby sprzedajne (obiecać wysokie honoraria i stypendia zagraniczne). Pisano też gdzie działać:Bezkrytyczność i pełne zaufanie Polaków do antyrosyjskiej polityki Ukrainy umożliwi nam działanie w kierunku osłabienia Polski i podporządkowania państwa polskiego ukraińskim interesom narodowym”. Wszystko to miało służyć przyszłemu imperium ukraińskiemu,otoczonemu satelitami, a więc Litwą, Łotwą, Estonią, Finlandią, Mołdawią, Rumunią,a od zachodu mocno okrojoną terytorialnie Polską. Związany był z tym kolejny punkt: „Doprowadzić do tego, żeby władze polskie jednostronnie przyznały, złożyły deklaracje, iż względem samostijnej Ukrainy nie będą wysuwać pretensji i terytorialnych roszczeń. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora, my powiemy Polakom, iż mamy roszczenia do terytoriów przez nich zajmowanych. Polacy bowiem zdają sobie sprawę z tego, iż okupują część historycznych
i etnicznych ziem ukraińskich”. Z tym związane miały być też inne akcje osłabiające polskie elity, m.in. przewodniczącego „Solidarności”. Jedną z nich wymieniano: „Głosić, iż Wałęsa prezentuje ciasny polski egoizm narodowy. To właśnie Wałęsa hamował rozwój spraw mniejszościowych, przewodził siłom polskiego szowinizmu, hamował rozwój mniejszości ukraińskiej. I wracano do swoich celów wobec Polski: Zależy nam na osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym Polski, na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba bezpieczeństwa, a w niej ludzie nam życzliwi, słaby kontrwywiad, nieliczna armia. Pisano też o innym celu i drodze do niego: Zależy nam na rozbiciu narodu polskiego i na osłabieniu «Solidarności».Należy podsycać w łonie narodu polskiego separatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów i Górali”. I dodawano: „Należy podsycać aktywność narodową i nacjonalizmy mniejszości narodowych w Polsce,. Wymieniano Ukraińców, Białorusinów i Żydów, które to mniejszości miały to realizować. Podano też nową granicę na Wiśle, mniej więcej tak, jak w pakcie Ribbentrop–Mołotow z 1939 r. Zakładano, iż zniknie na zawsze państwo polskie, zarzewie niepokoju w Europie, a w ciągu 150 lat naród polski. Do czasu zrealizowania tych planów, strefa wpływów imperialnej Ukrainy zaś objęłaby Polskę, Czechy, Słowację, Węgry,Mołdawię, Rumunię, kraje dawnej Jugosławii, państwa bałtyckie. Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism. Wejść do władz Archiwum Wschodniego, infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Przeszkadzać w zbieraniu materiałów obciążających Ukraińców za wydarzenia z drugiej wojny światowej. I dodawano: „Przed wojną Polacy nie zezwolili na otwarcie Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie, my zaś przełamiemy wszelkie opory i powołamy Uniwersytet Ukraiński w starej stolicy Polski”. Wśród działań bieżących za istotny cel uznano niwelowanie polskich zarzutów wobec OUN–UPA, przy równoczesnym zmuszeniu Polaków do potępienia swoich zbrodni na Ukraińcach. W tym celu pisano: „Ważną
aktualnie sprawą jest postawienie na porządku dziennym sprawy akcji «Wisła». Dążyć do tego, żeby sprawa stanęła na forum polskiego parlamentu i żeby sami Polacy potępili ją jako zbrodnię ludobójczą. Zainicjować wiece potępiające polskie zbrodnie popełnione na narodzie ukraińskim” (faktycznie po naciskach w 1990 roku Se-
nat RP potępił akcję „Wisła”)
(5).

W pierwszych latach po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy w 1991 roku w jej zachodniej części pojawiały się nacjonalistyczne publikacje i oświadczenia, mające antypolską wymowę. Głównie dotyczyły czczenia OUN–UPA oraz skierowane były przeciwko śladom polskości na Ukrainie. Potępiano w nich działania w Polsce, gdzie
próbowano usuwać nielegalnie stawiane tam pomniki i tablice upamiętniające UPA. Taki charakter miały np. oświadczenia organizacji „Nadsannia” (Nadsanie), „Lemkiwszczynija” (Łemkowszczyzna), czy też Chołmszczinija” (Chełszczyzna) z kwietnia 1995 roku przeciwko „antyukraińskiej prowokacji w Polsce”. W wielu tekstach w prasie zachodniej Ukrainy krytykowano także upamiętnianie polskich śladów we Lwowie i innych miejscowościach, w tym na cmentarzach. Antypolskie publikacje pojawiały się też wśród diaspory ukraińskiej, np. organizacji „Peremyszczyna” (Przemyślczyzna) w Toronto. Już same nazwy tych organizacji sugerowały ich prawo do zajmowania się terenami Polski, jakby należały one kiedyś do państwa ukraińskiego. Nacjonalistyczny ton pojawiał się także w piśmie Związku Ukraińców w Polsce (ZUwP) „Nasze Słowo”. ZUwP zresztą był nieprzychylny, np. różnym staraniom o podtrzymywanie tożsamości Polaków na Ukrainie (6).

Zalecane przez OUN manipulacje historią stosowano już zaraz po II wojnie światowej. Publikujący w USA ukraiński nacjonalistyczny historyk Łew Szankowśkij np. twierdził, iż na Wołyniu nie było mordów na polskiej ludności, których miały dopuścić się w latach 1943–1945 OUN–UPA. Pisał on, iż UPA walczyła jedynie z oddziałami AK. Jego twierdzenie korespondowało m.in. ze stanowiskiem mieszkającego też w USA Mykoły Łebedia, który faktycznie organizował UPA. Wyrażał to w książce U.P.A., wydanej w 1946 roku. Pogląd ten szerzyła propaganda OUN, zwłaszcza jej frakcja banderowska oraz tzw. dwójkarze. Jednak propagowali te twierdzenia też historycy ukraińscy i niektórzy polscy. Dotyczyło to także całej historii stosunków polsko-ukraińskich i na tym tle przedstawionych konfliktów w czasie II wojny światowej, jako wynikających z wielowiekowych zaszłości. Najbardziej znanym ukraińskim badaczem, który demaskował te manipulacje, był mieszkający w Kanadzie Wiktor Poliszczuk (pochodził z Wołynia). Po zsyłce podczas wojny do Kazachstanu wrócił na Wołyń i badał masowe mordy OUN–UPA. Po latach badań wyjechał na Zachód i kontynuował je. W 1995 roku w Toronto wydał książkę, w tłumaczeniu mającą tytuł Gorzka prawda: zbrodniczość OUN–UPA (liczącą 424 strony). Badał także ideologię ukraińskiego nacjonalizmu, w tym Dmytro Doncowa, którą oceniał jako zbrodniczą. Przykład Poliszczuka dobrze ukazuje spór o OUN–UPA, w tym jego metody. Warto więc przyjrzeć się temu bliżej.

W 1995 roku „Gazeta Wyborcza” zamówiła u Poliszczuka (jako znanego badacza OUN–UPA) artykuł o zbrodni wołyńskiej z okresu wojny, co dotyczyło rozpoczętej dyskusji na ten temat w Polsce. Poliszczuk wyjaśniał potem, iż wysłał ten artykuł, a „GW” przyjęła go do druku. Jednak redaktor naczelny Adam Michnik nie
puścił tego tekstu do publikacji, prawdopodobnie nie chcąc psuć relacji polsko-ukraińskich. Dyskusja odbyła się więc bez głosu Poliszczuka. Później pisał on: Prowadzona na łamach „Gazety Wyborczej” dyskusja na temat wydarzeń wołyńskich okresu wojny nie dała odpowiedzi na pytanie, kto i dlaczego mordował Polaków […] Dla mnie, Ukraińca, żenujące okazały się artykuły naukowców z Łucka, których wywody można porównać do poziomu prelegentów partyjnych szczebla powiatowego. Przykro mi, ale też prof. Ryszard Torzecki nie poszedł w kierunku zdemaskowania roli OUN w mordach wołyńskich, mających charakter ludobójstwa(7).

Odrzucony artykuł Poliszczuka zamieściło „Słowo – Dziennik Katolicki”, który miał oczywiście mniejszy zasięg publiczny. Warto jednak przyjrzeć się przedstawionym tam tezom autora. Poliszczuk w artykule cytował m.in. list Tarasa Bulby-Borowca do OUN Bandery, w którym pisał jak „oddziały wojskowe OUN, działając pod nazwą
UPA […] zaczęły wyniszczać w haniebny sposób polską ludność cywilną”. Poliszczuk sięgnął choćby po nacjonalistycznego historyka ukraińskiego Jarosława Peleśkyja z Iowa University, który pisał o „selektywnym wyniszczeniu” ludności polskiej przez UPA czy po nacjonalistycznego historyka z Wołynia, choć pracującego w Warszawie, Mikołaja Siwickiego. Ten ostatni też potwierdzał „z pewną nutką satysfakcji” fakt mordowania Polaków, choć powielał częste oceny, iż był to skutek wielowiekowego gnębienia Ukraińców przez Polaków. Poliszczuk odwoływał się także do innych nacjonalistycznych autorów, jak Maksym Skorupśkyj czy O. Szulak, którzy przyznali, iż mordowano choćby Ukraińców nie stosujących się do woli OUN. Poliszczyk odpowiadał w ten sposób na manipulacje historyków zaprzeczających zbrodni OUN–UPA. Kwestionował też opinie większości historyków upatrujących przyczyn tych mordów w zaszłościach od wielu wieków. Jako przykład podawał wspomnianego Mikołaja Siwickiego, autora trzech tomów Dziejów konfliktów polsko-ukraińskich, będących zbiorem tendencyjnie dobranych dokumentów. Oceniał, iż celem tej pracy było „odwrócenie uwagi od OUN jako sprawcy mordów”. Poliszczuk dowodził, iż przyczyną mordów OUN-UPA była zbrodnicza ideologia nacjonalistyczna, będąca „pogłębioną i poszerzoną […] ideologią faszyzmu-nazizmu”. Ponadto podkreślał dążenia nacjonalistów do budowania imperialnej Ukrainy na „ukraińskich ziemiach etnicznych, które sięgają po
Krynicę, Krasnystaw, Bielsk Podlaski, a na wschodzie po Wołgę i Kaukaz”. Do tego celu miało prowadzić m.in. etniczne oczyszczenie, czyli wymordowanie tam innych nacji niż ukraińska (zajmańców). Poliszczuk kwestionował też rozpowszechniane tezy, iż powołana przez OUN do życia UPA walczyła podczas wojny na dwa fronty: przeciwko Niemcom i bolszewikom. Pisał:

Takie twierdzenie, szerzone przez propagandę nacjonalistów ukraińskich, niestety, przyjęte zostało za prawdziwe choćby wśród historyków, polityków i dziennikarzy na Zachodzie, też w Polsce, nie mówiąc już o obecnych historykach na Ukrainie. A przecież to twierdzenie jest wręcz nielogiczne: zwalczając Niemców, obiektywnie UPA pomagałaby bolszewikom, których też rzekomo zwalczała. I odwrotnie. Prawdą natomiast jest, iż przed UPA był jeden tylko front: Polacy. Ich trzeba było wymordować, aby oczyścić teren Ukrainy Zachodniej z obcego elementu, aby choćby mowy być nie mogło w przyszłości na temat jakichś plebiscytów, linii demarkacyjnej itp. A przy tym UPA i „Służba Bezpeky” też mordowała Ukraińców. Metody mordów opisane są w pracy niżej podpisanego pt. Gorzka prawda: zbrodniczość OUN–UPA(8).

Dodawał, iż naród ukraiński w zdecydowanej większości nigdy nie przyjął za swoją ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, a OUN jedynie uzurpowała prawo przemawiania i działania w imieniu narodu. W dalszej części szczegółowo opisywał przykłady zbrodni UPA, podając mało znane fakty, które zamieszczał też w swojej książce.

