Bramy armii

polska-zbrojna.pl 8 hours ago

Amerykańska baza lotnicza we Wrocławiu zacznie działać w 2029 roku. Zanim pojawią się tu transportowce Galaxy, swoje zadania muszą opanować ludzie, którzy będą je przyjmować, analizować pogodę, kierować ruchem na płycie, rozładowywać sprzęt. – Za dwa lata wojskowy świat zobaczy, iż dobrze się do tego przygotowaliśmy – zapewnia ppłk Karol Bibik, komendant lotniska Wrocław.

Na lotnisku Wrocław-Strachowice ruszyły prace przy budowie amerykańskiej bazy przeładunkowo-rozładunkowej APOD (Air Port of Debarkation). Plany zakładają wybudowanie m.in. płyty postojowej dla ciężkich samolotów, drogi kołowania, płaszczyzny do przeładunku materiałów niebezpiecznych i amunicji oraz budynku portu przeładunkowego (cargo) czy hali pasażerskiej. Całość inwestycji ma być gotowa do 2035 roku, ale baza zacznie działalność już w 2029 roku. – Planowana infrastruktura ma pozwolić na równoległą obsługę kilku statków transportowych – mówi ppłk Karol Bibik, komendant lotniska Wrocław. – Obsługa największych samolotów, potężnych C-5 Galaxy i mniejszych C-17 Globemaster III, potrwa do kilku godzin. W tym czasie terminal pasażerski będzie w stanie przyjąć kilkuset żołnierzy – zapowiada pułkownik. – Przy założeniu, iż operacja potrwa całą dobę, daje to pokaźny kontyngent – dodaje.

APOD powstaje z myślą o Amerykanach, ale z infrastruktury skorzystają też Polacy – dla których wybudowane zostaną dodatkowe stanowiska postojowe – oraz, w razie potrzeby, inne sojusznicze armie. – Baza ma stać się główną lotniczą bramą dla wojsk amerykańskich i sojuszniczych kierowanych do Polski – wyjaśnia ppłk Bibik. – To element rozwijanej przez Amerykanów koncepcji mobility, której celem jest szybkie przyjęcie, uporządkowanie i dalsze skierowanie sił w rejon operacji. Po wylądowaniu żołnierze opuszczą pokłady samolotów, sprzęt trafi do stref przeładunkowych, a pododdziały do rejonów czasowego pobytu, gdzie będą mogły odpocząć i odtworzyć gotowość. Stamtąd ruszą w wyznaczone miejsca – wskazuje oficer.

REKLAMA

Nad całością operacji będą czuwać Amerykanie stanowiący personel APOD. Współpracować z nimi mają Polacy, którzy już dziś przygotowują się do realizacji zadań. O tych zadaniach rozmawiamy z przedstawicielami kilku kluczowych lotniskowych służb.

Wszystko zaczyna się od planu

– Każda załoga musi złożyć plan lotu – opowiada starszy chorąży, szef biura odpraw załóg (jego personalia i innych naszych rozmówców pozostają niejawne). – Są w nim zawarte wszystkie najważniejsze informacje, m.in. lotniska startu, lądowania i zapasowe, trasa przelotu, przewidywany czas startu i lądowania. Plan trafia do systemów zarządzania ruchem lotniczym. Trzeba sprawdzić dostępność przestrzeni powietrznej, uzyskać zgody na przelot, uzgodnić możliwość wykorzystania lotnisk zapasowych – wymienia chorąży. Dziś wojskowe samoloty korzystające z wrocławskiego portu realizują te formalności za pośrednictwem macierzystych jednostek. – Po uruchomieniu APOD-u załoga, która przyleci do Wrocławia, będzie mogła przygotować kolejny lot bezpośrednio tutaj – mówi szef biura odpraw. To jedna z wielu zmian, które dla pasażera pozostałyby niezauważalne, ale w powietrznej logistyce mają ogromne znaczenie. Celem APOD-u jest maksymalne skrócenie czasu pomiędzy lądowaniem a ponownym poderwaniem samolotu, co wymusza eliminowanie każdego zbędnego etapu, także administracyjnego.

Rozładunek sprzętu z amerykańskiego samolotu C-17 Globemaster III na lotnisku w Jasionce koło Rzeszowa

Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, za kilka lat taki scenariusz stanie się we Wrocławiu codziennością. Nad lotniskiem pojawi się transportowiec, otrzyma zgodę na lądowanie, dotknie kołami pasa i rozpocznie kołowanie. W tym momencie skończy się rola cywilnych służb. – Załoga przełączy częstotliwość i przejdzie pod wojskowego koordynatora ruchu lotniczego – wyjaśnia starszy chorąży sztabowy, kierownik sekcji koordynacji ruchu lotniczego. To jedna z nowych komórek tworzonych z myślą o funkcjonowaniu APOD-u. Po co? Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż chodzi jedynie o wskazanie miejsca postoju. W rzeczywistości sprawa jest bardziej skomplikowana. Koordynator musi zsynchronizować pracę wielu służb odpowiedzialnych za przyjęcie samolotu. – Trzeba podstawić cysterny, przygotować sprzęt do uruchamiania silników, zabezpieczyć tankowanie, także od strony przeciwpożarowej, a zimą zadbać o odladzanie samolotów i infrastruktury lotniskowej – wylicza podoficer. W przypadku jednego samolotu procedura nie wydaje się skomplikowana. APOD powstaje jednak po to, by w krótkim czasie przyjąć kilka dużych transportowców.

