Za młodzi, by mieć rację? Młodzież w życiu publicznym

instytutsprawobywatelskich.pl 3 hours ago

O ile ageizm, a więc dyskryminacja ze względu na starszy wiek, jest częstym tematem w debacie publicznej, o tyle tematyka adultyzmu, a więc dyskryminacji ze względu na to, iż ktoś jest młody, wciąż jest kwestią marginalizowaną. Zdanie osób w przedziale wiekowym 15-19 lat jest regularnie podważane i lekceważone przez starszych. Panuje przekonanie, iż nastolatkowie mało wiedzą i nie mogą mieć wartościowej perspektywy.

Wizerunek młodzieży spowity jest uprzedzeniami wskazującymi na to, iż nastolatkowie nie umieją o siebie zadbać, są nadmiernie wrażliwi, a w dodatku nie mają swoich poglądów i przekonań. Coraz częściej w mediach głównego nurtu pojawia się zacięta dyskusja, idąca w kierunku pytania brzmiącego: „A dlaczego młodzi są tacy nijacy?”. W odpowiedzi pojawia się dużo stwierdzeń, w większości szkodliwych i konsolidujących krzywdzące stereotypy. Zaczynają się one zwykle od pospolitych powiedzeń, ale finalnie przebijają się na zewnątrz i tworzą dość ubogi horyzont postrzegania młodzieży, jako grupy pełnej skrajności i radykalizmu, często wynikającego z niewiedzy.

Jako osiemnastolatek obserwuję adultyzm głównie w sposobie, w jaki mówi się o młodych ludziach i do młodych ludzi.

Często widać, iż sprawczość młodych jest bagatelizowana, a ich obecność bywa akceptowana bardziej jako symbol niż realny głos w rozmowie czy procesie decyzyjnym.

Niejednokrotnie znaczenie młodych kończy się na zdjęciu, które dobrze wygląda w mediach lub raportach, ale nie pociąga za sobą faktycznego wpływu. Towarzyszy temu przekonanie, iż młodość automatycznie oznacza brak kompetencji, niezależnie od wiedzy czy zaangażowania

Politycy i naukowcy ambitnie wskazują, iż błąd leży w podstawie programowej. Normą stało się przekonanie polegające na tym, iż system szkolnictwa nie zapewnia wystarczającej przestrzeni do nabycia kompetencji miękkich jak odporność na stres, kreatywność, umiejętność komunikowania, w tym również sklaryfikowania swoich problemów. W związku z tym od długiego czasu mówi się o wprowadzeniu do szkół nowych przedmiotów lekcyjnych lub zmianie programu z naciskiem na zdobywanie nowych umiejętności, bardziej angażujące zajęcia pozaszkolne i masę nieskutecznych koncepcji dotyczących wychowania, co wiąże się ze zwiększeniem nakładu materiału realizowanego w placówkach oświaty. Proponowane schematy w postaci dodatkowych zajęć, które w gruncie rzeczy miałyby zapobiec temu problemowi, okazują się nietrafione. Zwiększona ilość wymagań oraz materiału poprzez wprowadzenie nowej godziny lekcyjnej, która niekoniecznie będzie atrakcyjna, a wręcz przeciwnie będzie wywierała wrażenie wdrożonej na siłę, spotka się z odmiennym rezultatem. Przykładem przedmiotu, który spotyka się z odrzuceniem ze strony uczniów może być edukacja zdrowotna, z której większość jednak się wypisuje.

Pokazuje to więc, iż kolejna nadwyżka programu nie będzie rozwiązaniem na owe bolączki.

W niniejszym artykule chciałbym rzucić nowe spojrzenie na ten problem. Chciałbym zagłębić się w to, z czego adultyzm wynika oraz jak wygląda przeciętna dyskusja o tym, jaka młodzież jest. Chciałbym także krytycznie odnieść się do prób osadzania młodzieży w roli kilka wiedzących buntowników. W końcu „młodzi są, świata nie znają”…

Tygodnik Spraw Obywatelskich

Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.

Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą

Co to adultyzm?

Nijakość to sposób bycia niedostrzeganym, traktowanym jako mniej istotny lub pozbawionym realnego wpływu, niezależnie od kompetencji czy zaangażowania.

Adultyzm natomiast to systemowe uprzedzenie wobec młodszych ludzi, które objawia się marginalizowaniem ich głosu, pomniejszaniem sprawczości i symbolicznym włączaniem do dyskusji bez realnej możliwości wpływu.

To zjawisko rzadko jest dostrzegane, choć jego skutki odczuwa wielu młodych ludzi w codziennym życiu. Objawia się m.in. traktowaniem opinii młodszych jako mniej istotnych oraz postrzeganiem ich sprawczości jako pozornej. Język i utarte frazy, takie jak „dzieci i ryby głosu nie mają”, utrwalają hierarchię wieku i normalizują wykluczenie. Młodość bywa automatycznie utożsamiana z brakiem kompetencji, niezależnie od wiedzy czy zaangażowania. Symptomy adultyzmu widać w szkołach, miejscach pracy i przestrzeni publicznej, gdzie głos młodych bywa ignorowany. Dane pokazują, iż zjawisko to nie jest incydentalne, ale dotyczy znaczącej części społeczeństwa. Więc czy o tym problemie się rozmawia?

Budowanie wizerunku na młodych

Często z ust polityków i ludzi władzy słyszę, iż młodzież jest „nijaka”, czyli bez zdania, bez opinii, bez charakteru, polegająca na kimś innym, nie umiejąca wyrazić siebie, przez co popada w tzw. radykalność. Z jednej strony, młodzi mają nie umieć odnaleźć się wśród norm, zakomunikować problemu, wykazać się wspomnianymi kompetencjami miękkimi, a z drugiej strony, gdy podejmą się działań, łatwo spotykają się z negatywnymi komentarzami związanymi z brakiem znajomości danego tematu.

Przyczyny problemu szukałbym w „okładkowości” współpracy z działaczami w tym wieku, która jest wyrazem czystego populizmu. Każdy polityk, samorządowiec etc. może pokazywać, jak bardzo współpracuje z młodzieżą, jak ją wspiera.

Jednak te – często udane – zabiegi wizerunkowe na słowach i zdjęciu się kończą.

Obecnie w polskim prawie nie ma żadnego mechanizmu, który skutecznie wdraża w życie i umożliwia uzyskanie wpływu na podejmowane decyzje przez grupę, która nie ukończyła 18. roku życia.

Przestrzenią pozornej sprawczości najmłodszych są młodzieżowe rady miast i gmin. W statutach te struktury zawsze są określone jako organy doradcze. Oznacza to, iż młodzież może skonsolidować się w określonej sprawie i wydać stosowny dokument, ale nie będzie on miał charakteru wiążącego. Bynajmniej opinia ta choćby nie musi być rozpatrywana. Efekty prac owych rad są z reguły bagatelizowane przez pełnoprawne rady miejskie i polityków. Można je odebrać jako głos młodych, ale niemający wpływu na rzeczywistość. Warto byłoby rozważyć wprowadzenie oficjalnych czytań propozycji rozwiązań legislacyjnych takich struktur oraz obowiązkowe głosowania nad nimi w organach położonych wyżej. Może gdyby, przykładowo, samorządowcy mieli obowiązek (często niemiły) odniesienia się w sposób negatywny lub pozytywny do poglądów wskazywanych przez młodzieżowe rady, to efektywność i sprawczość tych struktur byłaby większa. Trudno się zatem dziwić, iż stwierdzenie o nijakości występuje, ale czy to finalnie wina młodych czy sytemu, który ich głos trywializuje? Młodzież musi przestać być marginalizowana, a może to osiągnąć zarówno samodzielnie, jak i z pomocą, poprzez protesty i często radykalne działania, które bywają niewygodne dla władz i zmuszają je do odniesienia się do wyrażonego publicznie sprzeciwu.

Kluczowym zatem będzie stworzenie nowego dyskursu, w którym „młodzi” będą mieli szansę się wypowiedzieć, a ich zdanie, choć często mocno progresywne i skrajne, będzie mogło wnieść nowe perspektywy i realnie przyczynić się do zmian społecznych. Fundamentalne zatem w dokonaniu przełomu w debacie publicznej będzie przełamanie barier skonstruowanych przez uprzedzenia oraz uwydatnienie tego, iż „młody” głos jest zakłócony przez stereotypy, które zakorzeniły się w społeczeństwie i zburzyły szacunek.

Badania prowadzone na poziomie Unii Europejskiej konsekwentnie pokazują, iż znaczna część młodych ludzi nie czuje się wysłuchiwana przez decydentów. W raporcie EU Youth Dialogue 8. cyklu z lat 2020–2021 młodzi Europejczycy pytani o to, na ile ich głos jest słyszany w sprawach dotyczących przyszłości Europy, w zdecydowanej większości wskazywali brak realnego wpływu, ponieważ ponad 60 procent respondentów oceniło, iż ich opinie są słabo lub w ogóle niesłyszane. Jest to jedno z najbardziej wyrazistych potwierdzeń, iż zjawisko adultyzmu jest dostrzegane przez samą młodzież jako realny problem.

Wyniki Flash Eurobarometer Youth and Democracy z roku 2024 również pokazują, iż młodzi w Unii Europejskiej oczekują większego wpływu na procesy decyzyjne. Co trzecia ankietowana osoba wskazała, iż priorytetem powinno być to, aby decydenci bardziej słuchali młodych ludzi. Sygnalizuje to, iż poczucie marginalizacji głosu młodzieży nie jest zjawiskiem jednostkowym, ale szeroko obecnym doświadczeniem. Zestawienie danych z kilku niezależnych badań unijnych jasno pokazuje, iż młodzi ludzie realnie odczuwają brak sprawczości, a ich głos bywa pomijany, co potwierdza, iż adultyzm stanowi rzeczywiste i poważne wyzwanie społeczne.

Ciekawym jest, iż to samo badanie zauważa, iż procent „młodych” osób, które czują się dyskryminowane ze względu na wiek, jest wyższy w krajach Europy Wschodniej. Raport przedstawia oficjalne stanowisko, które podkreśla istnienie dyskryminacji zarówno w dostępie do pracy, jak i w obszarze bycia wysłuchanym oraz branym pod uwagę.

Gdzie jeszcze widać adultyzm?

Adultyzm nie pojawia się wyłącznie w formalnych sytuacjach i kwestiach urzędowych, ale tyczy się również nastawienia „starszych” do „młodych”.

Osoby starsze często podchodzą w sposób infantylizujący do kwestii poruszanych wspólnie z młodszymi.

Dużą rolę odgrywa tu język, ponieważ utarte frazy i powiedzenia utrwalają hierarchię wieku jako coś naturalnego i niepodważalnego. Sformułowania takie jak „dzieci i ryby głosu nie mają” wciąż funkcjonują w obiegu, normalizując wykluczenie młodszych z dyskusji. Bagatelizowanie oznacza w tym kontekście sprowadzanie głosu młodych do czegoś chwilowego, mało istotnego albo z definicji niedojrzałego, choćby gdy dotyczy spraw, które bezpośrednio ich dotyczą. Przejawia się to w traktowaniu ich opinii jako czegoś „na przyszłość”, a nie jako realnego głosu tu i teraz, często w protekcjonalnym tonie lub formie pobłażliwych komentarzy.

Nie chodzi jedynie o sam sposób komunikacji, ale przede wszystkim o to, iż prośby, sugestie i opinie młodych są regularnie pomijane lub ignorowane. W polskiej frazeologii na stałe utrwaliło się powiedzenie: „Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”. Nie trzeba wielkiej uważności, by spostrzec, iż takie powiedzenia są krzywdzące. Natomiast dosyć silnym skupieniem trzeba się wykazać, by zauważyć, iż na trwałe odbijają się one na psychice młodego człowieka. Wpaja to nie tylko przekonanie o tym, iż jego zdanie się nie liczy, jest błędne, ile blokuje w przyszłych nastolatkach i młodych dorosłych poczucie własnej wartości i umiejętność mówienia w swoim imieniu.

Taka postawa podważa również wartość przyszłej debaty publicznej.

Granica między młodością a dorosłością jest bowiem płynna, a empirycznie trudno jest jednoznacznie określić moment, w którym ktoś staje się dorosły i jego głos powinien być traktowany poważnie, a kiedy przez cały czas bywa marginalizowany.

Przykłady młodzieżowych strajków

W praktyce młodzi często muszą walczyć o realną możliwość wpływu i bycie traktowanymi poważnie.

Taką walkę widać w globalnych inicjatywach, jak ruch Fridays for Future, zapoczątkowany przez Gretę Thunberg, gdzie młodzież na całym świecie organizuje strajki klimatyczne i skutecznie wpływa na debatę publiczną. Podobnie w Stanach Zjednoczonych uczniowie zainicjowali March for Our Lives po strzelaninie w Parkland w 2018 roku, mobilizując setki tysięcy osób i zwracając uwagę mediów oraz polityków na konieczność zaostrzenia przepisów dotyczących broni.

Takie przykłady pokazują, iż młodzi potrafią przełamywać ograniczenia narzucone przez adultyzm i przekształcać swoją inicjatywę w realny wpływ społeczny.

Bynajmniej ocena takich akcji niejednokrotnie bywa krytyczna, a ruchy te uznawane są często za zbyt radykalne, a obraz sprawczych młodych osób określany jako niedojrzały.

Efekty braku wysłuchania

Bagatelizacja opinii i poglądów osób młodych prowadzi do kolejnych skrajności i braku zrozumienia. Niewysłuchane zdanie, bycie wyśmianym często prowadzi do podjęcia radykalnych prób zwrócenia na siebie uwagi.

U małego dziecka nieporozumienia, frustracja czy niezadowolenie wyrażają się przede wszystkim poprzez płacz, krzyk lub histerię. Jest to w pełni naturalna forma komunikacji emocji, ponieważ dziecko nie dysponuje jeszcze narzędziami ani doświadczeniem, by skutecznie negocjować lub wpływać na otoczenie. W przypadku nastolatków sytuacja wygląda inaczej. Ich emocje, choć przez cały czas intensywne, mogą przybierać formę świadomych, zorganizowanych działań o charakterze społecznym. Strajk młodzieży jest doskonałym przykładem takiego zrywu, ponieważ to nie tylko wyraz frustracji, ale również próba oddziaływania na rzeczywistość, w której dorastający młodzi ludzie czują się ignorowani lub marginalizowani. Podczas takiego protestu emocje zostają przekształcone w konkretne działanie, młodzież formułuje postulaty, organizuje manifestacje, prowadzi kampanie informacyjne i próbuje wpłynąć na opinię publiczną oraz decydentów.

W ten sposób płacz dzieci staje się aktywnym głosem młodzieży.

Wyraża nie tylko osobiste emocje, ale także aspiracje, wartości i pragnienie sprawczości w sferze społecznej i politycznej. Strajki młodzieży są więc przejawem dojrzałej formy protestu, w której indywidualne niezadowolenie zostaje przekształcone w zbiorowy, konstruktywny wysiłek zmiany rzeczywistości.