Ponadto Poliszczuk pisał, iż zapowiedź jej ukazania się zbulwersowała nacjonalistów ukraińskich, którzy starali się nie dopuścić do jej wydania. I dodawał:

Usiłowali oni włączyć do swej akcji organizacje polonijne i choćby służby specjalne Kanady. Sam tytuł książki ich zaszokował: Ukrainiec pisze o zbrodniach OUN-UPA! Zanim książka ukazała się, wszczęto przeciwko mnie kampanię, zapowiedziano wiec mający mnie potępić, zastałem zaatakowany personalnie (Żyd, agent UB i KGB), choćby w Polsce – o dziwo – profesor historii Stepan Zabrowarny, nie przeczytawszy książki, napisał artykuł (a „Nasze Słowo” opublikowało go), w którym strzelał we mnie pociskami z arsenału „argumentum ad personam”. Odpowiedzi moje na ten artykuł „Nasze Słowo”, będące organem Związku Ukraińców w Polsce, nie opublikowało. Trudno się dziwić, skoro Związek Ukraińców w Polsce jest chwalcą OUN–UPA(9).

Poliszczuk wyjaśniał, iż także na Zachodzie wobec niego stosowano całkowity bojkot, o jego książce nie wiedzą Ukraińcy, a ukraińskie gazety odmawiały umieszczenia płatnego ogłoszenia o jej ukazaniu się. Pisał, iż nacjonaliści ukraińscy bali się konfrontacji „mojej «gorzkiej prawdy» z ich kłamstwami”, więc wystosował pismo
do organizacji ukraińskich w Kanadzie z propozycją spotkania z nim społeczności ukraińskiej, jako panelu z udziałem jego i trzech ukraińskich nacjonalistycznych profesorów. Odpowiedzi jednak nie było. Przykład Poliszczuka pokazywał wszystkie problemy związane z ujawnianiem zbrodni OUN–UPA, w tym oskarżanie o agenturalność rosyjską, bo Kreml także zawsze eksponował zbrodnie UPA. Potępianie tych zbrodni przez ZSRR i Rosję nie oznacza jednak, iż ich nie było.

Poliszczuk pisał, że: „do prawdziwego zbliżenia narodu polskiego i ukraińskiego może dojść dopiero po poznaniu prawdy o zbrodniczej działalności OUN–UPA, po ich oficjalnym potępieniu”. Dobrosąsiedzkich relacji bowiem nie można budować na krwi niewinnych ludzi. I dodawał:

Dlatego nie mają racji autorzy w rodzaju Ludwika Stommy, którzy, nie zgłębiwszy problemu, usiłują przejść nad nim lekką stopą. Problem nacjonalizmu ukraińskiego nie jest jedynie problemem dnia wczorajszego, jest to również problem dnia dzisiejszego, bowiem nacjonalizm ukraiński w dobie obecnej zdobywa coraz to większe wpływy na Ukrainie, szerzy się w Polsce. Nie odseparował się od zbrodniczej przeszłości, przez cały czas stoi na pozycjach pierwotnych, jedynie z przyczyn taktycznych posługuje się dziś demokratyczną frazeologią. Dlatego jest to problem nie tylko dla historyków, polityków, ludzi do dziś cierpiących z powodu bólu sprzed pięćdziesięciu lat; jest to problem również dla polityków stojących u steru Państwa Polskiego i Ukraińskiego. jeżeli oni tego problemu nie dostrzegają, to tym gorzej dla nich, jako polityków(10).

Poliszczuk miał wpływ na powołanie komisji ds. weryfikacji działań OUN–UPA w Radzie Najwyższej Ukrainy. W 1996 roku jej 95 deputowanych zwróciło się do parlamentów, rządów i organizacji w Rosji, Białorusi, Polsce, Słowacji, Jugosławii, Izraelu, o potępienie OUN–UPA oraz powołanie komisji międzynarodowej do oceny zbrodni tych formacji. W związku z tym z Ukrainy zwrócono się do Poliszczuka o opracowanie Prawnej i politycznej oceny OUN i UPA, co też przygotował (był prawnikiem i prokuratorem w Kanadzie). W liście do znajomych w Polsce pisał, iż chce z tym dotrzeć do świata anglojęzycznego. Natomiast natrafiał na trudności przy ujawnianiu prawdy o OUN–UPA jeżeli chodzi „o oficjalną Polskę, o jej naukowców, o polityków w Polsce i wśród Polonii”. Powodem była rozpowszechniana przez nacjonalistów ukraińskich podejrzliwość wobec niego, iż działa na rzecz Rosji(11).

W Polsce wspomniany list 95 deputowanych publikował „Słowo – Dziennik Katolicki”. Pisano w nim, by uświadomiono sobie „niebezpieczeństwo groźby nacjonal-faszyzmu, jakie zawisło nad Ukrainą”. Apelowano do wszystkich, którzy nie mogą zapomnieć „setek tysięcy niewinnych ofiar zamęczonych przez członków zbrodniczej OUN” i jej formacji wojskowych, zwłaszcza UPA, których organizacyjna oraz ideologiczna działalność „daje pełną podstawę do zakwalifikowania ich jako ukraińskiej odmiany faszyzmu”. Pisano o zagrożeniu „ostatecznego odrodzenia i umocnienia się na Ukrainie nacjonal-faszystowskich organizacji, które nie odżegnały się od swych krwawych poprzedników, podnoszą do rangi bohaterstwa ich straszne zbrodnie, wyznają ideologię oraz praktykę «integralnego nacjonalizmu», tworzą szturmowe oddziały i rwą się do władzy”. Przypominano dokumenty programowe OUN–UPA, liczne źródła archiwalne, wyroki sądowe i zeznania świadków zbrodni tych formacji, dywizji SS-Galizien, batalionów Roland oraz Nachtigall, a także liczne badania naukowców z różnych państw – potwierdzających ich zbrodniczą i faszystowską działalność. Pisano, iż OUN–UPA uzurpowały sobie prawo działania w imieniu narodu ukraińskiego, mając na sumieniu „setki tysięcy wymordowanej ludności cywilnej różnych krajów, w tym Ukraińców”. Wyjaśniano, iż tylko na Wołyniu i w Galicji te formacje bestialsko „zamordowały co najmniej 100 tysięcy cywilnej ludności za to tylko, iż byli Polakami”. Dodawano, iż nacjonaliści brali też aktywy udział w zbrodniach hitlerowskich, mając na sumieniu m.in. masowe mordy na cywilnej ludności w Babim Jarze czy Chatyniu (nie mylić z Katyniem), krwawe tłumienie powstań antyfaszystowskich na Białorusi, Słowacji, Jugosławii i w Polsce. Wspominano, iż choćby po swojej klęsce w II wojnie światowej nacjonalizm ukraiński prowadził straszną działalność na ukraińskiej ziemi, zabijając setki tysięcy fachowców przybyłych na Zachodnią Ukrainę, by odbudować gospodarkę i edukację. Uznawano te zbrodnie za ludobójstwo, zaś „działalność wielu zmilitaryzowanych
formacji tego ruchu podpada pod pojęcie zbrodniczych organizacji w rozumieniu Międzynarodowego Trybunału w Norymberdze”. Jednak następcy nacjonalizmu ukraińskiego, wbrew prawu i prawdzie historycznej, wykorzystując sprzyjające warunki, przez cały czas „prowadzą masową kampanię skierowaną na rehabilitację OUN–UPA, kreowanie ich członków na bohaterów, żądają zrównania wojaków zbrojnych formacji nacjonalistycznych z żołnierzami, którzy wywalczyli zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej prowadzonej przeciwko faszyzmowi”. To ostatnie określenie II wojny światowej powszechnie stosowali nie tylko ukraińscy deputowani, ale i wszyscy wychowani na terminologii ZSRR.

W apelu ostrzegano, iż w wielu miastach Ukrainy, głównie w zachodnich obwodach, nadaje się ulicom i placom „imiona złej sławy nacjonalistycznych zbrodniarzy, stawia się na ich cześć pomniki, tablice pamiątkowe, otwierane są muzealne kompleksy, z okazji złej pamięci dat urządzane są uroczystości itp.” Wyjaśniano, że
współcześnie działające koła nacjonalistyczne nie odżegnały się od tzw. idei soborowości Ukrainy, która była i pozostaje podstawą ich politycznych programów. I dodawano: „Właśnie dlatego w agresywnej formie formułowane są pretensje terytorialne pod adresem państw sąsiadujących z Ukrainą: Polski, Białorusi, Rosji, co nie tylko sprzeczne jest z Aktem Końcowym układu w Helsinkach, ale też realnie może być przyczyną destabilizacji sytuacji w Europie Wschodniej. Idei «soborowości» usiłuje się w dobie obecnej nadać charakter prawny”. Oceniano, iż nacjonaliści wywołują na Ukrainie rozbrat w społeczeństwie, mają pretensje do szczególnego statusu w narodzie i dążą do monopolu jego wielowiekowej walki o niepodległość. Pisano, iż bez
oceny OUN–UPA, zwłaszcza z okresu wojny i po jej zakończeniu oraz bez wyraźnego stanowiska wobec działań nacjonalistów, „niemożliwe będzie osiągnięcie spokoju i zgody w społeczeństwie”. Oceniano, iż kwestia ta wychodzi poza granice Ukrainy. Apelowano więc do państw, których obywatele najbardziej ucierpieli wskutek
zbrodni OUN–UPA, by utworzono międzynarodową komisję obiektywnych fachowców (prawników, historyków) w celu opracowania materiałów i wniosków prawno-politycznych o działaniach OUN–UPA podczas wojny i po jej zakończeniu oraz przekazanie Trybunałowi Międzynarodowemu efektów tych prac. Pisano, iż jest to teraz konieczne, w czasie wzrostu niestabilności w społeczeństwie i dążenia sił nacjonalistycznych „w kierunku bezpośredniego stosowania gwałtu oraz politycznego ekstremizmu”. Dodawano, iż brak reakcji na wzrost zagrożeń ze strony nacjonal-faszyzmu „stanowi zbrodnię zarówno wobec pamięci okresu minionego, jak i wobec przyszłości”, bowiem „nad światem zawisł złowieszczy cień faszyzmu”. I tylko zespolone wysiłki adresatów apelu w kierunku prawdy historycznej miały gwarantować bezpieczeństwo. I kończono: „Zwracamy się o utworzenie międzynarodowej komisji, decyzje której mogłyby powstrzymać rozwój nacjonal-faszyzmu, który w dobie obecnej podnosi głowę na Ukrainie”(12). Apel pozostał bez odpowiedzi i sprawa rozmyła się,
bo konflikty na Ukrainie utrudniły obiektywną ocenę tej kwestii.

Wkrótce także w publicznych mediach w Polsce pojawił się temat zbrodni OUN–UPA. Prezentowano różne liczby ofiar. W Polskim Radiu Wrocław np. w serwisach z 22 stycznia 1997 roku informowano, iż „w ramach «czystek etnicznych» na Wołyniu, w województwach lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim, na Lubel-
szczyźnie, Rzeszowszczyźnie i wschodnich obszarach województwa krakowskiego zamordowano od 60 do 500 tysięcy Polaków (według różnych źródeł). Historyk Władysław Siemaszko ocenia, iż na Wołyniu zginęło 34 650 Polaków”. Podawano, iż według polskich historyków winę za konflikt ukraińsko-polski na Wołyniu ponosi kierowana przez S. Banderę OUN i jej zbrojne ramię UPA, OUN wspierała ludność ukraińska, zaś najbardziej dramatyczne wydarzenia były w lipcu 1943 roku, gdy zjednoczone oddziały OUN pod dowództwem Bandery rozpoczęły eksterminację Polaków. Podawano też inne nieznane szerzej dane: „Były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk w 1991 roku nazwał UPA «organizacją zbrodniczą» i liczbę zamordowanych Polaków określił na około 800 tysięcy”(13).

Pisma wrocławskich Kresowian („Semper Fidelis”, „Na rubieży”) podawały też w tym czasie wypowiedź prezydenta L. Krawczuka z okazji ekshumacji polskich ofiar w Ostrówkach na Wołyniu, w której wskazał liczbę 500 tys. zamordowanych Polaków. Te wielkości ofiar były szokujące, sprzyjały więc kwestionowaniu masowych zbrodni. Możliwe, iż prezydent Ukrainy otrzymał dane obejmujące wszystkich polskich obywateli (Ukraińców, Polaków, Żydów). jeżeli chodzi o liczbę podaną przez W. Siemaszkę, to po jego gruntowych badaniach w książce z 2008 roku podawał już wielkość ok. 90 tys. Polaków zamordowanych przez OUN–UPA. Taką samą liczbę zamordowanych Ukraińców przez te formacje podawał zaś W. Poliszczuk. Te badania były bardzo trudne, bo niejednokrotnie po rzeziach OUN–UPA nikt nie przeżył (nawet dzieci), nie było więc świadków. Ponadto nacjonaliści ukraińscy zacierali ślady zbrodni(14).

Dysproporcje dotyczyły też liczby członków UPA. W tym czasie ukazywały się na Ukrainie opracowania fantazyjnie szacujące liczby „bojowników UPA” od 400 tys. do 2 mln (przy np. 80–100 tys. członków UPA podawanych przez źródła sowieckie)(15).

Tymczasem Kresowianie zbierali dane o zbrodniach UPA i domagali się od władz ich rozliczenia. 26–27 kwietnia 1997 roku Zarząd Główny Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich (TMLiKPW) oraz prezesi 82 oddziałów i jego klubów, wysłali list do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego
przed jego wizytą na Ukrainie (miał tam podpisać deklarację o pojednaniu polsko-ukraińskim, co też uczynił). Takich listów tego środowiska było więcej. Odnoszono się m.in. do akcji „Wisła” i żądano rozliczenia zbrodni OUN–UPA. W liście do Prezydenta RP z kwietnia 1997 roku pisano:

Większość polskiej ludności kresowej, mieszkającej w tej chwili w Polsce, w tym również autorzy niniejszego pisma, była świadkami i osobiście przeżyła na Kresach Wschodnich koszmar i tragedie bestialskich mordów, dokonanych na setkach tysięcy ludności polskiej (głównie na dzieciach, kobietach i starcach), przez faszystowskie organizacje nacjonalistów ukraińskich, takie jak OUN–UPA, SS-Galizien, Policja Ukraińska i inne. Zbrodniami tymi nie obwiniamy całego narodu ukraińskiego, a jedynie tę jego część, która stworzyła ludobójcze nacjonalistyczno-faszystowskie organizacje. Jako Kresowiacy, byli mieszkańcy Ziemi Lwowskiej, Podola, Pokucia, Wołynia i Polesia, mamy prawo oczekiwać od Pana Prezydenta RP, iż zapowiedziana deklaracja pojednania i towarzyszące porozumienia zawierać będą jednoznaczne stanowisko obu stron w sprawach dotąd przemilczanych i niezałatwionych.

Do tych spraw zaliczano m.in. uznanie UON–UPA za zbrodnicze organizacje nacjonalistyczno-faszystowskie (ze skutkiem prawnym), potępienie ich zbrodni na Polakach przez rząd Ukrainy i przeproszenie narodu polskiego za krzywdy. Ponadto domagano się odniesienia do żądania Światowego Kongresu Ukraińców i Związku
Ukraińców w Polsce w sprawie potępienia przez Sejm RP akcji „Wisła” jako ludobójstwa. Pisano, iż akcję tę prowadzono zgodnie prawem w 1947 r. i z konieczności zaprowadzenia ładu i spokoju w południowo-wschodniej Polsce, a sama akcja nie może być wyrwana z kontekstu konfliktu polsko-ukraińskiego. Wyjaśniano, iż akcja „Wisła” była skutkiem, a nie przyczyną przesiedlenia ludności ukraińskiej, co wówczas było jedynym rozwiązaniem, które uratowało tysiące niewinnych ludzi, zarówno Polaków, jak i Ukraińców od czystki etnicznej. Dodawano, iż próba obarczenia narodu polskiego winą za akcję „Wisła” jest krzywdząca i sprzeczna z ówczesnymi realiami. I konkludowano: „Z tego powodu nie podzielamy opinii Senatu RP I kadencji (z sierpnia 1990 r.) potępiającej akcję „Wisła”. Jako wysiedleńcy wyrażamy jedynie współczucie tym, szczególnie niewinnym wysiedlonym z ich Ojcowizny, choć odbywało się to na znacznie korzystniejszych warunkach niż nasze”. Takie listy wysłano też do Sejmu, Senatu i rządu. Te kwestie powracały w kolejnych pismach i na
zebraniach TMLiKPW, bo ze strony władz ukraińskich był opór, a polskie władze przedkładały dobre bieżące relacje nad kwestie historyczne. Reagowano też na incydenty związane z obchodami 50. rocznicy akcji „Wisła”, organizowanymi w Polsce przez mniejszość ukraińską(16).

Spory polsko-ukraińskie na temat zbrodni UPA toczono też na uczelniach. Zderzały się przy tym skrajnie odmienne oceny i poziom kultury dyskusji. Przykładem była przeprowadzona 15–17 października 1997 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim konferencja naukowa: Polacy–Ukraińcy na przestrzeni dziejów, z udziałem
znanych badaczy. Na szczególną uwagę zasługiwały referaty w duchu pojednania polsko-ukraińskiego, choć oparte na ocenie historycznej zbrodni OUN–UPA na Polakach. Referaty wygłosili m.in.: Wiktor Poliszczuk (Ideologia integralnego nacjonalizmu ukraińskiego), Edward Prus (Kolaboracja ukraińskich nacjonalistów (legalne formacje zbrojne OUN)), Aleksander Korman (Ukraińska Powstańcza Armia na terenach II Rzeczypospolitej i jej stosunek do ludności polskiej), Jacek Wilczur (Operacja „Wisła” – prawda i fikcje), Tadeusz Piotrowski (SS Galizien). Badaczy tych zaproszono w związku z narastającym wówczas sporem na Ukrainie i w Polsce na ten temat. Raport z konferencji np. notował: „Nie obyło się również bez wstawiania do
sesji naukowej propagandy ukraińskich nacjonalistów, nie mającej nic wspólnego z historią”. Pisano m.in., iż referat H. Duć-Fajfer „został oprotestowany w imieniu nacjonalistów ukraińskich, zawłaszczających niezależność Łemków, wbrew ich rodowodowi”. Były jednak też odmienne reakcje na referaty. W raporcie pisano: „Słuchacze zebrani w wypełnionej po brzegi auli owacją na stojąco nagrodzili referat dr. Wiktora Poliszczuka. Jego referat zawierał obronę narodu ukraińskiego przed piętnem zbrodni ludobójstwa dokonanego na narodzie polskim przez nacjonalistów ukraińskich, przewodzących bandom rizunów, bulbowców, banderowców z pod znaku UPA, stanowiących znikomy procent ludności ukraińskiej”. Poliszczuk podkreślał też zbrodniczość ideologii ukraińskich nacjonalistów i niewłaściwe określenia prezydentów Polski i Ukrainy: „zginęli z rąk ukraińskich”, rzucające cień zbrodni nacjonalistów na naród ukraiński (21 maja 1997 roku na spotkaniu prezydentów słowa te umieszczono w deklaracji o pojednaniu)(17).

Na powyższą konferencję ostro reagował ambasador Ukrainy w RP Petro Sardaczuk. W liście do rektora UJ pisał o swojej „trwodze” z powodu tej „konferencji «naukowej»”. Oceniał: Konferencja, której uczestnikami byli znani ze swojej ukrainofobii W. Poliszczuk, E. Prus, J. Wilczur, M. Berny i in., miała charakter nie tyle naukowy, ile polityczny, przy tym wyraźnie antyukraiński. Cel organizatorów konferencji jest zupełnie jasny: nie dopuścić do polepszenia i pełnego uregulowania ukraińsko-polskich stosunków, utrzymywać w polskim społeczeństwie duch ukrainofobii, który ostatnio zaczął przygasać wskutek wytrwałej pracy przywódców naszych państw oraz ukraińskiej i polskiej dyplomacji. choćby niektórzy uczestnicy konferencji (a na sali byli obecni prawie wyłącznie ludzie o nastrojach antyukraińskich) zwrócili uwagę na jej jednostronny charakter oraz na to, iż mimo zapewnień organizatorów nie sprzyjała ona polsko-ukraińskiemu pojednaniu.

Ambasador na wsparcie swej opinii podał głosy pracownic UJ: dr Bożeny Zinkiewicz-Tomanek i dr H. Duć-Feifer (choć z cytowanego wcześniej raportu wynikało coś innego, bowiem tę ostatnią atakowano „w imieniu nacjonalistów ukraińskich”). I pisał, iż bardzo przykre i niezrozumiałe jest wzięcie udziału tak poważnej uczelni
jak UJ „w antyukraińskiej akcji o niechlubnym celu – podżegania w stosunkach ukraińsko-polskich waśni międzynarodowościowych”. I oczekiwał, iż „podobny przykry fakt się nie powtórzy”(18).

Ambasador nie mógł zrozumieć istoty dyskusji na uczelni. Odpowiadał mu więc na te zarzuty rektor UJ w liście. Pisał, iż debaty na uczelni prowadzone są „w duchu wolności słowa i wypowiedzi”. Odwołał się też do deklaracji o pojednaniu prezydentów Polski i Ukrainy z maja 1997 roku, mówiącej o „sprawach bolesnych w przeszłości” i adresowanej do przyszłych pokoleń Ukraińców i Polaków. I dodawał: „Pan Prezydent Leonid Kuczma – jak to wszyscy słyszeliśmy – nie widzi niczego złego w dyskusji i odmiennych ocenach. Naszym wspólnym zaś zadaniem jest szukanie prawdy, a nie osądzanie”. Taki widział cel konferencji. Wyjaśniał, iż omawiane kwestie są skomplikowane, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Jako dowód tego załączał list Prezesa Rady Organizacji Weteranów Ukrainy z 24 października 1997 roku w tej sprawie. Pisał też, iż przeczytał materiały z konferencji i relacje mediów, nie znajdując nic, co zarzucał uczestnikom ambasador. Nie zgadzał się też z jego oceną, iż celem organizatorów konferencji było „nie dopuścić do polepszenia i pełnego
uregulowania ukraińsko-polskich stosunków”(19).

Powyższa wymiana poglądów związanych z OUN–UPA stanowi typowy przykład tez stawianych przez obie strony sporu oraz gorącej atmosfery z nim związanej. W następnych latach odbywały się kolejne konferencje w Polsce na temat OUN–UPA i dyskusja wyglądała podobnie, przy rosnącej aktywność środowiska Kresowian. Przykładem tego była 26 września 1999 roku we Wrocławiu sesja naukowa na temat zbrodni OUN–UPA na Polakach, a dzień wcześniej odsłonięto i poświęcono Pomnik Ofiar Zbrodni Ludobójstwa Ludności Polskiej(20).

Kresowianie byli też jednym z nielicznych w Polsce środowisk krytycznych wobec władz Ukrainy po pomarańczowej rewolucji. W piśmie „Na Rubieży” m.in. ostrzegano, iż prezydent Wiktor Juszczenko wiosną 2005 roku po raz kolejny deklarował doprowadzenie do pojednania weteranów UPA i Armii Czerwonej. Termin
wyznaczył na 9 maja w 60. rocznicę zwycięstwa nad III Rzeszą. Juszczenko zapowiedział też, iż wraz z rządem zabezpieczy weteranom godne życie. W „Na Rubieży” pisano:

Wiktor Juszczenko złożył swoją deklarację, nie czekając choćby na uchwałę parlamentu ukraińskiego, który ma przyznać członkom UPA status weteranów wielkiej wojny ojczyźnianej. Nowy „demokratyczny” prezydent Ukrainy zachowuje się tak, jakby niczego nie słyszał o ludobójstwie UPA dokonanym na cywilnej ludności polskiej w latach 1943–1947 oraz Ukraińcach, którzy nie chcieli uczestniczyć w tym barbarzyństwie(21).

Pisano, iż Juszczenko i jego nacjonalistyczni sympatycy głoszą półprawdy i wypaczają historię, co jest „instrumentem mającym pomóc w gloryfikacji zbrodniarzy z OUN–UPA jako żołnierzy formacji walczącej z hitlerowcami”. I dodawano: „Ostatnie deklaracje Juszczenki poniekąd przyznają rację zwolennikom kandydata na prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, którzy w ulotkach przedstawiali Juszczenkę w mundurze UPA”. Odnoszono się ponadto do polskich władz:

Gloryfikacji zbrodniarzy OUN–UPA na Ukrainie sprzyja także brak reakcji przedstawicieli rządu i prezydenta Polski na niepokojące wypowiedzi prezydenta Juszczenki. Można odnieść wrażenie, iż dla polskiej dyplomacji poprawność polityczna jest ważniejsza od prawdy o męczeństwie Narodu Polskiego(22).

Oceniano, iż oprócz polskich władz, także nacjonaliści ukraińscy byli jedną z głównych sił politycznych, które udzieliły poparcia Juszczence, stąd jego deklaracje są odwzajemnieniem się za to(23).

