Wyścig snajperów

polska-zbrojna.pl 4 hours ago

Strzelanie do celów naziemnych i powietrznych, również takich, których ze stanowiska snajperskiego… nie widać – z takimi wyzwaniami mierzyli się strzelcy wyborowi podczas międzynarodowych zawodów wojskowych w Danii. W rywalizacji wzięli też udział żołnierze 1 Lęborskiego Batalionu Zmechanizowanego.

Danish International Sniper Competition to jedne z najbardziej wymagających zawodów strzeleckich w Europie. Imprezę od prawie 20 lat organizuje duńska armia, a od trzynastu do rywalizacji zapraszani są strzelcy wyborowi z innych państw. W tegorocznej edycji w szranki stanęły 32 zespoły z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, Holandii, Litwy czy Irlandii. Do Danii pojechali także żołnierze 1 Lęborskiego Batalionu Zmechanizowanego.

REKLAMA

Drużyny rywalizowały w parach. Każda składała się ze strzelca i obserwatora, który naprowadzał swojego partnera na cel i weryfikował skuteczność ognia. Role się jednak zmieniały – podczas niektórych konkurencji spotterzy również chwytali za broń. – Zawody składały się z sześciu konkurencji rozłożonych na dwa dni, a także biegu snajperskiego – tłumaczy „Walder”, strzelec wyborowy z lęborskiego batalionu (ze względu na specyfikę służby nie ujawniamy jego nazwiska i stopnia). – Dużo maszerowaliśmy, biegaliśmy, działaliśmy pod nieustanną presją czasu i przeciwnika. Dynamika zawodów była spora – dodaje.

Pierwsza konkurencja polegała na odszukaniu i rażeniu celów o wysokiej wartości. – Na początek organizatorzy pokazali nam nagranie z drona. Zobaczyliśmy przemieszczającą się na przedpolu piechotę. Analiza obrazu pozwoliła nam zorientować się, gdzie mniej więcej mogą znajdować się nasze cele. Dokładnych koordynat jednak nie otrzymaliśmy – wspomina żołnierz. Strzelcy i spotterzy musieli samodzielnie namierzyć fantomy ukryte w zaroślach i wysokich trawach, a następnie otworzyć do nich ogień. – Cele znajdowały się w odległości 600–700 m od naszego stanowiska. Co więcej, po pierwszych strzałach, 300–400 m od nas zaczęły się podnosić tarcze z gongami, o których wcześniej nie wiedzieliśmy – relacjonuje „Walder”.

Kolejna konkurencja polegała na zwalczaniu celów niewidocznych dla strzelca. – Tarcze zostały ustawione w odległości 1100 m. Mniej więcej w połowie tego dystansu stał jednak mur – tłumaczy żołnierz. Snajper był więc zdany na obraz z kamery drona. Operator bezzałogowca wspólnie ze spotterem prowadzili obserwację, wypracowując dane o położeniu celu. Sam strzelec z kolei musiał w taki sposób ustawić karabin, by wystrzelony z niego pocisk przeleciał nad przeszkodą i we właściwym miejscu opadł. – Z tego rodzaju zadaniem mierzyłem się po raz pierwszy. To było naprawdę cenne doświadczenie, zwłaszcza w kontekście współpracy z bezzałogowcami, które na współczesnym polu walki są już przecież powszechne – podkreśla żołnierz.

Tymczasem podczas zawodów operatorzy dronów nie tylko wspierali uczestników, ale także starali się pokrzyżować im szyki. Tak było chociażby w czasie konkurencji, która polegała na przemarszu do wskazanego regionu, założeniu stanowiska snajperskiego i likwidacji szeregu wskazanych wcześniej celów. – W czasie realizacji tego zadania byliśmy nieustannie śledzeni z ziemi i powietrza. Wokół krążyli też tak zwani walkerzy. Ich zadaniem było namierzenie pozycji strzelca czy spottera. jeżeli udało im się to raz, sędziowie odejmowali drużynie punkty. jeżeli doszło do tego po raz drugi, zespół kończył tę konkurencję z zerowym dorobkiem – wyjaśnia „Walder”. – Na szczęście my przeszliśmy przez tę konkurencję bez strat – dodaje.

Zawody kończył 11-kilometrowy bieg snajpera. Zespoły musiały pokonać trasę w jak najkrótszym czasie, a po drodze zmierzyć się z kolejnymi zadaniami. Podczas jednej z konkurencji żołnierze wbiegali w kanał, by kolejnych 300 m pokonać z nisko pochyloną głową. Na koniec strzelec musiał trafić do ukrytej wśród drzew czarnej tarczy. A kiedy tak się stało, specjalne urządzenie wyrzucało w powietrze wirujący dysk, który imitował drona. Jego także należało strącić.

Ostatecznie tegoroczną edycję imprezy wygrał jeden z zespołów snajperskich z Danii. Gospodarze okazali się również najlepsi w biegu snajpera. Ale to nie poszczególne lokaty były najważniejsze. – Podczas tych trzech dni zebraliśmy mnóstwo doświadczeń i wskazówek, które mogą przydać się w codziennym szkoleniu – zapewnia „Walder” i dodaje: – Dla mnie były to drugie międzynarodowe zawody. W ubiegłym roku brałem udział w rywalizacji na Litwie. Ale duńska impreza okazała się zdecydowanie bardziej wymagająca. Mam nadzieję, iż będziemy mieli okazję wrócić na nią w przyszłym roku.

Podczas zawodów strzelcy z Polski korzystali z karabinów wyborowych fińskiej firmy Sako.

Łukasz Zalesiński
Read Entire Article