Zamieszki w greckim ośrodku. Ucieczka 35 migrantów i pościg policji

dzienniknarodowy.pl 4 hours ago
Zdjęcie: Zamieszki w greckim ośrodku. Ucieczka 35 migrantów i pościg policji


W nocy z 22 na 23 sierpnia w zamkniętym ośrodku w Sintiki na północy Grecji migranci starli się z policją, przecięli ogrodzenie i 35 osób wydostało się poza teren placówki. AP podała, iż 17 z nich zatrzymano ponownie. To kolejny sygnał, iż presja migracyjna uderza w bezpieczeństwo państw UE.

Co wydarzyło się w Sintiki

W nocy z soboty na niedzielę doszło do poważnych zamieszek w zamkniętym ośrodku dla osób ubiegających się o azyl w Sintiki, kilka kilometrów od granicy Grecji z Bułgarią. Jak podała Associated Press, 35 osób przecięło ogrodzenie i wydostało się poza teren placówki, a 17 z nich zostało później zatrzymanych. Pięć osób trafiło do szpitala.

Grecki nadawca publiczny ERT informował wcześniej, iż zajścia zaczęły się po godzinie 21.00, gdy grupa migrantów miała zniszczyć część wewnętrznego ogrodzenia i obrzucać policjantów kamieniami oraz innymi przedmiotami. Według relacji ERT uszkodzone zostały kontenery mieszkalne, części wspólne, kamery, sprzęt przeciwpożarowy i pojazdy służbowe. Jedna z części obiektu miała zostać zniszczona tak poważnie, iż przebywające tam osoby przeniesiono w inne miejsce.

Na miejscu pojawiły się silne siły policyjne, karetka i straż pożarna. Do akcji skierowano także oddział MAT z Salonik. Greckie media rano podawały 10 zatrzymanych, później AP przekazała nowszy bilans dotyczący 17 ponownie zatrzymanych uciekinierów. To ważna różnica, bo pokazuje, iż przez kilka godzin służby nie miały pełnej kontroli ani nad terenem ośrodka, ani nad liczbą osób, które mogły się oddalić.

Grecka granica i europejski rachunek

Sintiki leży blisko granicy z Bułgarią, czyli na jednym z newralgicznych odcinków migracyjnej mapy Europy. W ośrodku przebywa około 450 osób oczekujących na rozpatrzenie wniosków azylowych. Grecja od lat jest państwem pierwszego wejścia do UE, a kolejne rządy w Atenach zaostrzają politykę migracyjną, bo lokalne społeczności i służby płacą realną cenę za decyzje podejmowane daleko od granic.

Spór o migrację gwałtownie schodzi z poziomu deklaracji o wrażliwości na poziom porządku publicznego, kosztów i zdolności państwa do egzekwowania prawa. Europa zna już podobne scenariusze: napięcie w ośrodku, interwencja policji, ucieczka części osób, potem wielogodzinne poszukiwania. Gdy instytucje udają, iż presja migracyjna jest wyłącznie problemem humanitarnym, prędzej czy później rachunek trafia do zwykłych mieszkańców i funkcjonariuszy.

Dlatego tak ważne jest, by Polska nie przyjmowała bezkrytycznie rozwiązań, które rozmywają odpowiedzialność za ochronę granic. O mechanizmie relokacji i politycznym ciężarze Brukseli pisaliśmy przy okazji tekstu o tym, co pakt migracyjny UE oznacza dla Polski. Grecki przypadek pokazuje, iż papierowe procedury nie zastąpią sprawnego państwa.

Lekcja dla Polski

Polska ma własne doświadczenie presji migracyjnej na granicy z Białorusią. Widzieliśmy, jak gwałtownie migracja może zostać użyta jako narzędzie nacisku, a funkcjonariusze stają się pierwszą linią obrony państwa. Podobny mechanizm opisywaliśmy przy sprawie, w której migranci zaatakowali litewskich pograniczników. Takie zdarzenia układają się w stały test odporności państw europejskich.

Tu chodzi o prostą zasadę: granica ma być granicą, decyzja azylowa ma być decyzją państwa, a ośrodek zamknięty nie może działać jak punkt, z którego wychodzi się po przecięciu ogrodzenia. Humanitaryzm bez kontroli kończy się chaosem. A chaos zawsze uderza w bezpieczeństwo tych, którzy nie mają ochrony prywatnych osiedli i rządowych limuzyn.

Grecja będzie teraz liczyć straty i szukać osób, które mogły oddalić się z placówki. Dla Polski wniosek jest prosty: suwerenna polityka migracyjna nie jest kaprysem prawicy, ale elementarnym obowiązkiem państwa wobec własnych obywateli.

Źródło: Associated Press, ERT, Reporter.gr, WP Wiadomości.

Źródło: WP Wiadomości

Read Entire Article