Zbigniew Ziobro znalazł się w centrum afery Zondacrypto po sejmowym wystąpieniu Donalda Tuska z 4 września 2026 roku. Premier przytoczył obciążające go zeznania, a były minister zaprzeczył kontaktom z Przemysławem Kralem. Sprawa może zamknąć polityczny rozdział Ziobry, ale nie daje koalicji automatycznej premii: państwo przez cały czas musi przedstawić dowody i wyjaśnić własne zaniedbania.
Polityczny ciężar 450 tysięcy złotych
Instytut Polski Suwerennej, fundacja związana ze Zbigniewem Ziobrą, otrzymał 450 tys. zł od kancelarii Przemysława Krala, prezesa Zondacrypto. Sam Ziobro potwierdził wpływ pieniędzy. Utrzymuje zarazem, iż nigdy nie spotkał Krala ani z nim nie rozmawiał. Ten fakt nie rozstrzyga odpowiedzialności karnej, ale politycznie jest bardzo ciężki. Człowiek, który przez lata budował pozycję na haśle bezwzględnego ścigania patologii, musi dziś szczegółowo wyjaśniać finansowanie własnego zaplecza.
Były minister nie może liczyć, iż wystarczy wskazać Donalda Tuska i ogłosić polityczną nagonkę. W odpowiedzi na sejmowe wystąpienie premiera zażądał ujawnienia pełnych materiałów. To żądanie jest zasadne. Zarazem nie usuwa podstawowego pytania o pieniądze, procedury przyjęcia darowizny i wiedzę władz fundacji o darczyńcy. Prawica, jeżeli chce mówić o państwie uczciwym i silnym, nie może stosować taryfy ulgowej wobec własnego obozu.
Zeznanie nie jest wyrokiem
Donald Tusk 4 września odczytał w Sejmie fragment zeznań, w których padło twierdzenie o obietnicy załatwienia spraw dotyczących Zondacrypto w zamian za 2 mln zł. To poważne oskarżenie, ale na tym etapie pozostaje oskarżeniem. Ziobro mu zaprzecza. O winie nie rozstrzyga sejmowa mównica, konferencja prasowa ani partyjna większość. Rozstrzyga ją niezależny sąd na podstawie legalnie zebranych dowodów.
Premier użył materiału ze śledztwa w chwili ostrej walki parlamentarnej. Rządzący muszą więc odpowiedzieć, czy ujawnienie wybranych fragmentów nie podporządkowało postępowania bieżącej potrzebie politycznej. Państwo nie może działać jak sztab wyborczy. jeżeli dowody są mocne, prokuratura powinna je zabezpieczyć, postawić zarzuty i doprowadzić sprawę do jawnego procesu. jeżeli są słabe, publiczny spektakl obróci się przeciw instytucjom.
Koniec Ziobry nie naprawi państwa
Teza o politycznym końcu Ziobry ma solidne podstawy. choćby bez prawomocnego rozstrzygnięcia ciąży na nim suma spraw, konfliktów i pytań, które uniemożliwiają powrót do dawnej roli prawego szeryfa. Afera Zondacrypto uderza w najczulszy punkt jego wizerunku. Odbiera wiarygodność moralizatorskim wystąpieniom i obciąża całe środowisko, które firmował nazwiskiem.
Nie znaczy to jednak, iż koalicja Donalda Tuska zbierze polityczny zysk. Skala powiązań Zondacrypto wymaga wyjaśnienia ponad partyjnymi podziałami. Firma nie działała w próżni, a państwowe instytucje odpowiadają za nadzór nad rynkiem finansowym bez względu na to, kto akurat rządzi. Gabinet Tuska sprawuje władzę od końca 2023 roku. Polacy mają prawo pytać, kiedy służby, nadzór finansowy i prokuratura uzyskały wiedzę o ryzyku oraz co z nią zrobiły.
Prawica potrzebuje prawdy, nie odruchu obronnego
Najgorszą odpowiedzią obozu prawicowego byłoby zamknięcie szeregów wokół każdego, kto powoła się na polityczne prześladowanie. Interes narodowy wymaga instytucji odpornych na partyjne naciski oraz jawnych reguł finansowania fundacji, mediów i wydarzeń politycznych. Obrona człowieka za wszelką cenę niszczy wspólnotę szybciej niż uczciwe rozliczenie błędów.
Równie szkodliwe byłoby wykorzystanie afery do zbiorowego napiętnowania całej prawicy. Odpowiedzialność ma nazwiska i konkretne czyny. o ile doszło do przestępstw, winni powinni ponieść karę. o ile część zarzutów jest narzędziem walki politycznej, opinia publiczna musi zobaczyć pełny materiał i mechanizm manipulacji.
Stawką jest zaufanie Polaków
Dla Polaków ta sprawa oznacza coś więcej niż los jednego byłego ministra. Chodzi o bezpieczeństwo oszczędności, skuteczność nadzoru nad rynkiem kryptowalut i pewność, iż wpływowe środowiska nie kupują sobie dostępu do państwa. Każda złotówka oraz każda decyzja urzędnika muszą zostać sprawdzone. Bez wyjątków.
Ziobro może być politycznie skończony, a koalicja przez cały czas może przegrać tę sprawę. Stanie się tak, jeżeli zamiast pełnego wyjaśnienia dostarczy Polakom selektywnych przecieków i partyjnego widowiska. Prawica nie ma obowiązku bronić Ziobry. Rząd ma obowiązek udowodnić swoje twierdzenia i rozliczyć także bezczynność państwa.
Źródła: Wirtualna Polska, stenogram posiedzenia Sejmu, Rzeczpospolita
Źródło: WP Wiadomości













