Zły Łęg nie taki straszny

polska-zbrojna.pl 6 hours ago

Kołowe transportery opancerzone Rosomak, BWP-y, pojazdy rozpoznawcze i inżynieryjne. Łącznie kilkadziesiąt maszyn należących do 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej przeprawiło się różnymi metodami przez jezioro Zły Łęg. Ćwiczeniom w Drawsku Pomorskim przyglądali się dowódcy pododdziałów.

Zadanie zostało powierzone 2 Brygadzie Zmechanizowanej. Łącznie w skład utworzonego zgrupowania taktycznego weszły pododdziały kilku specjalności oraz kilkadziesiąt pojazdów: od wozów rozpoznania po kołowe transportery opancerzone Rosomak. Wszystkie one zjechały na poligon w Drawsku Pomorskim, w okolice jeziora Zły Łęg. Właśnie tam polska armia i wojska innych państw NATO od lat ćwiczą forsowanie przeszkody wodnej. Warunki ku temu są doskonałe. W miejscu przeznaczonym do przeprawy szerokość zbiornika sięga 300 m, a średnia głębokość wynosi 5 m.

– Na początek wyznaczyliśmy rejon ześrodkowania, w którym żołnierze poczynili ostatnie przygotowania do przeprawy. Musieli na przykład uszczelnić kadłuby Rosomaków – tłumaczy płk Piotr Balon, szef szkolenia w 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Transportery tego typu potrafią sforsować jezioro czy rzekę samodzielnie. Dzięki pędnikom zainstalowanym w tylnej części kadłuba są w stanie płynąć z prędkością 10 km/h. Wcześniej jednak muszą zostać zabezpieczone tak, by woda nie przedostała się do ich wnętrza. Załoga nakłada więc blachy na wlot powietrza i kraty chłodnic. Tuż przed wjazdem do jeziora w pojeździe zamykane są też włazy, otwory strzelnicze i dokręcane śruby spustowe.

REKLAMA

Kolejny krok to test szczelności. We wnętrzu pojazdu zostaje wytworzone wysokie ciśnienie. o ile jego wartość przekroczy sześć barów, można przyjąć, iż pojazd pozostaje szczelny. Ostateczny sprawdzian stanowi jednak tzw. spławikowanie. Rosomak podczepiony linami do wozu ewakuacji technicznej wjeżdża do wody, kierowca włącza pędniki i pojazd zaczyna unosić się w toni. jeżeli i tu wszystko pójdzie zgodnie z planem, wóz jest gotowy do przeprawy.

Po dopełnieniu wszelkich formalności zgromadzone w Drawsku pojazdy przemieściły się do rejonu wyjściowego i tam oczekiwały na komendę dowódcy. Po rozpoznaniu terenu pododdziały ruszyły naprzód. – Nasze siły przeprawiały się w dziesięciu turach, a do tego na różne sposoby – przyznaje płk Balon. Część pojazdów – jak Rosomaki czy transporter rozpoznania inżynieryjnego TRI – pokonały jezioro o własnych siłach. Wozy logistyczne skorzystały albo z pomocy pływających transporterów samobieżnych PTS, albo z mostów przeprawowych. – Jednocześnie w powietrzu stale obecne były drony FPV. Według scenariusza ćwiczeń należały do przeciwnika, który starał się rozpoznać i zakłócić nasze działania. Żołnierze musieli to wszystko uwzględnić – zaznacza szef szkolenia 12 DZ.

Nad bezpieczeństwem przeprawy przez cały czas czuwali saperzy z grupy ewakuacyjno-ratowniczej. W jej skład wchodzili m.in. nurkowie i załogi wozów zabezpieczenia technicznego. Gdyby doszło do awarii któregoś z pojazdów, specjaliści przerzuciliby jego załogę w bezpieczny rejon, a sam wóz wyciągnęliby na brzeg. Na szczęście taka interwencja nie była konieczna.

Przeprawa stanowiła element pokazowych zajęć metodycznych dla dowódców różnych szczebli. – Pokonywanie przeszkody wodnej to jeden z najtrudniejszych manewrów w wojskach lądowych. Pododdziały odsłaniają się wówczas do pewnego stopnia, rośnie więc ryzyko uderzenia ze strony przeciwnika – przyznaje gen. dyw. Michał Rohde, dowódca 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Sytuację dodatkowo komplikują drony – tanie, mobilne i coraz powszechniej używane także przez potencjalnych przeciwników. – Organizując przeprawę, bezwzględnie należy wziąć to pod uwagę. Po pierwsze, niezbędne jest nasycenie własnych pododdziałów systemami zagłuszającymi, po drugie całą operację należy przeprowadzić w jak najkrótszym czasie – zaznacza gen. dyw. Rohde. I to właśnie ćwiczyli żołnierze „dwunastki”. – Zależy nam na ujednoliceniu metod, po jakie sięgają nasi dowódcy. Wypracowaniu pewnego standardu. Bacznie przy tym obserwujemy i analizujemy to, co dzieje się w Ukrainie – podkreśla dowódca szczecińskiej dywizji.

Szkolenie w Drawsku Pomorskim to również jeden z elementów przygotowań do przyszłorocznych manewrów „Dragon”. 12 DZ będzie wówczas głównym ćwiczącym. Jej pododdziały przemieszczą się na dużą odległość, po drodze forsując jedną z polskich rzek.

Łukasz Zalesiński
Read Entire Article