„Na Rubieży” odwoływało się też do Komunikatu PAP z 16 marca 2005 roku. Pisano w nim, iż „pierwsze efekty «pomarańczowej rewolucji» popieranej przez polskich polityków, nie mających rozeznania kim był i jest w dalszym ciągu faszystowski ukraiński nacjonalizm dla Polaków i Polski, budowano na hasłach ludobójczych zbrodniczej OUN i UPA”. I dodawano: „Oto tych ludobójców polskiej, żydowskiej i ukraińskiej ludności Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko chce uznać za weteranów drugiej wojny światowej”(24). Z kolei na podstawie innego Komunikatu PAP z 16 marca 2005 roku i gazety internetowej „Ukraińska Prawda”, podawano, iż na Ukrainie żyło wówczas ok. 10 mln weteranów II wojny światowej i innych konfliktów. I wyjaśniano, iż żołnierze UPA mają taki status tylko na zachodzie Ukrainy, gdzie decyzje o tym podjęły miejscowe władze. Cytowano też wypowiedź Juszczenki ze spotkania Rady Organizacji Weteranów w Kijowie: „Znaleźliśmy porozumienie ze wszystkimi – z Polakami, a choćby z Japonią. Nie potrafimy tylko porozumieć się sami ze sobą”(25). Wynikało z tego, iż polskie władze zgodziły się wówczas na gloryfikację UPA. Natomiast w skali całej Ukrainy była to pierwsza próba forsowania państwowej gloryfikacji UPA przez prezydenta. Środkiem do tego celu miało być podczepienie weteranów UPA pod powszechnie uznanych po II wojnie światowej –
weteranów Armii Czerwonej, co zresztą drażniło Moskwę.

Warto dodać, iż Kreml stale antagonizował pomarańczową Ukrainę z Polską, sięgając po temat OUN–UPA. Sprzyjał temu ukraiński nacjonalizm, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie. Był on antyrosyjski, ale także antypolski, co dziwiło w Polsce, która najmocniej z wszystkich państw wspierała integrację Kijowa z Zachodem,
pomarańczową Ukrainę i jej niepodległość. W Polsce trudna była akceptacja kultu S. Bandery na Ukrainie, w tym przez jej władze. Po pomarańczowej rewolucji i przejęciu władzy w 2004 roku przez prezydenta Juszczenkę i premier J. Tymoszenkę, choćby nasiliła się tam gloryfikacja OUN–UPA, a główny spór dotyczył rzezi UPA w 1943 roku na polskiej ludności Wołynia. Było to widoczne, gdy Sejm RP dość łagodnie potępił rzeź w jej 60. rocznicę w 2003 roku26. Wywołało to jednak krytykę na Ukrainie wśród nacjonalistów, a winę za rzeź często tam relatywizowano w mediach. Ponadto na Ukrainie postępowała gloryfikacja OUN–UPA na nowych polach, np. w filmie. W czasach ZSRR oraz w pierwszych latach po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku, nie było filmów pozytywnie ukazujących OUN–UPA. Zaczęło się to zmieniać w XXI wieku. Można wskazać np. film Olesia Janczuka z 2003 roku Żelazna sotnia o podzieleniu Ukrainy przez ZSRR i Polskę oraz o walce UPA z Wehrmachtem. Film dowodził, iż Stalin oddał Polsce Zakerzonię, czyli „odwiecznie ukraińskie ziemie z prawie 1 mln ukraińskich mieszkańców”, zaś OUN powstała do obrony Ukrainy przed represjami i dla odrodzenia państwa. Film opisywał sotnię UPA pod dowództwem Mychajła Dudy „Hromenki” oraz był hołdem dla niego i tej formacji(27).

Podobnych przykładów na Ukrainie w duchu koncepcji OUN było więcej, np. w sprawie zacierania polskości czy utrudniania Polakom upamiętnienia ofiar zbrodni UPA. W 2005 roku wprawdzie częściowo kończyły się wieloletnie kłopoty z odbudową Cmentarza Orląt we Lwowie, ale powstawały inne podobne problemy. Były
one zgodne z cytowaną Uchwałą OUN 1990 roku, zalecającą takie działania wobec Polaków. Kłopoty z upamiętnianiem polskich ofiar UPA w różnych miejscach Ukrainy były widoczne zwłaszcza w latach 2006–2007, choć władze ukraińskie brały udział w obchodach w Porycku i Hucie Pieniackiej, gdzie wzniesiono pomniki po-
mordowanym Polakom. Uroczystość odbyła się też w Pawłokomie i Sahryniu, gdzie z rąk Armii Krajowej ginęli Ukraińcy. Prezydent Juszczenko starał się unikać sporów historycznych z Polską ze względu na politykę Kremla, ale z niewielkim skutkiem. Ogłosił bohaterem narodowym S. Banderę, w Polsce symbol rzezi na polskiej
ludności. Juszczenko 12 października 2007 roku także wydał dekret o pośmiertnym uhonorowaniu Romana Szuchewycza, głównego komendanta UPA w latach 1943–1950, dowodzącego walką z Armią Czerwoną i NKWD (poległ w tej walce) oraz winnego ludobójczej czystki Polaków na Wołyniu. Z kolei 22 stycznia 2010
roku prezydent Juszczenko w końcu kadencji nadał mu tytuł Bohatera Ukrainy. Jego pomnik zbudowano na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, zresztą niedaleko pomnika Bandery28. W Polsce środowiska Kresowian za gloryfikację OUN–UPA głównie winiły Juszczenkę, gdy był premierem (1999–2000), a zwłaszcza prezydentem (2004–2010).

W latach 2007–2008 środowiska Kresowian coraz ostrzej krytykowały polskie władze za brak reakcji na gloryfikowanie UPA na Ukrainie. Ważnym krytykiem był ks. Isakowicz-Zalewski, który stał się nieoficjalnym rzecznikiem Kresowian. Zaczął też wyznaczać linię podziału między zwolennikami bezwzględnego rozliczenia
OUN–UPA z ludobójstwa na Polakach, a zwolennikami odsunięcia tej kwestii na dalszy plan, by nie burzyć strategicznych relacji polsko-ukraińskich. W 2008 roku np.publicznie skrytykował polskie władze, w tym popieranego przez siebie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za uczczenie w niewystarczającym stopniu 65. rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu. Samo określenie rzeź wołyńska ksiądz ocenił jako niewłaściwe w odniesieniu do tamtych wydarzeń. Za jedyne odpowiednie słowo uznał: ludobójstwo. To określenie stało się też przedmiotem sporów wśród polskich polityków w kolejnych latach przy przyjmowaniu uchwał (np. w Sejmie)(29).

Polsko-ukraińskie spory na tym tle nasilały się. 29 czerwca 2009 roku we Lwowie szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Walentyn Naływajczenko podczas otwarcia Muzeum Totalitaryzmu zrównał polską policję z gestapo i NKWD. Na Ukrainie nie spotkało się to z krytyką, a ocena ta wyrażała tezy OUN. Podobne lub ostrzejsze
oceny na temat „polskich okupantów” wyrażali także ukraińscy historycy młodego pokolenia30. W lecie 2009 roku konflikt wybuchł z powodu rajdu szlakiem Bandery, czyli wyjazdu rowerzystów z Ukrainy do Polski, co oburzało Polaków. W efekcie nie wpuszczono ich do Polski. Ponadto 1 lipca 2009 roku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski zorganizował protest przeciwko nadaniu prezydentowi Juszczence tytułu doktora honoris causa przez Katolicki Uniwersytet Lubelski. Ten ksiądz zakłócił też obchody 440-lecia Unii Lubelskiej, krzycząc przez tubę o gloryfikacji zbrodniarzy przez prezydenta Ukrainy. Z kolei w sierpniu 2009 roku na jednym z nacjonalistycznych
portali ukraińskich pojawił się artykuł, w którym grożono mu śmiercią(31). Z negatywnym odzewem na Ukrainie spotkała się też uchwała Sejmu z 15 lipca 2009 roku w sprawie tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich, która oddawała cześć kilkudziesięciu tysiącom cywili pomordowanych podczas II wojny światowej przez nacjonalistów ukraińskich. W 2008 roku nie przyjęto jej, by nie zadrażniać wzajemnych stosunków i dopiero w 2009 roku w 66. rocznicę rzezi wołyńskiej zdecydowano się na to. Uchwała była dość wyważona. Pisano, iż autorami rzezi, mającej znamiona ludobójstwa, były OUN i UPA. W uchwale dziękowano też tym Ukraińcom, którzy z narażeniem życia pomagali ratować życie polskich sąsiadów(32). Uchwała wywołała falę krytyki na zachodniej Ukrainie. 18 sierpnia 2009 roku Rada Obwodu Tarnopolskiego (dominowała tam nacjonalistyczna partia Swoboda) pisała, iż polityczne koła Polski i jej parlament obrały niebezpieczną drogę podżegania do wrogości narodowej i uznawała to za podważenie integralności terytorialnej Ukrainy33. Z kolei 15 września 2009 roku podobną uchwałę przyjęła Rada Obwodu Lwowskiego. W dużej ukraińskiej gazecie „Deń” pojawił się zaś obszerny i tendencyjny materiał o tym, pt. Czemu milczą uczciwi Polacy. Potępiano tam uchwałę i publikowano komentarze ukraińskich intelektualistów, którzy krytykowali polskich posłów za po-
sługiwanie się pojęciem Kresów Wschodnich. Zarówno oni, jak i gazeta, byli dotąd cenieni w Polsce za wspieranie współpracy obu narodów34. Takie głosy zaskakiwały Polaków wspierających Ukrainę od 1991 roku oraz dbających o jej pozytywny wizerunek w Polsce.

Nacjonalistyczne trendy na Ukrainie jednak zmieniały ten wizerunek. W badaniach Pentora z 2009 roku, wśród wrogów w czasie II wojny światowej Polacy najgorzej oceniali Ukraińców, gorzej niż Niemców i Rosjan. Przy tym Polacy w czasie wojny mieli styczność głównie z Niemcami (49% badanych) i Rosjanami (41%), a znacznie mniej z Ukraińcami (15%). Najgorzej jednak zapamiętali kontakty właśnie z Ukraińcami (64% oceniało jako złe). Na taki obraz wpłynął spory wzrost liczby publikacji w Polsce o rzeziach UPA, głównie na Wołyniu (wiedziało o tym 57% Polaków). Dużą rolę odegrał w tym rozwój Internetu, gdzie było sporo tekstów o tym oraz o gloryfikacji Bandery, OUN–UPA itp.35. O okrucieństwie Ukraińców dowiadywano się w szerszym obiegu w Polsce stosunkowo późno (odmiennie niż o zbrodniach Niemców i Rosjan). Wcześniej temat zbrodni nacjonalistów ukraińskich krążył w relacjach rodzin ofiar i niszowych wydawnictwach (np. Kresowian).
Szersze publikacje o tym w mediach mogły więc wielu Polaków szokować, wpływając na te oceny. Te i inne sondaże wskazywały, jak wielki wpływ na ocenę sąsiadów miała wojna. Dowodziły też, iż mimo pozytywnej prezentacji Ukraińców w głównych polskich mediach, w drugim obiegu krążyły odmienne opinie związane z UPA. Ogólnie jednak obraz Ukraińców w Polsce od 1991 roku stawał się coraz bardziej pozytywny36. Na Ukrainie stosunek do Polaków też był pozytywny, a w 2009 roku Polskę oceniano jako kraj najbardziej przyjazny(37). Równocześnie jednak Ukraińcy rozwijali antypolski nurt heroizacji OUN–UPA, Bandery itp.

Proces gloryfikacji OUN–UPA rozwijał się zwłaszcza od prezydentury W. Juszczenki. W miejscach zbrodni dokonywanych przez te formacje stawiano jej członkom pomniki i oddawano hołd jako bohaterom i bojownikom o wolność Ukrainy. Na tablicach instytucji zaś najczęściej sławiono S. Banderę i R. Szuchewycza, którym prezydent Juszczenko nadał tytuł Bohatera Ukrainy(38). W latach 2010–2013 prorosyjski nowy prezydent Wiktor Janukowycz zmienił tę politykę. Za jego kadencji Okręgowy Sąd Administracyjny w Doniecku uchylił dekret jego poprzednika gloryfikujący Banderę, a Naczelny Sąd Administracyjny Ukrainy 2 sierpnia 2011 roku
utrzymał w mocy decyzję donieckiego sądu. W 2013 roku związana z prezydentem Janukowyczem Partia Reginów oraz komuniści inicjowały też apel 148 deputowanych Rady Najwyższej do polskiego Sejmu o uznanie rzezi wołyńskiej za ludobójstwo. W Polsce uznano to za rosyjską prowokację i odrzucono apel. Na Ukrainie zaś
polityka Janukowycza spotykała się z oporem nacjonalistów(39). Jako przykład tego oporu można uznać film dokumentalno-fabularny Historia jednej kryjówki, którego premiera odbyła się w październiku 2013 roku. Przedstawiał on walki UPA z NKWD i „polskimi szowinistami”(40).

