Zarobił 100 tys. USD na wyborze papieża. Polymarket, czyli hazard w przebraniu giełdy

niepoprawni.pl 1 hour ago

Koniec grudnia 2025 roku. Gannon Ken Van Dyke, żołnierz armii USA związany z operacjami specjalnymi, zakłada konto na Polymarket, jednej z największych platform rynków predykcyjnych. Nie kupuje akcji, nie handluje kontraktami na ropę i nie próbuje złapać kolejnej hossy na kryptowalutach. Stawia pieniądze na konkretne pytanie: czy Nicolás Maduro, przywódca Wenezueli, przestanie rządzić krajem przed końcem stycznia 2026 roku. Łącznie na ten scenariusz przeznacza ponad 33 tys. USD.

Dla polskiego czytelnika ważne jest jedno zastrzeżenie: Polymarket nie jest u nas zwykłą platformą inwestycyjną. Jego domena znajduje się w rejestrze stron oferujących gry hazardowe niezgodnie z ustawą, prowadzonym przez Ministerstwo Finansów.

Według prokuratury Van Dyke nie był jednak zwykłym użytkownikiem, który po przeczytaniu kilku analiz uznał, iż rynek źle wycenia sytuację. Miał dostęp do informacji, których przeciętny gracz na Polymarket nie mógł znać. Brał udział w planowaniu operacji przechwycenia Nicolása Maduro.

Nad ranem 3 stycznia 2026 roku operacja się powiodła. Kontrakty zostały rozliczone na jego korzyść, a prokuratura twierdzi, iż Van Dyke zarobił ponad 400 tys. USD.

W kwietniu 2026 roku postawiono mu zarzuty karne. Obejmowały między innymi wykorzystanie poufnych informacji rządowych do osiągnięcia korzyści majątkowej, oszustwo przy handlu kontraktami na Polymarket oraz transfer środków pochodzących z tych transakcji. Sam Van Dyke nie przyznał się do winy.

Na Polymarket działał realny rynek dotyczący losów Maduro. Widać na nim, jak gwałtownie cena kontraktu potrafi dojść do poziomu bliskiego pewności, kiedy pojawia się informacja rozstrzygająca sprawę.

Sprawa Van Dyke’a nie była odosobniona. Im większe stają się takie platformy predykcyjne, tym częściej będą pojawiać się podobne pytania. Co zrobić z miejscem, w którym przewagę może mieć urzędnik, żołnierz, polityk albo ktoś, kto po prostu znalazł się blisko ważnego wydarzenia?

Mechanizm wygląda pozornie niewinnie. Ktoś stawia pieniądze na konkretny scenariusz i wygrywa, jeżeli ma rację. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pytamy, skąd ta racja się wzięła.

Jak działają rynki predykcyjne?

Wyobraźmy sobie, iż na platformie pojawia się pytanie: „Czy Fed, czyli bank centralny USA, obniży stopy procentowe w czerwcu 2026 roku?”. Obok widnieje cena 0,62 USD.

Kupujesz jeden kontrakt za 62 centy. jeżeli Fed rzeczywiście obniży stopy w czerwcu, dostajesz dolara. Zarabiasz 38 centów. jeżeli stóp nie obniży, tracisz całą stawkę.

Na tym polega podstawowy mechanizm. Każda odpowiedź „tak” albo „nie” ma swoją cenę, zwykle od 1 do 99 centów. Im wyższa cena, tym większe prawdopodobieństwo rynek przypisuje danemu wydarzeniu. Kontrakt za 62 centy oznacza więc w uproszczeniu, iż rynek wycenia szansę na obniżkę stóp na 62 procent. W praktyce wygląda to tak jak poniżej. Każdy wariant ma swoją cenę, a obok widać prawdopodobieństwo przypisane danemu scenariuszowi. W tym przypadku inwestor nie odpowiada po prostu w ankiecie. Kupuje kontrakt i ryzykuje własne pieniądze.

Różnica względem zwykłej ankiety jest zasadnicza. W ankiecie można zaznaczyć dowolną odpowiedź i niczego nie ryzykować. Na takiej platformie za własną opinię płaci się pieniędzmi. jeżeli uważasz, iż prawdopodobieństwo obniżki wynosi 80 procent, a rynek wycenia je na 62 procent, możesz kupić kontrakt i czekać. Przy trafnej ocenie zarobisz, przy błędnej stracisz stawkę.

To właśnie dlatego zwolennicy tego modelu twierdzą, iż ceny kontraktów bywają lepszym wskaźnikiem oczekiwań niż sondaże. Ludzie inaczej wyrażają poglądy, kiedy za pomyłkę płacą własnymi pieniędzmi.