Według danych CBOS za rok 2024 niemal połowa nastolatków ma poglądy lewicowo-progresywne. Właśnie z tym w tej chwili kojarzona jest młodzież. Nie mam zamiaru dywagować na temat słuszności, ale zwrócić wzrok na to, iż te często mocno skrajne opinie bywały krytykowane przez starsze pokolenia. Przykładem może być komentarz Donalda Trumpa, obecnego prezydenta USA, z grudnia 2019 r., po tym jak Greta Thunberg została ogłoszona Osobą Roku przez „Time”, Donald Trump napisał na Twitterze:

„So ridiculous. Greta must work on her Anger Management problem, then go to a good old‑fashioned movie with a friend! Chill Greta, Chill!” (tłumaczenie własne: Absurdalne. Greta musi popracować nad panowaniem nad gniewem i swoimi problemami, a następni pójść na jakiś kultowy film z jakimś przyjacielem. Wyluzuj Greta! Wyluzuj!).

Rola języka w dyskryminacji

Wyjaśnienia typu: „Teraz jest taka moda”, „przejdzie im”, „młodzi są, świata nie znają” tworzą kolejne uprzedzenia i stereotypy, przez co wcześniej wymienione problemy zataczają koło.

Sfrustrowani, zdenerwowani ludzie znowu dostają łatkę, tym razem łatkę głupków, która krzywdzi nie tylko tych zaangażowanych, ale też tych, którzy teraz są cicho i boją się zwrócić uwagę na swoje problemy z obawy, iż usłyszą, iż są intelektualnymi miernotami. To tzw. młodzież nijaka, bez werwy, bez opinii, bez zdania.

Język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale także kształtuje nasze przekonania, które często uznajemy za oczywiste.

Powtarzane słowa oraz schematy myślowe mogą utrwalać obraz młodych ludzi jako mniej kompetentnych, impulsywnych lub nieodpowiedzialnych, zanim otrzymają szansę na wyrażenie swojego zdania. Z biegiem czasu takie uproszczenia językowe przeradzają się we wzorce postaw, które wpływają na decyzje i sposób traktowania młodszych osób w instytucjach publicznych oraz w debacie społecznej. W rezultacie język staje się narzędziem marginalizacji, sprawiając, iż dyskryminacja młodych wydaje się naturalna i uzasadniona.

Słowa nie tylko przekazują uprzedzenia, ale również je wzmacniają.

Utrwalone narracje prowadzą do praktyk takich jak pomijanie młodych w konsultacjach, symboliczne ich włączanie do działań czy podważanie ich kompetencji.

W efekcie mamy do czynienia z mechanizmem społecznym, w którym dyskryminacja staje się czymś więcej niż tylko kwestią postawy. Dlatego warto zastanowić się nad rolą języka, aby rozpocząć proces zmian i umożliwić młodym pełnoprawny udział w życiu społecznym. Potrzebne są konkretne rozwiązania.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Co zrobić?

Problemem młodzieży nie jest to, iż młodzi są często skrajni czy zwyczajnie w świecie milczący. To problem sposobu, w jaki się ich postrzega i prezentuje. Nie da się tego naprawić poprzez odgórnie narzucony system, który nagle wymaga od młodych zachowań wcześniej zakazywanych i surowo karanych w domu oraz w szkole. Wyjście z adultyzmu, oddziałującego na wiele sfer życia, w tym także na zdrowie psychiczne, wymaga długofalowej pracy u podstaw i zmiany codziennych praktyk.

Do momentu, aż nie zaczniemy rozmawiać i tworzyć dialogu międzypokoleniowego, nie dojdziemy do żadnego konsensusu.

Jeżeli nie chcemy, by polaryzacja się nasilała, a mentalna kondycja i sprawczość młodzieży nie cierpiała, to nie mamy innego wyjścia. „Młodych” nie da się skwitować Mickiewiczowskim stwierdzeniem, iż młodość rządzi się swoimi prawami, bez uniknięcia kontry w postaci „starość rządzi się swoimi prawami, uprzedzeniami i zarozumiałością”. Jako Polacy musimy zacząć rozmawiać, bo razem tworzymy demokratyczne społeczeństwo, a jego podstawą jest debata i dialog, który powinien mieć miejsce bez względu na to, z jakim środowiskiem miałby być prowadzony. Nikt nie jest za młody, by mieć rację, tak samo jak nikt stary nie jest za stary, by mieć tej racji więcej.

Read Entire Article