Na współczesnej wojnie coraz trudniej o tajemnice. telefony, komunikatory, kamery monitoringu, drony i media społecznościowe tworzą gigantyczny system danych, w którym choćby pozornie niewinna aktywność może pomóc przeciwnikowi namierzyć cel. Czasem wystarczy zdjęcie, film czy wpis zamieszczony w internecie, które jako element większej układanki dostarczają wiedzy operacyjnej.
W nocy z 31 grudnia 2022 na 1 stycznia 2023 roku ukraińskie rakiety HIMARS uderzyły w budynek szkoły zawodowej w Makiejewce, na okupowanych przedmieściach Doniecka. W prowizorycznych koszarach stacjonowali rosyjscy żołnierze dopiero co wysłani do Ukrainy. Atak okazał się jednym z najkrwawszych pojedynczych uderzeń zadanych armii rosyjskiej od początku pełnoskalowej wojny. Według oficjalnych danych zginęło 89 Rosjan, zdaniem ukraińskiego wywiadu straty były sześciokrotnie wyższe. Kilka dni później rosyjskie ministerstwo obrony przyznało, iż jedną z przyczyn tragedii było masowe korzystanie przez wojskowych z telefonów komórkowych.
Jak zwykły telefon może doprowadzić do śmierci kilkudziesięciu czy choćby kilkuset ludzi? Rzecz w tym, iż każde takie urządzenie nieustannie komunikuje się z siecią operatora. choćby gdy właściciel nie prowadzi rozmowy, aparat pozostawia ślad w postaci danych o swojej aktywności i przybliżonym położeniu. o ile w jednym miejscu nagle pojawią się setki telefonów, które jeszcze niedawno logowały się w odległych regionach Rosji, taka anomalia sama w sobie może stać się cenną wskazówką dla przeciwnika. jeżeli jeszcze te rozmowy da się podsłuchać i na tej podstawie ustalić, iż połączenia wykonują żołnierze, sprawa staje się oczywista…
Nieświadomi współpracownicy
Makiejewka była jednym z najbardziej spektakularnych przykładów cyfrowej niedyskrecji podczas wojny w Ukrainie, a zarazem stanowiła tylko wierzchołek góry lodowej. W pierwszych miesiącach pełnoskalowej inwazji uwagę mediów przykuwały przede wszystkim przypadki żołnierzy publikujących zdjęcia z frontu w mediach społecznościowych czy reporterów pokazujących zbyt wiele szczegółów wojskowych operacji. Dziś problem wygląda inaczej. Współczesne pole walki jest nasycone sensorami – śledzą je satelity obserwacyjne i kamery tysięcy dronów. Ale dane zbierają nie tylko armie i służby wywiadowcze, źródłem informacji mogą być też cywile, komercyjne aplikacje czy kamery monitoringu.
Dobrym przykładem są wydarzenia z maja 2023 roku, gdy Rosja przeprowadziła jeden z najintensywniejszych ataków rakietowych na Kijów. niedługo po nalocie w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania przedstawiające pracę ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Na filmach widać było startujące pociski przechwytujące, błyski wystrzałów i kierunki działania poszczególnych systemów. Ukraińska Służba Bezpieczeństwa zatrzymała kilka osób odpowiedzialnych za publikację materiałów. Ci ludzie nie chcieli pomagać Rosjanom – większość z nich po prostu dokumentowała wydarzenia, które obserwowała z okien własnych mieszkań. Problem polegał na tym, iż takie nagrania mogły pomóc przeciwnikowi ustalić położenie stanowisk obrony przeciwlotniczej, ocenić skuteczność ich działania i skorygować kolejne uderzenia.
To istotna zmiana względem wcześniejszych konfliktów. Jeszcze kilkanaście lat temu zdobycie podobnych informacji wymagało wysłania zwiadowców, wykorzystania samolotów rozpoznawczych lub satelitów wojskowych. Dziś część tej pracy wykonują zwykli użytkownicy telefonów, często nieświadomie. Każde zdjęcie, film czy wpis zamieszczony w internecie staje się potencjalnym elementem większej układanki, którą przeciwnik może uzupełniać informacjami pochodzącymi z innych źródeł.
Wzorce aktywności grup
Jeśli telefon jest dziś źródłem danych, to komunikatory stały się jednym z najważniejszych kanałów ich wymiany. Szczególne miejsce zajmuje tu Telegram, który podczas wojny w Ukrainie urósł do rangi podstawowego narzędzia komunikacji. Korzystają z niego żołnierze, blogerzy wojskowi, dziennikarze, urzędnicy, służby ratunkowe i zwykli mieszkańcy. To właśnie tam najszybciej pojawiają się informacje o alarmach lotniczych, skutkach ostrzałów czy ruchach wojsk.
We wrześniu 2024 roku ukraińskie władze zakazały korzystania z Telegrama na urządzeniach służbowych używanych przez wojskowych, urzędników administracji państwowej oraz pracowników infrastruktury krytycznej. Decyzję uzasadniono obawami dotyczącymi bezpieczeństwa informacji. Według ukraińskich służb komunikator był wykorzystywany przez Rosjan do pozyskiwania danych o użytkownikach, ich aktywności oraz kontaktach.