Gloryfikacja OUN–UPA wróciła w 2014 roku od czasu Euromajdanu, który wybuchł pod hasłem integracji z UE. Jednak paradoksalnie na transparentach pojawiały się hasła OUN–UPA oraz portrety S. Bandery i R.Szuchewycza. Euromajdan cieszył się dużym poparciem Polaków, a media i polscy politycy ogólnie przez cały czas wspierali rewolucję godności. Stopniowo jednak zaczęły nasilać się w Polsce nastroje krytyczne wobec Ukraińców(41). Przykładem tej niepoprawności politycznej był wiec 10 marca 2014 roku w Warszawie grupy osób z transparentami adresowanymi do Jarosława Kaczyńskiego: „Jarosław przeproś za Banderę; Koczownicy dość szczucia nas na Rosjan”. Związany z tym środowiskiem ks. Isakowicz-Zalewski wcześniej oskarżył lidera PiS o występowanie na Majdanie u boku lidera nacjonalistycznej Swobody Oleha Tiahnyboka. Przypominał Kaczyńskiemu zbrodnie UPA i wytknął mu, iż „uwiarygodnił nazistowskiego watażkę”. Z kolei lider Ruchu Narodowego Robert Winnicki pisał: „jako Polak, narodowiec, a zarazem potomek Kresowian, którzy ukraińskiego, ludobójczego szowinizmu doświadczyli na własnej skórze mówię: dość tego! Niczym nie daje się usprawiedliwić fakt, iż polskie elity popierają ukraińską opozycję, nie akcentując poglądów na rozwijany w jej szeregach kult Stepana Bandery i zbrodniczej UPA”(42). U części Polaków powrócił stereotyp Ukraińca-banderowca. Stąd z badań CBOS ze stycznia 2014 roku w dużej mierze wynikał podział Polaków w sprawie zaangażowania polskich polityków w konflikt ukraiński. 41% oceniało je pozytywnie, ale 47% uznało za niewłaściwe. W elektoracie PiS 48% poparło zaangażowanie po stronie Ukrainy, ale aż 39% miało inne zdanie (13% nie miało zdania)(43).

W nurcie polskiej prawicy doszło do podziałów w kwestii poparcia Ukraińców, na tle stosunku do OUN–UPA. Ten proces nasilał się od 2007 roku, co dobrze widać na przykładzie ks. Isakowicza-Zaleskiego i jego sojuszników ideowych. Coraz surowiej oceniał on władze ukraińskie, odwołujące się do tradycji UPA, jak i polskie władze, tolerujące ten trend. Po nadaniu w 2010 roku przez prezydenta Juszczenkę tytułu Bohatera Ukrainy Banderze i uznaniu OUN–UPA za formacje walczące o niepodległość kraju, ksiądz tak to oceniał: „Hańba Banderze! Hańba Juszczence! Hańba tym polskim politykom, którzy bezmyślnie popierali Juszczenkę. I dodawał: Całowany i obejmowany za szyję przez Lecha Kaczyńskiego Wiktor Juszczenko walnął po raz kolejny po twarzy Polskę i Polaków”. Z euforią przyjął anulowanie tego dekretu przez ukraiński sąd za rządów prezydenta W. Janukowycza, do którego o to wcześniej apelował, co spotykało się w Polsce z krytyką. W niektórych kręgach sugerowano, iż wspiera Rosję. W 70. rocznicę ukraińskich mordów na Polakach w uchwale
Sejmu z 2013 roku przyjęto zwrot „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”, co spotkało się z ostrą reakcją m.in. ks. Isakowicza-Zaleskiego. Określenie to nazwał skandalicznym. W lipcu 2013 roku w homilii podczas pielgrzymki Kresowian na Jasną Górę mówił: „Wyczyścić to sobie można ubranie, jak jest pobrudzone, ale zabijanie kobiet, dzieci i starców to nie jest czystka, to jest ludobójstwo”. Jego upór w piętnowaniu nacjonalizmu na Ukrainie doprowadził w 2013 roku do ostrego konfliktu z popieranymi dotąd przez księdza politykami PiS i związaną z nimi „Gazeta Polską”, gdzie 7 lat publikował felietony. Powód był jeden: jego niechęć do popieranej przez tę gazetę ukraińskiej rewolucji godności. 13 grudnia 2013 roku ks. Isakowicz-Zale-
ski odmówił udziału w Marszu Niepodległości i Solidarności w Warszawie, którą PiS organizował. Tygodnik związany z tą partią zaś nie wydrukował na początku 2014 roku tekstu księdza o rzekomych banderowcach w ukraińskim rządzie po obaleniu i ucieczce do Rosji prezydenta Janukowycza. W artykule tym zaliczał do „czcicieli UPA” np. premiera Arsenija Jaceniuka, a zrażony odmową publikacji zrezygnował ze współpracy z pismem. Szef „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz odpisał mu: „Jesteś jednym z niewielu Polaków, którzy może nieświadomie, ale jednak stanęli po stronie Moskwy. Dziś putinowska propaganda służy agresji i zabijaniu. Kto ją szerzy ma tak samo krew na rękach jak snajperzy czy skrytobójcy. […] Obydwaj wiemy, żeto, co pisałeś nie było prawdą. Bo to nie banderowcy zrobili tę rewolucję, ale ludzie,którzy nie chcą być pod butem Kremla”(44).

Konflikt ze wspieranym do czasu Majdanu J. Kaczyńskim i PiS rozwinął się podczas protestów w Kijowie na początku 2014 roku. Ksiądz miał negatywny stosunek do protestujących Ukraińców, widząc w nich groźnych dla Polski spadkobierców Bandery, OUN i UPA. Utwierdziło go w tym upowskie zawołanie z lat wojny „Sława
Ukrajini – Herojam sława!”, skandowane przez tysiące zbuntowanych Ukraińców przeciwko reżimowi Janukowycza. Na Majdanie wystąpił wtedy m.in. prezes PiS, obok lidera nacjonalistycznej partii Swoboda Ołeha Tiahnyboka i przy skandowaniu przed kamerami tego „banderowskiego hasła”. W radiu RMF ksiądz skomentował to następująco: „Polscy politycy sławią na Majdanie zabójców z UPA, a przyjaźń z diabłem nie jest niemożliwa. Jarosław Kaczyński, jadąc tam, popełnił tragiczny błąd”. Na blogu zaś pytał retorycznie: „Czy którykolwiek polityk niemiecki czy francuski stanąłby przy boku gloryfikatora SS i Gestapo lub kogoś, kto domaga się rewizji granic państw należących do Unii Europejskiej i NATO?” Chodziło oczywiście o Polskę.

Po konflikcie z „Gazetą Polską”, ksiądz nawiązał współpracę z innymi prawicowymi mediami. Stał się ulubieńcem konserwatystów i narodowców niechętnych Ukrainie. Często cytował go np. portal Kresy.pl, na którym ukazywały się antyukraińskie i prorosyjskie teksty. Sam ksiądz zastrzegał, iż nigdy nie popierał agresji Rosji Putina na Ukrainę, ani reżimu W. Janukowycza, ale przestrzegał jedynie przed „bagatelizowaniem banderyzmu”, które może stać się zagrożeniem dla Polski. Ostro krytykował PO i PiS za to, iż „w ciemno” popierają władze ukraińskie, według niego nawiązujące do tradycji UPA. Pod koniec 2014 roku w Polskim Ośrodku Katolickim w Leeds przekonywał: „Ustawiczne wspieranie Ukrainy nie przekłada się później na to, iż Ukraińcy próbują też szanować uczucia Polaków. Wręcz odwrotnie. Słaby naród, słabi politycy, krętacze, nie mają szacunku na Wschodzie”(45).

Kwestia nacjonalistów ukraińskich była dość skomplikowana. Analitycy oceniali, iż byli oni istotną siłą Euromajdanu, ale stanowią faktyczne zagrożenie, bo ułatwiają ingerencję Kremla na Ukrainie oraz propagandę w Rosji i na Zachodzie. Ziemowit Szczerek w marcu 2014 roku na łamach „Polityki” pisał, iż z polskiej perspektywy ważne jest, iż choć na Ukrainie już częściej potępia się zbrodnie UPA dokonane na Polakach, to nie potępia się samej UPA. Szukanie tam tożsamości i symboli narodowych widać było na Euromajdanie, którego filarem był Prawy Sektor, mocno probanderowski i antyeuropejski. Antyunijny Prawy Sektor narodził się adekwatnie na prounijnym Majdanie, kiedy połączyły się takie organizacje jak UNA-UNSO czy Tryzub im. Stefana Bandery(46). Dla Polski ważne też były roszczenia terytorialne wobec jej ziem. Pod koniec stycznia 2014 roku „Rzeczpospolita” opublikowała w Polsce wywiad z rzecznikiem Prawego Sektora, określając go w tytule jako „lidera banderowców”. Nazwał on tam brednią rzeź wołyńską polskiej ludności w czasie wojny. Mówił też, iż należy drogą dyplomatyczną włączyć do państwa ukraińskiego Przemyśl i kilkanaście innych powiatów. Określał to jako „Zakerzonie” (ziemie należące do Polski za tzw. linią Curzona), na których żyła i żyje ludność ukraińska. Był to tezy OUN i wyrażano je już wcześniej na Ukrainie. W zaostrzającej się tam sytuacji, wywiad ten wywołał spore reakcje, bo Polskę uznawano za sojusznika Ukrainy, najmocniej ją wspierającego. Prawy Sektor więc słowa te prostował. W oświadczeniu słowa rzecznika nazwał „wyrwanymi z kontekstu”. I dodawał: „Rozumiemy, iż Bandera dla Polaków nie stanie się bohaterem, tak jak dla nas Piłsudski. Mamy nadzieję, iż Polacy pozbędą się szowinistycznych stereotypów i uznają nasze prawo do czczenia własnych bohaterów”. Co ciekawe, Ukraińcy związani z Majdanem i jego polscy sympatycy atakowali „Rzeczpospolitą” za „szczucie Polaków przeciw Ukraińcom” Znawcy Ukrainy potwierdzali jednak, iż roszczenia terytorialne wobec Polski poruszali tamtejsi nacjonaliści. Ponadto duże wsparcie przez Polaków Euromajdanu nie likwidowało różnych antypolskich incydentów na zachodzie Ukrainy, choć starano się je wyciszać. Pod koniec stycznia 2014 roku pod Lwowem polski autobus zatrzymały płonące opony lokalnego majdanu. Jego członkowie wznosili antypolskie hasła i kazali pasażerom głosić hasło banderowskie: „sława bohaterom – herojam sława”.
Jedna z pasażerek, młoda Ukrainka, wstrząśnięta tym, opisała zdarzenie na Facebooku, co dotarło do polskich mediów, ale te przychylne Majdanowi, nie podjęły tematu. Wpis pojawił się jednak na portalu Kresy.pl, skąd trafił dalej(47).
Po agresji Rosji na Ukrainę w marcu 2014 roku, OUN–UPA, a zwłaszcza Bandera, stali się dla Ukraińców (poza rejonem południowo-wschodnim) symbolem oporu wobec Moskwy. Sprzyjało temu nazywanie Ukraińców i ich nowej władzy w rosyjskiej propagandzie właśnie banderowcami, faszystami itp. Wpłynęło to na rozwijanie się na Ukrainie nowej tożsamości. Pisarz i analityk Ołeksandr Irwanec opisywał to następująco:

Rosyjska propaganda zalicza wszystkich popierających Majdan do banderowców i nacjonalistów. Nie jest istotne, jakie kto ma naprawdę poglądy. Wystarczy, iż mówi po ukraińsku. […] Wobec zagrożenia ze strony Rosji wszyscy musimy być zjednoczeni, ale zapewniam, iż na Ukrainie istnieją normalna, zdrowa ironia i dystans do nacjonalizmu. […] Początkowo do Bandery odwoływali się tylko partia Swoboda i skrajna część Majdanu. To, iż inni zwrócili się w stronę banderowskiej tradycji, jest zasługą rosyjskiej propagandy, która określała aktywistów z Majdanu mianem banderowców bez rozumienia, kim był Stepan Bandera. jeżeli kiedyś była jeszcze jakaś negatywna konotacja tego nazwiska, to dzisiaj została odrzucona. Bandera stał się synonimem człowieka, który walczyo wolność Ukrainy. jeżeli nas tak nazywają Moskale, to znaczy, iż to jesteśmy my. Każdy,kto jest przeciwko Rosji, a w tej chwili każdy trzeźwo myślący człowiek na Ukrainie powinien być przeciwko tej polityce, jest banderowcem. Dziś być banderowcem to znaczy być Ukraińcem(48).
Proces ten rozwijały nowe władze Ukrainy. W 2014 roku po agresji rosyjskiej na Krymie i Donbasie,Ministerstwo Oświaty i Nauki Ukrainy (MOiN) opublikowało instrukcje dotyczące nowego sposobu obchodów rocznicy zakończenia II wojny światowej. Uderzały one głównie w fundament polityki historycznej Rosji, ale odnosiły się też do OUN–UPA. Instrukcje ukraińskiego MOiN dotyczyły instytucji oświatowych, obchodów państwowych i przekazu w mediach. Ich wytyczne opracował Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UIPN), kierowany przez Wołodomyra Wiatrowycza, historyka ze Lwowa związanego z nurtem nacjonalistycznym. Warto zauważyć, iż w wytycznych nie wspominano o hitlerowskich zbrodniach wojennych, w tym o Holocauście. Być może ten brak wynikał ze współpracy z hitlerowcami OUN–UPA w tych zbrodniach, co Wiatrowycz zacierał w swoich publikacjach. Jednak zbrodnie sowieckie traktowano bardzo szeroko. Dokument zawierał wiele zapisów sprzecznych z polską narracją. Traktowano w nim bowiem na równi wszystkich ukraińskich żołnierzy: walczących w Armii Czerwonej i w UPA. Co ciekawe, komentujący to Tadeusz A. Olszański (na stronie Ośrodka Studiów Wschodnich) ze zrozumieniem przyjął ten fakt. Twierdził, iż jest to nawiązanie do tendencji wytyczonych już podczas prezydentury L. Kuczmy, czyli „tradycja Ukraińskiej Powstańczej Armii nie zastępuje, ale uzupełnia tradycję Armii Czerwonej, a banderowska partyzantka jest postawiona obok partyzantki sowieckiej, z którą walczyła, jako wyzwolicielka Ukrainy”. Te wytyczne były systematycznie wdrażane w życie przez nagłośnienie w ukraińskich mediach. Stworzono choćby listę wybranych „czołowych bohaterów”: np. Wasyl Kuk, oficer UPA, w latach 1950–1954 jej dowódca, czy Mandyk Chasman, żydowski chłopiec z Drohobycza, który był furmanem w UPA, jedyny żyjący z wymienionych. Ten ostatni miał prawdopodobnie dowodzić, iż UPA nie mordowała Żydów (mógł być dobrze odebrany na Zachodzie) (49).

Ten trend rozwinął się na Ukrainie w 2014 roku Dobrym przykładem był dwuczęściowy film dokumentalny Kronika Ukraińskiej Powstańczej Armii 1942–1954, który efektownie starał się przedstawić historię tej formacji. Film promował wizję UPA jako ukraińskich patriotów, walczących o niepodległość państwa mimo
niesprzyjających warunków. To obraz żołnierzy niezłomnych i wyklętych przez ZSRR, który był głównym wrogiem. Wizerunek UPA był zaś jednoznacznie pozytywny. Rzeź wołyńską na polskiej ludności praktycznie całkiem pominięto, a film koncentrował się na ukazaniu wyjątkowości i bohaterstwa UPA. Dobrze wpisywał
się w proces jej heroizacji i wzrost znaczenia tej formacji w świadomości Ukraińców w efekcie zwycięstwa rewolucji godności na Majdanie(50). Oprócz tego pojawiały się książki, oświadczenia i inne formy wyrażania pozytywnego stosunku Ukraińców do OUN–UPA, w tym często polemiki z Polakami na ten temat.
Także premier i prezydent Ukrainy akceptowali szerzony nacjonalizm i gloryfikację OUN–UPA. Prezydent Poroszenko np. 30 września 2014 roku brał udział w uroczystościach w Babim Jarze ku czci OUN. 14 października 2014 roku uhonorował zaś UPA, nazywając jej bojowników obrońcami ojczyzny i ustanawiając oficjalne święto poświęcone ich pamięci. Takie gesty prawdopodobnie miały związek z wojną z Rosją, by motywować odpowiednie nastroje u Ukraińców, którzy zresztą przejęli wiele symboli i haseł nacjonalistów od czasu Euromajdanu. Od tego czasu mocno wzrosła aktywność nacjonalistycznych grup politycznych (np. Prawy Sektor), które były potrzebne nowej władzy w konflikcie z Rosją. To jednak odbijało się na relacjach z Polską(51).

Heroizacja OUN–UPA na Ukrainie przez cały czas rozwijała się w 2015 roku, co było powrotem do okresu prezydentury Juszczenki. Wyrazem tego były przejęte 9 kwietnia 2015 roku przez parlament 4 ustawy historyczne. W jednej z nich gloryfikowano OUN–UPA, grożąc sankcjami karnymi za ich lekceważenie. Ustawy te podpisał 15 maja 2015 roku prezydent Petro Poroszenko. W Polsce w Internecie i prasie (poza „Gazetą Wyborczą”) od 9 kwietnia 2015 roku pojawiała się ostra krytyka ustawy gloryfikującej OUN–UPA, w tym ze strony różnych partii(52). Jedynie obóz władzy próbował łagodzić tę sytuację (prezydent B. Komorowski, rząd PO–PSL), choć i tam nieoficjalnie pojawiały się głosy krytyczne. Inne środowiska oraz osoby ostro reagowały na gloryfikację OUN–UPA na Ukrainie(53). Echem odbił się m.in. incydent z pomnikiem sławiącym UPA na cmentarzu w Hruszo-
wicach w powiecie przemyskim, który zniszczono, a film z demolki wrzucono do Internetu(54). W tym czasie w Internecie pojawiała się wyjątkowo duża fala komentarzy i wpisów negatywnych wobec Ukraińców. Zbiegało się to w Polsce z kampanią prezydencką, a niedługo parlamentarną. Popieranie Ukrainy (gloryfikującej OUN–UPA) przez B. Komorowskiego i rządzącą PO, prawdopodobnie wpłynęło na spadek ich notowań, przy wzroście poparcia dla ich krytyków (PiS, narodowców). Ci ostatni zaś sięgali po wątki narodowe w polityce bieżącej i historycznej oraz zwierali szeregi. Przykładem może być bliższa kooperacja w 2015 roku ks. Isakowicza-Zaleskiego z muzykiem Pawłem Kukizem, który uzyskał zaskakująco duże poparcie w wyborach prezydenckich (3 miejsce). Kukiz, jak wielu Polaków, solidaryzował się z protestem na Majdanie, ale później uznał to za błąd, zbliżając się w poglądach z księdzem, Kresowianami i narodowcami. Na swoim profilu na Facebooku Kukiz pisał: „Ja pomagałem i będę pomagał ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. Ale nie bandytom. NEVER. Precz
z UPA i OUN-em! Precz z rządem i politykami, którzy nie reagują na próby uczynienia z bandyty wzorca dla ukraińskiej młodzieży. Hańba i dno”. Ksiądz z satysfakcją przyjął poglądy Kukiza i zaproszenie do współpracy z jego ugrupowaniem, kontynuując szeroko zakrojoną krytykę władz za wspieranie Ukrainy(55).

W Polsce gloryfikacja OUN–UPA wywołała też wzrost poczucia zagrożenia ze strony Ukraińców. Jeszcze w kwietniu 2014 roku jedynie 4% Polaków widziało zagrożenie ze strony Ukrainy(56). W sondażu Ipsos z lipca 2015 roku już 35% Polaków twierdziło, iż Ukraińcy mogą zagrażać bezpieczeństwu Polski. Nie przeszkadzało to samym Ukraińcom darzyć Polaków największą sympatią wśród innych narodów(57). Równocześnie na Ukrainie popierano coraz bardziej kult Bandery i OUN–UPA, który był nie do zaakceptowania przez Polaków.
Zgodne z tą narracją były marsze Ukraińców z portretami Bandery i rozwój formacji nacjonalistycznych, takich jak Prawy Sektor czy związanego z nim batalionu „Azow”, który ma zresztą oznakowanie podobne do formacji hitlerowskich. Polityka historyczna Ukrainy wpływała na poczucie siły takich formacji nacjonalistów jak bataliony OUN i „Sicz”, które sprzeciwiły się decyzjom Rady Najwyższej w sprawie decentralizacji kraju. 31 sierpnia 2015 roku, w czasie protestu przed parlamentem Ukrainy, doszło do próby zamachu i krwawych zamieszek przygotowanych przez formacje odwołujące się do OUN. Zatrzymano od 9 do 30 członków ochotniczych batalionów, granat zabił 3 żołnierzy Gwardii Narodowej (o jego zdetonowanie oskarżono żołnierza batalionu ochotniczego „Sicz”). 7 września zaś bataliony dostały rozkaz marszu na Kijów. Teoretycznie batalion „Sicz” podlegał ukraińskiemu MSW, ale praktycznie to bojówka nacjonalistycznej Partii „Swoboda” Ołecha Tiahnyboka. Brał on osobiście udział w bójkach pod Radą Najwyższą (w okna parlamentu strzelano z pistoletów, w eksplozjach i starciach, oprócz trzech zabitych, rannych zostało 140 osób). Wydarzenia te były próbą sił nacjonalistów z władzami w Kijowie, wspierającymi nacjonalizm(58).

14 października 2015 roku w polskich mediach i w Internecie zauważono m.in., iż tego dnia w 73. rocznicę utworzenia UPA, organizacja Medialne Centrum Kryzysowe i UIPN, przygotowały antypolską ikonografikę, ilustrującą „ukraiński ruch wyzwoleńczy w latach 1940–1960”. Obok sowieckiego i niemieckiego agresora, umieszczono symbol trzeciego wroga wolnej Ukrainy – znak Polski Walczącej. Zrównywanie Polaków z hitlerowcami i Sowietami już wcześniej propagowali przedstawiciele ukraińskiej władzy, np. w czasie prezydentury Juszczenki robił to na wystawie szef SBU Walentyn Naływajczenko (także szef tej służby po utworzeniu rządu przez Arsenija Jaceniuka). W 2015 roku ten trend powrócił(59). Ponadto w październiku 2015 roku prezydent Poroszenko podpisał Strategię narodowo-patriotycznego wychowania dzieci i młodzieży na lata 2016–2020. Formacją, na której ma opierać się wychowanie młodych Ukraińców, stała się m.in. UPA.
Natomiast grupa badawcza Rejtynh podała, iż na Ukrainie do października 2015 roku przybyło sporo ludzi uznających członków UPA za bohaterów. Po raz pierwszy w historii, jej zwolenników było więcej niż przeciwników. W ciągu roku ich liczba zwiększyła się o 14% i już 41% Ukraińców było wówczas za tym, by uznawać UPA jako bohaterów narodowych Ukrainy (38% było przeciw, a 21% nie miało zdania). Rok wcześniej UPA popierało 27%, a sprzeciwiało się temu 52% Ukraińców60. Rosło też poparcie dla Bandery. Przed 2014 roku liczba jego zwolenników była jeszcze dość niska na Ukrainie, ale w 2014 roku wynosiła już do 31% i stale rosła. Takie wyniki z zadowoleniem przyjął szef UIPN W. Wiatrowycz, który od marca 2014 roku kreował politykę historyczną w duchu nacjonalizmu. W wywiadzie z końca 2015 roku stwierdził, iż z powodu odmiennej oceny OUN–UPA nie będzie pojednania Ukrainy z Polską(61).
Gloryfikacja OUN–UPA wywołuje w Polsce niepokój, zwłaszcza wśród Kresowian. Lucyna Kulińska i Czesław Partacz oceniali, iż wciąż w starszym pokoleniu przesiedleńców z Kresów funkcjonuje stereotyp, iż Ukrainiec to człowiek okrutny, bezwzględny, podstępny oraz nienawidzący i mordujący Polaków62. jeżeli chodzi
o budowanie tożsamości Ukrainy przez jej władze na tych formacjach, to prawdopodobnie odbije się to na stosunkach z Polską. Wielu polskich badaczy uważa jednak, iż Ukraińcy mają prawo sławić, kogo chcą, ale powinni zdawać sobie sprawę ze skutków tych wyborów w bieżącej polityce. Przemysław Żurawski vel Grajewski (obecny do-
radca rządu PiS w polityce zagranicznej) oceniał:

Ukraińcy mają prawo czcić kogo zechcą. Niestety kult Bandery jest i w przewidywalnej przyszłości będzie utrudniał stosunki polsko-ukraińskie, bo jest w polskiej pamięci historycznej związany z ludobójstwem na Wołyniu, dokonanym w oparciu o ideologię, której współtwórcą był Bandera. Kłótnia o jego kult na Ukrainie będzie się zatem odbywała ku zgubie obu naszych narodów i ku euforii Moskwy. Tak dla Polski, jak i dla
Ukrainy rozsądnie byłoby unikać starć na tym polu, które poza Moskalami, nikomu nie służą i niczym dobrym się nie skończą. Rozumiem ukraińską dumę narodową […]. Obok dumy jest jednak jeszcze rozsądek. Ukraina nie cierpi na nadmiar przyjaciół. Polska jest jednym z nich. […]. Zrobicie jak uważacie – Wasze dobre ukraińskie prawo. Bandera oznacza jednak koszty w relacjach z Polską. […] UPA i Bandera są na Ukrainie czczeni jako symbole walki z Rosją, a nie z Polską […]. Nie jest to jednak powód, by nasz stosunek do dzisiejszej Ukrainy – bardzo Polsce przyjaznej i bardzo potrzebnej, był kształtowany przez ten fakt (63).

Grzegorz Motyka zaś pisał: „Dobrym prawem Ukraińców jest uszanowanie pamięci tych, którzy toczyli bój o wolność swojej ojczyzny. Warto jednak, by dziś podjęli trud odpowiedzi na pytanie: czy w walce o niepodległość każda metoda walki jest usprawiedliwiona?”(64).

Powyższe wskazówki mogą jednak rozwiązywać opisaną kwestię tylko połowicznie, bo odnośnie wyboru Ukraińców. jeżeli chodzi o drugą stronę, czyli Polaków, to próbę odpowiedzi prezentował Paweł Łepkowski:
Niezależnie od tego, jak potoczą się losy współczesnej Ukrainy, o Wołyniu zapomnieć nie wolno! Polacy nie powinni dać się podzielić na „europejskich postępowców”, traktujących wydarzenia sprzed siedmiu dekad jak historię starożytną, oraz na rzekomych szowinistów rozdrapujących rany. Nie obchodzi nas polityczna
koniunktura, tylko prawda. Jak bowiem mawiał Mahatma Gandhi: „Nawet jeżeli tylko ja jeden mówię prawdę, to prawda ciągle pozostaje prawdą”(65).

Autor: Jerzy Kordas
Politechnika Wrocławska

Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis
Studia de Securitate et Educatione Civili VI (2016

za: Oceny OUN-UPA na Ukrainie i w Polsce w latach 1991–2015

Bibliografia i przypisy zostaną umieszczone w oddzielnym artykule

PZ

WIKTOR POLISZCZUK
Fragmenty Uchwały Krajowego Prowidu OUN – Z 22.VI.1990.

„Uchwała zawiera 60 stron maszynopisu. Obejmuje różne sprawy współczesne, w tym stosunek OUN jako awangardy narodu ukraińskiego – do Polski i Polaków. Nakazuje szerzenie kultu Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – „Czuprynki” oraz metropolity Andrzeja Szeptyckiego przez upamiętnianie w miastach i wsiach pomnikami, jak i nadawaniem ich imienia szkołom, ulicom i placom. W razie oporu lub sprzeciwu obecnej władzy stosować przymus fizyczny, „pozbywając się dużej ilości Moskali, którzy zaśmiecają naszą ziemię”. W razie ociągania się stosować choćby „metody, wypróbowane przez UPA na Polakach. OUN wykorzystuje jako awangarda narodu wszystkie partie polityczne oraz komitety cerkiewne Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi, której księża sprzyjają OUN.
Zgodnie z wcześniejszymi postanowieniami Krajowego Prowidu każda ukraińska rodzina w diasporze wpłaca po 1.000 dol. USA na fundusz „Wyzwolenia Ukrainy”. Przegranie przez „Ruch” wyborów na Ukrainie uważane jest za śmierć ukrainizmu nad Dnieprem.

Sprawy polskie:
1. na Ukrainie, ze szczególnym uwzględnieniem terenów Ukrainy Zachodniej;
2. w diasporze;
3. w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Ukrainy Zakurzońskiej.

1. Popieramy gorąco wysiłki wyzwoleńcze narodów bałtyckich, Litwy, Łotwy i Estonii, popieramy wysiłki wyzwoleńcze Mołdawian, Gruzinów i Ormian. Solidaryzujemy się z walką o wolność bratniego narodu białoruskiego, pamiętając jednocześnie, iż wywodzi się on z naszego ukraińskiego gniazda – Kijowskiej Rusi i do tego gniazda w przyszłości powinien wrócić.
…Z postkomunistyczną Polską należy utrzymywać stosunki przyjazne i na zasadach wzajemności. Aby nie drażnić Polaków i rządu należy przyznać im na Ukrainie pewne uprawnienia w zakresie wiary, kultury i szkolnictwa, bacząc równocześnie, aby te koncesje nie poszły zbyt daleko. Wykluczyć organizowanie się Polaków pod względem politycznym. Przede wszystkim należy narzucić Polakom nasz punkt widzenia na historię i na stosunki ukraińsko-polskie. Nie dopuścić do głoszenia, iż Lwów, Tarnopol, Stanisławów, Krzemieniec i in. kiedykolwiek odgrywały rolę polskich ośrodków kultury. Zawsze były to ośrodki kultury ukraińskiej. Polacy nie odgrywali w nich najmniejszej roli, a to, co o nich głosi się dzisiaj, zaliczyć należy do polskiej szowinistycznej propagandy.
Młodzież polską wciągać do patriotycznych akcji związanych z rocznicami patriotycznymi – w tym związanymi ze sławnymi dziejami UPA. Pozwoli to nie tylko zachwiać wiarę w polską propagandę państwową, ale także doprowadzić do rychłej ukrainizacji polskiej młodzieży zrażonej kłamstwami polskiej propagandy odnośnie UPA.
Koncesje w sprawie szkolnictwa polskiego i kultury uzależnić od podobnych koncesji udzielonych Ukraińcom w Polsce. Głosić, iż w Polsce mieszka jeden milion Ukraińców, utrudniać Polakom odbudowę cmentarza Orląt, ale niezbyt nachalnie, aby nie dać im do rąk międzynarodowego atutu propagandowego, iż nasze starania o wejście do Europy nie są szczere (chodzi o to, iż cmentarz Orląt jest cmentarzem wojskowym, tedy zgodnie z konwencją międzynarodową jest pod ochroną prawa międzynarodowego).
Oddawanie Polakom kościołów uzależniać od oddawania Ukraińcom w Polsce obiektów cerkiewnych a przede wszystkim oddanie przez Polaków Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi katedry greckokatolickiej w książęcym grodzie Przemyślu. Nie zaszkodzi tego faktu łączyć ze zwróceniem Polakom kościoła Św. Elżbiety we Lwowie a także obiektów kościelnych w Tarnopolu Stanisławowie. Nie można pod żadnym pozorem dopuścić do reaktywowana polskiej hierarchii, czyli powrotu na nasze ziemie polskich biskupów. To mogłoby oznaczać na przyszłość niebezpieczeństwo odrodzenia na Ukrainie (zachodniej) niepożądanej polskości i polskiego szowinizmu o ambicjach politycznych. Obrządek łaciński na Ukrainie podporządkować hierarchi Ukraińskiej Cerkwi Katolickiej i jej patriarsze z siedziba na Górze św. Jura wt Lwowie. Sporządzać i systematycznie uzupełniać spisy Polaków zamieszkałych na Ukrainie a przede wszystkim na Ukrainie Zachodniej. Spisy te oraz adres) służyć będą sprawie Ścisłej kontroli ich poczynań. Znając historię i zdolności konspiracyjne Polaków nie można wykluczyć, iż w przyszłości zechcą konspirować przeciwko samostijnej Ukrainie. Nie można też wykluczyć, iż znajdą się w Polsce siły rewizjonistyczne, które zechcą odebrać Ukraińcom Lwów. Pomocnymi w tym mogą być właśnie konspirujący Polacy. Dlatego w najbliższej przyszłości, gdy Ukraina pozbędzie się swoich własnych komunistów, ujawniani Polacy powinni złożyć przysięgę lojalności i wierność samostijnej Ukrainie. To samo uczynić winni polscy księża, zakonnicy i zakonnice. Nie utrudniać Polakom wyjazdów do Polski na pobyt stały, ale je ułatwiać. Pamiętajmy, iż odwiecznym celem Ukraińców i naczelnym OUN była depolonizacja ziem zasiedlonych od kilku pokoleń przez Polaków. Ułatwiając maksymalnie wyjazdy do Polski, należy równocześnie ułatwiać im czasowe kontakty z krewnymi i znajomymi w Polsce. Młodym, którzy odwiedzają krewnych w Polsce lub znajomych, utrudniać wstęp na wyższe uczelnie. W ogóle ograniczyć studia Polakom i nie dopuszczać do powstania silnej warstwy inteligencji. Przeciwstawiać się wszelkiemu zbliżeniu Polaków i Rosjan zarówno na Ukrainie jak i w Polsce, podsycać wrogość Polaków do Rosjan i odwrotnie, pamiętając, iż ścisły sojusz rosyjsko-polski jest poważnym zagrożeniem dla Ukrainy i jej całości terytorialnej…

2. Mamy wiele dobrych przykładów z przeszłości wspólnej walki ukraińsko-polskiej prowadzonej przeciwko komunizmowi. Te dobre tradycje należy kultywować, zacieśniając więzy z tymi organizacjami, które mają realistyczne podejście do stosunków ukraińsko-polskich. Wykazywać, iż we wspólnej walce z komuna Ukraińcy byli stroną aktywną i inspirującą. Innymi słowy aby Polacy uznawali przywódczą rolę Ukraińców. Eliminować wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcania się jej na Polakach. Wykazywać, iż UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami. Polacy byli też w UPA. Mordy, którym zaprzeczać nie można, byty dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego, pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne. Wszelkimi siłami dążyć do tego, żeby w różnych naszych kontaktach z Polakami strona polska przyznawała iż były to przykłady palenia wsi ukraińskich i mordowania Ukraińców przez AK, wykazywać podobieństwo między UPA i AK, podkreślając wyższość pod każdym względem UPA nad AK. Wymuszać na Polakach przyznawanie się do antyukraińskich akcji, potępienia przez nich samych pacyfikacji i rewindykacji przed wojną i haniebnej operacji Wisła po wojnie. Wszystkie te akcje przyniosły wiele cierpień i krwi narodowi ukraińskiemu. Podkreślać to w komunikatach, które koniecznie muszą być publikowane w językach obcych, zwłaszcza w angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i rosyjskim.
Zmierzać do tego, aby miarodajne czynniki polskie na emigracji zrzekły się wszelkich zamiarów i myśli rewindykacji względem Ukrainy a sprawę Ukrainy Zakurzońskiej (Zasanie, Chełmszczyzna, Podlasie i Łemkowszczyzna) pozostawić otwartą, sugerując, iż zostanie ona załatwiona z korzyścią dla obu stron przez narodowe rządy w pełni suwerennych państw samostijnej Ukrainy i postkomunistycznej Polski. Na takim stanowisku stoi już w tej chwili Konfederacja Polski Niepodległej. Tę organizację i jej ludzi należy wspierać. W takim też duchu należy urabiać polską opinię publiczną na obczyźnie, za pośrednictwem polskich organizacji i będących w polskich rękach środków informacji. W tym celu należy przenikać do polskich organizacji tam, gdzie jest to możliwe i lansować nasz punkt widzenia cierpliwie ale uparcie, zyskiwać zwolenników wśród Polaków, a tam, gdzie to najbardziej celowe, nie żałować środków z Funduszu Wyzwolenia Ukrainy. Kupować audycje w polskim radiu oraz miejsca w polskich gazetach. Wchodzić do polskich zespołów redakcyjnych. Dyskusje prowadzić w duchu heroizmu UPA i nie kwestionowanej ukraińskości Ukrainy Zakurzońskiej ze stolicą w książęcym grodzie Przemyślu.

