Zamach na Paradzie Równości w Berlinie. Salis wskazuje „skrajną prawicę”, choć trop wiedzie do islamisty

dzienniknarodowy.pl 4 hours ago
Zdjęcie: Zamach na Paradzie Równości w Berlinie. Salis wskazuje „skrajną prawicę”, choć trop wiedzie do islamisty


W sobotni wieczór napastnik wjechał furgonetką w tłum uczestników Parady Równości w Berlinie, zabijając jedną kobietę i raniąc kilkanaście osób. Niemieckie służby mówią o zamachu na tle islamistycznym, a poszukiwanego sprawcę zastrzelono następnego dnia. Włoska europosłanka Ilaria Salis, komentując tragedię, wskazała jednak przede wszystkim na „skrajną prawicę".

Krwawy wieczór w centrum Berlina

Do ataku doszło w sobotę 25 lipca wieczorem, podczas obchodów Christopher Street Day w berlińskim Tiergarten, nieopodal Bramy Brandenburskiej. Jak podają niemieckie media i policja, kierowca rozpędzonej furgonetki wjechał w tłum, po czym, gdy pojazd uderzył w drzewo, zaatakował ludzi ostrym narzędziem i zbiegł pieszo. W wielotysięcznym zgromadzeniu wybuchła panika, a imprezę odwołano.

Zginęła jedna kobieta. Liczbę rannych źródła podawały różnie: od kilkunastu osób po blisko trzydzieści według późniejszych komunikatów niemieckiego resortu spraw wewnętrznych. Część poszkodowanych trafiła do szpitali w stanie ciężkim. Po całonocnej obławie sprawcę namierzono w dzielnicy Spandau. Jak przekazała berlińska policja, mężczyzna ruszył na funkcjonariuszy z nożem i został zastrzelony.

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt poinformował, iż chodzi o 21-latka urodzonego w Niemczech, o libańskich korzeniach, wiązanego ze środowiskami islamistycznymi. Służby oświadczyły, iż wszystko wskazuje na zamach o podłożu islamistycznym. To ustalenia śledczych; okoliczności i pełne motywy pozostają przedmiotem dochodzenia.

Wpis, który wywołał burzę

Na tak nakreślonym tle szczególnego wydźwięku nabrał wpis Ilarii Salis. Włoska europosłanka klubu Sojuszu Zielonych i Lewicy (Alleanza Verdi e Sinistra) napisała w serwisie X o „najwyższej solidarności z ofiarami potwornego zamachu". Zaznaczyła przy tym, iż „dynamika ataku i odpowiedzialność za niego pozostają jeszcze do ustalenia".

W kolejnym zdaniu skierowała jednak uwagę gdzie indziej. Jak stwierdziła, „fanatyzm religijny i skrajna prawica dzielą tę samą nienawiść i tę samą nietolerancję wobec społeczności LGBTQI+". Całość zwieńczyła deklaracją, iż „antyfaszyzm to dla mnie także obrona prawa każdego, by być sobą". O tym, iż zatrzymany i zastrzelony napastnik był wiązany z islamizmem, w jej wpisie nie padło ani jedno słowo.

Fala oburzenia w sieci

Reakcja czytelników była natychmiastowa. Pod wpisem europosłanki posypały się komentarze zarzucające jej, iż nie potrafi nazwać sprawcy po imieniu, za to bez trudu przywołuje prawicę tam, gdzie, jak pisano, „nie ma ona z tym nic wspólnego". Włoskie media, od dziennika „Il Tempo" po agencję Adnkronos, odnotowały, iż wpis „wywołał dyskusję", a sama Salis została, jak ujął to jeden z portali, „zmasakrowana w sieci".

Dla polityk to kolejny trudny moment w niełatwym tygodniu. Włoska prasa przypominała przy tej okazji, iż sąd w Mediolanie orzekł niedawno na jej niekorzyść w sporze pracowniczym z byłymi współpracownikami. Polityczna wrzawa wokół jednego wpisu gwałtownie przykryła to, co realnie wydarzyło się w Berlinie.

Odruch, który zna cała Europa

Za polityczną awanturą pozostaje jednak zabita kobieta i kilkanaście rodzin, które w jeden wieczór straciły poczucie bezpieczeństwa. I właśnie na tym tle reakcja Salis mówi więcej, niż europosłanka zamierzała powiedzieć. Gdy fakty wskazują w jedną stronę, część europejskiej lewicy sięga odruchowo po znajomą figurę „skrajnej prawicy", choćby jeżeli sprawca nie ma z nią nic wspólnego.

Mechanizm zrównania („ta sama nienawiść") pełni tu konkretną funkcję: rozmywa źródło zagrożenia. jeżeli winne jest abstrakcyjne, bezimienne „oburzenie", a nie konkretna, nazwana ideologia, znika też powód, by o tej ideologii mówić wprost. Tyle iż bezpieczeństwo obywateli nie zależy od tego, która narracja jest wygodniejsza, ale od trzeźwego rozpoznania, kto i dlaczego sięga po przemoc.

Nie chodzi przy tym o odmawianie komukolwiek prawa do żałoby czy solidarności z ofiarami. Chodzi o proporcje. Gdy ofiary ataku należą do mniejszości, której radykalny islamizm wprost odmawia prawa do istnienia, przypisywanie odpowiedzialności „w ogóle" politycznym przeciwnikom z własnego podwórka jest ucieczką od rzeczywistości. Berlińska policja i niemiecki rząd nazwali rzecz po imieniu w ciągu kilkudziesięciu godzin. W jej wpisie takiej nazwy zabrakło.

Dla Polski i całej Europy płynie stąd lekcja bardziej uniwersalna niż jeden komentarz włoskiej polityk. Debata o imigracji i radykalizmie zbyt często toczy się nie o fakty, ale o to, komu wolno je nazwać. A dopóki tak jest, kolejne tragedie będą zderzać się z tym samym odruchem: szukaniem winnych tam, gdzie akurat pasują do tezy.

Źródło: liberoquotidiano

Read Entire Article