W lotnictwie istnieje wiele powodów, dla których samolot może nie wystartować – jednym z nich jest pogoda. Dlatego w strukturze tworzonej bazy znajdzie się też biuro meteorologiczne. – Ludzie są już po szkoleniach teoretycznych, teraz zdobywają doświadczenie praktyczne na innych lotniskach wojskowych – relacjonuje szef biura meteo. Przyszli meteorolodzy APOD-u nie będą ograniczać się do obserwowania nieba nad Wrocławiem. – Załoga otrzyma informacje o warunkach pogodowych na całej trasie przelotu, prognozowanych zjawiskach niebezpiecznych, zachmurzeniu czy wiatrach na poszczególnych wysokościach – wyjaśnia wojskowy meteorolog. To na podstawie takich danych piloci podejmują decyzje dotyczące wysokości lotu czy wyboru lotnisk zapasowych.

Wojskowi meteorolodzy korzystają z rozbudowanej sieci źródeł – od krajowych i międzynarodowych depesz meteorologicznych przez dane radarowe i satelitarne po prognozy tworzone przez wyspecjalizowane modele numeryczne. Ale w przyszłości wrocławska służba ma korzystać także z nowych źródeł danych. Niezależnie od inwestycji związanych z APOD-em w okolicach Wrocławia stanie radar meteorologiczny, a port lotniczy zyska systemy wykrywające wyładowania atmosferyczne. – Takie informacje są potrzebne choćby podczas tankowania – tłumaczy szef biura meteo.

Jak rozładować armię

Za podstawowe kompetencje bazy będzie odpowiadał zespół transportu i przeładunków lotniczych. – Naszym zadaniem jest przyjęcie, przygotowanie i załadowanie mienia na statek powietrzny albo jego rozładunek po przylocie – wyjaśnia jego dowódca w stopniu majora. Jego podwładni już dziś mają ręce pełne roboty – lotnisko Wrocław-Strachowice jest jednym z najważniejszych tego typu obiektów wykorzystywanych przez Siły Zbrojne RP. To głównie stamtąd obsługiwane są m.in. zagraniczne kontyngenty. – Każdy ładunek trzeba sprawdzić, sklasyfikować, ocenić pod kątem bezpieczeństwa transportu, a następnie odpowiednio przygotować do przewozu. Dotyczy to zarówno zwykłego wyposażenia wojskowego, jak i materiałów niebezpiecznych – opowiada nasz rozmówca. – Później następuje paletyzacja, końcowa kontrola i dopiero wtedy cargo może trafić na pokład – tłumaczy oficer. Jego podwładni od kilku lat zdobywają doświadczenie również tam, gdzie przebiega najważniejszy w tej chwili wojskowy szlak logistyczny Europy – na lotnisku Rzeszów-Jasionka. To właśnie tam od początku rosyjskiej inwazji trafiają transporty pomocy dla Ukrainy.

– Jesteśmy przygotowani do rozładunku i załadunku praktycznie każdego wojskowego samolotu – zapewnia major. W ciągu czterech lat przez Jasionkę przewinęły się niemal wszystkie najważniejsze typy zachodnich transportowców. Doświadczenia zdobyte przy wsparciu Ukrainy zaprocentują w przyszłości. W przypadku APOD-u szczególne znaczenie będzie miała obsługa amerykańskich C-5 Galaxy, które mają stać się jednymi z głównych użytkowników nowej infrastruktury. Galaxy to największy samolot transportowy lotnictwa USA, zdolny przewozić m.in. czołgi Abrams, śmigłowce czy zestawy Patriot. – Czy jesteśmy gotowi na C-5? Tak. Nie przyjmujemy ich codziennie, ale realizowaliśmy już tego typu operacje – mówi oficer.

Równie istotnym elementem nowej bazy będzie system ochrony. W strukturze Komendy Lotniska już dziś funkcjonują kompanie ochrony, odpowiedzialne za zabezpieczenie wojskowej części portu. Równolegle żołnierze przygotowują się do objęcia nadzorem APOD-u. Szkolenie prowadzone jest we współpracy z Amerykanami. – Otrzymaliśmy konkretne wymagania dotyczące zarówno organizacji ochrony, jak i umiejętności każdego żołnierza oraz całego pododdziału – wyjaśnia dowódca jednej z kompanii.

Żołnierz kompanii musi umieć działać w terenie otwartym, lesistym i zurbanizowanym. Znać procedury walki w budynkach i reagowania na sytuacje określane jako active shooter i active killer. Prowadzić działania patrolowe, kontrolne i interwencyjne. A przecież każda decyzja podejmowana jest w otoczeniu infrastruktury krytycznej. Kilkadziesiąt metrów dalej mogą znajdować się samoloty warte setki milionów dolarów, cysterny z paliwem, magazyny środków bojowych czy tłumy ludzi oczekujących na transport. Wojna w Ukrainie dopisała do listy wyzwań kolejne – zagrożenie ze strony bezzałogowców. Dlatego szkolenie obejmuje też współdziałanie z systemami wykrywania i zwalczania dronów.

– Ale cały ten sprzęt, choć ważny, jest tylko narzędziem – mówi ppłk Bibik. – Podobnie jak płyty, hangary i terminale – wymienia komendant wrocławskiego lotniska. – O powodzeniu całego przedsięwzięcia zadecydują ludzie. To oni będą przyjmować samoloty, analizować pogodę, kierować ruchem na płycie, rozładowywać sprzęt i chronić bazę. Już za dwa lata wojskowy świat zobaczy, iż dobrze się do tego przygotowaliśmy – dodaje.

Marcin Ogdowski
Read Entire Article