Podobnie działa Kalshi, druga duża platforma z tego segmentu. Dla użytkownika różnica może wydawać się niewielka, bo znów chodzi o kontrakt na wynik wydarzenia, ale od strony prawnej to inna konstrukcja: Kalshi jest regulowaną w USA giełdą kontraktów na wydarzenia, a Polymarket wyrósł z ekosystemu krypto.

Przy takim mechanizmie gwałtownie pojawia się jednak pytanie regulacyjne. Ten sam kontrakt wygląda trochę jak instrument finansowy, a trochę jak zakład bukmacherski. Dla użytkownika to jedno kliknięcie. Dla regulatorów to spór o to, kto ma nadzorować cały rynek.

Dlaczego ten rynek nagle urósł?

Jeszcze kilka lat temu cały segment łatwo było zlekceważyć. Trochę krypto, trochę zakłady, trochę internetowa zabawa dla ludzi, którzy lubią obstawiać wszystko od wyborów po pogodę. W 2026 roku ten opis jest już mocno nieaktualny.

Według TRM Labs, firmy analizującej dane z blockchaina i rynku krypto, miesięczny wolumen transakcji na rynkach predykcyjnych wzrósł z około 1,2 mld USD na początku 2025 roku do ponad 20 mld USD w styczniu 2026 roku. Wzrost dobrze widać na danych Token Terminal. Wykres pokazuje nominalną wartość kontraktów zawieranych na Kalshi (kolor zielony) i Polymarket (kolor niebieski), a nie przychody samych platform. Jeszcze w połowie 2025 roku był to segment o relatywnie niskiej płynności. Od jesieni 2025 roku obrót zaczął jednak gwałtownie rosnąć, a wiosną 2026 roku pojedyncze okresy na wykresie dochodziły już do kilku miliardów dolarów.

Widać też zmianę układu sił. Polymarket długo był najbardziej rozpoznawalną platformą, ale od początku 2026 roku coraz większą część wolumenu generuje Kalshi. To ważne, bo nie mówimy już wyłącznie o krypto-platformie do obstawiania wydarzeń, tylko o segmencie, który zaczyna przechodzić do regulowanego świata finansów.

Ważny sygnał przyszedł z Wall Street. Intercontinental Exchange, właściciel nowojorskiej giełdy NYSE, w październiku 2025 roku zainwestował 1 mld USD w Polymarket, a w marcu 2026 roku dołożył kolejne 600 mln USD. ICE zapowiedział też zakup części udziałów od dotychczasowych inwestorów. W praktyce oznaczało to, iż jedna z najważniejszych instytucji finansowych świata zaczęła patrzeć na Polymarket nie tylko jak na platformę do obstawiania wydarzeń, ale także jak na potencjalne źródło wartościowych danych o ]]>oczekiwaniach inwestorów]]>.

Inną drogą poszedł Robinhood, popularna amerykańska aplikacja maklerska. Spółka nie inwestowała w Polymarket ani Kalshi, ale zaczęła rozwijać kontrakty na wydarzenia we własnej aplikacji. W pierwszym kwartale 2026 roku pokazała 147 mln USD w kategorii innych przychodów transakcyjnych, która według spółki składała się głównie z takich kontraktów. Było to o 320 procent więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie przychody Robinhooda z kryptowalut spadły o 47 procent, więc dla spółki kontrakty na wydarzenia stały się jednym z nowych sposobów na dywersyfikację biznesu.

Tematem zaczynają interesować się również inne duże firmy. Coinbase, jedna z największych giełd kryptowalut, oraz Webull, amerykańska platforma maklerska, testują albo rozwijają własne rozwiązania związane z kontraktami predykcyjnymi. Według doniesień Reutersa, Kalshi po ostatniej rundzie finansowania było wyceniane na 22 mld USD, a Polymarket szukał kapitału przy wycenie około 15 mld USD.

Za tym wzrostem stoi prosty mechanizm. Większa liczba użytkowników oznacza większą płynność, a większa płynność sprawia, iż ceny kontraktów wyglądają bardziej wiarygodnie. Wtedy częściej sięgają po nie media, inwestorzy i analitycy. To z kolei przyciąga kolejnych użytkowników.

Przełomowym momentem były wybory prezydenckie w USA w 2024 roku. Polymarket był wtedy szeroko cytowany obok sondaży, bo jego ceny na bieżąco pokazywały, jak rynek wycenia szanse kandydatów. Gdy zaczęły spływać wyniki, ceny kontraktów szybciej niż tradycyjne media pokazały, iż zwycięstwo Trumpa staje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Nie oznacza to, iż takie wyceny zawsze są trafne. Tamten moment dał im jednak coś, czego wcześniej brakowało. Wiarygodność w oczach szerokiej publiczności.

Kto naprawdę gra na tym rynku?

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo demokratycznie. Każdy widzi to samo pytanie, każdy może kupić kontrakt za kilkadziesiąt centów i każdy może mieć rację.

