Żydowski cud w Krakowie. 162-letni Ahaswerus odzyskał „kamienitzę”

magnapolonia.org 1 hour ago

Kraków znów udowodnił, iż jest miastem wyjątkowym. Smog, korki, gołębie, ceny mieszkań oderwane od rzeczywistości i ludzie żyjący ponad 160 lat. W czasach, gdy medycyna bezskutecznie walczy o wydłużenie średniej długości życia do dziewięćdziesięciu lat, polska administracja najwyraźniej dokonała przełomu. Wystarczy odpowiedni formularz, pieczątka i trochę urzędniczej odwagi.

Żydowski cud w Krakowie. Według medialnych doniesień ktoś złożył w krakowskim urzędzie dokumenty dotyczące Żyda urodzonego 162 lata temu. Celem było odzyskanie przez właściciela dawnej posesji, zabranej mu przez komunistów. Urząd miał wystawić zaświadczenie potwierdzające, iż wskazana osoba żyje. Na tej podstawie doszło do odzyskania kamienicy w centrum Krakowa — nieruchomości wartej dziesiątki milionów złotych.

Trzeba przyznać: system zadziałał perfekcyjnie. Dokument wpłynął, urzędnik go przyjął, ktoś przybił pieczątkę, notariusz sporządził akty, sąd najwyraźniej nie dopatrzył się niczego dziwnego. Ani jedna osoba nie zadała tego banalnego, mało eleganckiego pytania: „Przepraszam, ale czy człowiek urodzony za czasów powstania styczniowego naprawdę jeszcze żyje?”

To właśnie najbardziej fascynuje w całej tej historii. Nie sama żydowska bezczelność i hucpa, ale ich instytucjonalna akceptacja. Tu przecież nie chodzi o jednego urzędnika, który miał gorszy dzień. Taki numer wymaga całego łańcucha ludzi i procedur. Ktoś przygotował dokumenty. Ktoś je sprawdził. Ktoś zatwierdził. Ktoś uznał je za wystarczająco wiarygodne, by uruchomić machinę prawną dotyczącą nieruchomości wartej fortunę. A potem prawdopodobnie wszyscy rozeszli się do domów policzyć wypłaty, z poczuciem dobrze wykonanej pracy.

W Polsce obywatel potrafi miesiącami udowadniać urzędowi, iż żyje, iż mieszka pod własnym adresem albo iż faktycznie nie odrosła mu amputowana kończyna (tak, ZUS wystawia tymczasowe zaświadczenia o niepełnosprawności osobom po amputacjach). Gdy jednak w grę wchodzą Żydzi i „kamienitze” w centrum miasta, nagle administracja odkrywa w sobie ogromne pokłady zaufania do człowieka mającego 162 lata.

Krakowskie afery reprywatyzacyjne ciągną się od końca lat 90. W różnych sprawach pojawiały się zarzuty dotyczące pełnomocnictw, niejasnych roszczeń, zagranicznych dokumentów czy błyskawicznego przejmowania atrakcyjnych nieruchomości. Mechanizm zwykle wygląda podobnie: stworzyć pozór legalności, przepchnąć dokumenty przez instytucje i jak najszybciej doprowadzić do zmiany własności. Tym razem jednak trudno mówić o subtelności. jeżeli medialne informacje są prawdziwe, ktoś najwyraźniej uznał, iż choćby metryka sprzed półtora wieku nie będzie przeszkodą.

Można więc ironicznie zapytać, czy krakowskie urzędy właśnie dokonały największego odkrycia antropologicznego XXI wieku i odnalazły samego Ahaswerusa* — legendarnego Wiecznego Tułacza, który według podań przemierza świat od czasów Chrystusa. Skoro system potrafił oficjalnie uznać za żyjącego człowieka urodzonego jeszcze w epoce carów, to może następnym krokiem będzie wydanie dowodu osobistego templariuszowi albo przyznanie emerytury uczestnikowi bitwy pod Grunwaldem?

NASZ KOMENTARZ: jeżeli system potrafi formalnie „ożywić” człowieka z XIX wieku dla wielomilionowej nieruchomości, to pytanie brzmi nie „jak to możliwe?”, lecz: ile urzędnicy wzięli za to w łapę?

*Ahaswerus, znany też jako „Żyd Wieczny Tułacz”, to postać z chrześcijańskich średniowiecznych legend — człowiek, który miał znieważyć Jezusa w drodze na Golgotę i za karę został skazany na nieśmiertelność oraz wieczną tułaczkę aż do końca świata. Motyw Ahaswerusa przez wieki funkcjonował w literaturze i folklorze europejskim jako symbol wiecznego wygnania, winy i przekleństwa, choć historycznie nie ma żadnych dowodów na istnienie takiej osoby.

Polecamy również: Apel do naszych czytelników

Read Entire Article