3. Obecna Polska przeżywa dobę swojego ponownego odrodzenia, której siłą sprawczą jest ruch znany na Świecie pod nazwą Solidarności. Ruch ten zdobył sobie międzynarodową sławę jako rozsadnik komunizmu na Świecie. Taka opinia o Solidarności krzywdzi nas i nie jest nam potrzebna. Nasza propaganda powinna iść w kierunku wykazania, iż Solidarność nie była tą siłą sprawczą, ale UPA, która zainspirowała siły antykomunistyczne do działania. UPA walczyła z bolszewią ponad 10 lat a jej duch żywy nigdy nie wygasi. Duch UPA zapłodnił Solidarność do czynu. Tak powinien rozumować każdy Ukrainiec, tak samo powinien rozumować świat i my mamy światu w tym dopomóc, bo inaczej znowu naszą chwałę przypiszą sobie Polacy.
Stosunek zdrowych sił ukraińskich do obecnej polskiej rzeczywistości powinien być zróżnicowany i uzależniony od naszych interesów. Polska jest Ukrainie potrzebna jako sojusznik do rozbicia ZSRR. W tym celu należy popierać w Polsce wszystkimi siłami wszystko co ma posmak antyrosyjski. Katyń, wywózki na Sybir, zbrodnie NKWD i UB. Taki stan rzeczy odwraca uwagę Polaków od UPA, którą polscy komuniści przedstawili narodowi polskiemu kłamliwie nie jako zbrojny ruch narodowo-wyzwoleńczy, ale jako bandy. Podkreślać z całą mocą, ze pełne wyzwolenie Polski nie jest możliwe bez samostijnej Ukrainy (vide Michnik). Oznacza to pełne zaufanie Polaków do antymoskiewskiej polityki Ukraińców, pozwoli na ich zupełny bezkrytycyzm i na pełne ich zaangażowanie po naszej stronie. Zaangażowanie to ma pomóc do umocnienia pozycji Ukrainy i osłabienia Polski, co pozwoli w przyszłości podporządkować państwo polskie ukraińskim interesom narodowym.
Najpilniejsze zadanie na najbliższą przyszłość: doprowadzić do tego, żeby władze polskie jednostronnie przyznały (złożyły deklarację), iż względem samodzielnej Ukrainy nie wysuwają i nie będą wysuwać w przyszłości żadnych roszczeń terytorialnych, a tym wyrzekają się wszelkich pretensji do ziem utraconych na wschodzie w wyniku sowieckiej inwazji dokonanej na okupowane przez Polskę terytoria ukraińskie 17 września 1939 r. Takie oświadczenie o ile będzie, należy silnie rozpropagować w różnych językach obcych. To bardzo ważne dla naszych posunięć przyszłościowych. My ze swej strony przyznamy słuszność takiemu stanowisku oświadczając, iż kwestia granic, które wytyczył bez naszego udziału (tj. Polski i Ukrainy) krzywdzący układ jałtański (nie mówić o czyją krzywdę chodzi) powinna być załatwiona w przyszłości przez rządy suwerennych państw Ukrainy i Polski. Gdy zaś do tego już dojdzie, to my odczytamy owo jednostronne oświadczenie: tak, wy nie macie roszczeń terytorialnych i mieć nie możecie, ale my je mamy. Polacy bowiem zdają sobie sprawę, iż dotąd okupują część historycznych i etnograficznych ziem ukraińskich a nie odwrotnie. Zatem będzie rzeczą sprawiedliwą dla ukraińsko-polskiego pojednania zwrócenie Ukraińcom ziem, które są przez nas nazywane Ukrainą Zacurzońską. Wtedy, gdy się te dwa fakty zestawi, to świat nam a nie Polsce przyzna rację.
Ważne jest także w obecnej chwili postawienie na porządku dziennym tzw. akcji Wisła. Dążyć aby stanęła ona na forum polskiego parlamentu i żeby sami Polacy ją potępili jako ludobójcza. Inicjatorem sprawy nie może być Mokry, ale ktoś z Polaków. Przeznaczyć na to 15-20 tys. USD. Gdy to już się stanie to wieść o tym z odpowiednim naszym komentarzem w jęz.. obcych powinna obejść cały Świat. Zainicjować wiece potępiające polskie zbrodnie popełnione na narodzie ukraińskim przez różne cudzoziemskie organizacje. Nasz komentarz do tego powinien nawiązywać do ucisku polskiego przed wojną na obszarze polskiej okupacji ziem ukraińskich (Zamojszczyzna, pacyfikacje, likwidacja szkolnicywa i. kultury, ucisk narodowy), sławne działania UPA w walce z Niemcami i komuną w Bolszewii i w Polsce. Podnieść, iż sami Polacy oddają hołd bohaterskiej UPA, prekursorki Solidarności, potępiają komunistyczną akcję Wisła znęcania się nad ukraińską ludnością. Wykazywać ukraińskość Zakurzonii zgodnie z granicą nakreśloną przez OUN-UPA.
W tym duchu prowadzić propagandę na rzecz historyczności i etnograficzności ziem ukraińskich okupowanych w tej chwili przez Polskę, a o które z taką determinacją z komunistyczną władzą polską walczyła UPA – razem z patriotycznymi siłami polskimi WIN. Wynika z tego, iż patriotyczne siły polskie uznawały rolę UPA i jej prawo do ziemi Zakurzonii. Mocno podkreślać, iż takie jest stanowisko patriotycznych sił Polski obecnie. Wyciszać wszystko to co nas dzieli, w tym także negatywne patrzenie na UPA. Podkreślać także, iż takie same jest również stanowisko papieża i udowodnić, iż gdyby było inaczej to nie przyznałby Mokremu nagrody im. Jana Pawła II za krzewienie przyjaźni między narodami polskim i ukraińskim. Podnosić przyznanie nagrody Ukraińcowi za artykuły zamieszczone na łamach „Tygodnika Powszechnego” oraz „Znak”, a w propagandzie światowej głosić, iż reprezentują one najzdrowsze siły narodu polskiego, na które tylko Europa może się orientować. Problematyka rewolucyjnej OUN – awangardy narodu ukraińskiego – powinna być tam zawsze obecna.
Głosić prawdę bardziej znanych wydarzeń dziejowych (Grunwald, Wiedeń, Warszawa 1920, Monte Cassino) podkreślając, iż odniesione tam zwycięstwa były głównie dziełem Ukraińców, a nie Polaków. Polacy odegrali w nich rolę drugorzędną. Stanowczo rozprawiać się z antyukraińskimi poglądami na historię działalności UPA – E. Prusa, W. Hraniewskiegp, J. Sobiesiaka, H. Cybulskiego, kś. Kuczyńskiego, J. Jastrzębowskiego, W. Romanowskiego, J. Popiela, M. Fijałki, kś. Szetelnickiego, J. Giertycha, Z. Alberta, A. Oliwy, W. Kalabińskiego, J. Węgierskiego, S. Myślińskiego, M. Juchniewicza, W. Szoty, J. Turowskiego, Siemaszki i j. Sereta. Najlepiej to robić piórem samych Polaków, wśród których znajdą się osoby sprzedajne (obiecać wysokie honoraria i stypendia zagraniczne).
Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism, w tym „Semper Fidelis”, „Tak i nie” i in. Wejść do władz Archiwum wschodniego, infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (GKBZHwP), przeszkadzać w zbieraniu obciążających Ukraińców materiałów z wydarzeń drugiej wojny światowej, nie dopuszczać do publikowania materiałów obciążających ukraiński nacjonalizm rewolucyjny OUN. Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska i adresy) nieprzychylnych ruchowi rewolucyjnemu. Zestawić także listę Polaków, którzy są przychylni rewolucyjnej OUN. Listy, jako dokumenty ważnej wagi państwowej dostarczyć Prowidowi Krajowemu.
Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zakurzonii podkreślając, iż samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i we właściwym momencie o nie się upomni. jeżeli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej. Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski katedry ukraińskiej w książęcym grodzie Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.
Poprzeć politycznie, moralnie i finansowo fundację im. św. Włodzimierza Chrzciciela, założoną w Krakowie przez Mokrego. Roli Mokrego nie eksponować, aby nie utrudniać mu działalności parlamentarnej. Nas interesuje punkt programu fundacji, który mówi o gromadzeniu dowodów o zbrodniach Polaków popełnionych na ukraińskim narodzie w okresie ostatniej wojny i w pierwszych latach powojennych (Akcja Wisła). W naszej propagandzie wykazywać, iż podstawę Fundacji stanowi dar Watykanu przekazany przez Ojca św. na działalność duszpasterską greckokatolicką. o ile będą sprzeciwy ze strony pewnych środowisk ukraińskich czy polskich, to wówczas głosić na cały świat, ze Polacy to pseudokatolicy i działają wbrew życzeniom papieża. Posługując się imieniem Ojca św. doprowadzić stopniowo do przekształcenia Fundacji w Instytut Ukraiński, a z czasem do powołania na bazie tego instytutu Uniwersytetu Ukraińskiego w Krakowie.
(Jak doniosły ostatnio media taki uniwersytet ma zostać powołany w Lublinie. A dlaczego nie we Lwowie ? – P.J.) Przed wojną Polacy nie zezwolili na otwarcie Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie, my zaś przełamiemy wszelkie opory i powołamy Uniwersytet Ukraiński w starożytnej stolicy Polski. Nigdy nie zależało nam na sile Polski i teraz nie zależy, wręcz przeciwnie, na jej osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym. Zależy nam na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba wewnętrzna (i kierowana przez ludzi nam życzliwych) i słaba, nieliczna armia. Zależy nam także na rozbiciu narodu polskiego i osłabieniu Solidarności. Należy zatem podsycać w łonie narodu polskiego separatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów, Górali. Robić to należy w sposób jak to czynili Polacy żebraczej Polski przedwojennej z Ukraińcami, Poleszukami, Hucułami i Łemkami. Podsycać aktywność narodową Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Czechów, Słowaków a przede wszystkim Niemców. Próby hamowania ich dynamizmu określać jako ucisk, brak demokracji i polską nieszczerość w głoszeniu haseł równości i wolności. Nie dopuszczać do zbliżenia polsko-niemieckiego. Podkreślać aktualność hasła „Jak świat światem, Niemiec Polakowi nie będzie bratem”.
To wszystko ma służyć osłabieniu Polski, a w przyszłości doprowadzić choćby do zupełnej dekompozycji państwa polskiego – co leży w interesie polityki Ukrainy, w której siłą awangardową jest i będzie rewolucyjna OUN. Obecna Polska nie powinna być zbyt silna, ale też nie może być zbyt słaba. Wobec zupełnego rozprężenia sieci polskiego kontrwywiadu, z którego solidarnościowy rząd wypędził wszystkich fachowców pochodzących z nomenklatury, odbudować tajną sieć OUN i zacząć kontrolować wszystkie dziedziny życia Rzeczypospolitej .

” ***********************************

„Powyższy tekst po przetłumaczeniu Agencja Konsularna RP we Lwowie, pismem z dnia 20 marca 1991 r. przesłała do Komisji Sejmowej d/s Polski w Warszawie, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych depart. Prasy i Informacji w Warszawie, do Instytutu Historii PAN w Warszawie i kilku innych miejsc. Poza tym materiał został wydrukowany dnia 12-14 kwietnia 1991 r. w gazecie „Polska Zbrojna”, organie Ministerstwa Obrony Narodowej .” Jak pisze dalej W. Poliszczuk „Po przeanalizowaniu tekstu fragmentów „uchwały”, po skonfrontowaniu ich z innymi publikacjami, doszedłem do wniosku, iż „uchwała”, a raczej jej fragmenty, jest oryginalną uchwałą OUN-b. Wskazuje na to treść uchwały, która jest adekwatna do strategii, polityki i ideologii OUN-b. Tekst „Uchwały” jest odzwierciedleniem mentalności kierowniczych kół OUN-b.

za: Fragmenty Uchwały Krajowego Prowidu OUN – Z 22.VI.1990.

Read Entire Article