54-letni brukselski kupiec Driss Atounane zmarł po brutalnym ataku w tramwaju w Evere. Według jego bliskich stanął w obronie kobiety obrażanej na tle rasistowskim i islamofobicznym; informacja o pochodzeniu podejrzanego nie zmienia indywidualnego charakteru odpowiedzialności.
Śmierć człowieka, który zareagował
Driss Atounane, 54-letni kupiec z Brukseli, zmarł w niedzielę wskutek obrażeń odniesionych po czwartkowym ataku w tramwaju w Evere. Jak podał portal Fdesouche, powołując się na Sudinfo, do zdarzenia doszło 23 lipca około godziny 15.20.
Według relacji bliskich Atounane stanął w obronie pasażerki, która miała być obrażana w sposób rasistowski i islamofobiczny. Napastnik skierował wówczas przemoc przeciwko niemu. To opis pochodzący od rodziny i powinien zostać zweryfikowany w postępowaniu.
Podejrzany i domniemanie niewinności
Cztery dni po nagłośnieniu sprawy pojawiła się informacja, iż podejrzany jest migrantem z Rwandy. Jego pochodzenie nie dowodzi motywu i nie może być podstawą odpowiedzialności zbiorowej. Osoba zatrzymana pozostaje podejrzana, a o winie rozstrzyga sąd.
Sprawa pokazuje jednak, jak gwałtownie tragedia bywa używana do budowania politycznej narracji, zanim zostaną ustalone podstawowe fakty. Najpierw należy oddać sprawiedliwość ofierze, zabezpieczyć dowody i wyjaśnić przebieg zdarzenia. Dopiero potem wolno wyciągać szersze wnioski.
Odwaga i obowiązek państwa
Driss Atounane miał zareagować w obronie obcej osoby. Taka obywatelska odwaga zasługuje na pamięć, ale państwo nie może przerzucać ciężaru bezpieczeństwa na przypadkowych pasażerów. Transport publiczny musi być chroniony, a przemoc ścigana bez względu na pochodzenie sprawcy i ofiary.
Dla Polski to lekcja o odpowiedzialności mediów i instytucji. Prawda nie może zmieniać się wraz z polityczną wygodą. Zmarłemu należy się szacunek, rodzinie współczucie, a podejrzanemu uczciwy proces.
Źródło: Fdesouche