Tyle iż samo kliknięcie „tak” albo „nie” nie oznacza jeszcze, iż wszyscy grają w tę samą grę. Jeden użytkownik obstawia po pracy, drugi ma zespół, dane, algorytmy i cały dzień na szukanie błędów w cenach.

Dobrym przykładem jest Samuel Wood-Soloff. Skończył Princeton, jedną z najbardziej prestiżowych uczelni w USA, a później razem z czterema kolegami po studiach założył firmę, która zajmuje się wyłącznie handlem na rynkach predykcyjnych. Korzystają z zewnętrznych baz danych i algorytmów. Mają też przewagę, której zwykły użytkownik na ogół nie ma. Mogą poświęcać całe dnie na szukanie błędów w cenach kontraktów.

Wall Street Journal ]]>opisywał zawodowych traderów]]> działających na podobnym poziomie. Jeden z nich mówił, iż wykonuje choćby 60 transakcji na minutę i potrafi modyfikować oferty kilkadziesiąt razy na sekundę. To nie przypomina luźnego obstawiania po pracy. To raczej rynek, na którym szybsi i lepiej przygotowani uczestnicy potrafią systematycznie wykorzystywać błędy pozostałych.

Jednym z większych graczy na Polymarket jest trader działający pod pseudonimem Domer. Wcześniej był zawodowym pokerzystą, a jego historię opisywał 60 Minutes, znany program reporterski stacji CBS. Sam przekonuje, iż nie traktuje tego jako hazard. Dla niego to raczej sposób zarabiania na bardzo dobrze sprawdzonych tezach o rzeczywistości.

Przed wyborem nowego papieża, Domer postawił na Roberta Prevosta, późniejszego Leona XIV. Chodziło o konklawe, czyli zamknięte głosowanie kardynałów, podczas którego wybierany jest papież. Notowania dawały Prevostowi bardzo małe szanse, więc kontrakty kosztowały niewiele. jeżeli Domer miałby rację, potencjalna wypłata byłaby wysoka. Ostatecznie wygrał 100 tys. USD. Przed zakładem analizował wywiady, wypowiedzi kardynałów i układ sił w Kościele. Trafił lepiej niż większość uczestników, bo dokładniej przeanalizował sytuację.

Po drugiej stronie siedzi przeciętny użytkownik. Wall Street Journal opisał historię kucharza z Detroit, który po wypadku samochodowym zaczął szukać dodatkowych dochodów na platformach predykcyjnych. Na początku trafił kilka zakładów na pogodę i wyniki sportowe. Potem postawił wszystko na jeden kontrakt i stracił.

Te historie pasują do szerszego obrazu. Podobne mechanizmy znamy z ]]>klasycznych pułapek psychologicznych inwestora]]>. Według analizy Wall Street Journal około 70 procent użytkowników Polymarket traci pieniądze, a zaledwie 0,1 procent kont generuje 67 procent wszystkich zysków.

Jest jeszcze jeden rodzaj przewagi, znacznie trudniejszy do uregulowania. Nie wynika z lepszej analizy, szybszego algorytmu ani większej ilości czasu. Chodzi o dostęp do informacji, których inni uczestnicy po prostu nie mają. Właśnie dlatego sprawa Van Dyke’a była tak głośna, a Reuters podawał, iż Kalshi od początku 2026 roku oznaczyło ponad 400 transakcji jako podejrzane. Polymarket również raportuje wzrost takich przypadków.

W tym miejscu regulacja robi się trudniejsza niż na zwykłej giełdzie. W przypadku akcji informacja poufna zwykle dotyczy spółki, na przykład wyników, przejęcia, dużego kontraktu albo decyzji zarządu. Przy kontraktach na wydarzenia źródłem przewagi może być znacznie więcej rzeczy. Może to być wiedza urzędnika, polityka, żołnierza albo osoby, która po prostu znalazła się blisko ważnego wydarzenia.

Tu tkwi najważniejszy paradoks. Zbiorowa wycena może dobrze przewidywać przyszłość. Ceny kontraktów bywają trafniejsze niż sondaże czy komentarze ekspertów. Nie znaczy to jednak, iż przeciętny uczestnik na tym zarabia.

Ta trafność nie bierze się z tego, iż każdy gracz dobrze przewiduje przyszłość. Często wynika z tego, iż najlepiej poinformowani i najszybsi korygują błędy pozostałych. I właśnie na tej różnicy zarabiają.

To ta sama asymetria, którą znamy z rynków opcji czy gry w pokera z zawodowcami. Można siedzieć przy tym samym stole, ale warunki gry nie są jednakowe dla wszystkich.

Czytaj dalej: ]]>Independent Trader - inwestowanie w złoto]]>

]]>Fundusze ETF. Co musi wiedzieć każdy inwestor?]]>

Autor: ]]>Piotr Chuszno]]>

Read Entire Article