Agalaura: w ciszy toczy się najważniejsza bitwa
Agalaura: w ciszy toczy się najważniejsza bitwa
data:24 stycznia 2026 Redaktor: Agnieszka
Agalaura
aborcja
życie
demografia
dekalog
nie zabijaj
nie morduj
Jest leniwa niedziela, ulica Grodzka prowadząca na krakowski rynek wypełniona jest wielobarwnym tłumem ludzi. Turyści, spacerowicze, naganiacze, przedsiębiorcy polujący na klienta, rozdawcze ulotek, sprzedawcy, stacze, tancerze, uliczni grajkowie. Dochodzi powoli pierwsza popołudniu i nagle ponad hałas generowany przez tłum przebija się wyrazisty dźwięk dziwnej, niepodobnej do niczego muzyki. Jakaś sekta z gatunku Hari Kriszna w swoich kolorowych strojach, z bębnami i innymi instrumentami, prowadzi kilkuosobowy pochód przez serce królewskiego Krakowa.

Zatykam uszy, w myślach odmawiam egzorcyzm, z ulgą oddycham dopiero, kiedy dziwny, niepokojący śpiew niknie w oddali. Przebijam się przez tłum na płytę rynku, zatrzymuję obok kościółka św. Wojciecha. W oddali czeka już policja, oni pojawiają się chwilę po moim nadejściu. Obrońcy życia z Fundacji Życie i Rodzina rozkładają nagłośnienie, rozwijają flagi, bannery, rozdają fundacyjne kamizelki. Krótkie ustalenia, przydział zadań i zaczynamy kolejny publiczny różaniec o powstrzymanie aborcji w Polsce.
Grupa nie jest duża, ilość zgromadzonych nie zawsze przekracza dziesięć osób, ale modlitwa różańcowa niesie się po rynku donośnie. Ludzie reagują różnie, czasem tylko popatrzą, czasem się uśmiechną z politowaniem, czasem zrobią zdjęcie „dziwakom”, niekiedy nakręcą filmik, być może udostępnią go jeszcze w social mediach z odpowiednim komentarzem. Zdarzają się krzyki, zagłuszanie, ale ujawnia się też ludzki ból, który zamknięty jest w pytaniach o to, czy aborcję po brutalnym gwałcie też potępiamy. Ktoś nieśmiało, stojąc z boku, dołącza się do modlitwy, inni podchodzą bliżej, ktoś stojącemu z brzegu obrońcy życia wciska do ręki zwitek banknotów. Potem jeszcze litania, kilka słów organizatorki o tym, dlaczego tu jesteśmy, i koniec – rozcierając zmarznięte ręce mogę biec na tramwaj. W gardle mnie drapie, stóp nie czuję, ale przyjdę znowu za miesiąc, jeżeli tylko zdrowie i siły pozwolą.
Niepokojące jest dla mnie to, iż często choćby u osób deklarujących się jako wierzące taka modlitwa budzi jakąś dziwną, niezrozumiałą niechęć, a co najmniej chłodną obojętność. Zaproszenia na nią są niewygodne na portalach internetowych, odsuwane na bok w kościelnych gablotkach z ogłoszeniami. Ale wróg wie, co robi: kapitulacja, walkower, zniechęcenie nas do walki przybliża go do wygranej.
Bo to jest walka. Najważniejsza. Walka o naszą publiczną przestrzeń, w której jeżeli nie będą brzmiały dzwony, to będzie krzyczał muezzin, w której jeżeli nie będzie niosło się „Zdrowaś Mario”, poniosą się niepokojące dźwięki wyprodukowane przez Hari Kriszna. W przestrzeni publicznej nie ma miejsca na próżnię, taki stan nie istnieje. I ci od Hari Kriszna o tym wiedzą. A my?
A dlaczego akurat modlitwa o powstrzymanie aborcji jest taka ważna? Bo dotyka samego sedna walki między dobrem a złem, między Bogiem Stwórcą a jego zbuntowanym aniołem, diabłem. Bóg stwarza nowe życie, a diabeł na to życie czyha, chce kąsać rękę Boga, która z miłością kształtuje człowieka w łonie matki. Chce przerwać cudowne dzieło stworzenia, chce zdusić w zarodku cud życia. Co jest bardziej elementarnego, podstawowego niż życie? Dopiero żywy człowiek może oddychać, kochać, kupować, głosować, pracować, tworzyć dzieła sztuki czy kultury, działać społecznie czy politycznie, wreszcie może przyjąć chrzest, a przez nią łaskę odkupienia i zjednoczenia z Bogiem. Wszystkie inne sprawy, wszystkie ludzkie wybory, społeczne i polityczne problemy są wtórne wobec pytania o to, czy dziecko będzie żyło czy umrze. Wszystkie. I wszystkie są tematem zastępczym w debacie społecznej, którą wróg ludzkości próbuje moderować według własnego widzimisię.
Dzisiaj nie popierać aborcji to za mało. Nigdy nie zabić nienarodzonego dziecka to za mało. Nie głosować za aborcją w sejmie, nie podpisać aborcyjnej ustawy to za mało. Oni prowadzą ofensywę, zajmują przestrzeń, przesuwają granice. jeżeli będziemy czekać, aż front dojdzie do nas, żeby wtedy się bronić – będzie za późno.
Po cichu toczy się walka pani Weroniki, która ostrzegła inną kobietę w ciąży przed aborterem, który przywdział lekarski kitel i namawiał ją do zabicia własnego dziecka. Kobieta została skazana, grozi jej areszt, odwołuje się do Trybunału w Strasburgu, a prezydenta Nawrockiego prosi o ułaskawienie. To walka. Czy Trybunał stanie po jej stronie, po stronie wolności słowa, normalności, po stronie ludzkiego życia i prawdy? Nie wiadomo. Czy prezydent Nawrocki skorzysta ze swojego prawa i powstrzyma aborcyjną ofensywę na kontrolowanym przez siebie odcinku? Módlmy się o to i apelujmy, bo prezydentowi Dudzie, który również tą prośbę otrzymał, odwagi zabrakło.
To walka, a przekonanie, iż jest inaczej, jest działaniem wroga. Przełam strach, sięgnij po broń, którą na pewno w domu masz, może kurzy się w szufladzie, a może codziennie nosisz ją w kieszeni. Niech różańce o powstrzymanie aborcji staną się tłumne, niech w publiczną przestrzeń niesie się moc wspólnej modlitwy. Niech pani Weronika nie będzie sama, bo postąpiła słusznie, a jej odwaga i determinacja może być wzorem dla wielu z nas.
Agalaura
PS. Pani Weronice pomaga Fundacja Życie i Rodzina, o szczegółach można przeczytać tutaj: ratujzycie.pl/wniosek-o-ulaskawienie-weroniki-krawczyk-juz-u-prezydenta-karola-nawrockiego
Różańce o powstrzymanie aborcji realizowane są co miesiąc w całej Polsce – plan można znaleźć na stronach facebookowych Fundacji Życie i Rodzina - co niedzielę modlitwa prowadzona jest w różnych miastach:











