Powraca temat Róży Luksemburg w Zamościu – i wraz z nim pytanie, gdzie przebiega granica między pamięcią historyczną a promocją ideologii komunistycznej, która dla wielu Polaków pozostaje symbolem zniewolenia. Według doniesień medialnych władze miasta planują konferencję poświęconą „wybitnej działaczce ruchu robotniczego” oraz ponowne odsłonięcie tablicy upamiętniającej ją w miejscu narodzin. Tablica ta została wcześniej usunięta w ramach dekomunizacji przestrzeni publicznej, z nakazu IPN.
Zamość chce uhonorować antypolską komunistkę Różę Luksemburg. Spór nie jest nowy. Już w 2018 roku decyzja o zdjęciu upamiętnienia wywołała ostrą dyskusję – jedni uznali ją za konieczną korektę polityki historycznej, inni za przejaw „barbarzyństwa” i próbę wymazywania skomplikowanej przeszłości. Dziś wracamy do tego samego punktu, choć emocje wydają się jeszcze większe. Zwolennicy inicjatywy uhonorowania Luksemburg podkreślają, iż była ona „postacią światowego formatu”. Krytycy przypominają natomiast, iż była związana z ruchem rewolucyjnym i otwarcie sprzeciwiała się niepodległości Polski.
To właśnie ten ostatni fakt budzi największe kontrowersje. Dla części opinii publicznej upamiętnianie osoby, która odrzucała koncepcję wskrzeszenia państwa polskiego, stoi w sprzeczności z doświadczeniem historycznym kraju, który przez ponad sto lat walczył o odzyskanie własnej państwowości. W artykułach krytycznych wobec inicjatywy przypomina się, iż Luksemburg była współtwórczynią środowisk rewolucyjnych i symbolem ideologii, którą później wykorzystywała propaganda PRL.
Zwolennicy jej upamiętnienia odpowiadają jednak, iż historia „nie jest czarno-biała”. Podkreślają, iż Luksemburg krytykowała Lenina i część bolszewickich metod, a jej dorobek intelektualny wykracza poza stereotypowy obraz komunistki z podręczników epoki PRL. Ten argument trafia do skrajnie lewicowych środowisk akademickich, ale nie zmienia faktu, iż w polskiej pamięci zbiorowej postać ta pozostaje mocno obciążona politycznie, głównie za swoją antypolską robotę w ramach partii Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL).
Największy problem polega jednak na czymś innym: na sposobie prowadzenia debaty historycznej przez samorządy. Odsłanianie nowych tablic czy organizowanie konferencji o wyraźnym ideologicznym profilu łatwo może zostać odebrane jako próba reinterpretacji historii w duchu współczesnych sporów politycznych. Zamiast budować wspólnotę pamięci, takie działania często ją jeszcze bardziej dzielą. W przypadku Zamościa widać to szczególnie wyraźnie – jedni widzą w planowanej uroczystości symbol otwartości na różne nurty historii, inni dowód na ignorowanie doświadczeń związanych z komunizmem.
W mieście o tak bogatym dziedzictwie jak Zamość decyzje dotyczące symboli w przestrzeni publicznej powinny być szczególnie wyważone – tak, by nie sprawiać wrażenia, iż lokalna tożsamość podporządkowywana jest ideologicznym modom z Zachodu, gdzie w ramach UE coraz częściej powraca się do idealizacji ideologii marksizmu i internacjonalizmu.
Dyskusja o Róży Luksemburg pokazuje coś więcej niż tylko spór o jedną tablicę. To pytanie o to, jak Polska ma opowiadać swoją historię – czy poprzez bezrefleksyjne honorowanie dowolnych patronów, czy raczej przez krytyczne spojrzenie na ich dorobek i konsekwencje ich idei. jeżeli planowane upamiętnienie dojdzie do skutku, stanie się kolejnym dowodem na próbę przepisania historii Polski na nowo.
Hańba władzom Zamościa, które biorą w tym udział!
Polecamy również: Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder













