Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie odmówiła 7 września rejestracji Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji i Mariana Banasia, byłego prezesa NIK, w przedterminowych wyborach 27 września. Obaj nie wykazali wymaganych 3 tys. ważnych podpisów. Decyzje mogą zostać zaskarżone, więc lista kandydatów nie musi być ostateczna.
Podpisy przesądziły o odmowie
Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie zakończyła weryfikację list poparcia i odmówiła rejestracji dwóch kandydatów. Bartosz Bocheńczak miał reprezentować Konfederację, a Marian Banaś, były prezes Najwyższej Izby Kontroli, startował z własnego komitetu. Powód w obu przypadkach był ten sam: mniej niż 3 tys. podpisów uznanych za ważne.
To rozstrzygnięcie zmienia układ kampanii przed głosowaniem wyznaczonym na niedzielę 27 września 2026 roku. Wcześniej do komisji zgłoszono dwanaście kandydatur, ale samo złożenie dokumentów nie gwarantuje miejsca na karcie wyborczej. Każdy komitet musi udowodnić poparcie co najmniej 3 tys. wyborców uprawnionych do głosowania w Krakowie.
W przypadku Bocheńczaka spór dotyczy znacznej części zebranych podpisów. Polityk mówił lokalnemu portalowi KRKnews, iż jego komitet przekazał komisji 4960 podpisów. Z medialnych ustaleń wynikało później, iż do ustawowego minimum mogło zabraknąć około 50 prawidłowych wpisów. Bocheńczak zapowiadał wykorzystanie dostępnej drogi prawnej, jeżeli komisja odmówi rejestracji.
Komisja podjęła formalne decyzje
Biuletyn Informacji Publicznej Miasta Krakowa opublikował uchwałę nr 6 w sprawie odmowy rejestracji Mariana Banasia. Lokalny portal LoveKraków podał, iż analogiczna decyzja zapadła wobec Bocheńczaka po ponownym sprawdzeniu podpisów. Na tym etapie trzeba oddzielić dwie kwestie: polityczną ocenę kandydatów oraz prawidłowość procedury.
Wymóg zebrania podpisów nie jest ozdobnikiem. Ma pokazać, iż kandydat dysponuje realnym, choć minimalnym zapleczem w mieście. Komitet, który składa kilka tysięcy kart, musi zadbać o ich czytelność, kompletność i zgodność danych z rejestrem wyborców. To elementarna odpowiedzialność organizacyjna.
Jednocześnie komisja powinna przedstawić rozstrzygnięcia tak przejrzyście, aby nie było wątpliwości, dlaczego setki lub tysiące wpisów zostały zakwestionowane. Zwłaszcza gdy różnica dzieląca kandydata od rejestracji jest niewielka. Zaufanie do wyborów buduje równe stosowanie prawa i możliwość skontrolowania decyzji, a nie żądanie, by obywatele uwierzyli instytucji na słowo.
Odwołanie może jeszcze zmienić sytuację
Odmowa komisji nie zamyka sprawy natychmiast. Pełnomocnik komitetu może odwołać się do komisarza wyborczego w ciągu dwóch dni od podania uchwały do publicznej wiadomości. Komisarz ma dwa dni na rozpoznanie odwołania. Dopiero zakończenie tej procedury pokaże, czy nazwiska Bocheńczaka i Banasia definitywnie znikną z karty.
Dla Konfederacji brak Bocheńczaka oznaczałby utratę własnego przedstawiciela w ważnym starciu samorządowym. Dla Banasia byłby to koniec próby wejścia do krakowskiego magistratu po zakończeniu kierowania NIK. Najważniejsza pozostaje jednak sytuacja mieszkańców, którzy mają prawo do szerokiego wyboru, ale także do pewności, iż każdy kandydat spełnił identyczne warunki.
Przedterminowe wybory są następstwem odwołania Aleksandra Miszalskiego w majowym referendum. Kraków potrzebuje dziś władz zdolnych uporządkować finanse i odzyskać zaufanie mieszkańców. Kandydaci, którzy chcą podjąć się tego zadania, muszą najpierw wykazać sprawność na najprostszym odcinku kampanii: poprawnym zebraniu podpisów. jeżeli zaś komisja popełniła błąd, prawo odwoławcze musi zadziałać gwałtownie i uczciwie.
Źródła: BIP Miasta Krakowa, Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie, LoveKraków, KRKnews.