Ta sytuacja dobrze pokazuje, jak bardzo zmienił się charakter współczesnego pola walki. Jeszcze kilka lat temu zagrożeniem było opublikowanie jednego zdjęcia z niewłaściwym tłem. Dziś źródłem kłopotów są całe sieci powiązań. Kto z kim rozmawia, do jakich grup należy, jakie treści obserwuje i jak gwałtownie reaguje na określone wydarzenia – wszystko to może stanowić materiał analityczny. Sam komunikat rzadko bywa najcenniejszy. Znacznie większą wartość mają dane towarzyszące jego wysłaniu.
Z tego samego powodu coraz większe znaczenie zyskują działania określane mianem SOCMINT-u (Social Media Intelligence), czyli rozpoznanie prowadzone za pośrednictwem mediów społecznościowych i komunikatorów. Analitycy śledzą nie tylko publikowane treści, ale także wzorce aktywności całych społeczności. Nagły wzrost liczby wpisów z określonego regionu (miasta, dzielnicy, osiedla), pojawienie się wielu podobnych nagrań czy zmiana aktywności lokalnych grup – jak choćby gwałtowne, nieoczekiwane wyciszenie – może stanowić sygnał świadczący o ważnych wydarzeniach wojskowych. W praktyce znów oznacza to, iż choćby osoby niemające nic wspólnego z armią mogą nieświadomie dostarczać danych przydatnych przeciwnikowi.
Algorytm wspiera człowieka
W marcu 2024 roku ukraińskie media opisały operację przeprowadzoną w okolicach Awdijiwki. Rosyjska kolumna pancerna próbowała podejść pod ukraińskie pozycje, wykorzystując złą pogodę i ograniczoną widoczność. Jeszcze kilka lat temu wykrycie takiego ugrupowania wymagałoby nie tylko zaangażowania wielu środków rozpoznawczych, ale także uruchomienia długiego procesu przekazywania i analizowania informacji. Tymczasem Ukraińcy stosunkowo gwałtownie skierowali na cel artylerię i drony uderzeniowe.
O ruchu kolumny meldowały jednocześnie bezzałogowce obserwacyjne, sensory rozmieszczone w pasie działań, żołnierze znajdujący się w pobliżu oraz cywile przypadkiem obserwujący przemieszczające się wojsko. Wszystkie te dane trafiały do wspólnego środowiska informacyjnego, którego najbardziej znanym elementem jest rozwijany przez Ukraińców system Delta. Na ekranie operatora nie funkcjonowały już jako oddzielne meldunki, ale jako element jednego obrazu sytuacji.
To właśnie w sposobie przetwarzania informacji dokonała się najważniejsza zmiana ostatnich lat. Jeszcze na początku wojny gros pracy wykonywali analitycy białego wywiadu (Open Source Intelligence – OSINT), którzy godzinami przeglądali zdjęcia satelitarne, nagrania z frontu i wpisy w mediach społecznościowych, próbując ustalić lokalizację rosyjskich jednostek. Dziś coraz większą część takich zadań przejmują systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję. Potrafią one porównywać obrazy wykonane w różnym czasie, wykrywać zmiany w terenie oraz automatycznie oznaczać pojazdy, stanowiska ogniowe, okopy czy ślady gąsienic. W praktyce operator nie otrzymuje już tysięcy zdjęć wymagających manualnej analizy, ale listę najbardziej prawdopodobnych celów. Człowiek przez cały czas podejmuje decyzję, ale maszyna wykonuje najbardziej żmudną część pracy.
Co istotne, informacje nie giną w szumie danych. Do niedawna zdjęcie opublikowane w internecie mogło pozostać niezauważone, a pojedynczy ślad aktywności nie musiał nikogo zainteresować. Dziś przeciwnik coraz rzadziej czeka na spektakularny błąd drugiej strony (bądź osób czy podmiotów z nią związanych). Znacznie częściej buduje obraz sytuacji z tysięcy drobnych elementów, które osobno wydają się nieistotne. Jeden dron zauważy ruch pojazdów. Inny zarejestruje świeże ślady gąsienic. Satelita dostarczy aktualne zdjęcie terenu. Kamera monitoringu uchwyci przejazd kolumny. A algorytm połączy te informacje szybciej, niż byłby w stanie zrobić to choćby liczny zespół analityków.
To właśnie dlatego wojna w Ukrainie coraz częściej określana jest mianem konfliktu sensorów. O zwycięstwie nie decyduje już wyłącznie liczba czołgów, dział czy żołnierzy. Równie ważna staje się zdolność do zbierania, łączenia i analizowania danych. A im sprawniej działa taki system, tym bardziej niebezpieczna staje się każda forma cyfrowej niedyskrecji. I tym ważniejsza jest dyscyplina informacyjna.