WP i TVN24 ujawniły 24 sierpnia 2026 r., iż Radosław Piesiewicz miał dostać od Przemysława Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tys. euro. Szef PKOl zaprzecza i twierdzi, iż sam za niego zapłacił. Dla PiS problemem jest symbol: państwowy układ, sponsorzy i luksus ponad wiarygodnością.
Zegarek, który uruchomił polityczny rachunek
Według ustaleń Wirtualnej Polski oraz TVN24 prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz miał otrzymać od szefa Zondacrypto Przemysława Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tys. euro. Dziennikarze opisali także wątek domniemanego wstawiennictwa u polityków i urzędów. Piesiewicz zaprzecza wersji o prezencie i twierdzi, iż zegarek kupił z własnych środków, a Kral miał jedynie pomóc mu w transakcji.
To sprawa z domniemaniem niewinności, ale politycznie bardzo poważna. Nie dlatego, iż zegarek sam w sobie rozstrzyga o winie. Dlatego, iż w państwie, które ma być wspólnotą obywateli, luksusowy rekwizyt za około 40 tys. euro natychmiast staje się symbolem dystansu między elitą a normalnym człowiekiem. Zwłaszcza gdy chodzi o szefa instytucji olimpijskiej, wokół której od miesięcy toczy się spór o pieniądze, przejrzystość i odpowiedzialność.
PiS płaci za własne nominacje
Problem dla PiS jest prosty. Piesiewicz nie spadł z nieba. Był kojarzony z obozem władzy z czasów Zjednoczonej Prawicy, a w przestrzeni publicznej przedstawiano go jako człowieka zaplecza dawnego układu politycznego w sporcie. Gdy wybucha skandal wokół takiej postaci, rachunek nie zatrzymuje się na nazwisku prezesa PKOl. Idzie dalej, do mechanizmu awansów, rekomendacji, protekcji i lojalności.
Dziennik Narodowy pisał wcześniej przy okazji rozmów o polskim planie olimpijskim, iż sport państwowy potrzebuje programu, a nie widowiska. Teraz widać jeszcze jedno: potrzebuje także twardej kontroli nad ludźmi, którzy obracają się przy publicznych pieniądzach, sponsorach i symbolach narodowych. Polski olimpizm nie może kojarzyć się z prywatnym salonem wpływów.
PiS ma tu lekcję bolesną, ale konieczną. Partia, która chce mówić o narodzie, uczciwości i państwie, nie może zasłaniać własnych ludzi tylko dlatego, iż pochodzą z jej obozu. Prawica traci wiarygodność nie wtedy, gdy przeciwnik krzyczy najgłośniej. Traci ją wtedy, gdy udaje, iż standardy obowiązują wyłącznie drugą stronę.
Stare skojarzenie wraca
W polskiej polityce pamięć o zegarku Sławomira Nowaka przez cały czas działa jak skrót myślowy. Ponad dekadę temu niewpisany do oświadczenia majątkowego drogi zegarek ministra transportu stał się symbolem pychy liberalnej elity i przyniósł poważne konsekwencje polityczne. Dzisiejsza sprawa Piesiewicza jest inna prawnie i faktycznie, ale polityczna symbolika jest podobna: luksusowy przedmiot, niejasne relacje i pytanie o standardy.
Według Rzeczpospolitej Piesiewicz twierdzi, iż certyfikat zegarka wystawiono na jego nazwisko i iż zapłacił Kralowi gotówką. Z kolei Bankier relacjonuje ustalenia śledztwa WP i TVN24, według których sprawa miała dotyczyć także rzekomego wstawiennictwa w UOKiK. To wymaga wyjaśnienia dokumentami, nie komunikatami emocjonalnymi.
W państwie poważnym odpowiedź brzmi: faktury, przelewy, daty, pełny opis relacji i jasne stanowisko organów. o ile wszystko było legalne, dokumenty powinny tę wersję bronić. o ile nie było, opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto korzystał z dostępu do instytucji i jak wyglądały relacje między sportem, biznesem a polityką.
Prawica potrzebuje czystych standardów
Najgorszą reakcją dla PiS byłoby partyjne odruchowe zwarcie szeregów. To prezent dla przeciwników i sygnał dla własnych wyborców, iż hasła o uczciwym państwie kończą się tam, gdzie zaczyna się znajomy człowiek. Tymczasem prawica, jeżeli chce odbudować siłę, musi czyścić własne zaplecze szybciej niż zrobią to media i prokuratura.
Ten spór wpisuje się w szersze pytanie o rozliczenia po zmianie władzy. O tym, iż PiS nie odpuści rozliczeń po wyborach, pisał DN przy okazji ostrzeżeń prof. Antoniego Dudka. Ale rozliczenia mają sens tylko wtedy, gdy obejmują także własny obóz. Inaczej stają się zemstą, a nie naprawą państwa.
Stawką dla Polaków nie jest gust jednego działacza ani marka zegarka. Stawką jest zaufanie do instytucji, które działają za publiczne pieniądze i reprezentują barwy narodowe. o ile przy sporcie, sponsorach i polityce pojawia się cień handlu wpływami, odpowiedzią nie może być obrażanie się na pytania. Odpowiedzią musi być jawność. Bez niej prawica oddaje moralny teren tym, których sama przez lata słusznie krytykowała za salonową bezkarność.
Źródło: Wirtualna Polska, TVN24, Rzeczpospolita, Bankier.
Źródło: WP Wiadomości












