
Mirosław Dzielski był liberałem, od którego Janusz Korwin-Mikke zerżnął koncepcję, by namawiać Jaruzelskiego na wprowadzenie w Polsce liberalizmu gospodarczego w ramach stanu wojennego. Chodziło mu o naśladowanie Pinocheta. Dziś Chiny jakoby realizują tę koncepcją, którą i Kisiel powtarzał: "wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm". W tym jest wiele błędów na kilku poziomach.
Było doskonale wiadomo, iż żaden komuch zblatowany z sowietami nie pójdzie drogą Pinocheta, więc Korwin był skazany na niepowodzenie z takimi pomysłami, którymi tylko sobie zaszkodził wizerunkowo.
A Chiny wcale nie realizują myśli Dzielskiego. Dzielski wierzył, iż kapitalizm wprowadzony autorytarnie musi się przekształcić w demokrację, a rozwój Chin pokazuje, iż autorytaryzm można długo łączyć z pewnym rodzajem częściowo wolnego rynku. Chiny wcale nie są tak wolnorynkowe, by mogły być w tym samodzielne, co już Mises przewidział.
Tych koncepcji jak dojść do wolnorynkowego kapitalizmu od stu lat jest wiele i wiele w praktyce przećwiczono — głównie nieskutecznie. Socjalizm zawsze powraca. Jest też odwieczny spór libertarian (od lat 70-tych), czy stosować metody polityczne, czy pracę u podstaw. Jednak wszystkie je obala Javier Milei, który jak na razie realizuje to najlepiej i trzeba mu bardzo kibicować, by się to udało, bo w ten sposób przetrze szlaki wszystkim, w tym nam w Polsce.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>











