Wszyscy artyści to prostytutki – polemika z Cezarym Biernackim

myslpolska.info 12 hours ago

Ależ miękkie zrobiły nam się czasy. Już kilkadziesiąt lat temu – trudno uwierzyć, jak ten czas leci – Kazik Staszewski nagrał słynny utwór „Artyści”, z którego mogliśmy dowiedzieć się, pisząc wprost i bez ogródek, iż „wszyscy artyści to prostytutki”. Przekaz był ostry, choć trafny. Środowisko artystyczne trochę powarczało, trochę pomruczało, po czym wszyscy elegancko uznali, iż to tylko metafora i w gruncie rzeczy, skoro piosenka dotyczy wszystkich, to tak jakby nie dotyczyła nikogo.
Minęły trzy dekady. Jeden z polityków prawicowej, choć bynajmniej nie skrajnie prawicowej, Konfederacji wypowiedział opinię dalece bardziej oględną. Wywołała ona jednak niebywałe wręcz wzburzenie w tak zwanym środowisku artystycznym. Zanim pochylimy się z należytą uwagą nad tym zjawiskiem, przeczytajmy dokładnie, co tak naprawdę powiedział Sławomir Mentzen.

„Słuchajcie, artyści. Wielu z was wypowiada się publicznie, z nieukrywanym poczuciem wyższości, w sprawach, o których nie macie zielonego pojęcia. Do tego z pogardą traktujecie ciężko pracujących i finansujących was ludzi, którzy muszą na was płacić, choćby gdy zarabiają mniej od was. Nie macie do tego żadnych podstaw. jeżeli jesteś aktorem, to znaczy, iż umiesz ładnie czytać napisany przez kogoś tekst, potrafisz udawać kogoś, kim nie jesteś i pajacować na scenie tak, żeby publiczności się podobało. Nie jesteś w niczym lepszy od magazynierów, sprzedawców, kelnerów i rolników. Wiedzę o prawdziwym świecie masz choćby zwykle mniejszą niż oni. Ładnie czytasz z kartki i tyle” .

Dalej lider Konfederacji stwierdził: „Jeśli chcecie naszych pieniędzy, to twórzcie sztukę, za którą sami będziemy chcieli płacić. Malujcie ładne obrazy, nagrywajcie dobre piosenki, twórzcie dobre filmy i spektakle. Róbcie dobrze to, na czym się znacie. I nie dziwcie się, iż ciężko pracujący ludzie, których traktujecie z wyższością, nie chcą dać się wam obrabować, żebyście mogli dalej obrażać ich za ich własne pieniądze”.

Rytualnym lamentom nie było końca. Mentzen okazał się nagle zły, niedouczony (choć posiada doktorat z ekonomii), a choćby faszystowski. Zarzucano mu obrażanie ludzi, dzielenie społeczeństwa i pogardę. Tymczasem wystarczy poczytać komentarze niektórych przedstawicieli środowiska artystycznego, aby przekonać się, iż część z nich doskonale wpisuje się w stereotyp opisany przez Mentzena.

Przykładowo Jakub Żulczyk, uważający się prawdopodobnie za artystę wybitnego, odpowiedział w sposób adekwatny dla człowieka najwyższej kultury: „To ty pier*****z o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia. To ty patrzysz na nas z pogardą. Zamknij mordę i do roboty.”

Cóż za kultura. Cóż za finezja. Cóż za wysublimowany styl. Sam Cyceron prawdopodobnie spłonąłby z zazdrości, konfrontując swe dziecinne sztuczki erystyczne z tak wycyzelowaną retoryką. Na szczęście Rzymianin od dawna spoczywa już pod warstwami historii i ludzkiej niepamięci.

Żulczyków jest jednak więcej, wręcz cała masa. Joanna Szczepkowska oburzała się na Mentzena słowami: „Artystą-złodziejem to ty jesteś, cwaniaczku, który zarabiasz na polityce, naciągając wyborców na takie populistyczne kawałki”. Z kolei Maciej Maleńczuk, z iście rewolucyjnym zapałem, postulował poszczucie Mentzena -em.

Tymczasem gdybyśmy w rzekomo oburzającym wpisie Mentzena zamiast o artystach czytali o stolarzach, nikt nie dostrzegłby niczego kontrowersyjnego. Jest oczywistym, ze jeżeli stolarz chce zarobić, musi tworzyć meble, za które ktoś będzie chciał zapłacić. W przeciwnym razie pozostanie z magazynem pełnym towaru wartościowego… wyłącznie w jego własnej imaginacji. Gdyby w takiej sytuacji stolarz domagał się rekompensaty lub dofinansowania od społeczeństwa, uznalibyśmy jego żądania za osobliwe, a może wręcz kuriozalne. Tymczasem podobne oczekiwania części środowiska artystycznego traktowane są całkowicie poważnie.

Praca artysty jest właśnie pracą. Jako taka powinna przynosić nie tylko satysfakcję twórczą, ale również finansową. jeżeli tak się nie dzieje, warto zadać sobie pytanie, czy wybrana ścieżka zawodowa jest adekwatna. Wielu z nas (w tym ja) stawało kiedyś przed wyborem między realizacją albo pasji, albo profesji zapewniającej stabilne dochody. To trudna decyzja, ale jej konsekwencje każdy z nas ponosi sam. Artyści nie stanowią tu wyjątku.

Wszystko to, po odarciu z emocjonalnej histerii i pseudointelektualnego bełkotu, wydaje się logiczne i oczywiste. Mógłbym więc przejść nad tą aferą do porządku dziennego. Do pochylenia się nad nią skłonił mnie tekst pana Cezarego Biernackiego, który został opublikowany w internetowym wydaniu „Myśli Polskiej”, a z którym zasadniczo się nie zgadzam.

Na początek warto odnotować mocniejsze strony artykułu. Autor słusznie zauważa, iż poza stosunkowo niewielką grupą powszechnie rozpoznawalnych artystów scenicznych, istnieją w Polsce dziesiątki tysięcy zawodowych artystów. To trafna obserwacja.
Znaczna część z tych ludzi zatrudniona jest w państwowych lub samorządowych instytucjach kultury. Jest to stosunkowo bezpieczne rozwiązanie socjalne, dlatego omawiany spór w zasadzie ich nie dotyczy. Mniejszość stanowią wolni strzelcy żyjący z konkretnych zleceń czy wydarzeń artystycznych. Wśród nich znajduje się również grupa celebrytów, których działalność artystyczną trudno jednoznacznie określić. Są raczej znani z tego, iż są znani. To właśnie przedstawiciele tej grupy najgłośniej deklarują dziś swoje oburzenie wypowiedzią Mentzena. Tego aspektu jednak w tekście pana Biernackiego zabrakło.

Nie zabrakło natomiast emocjonalnego języka i uogólnień. Czytamy choćby o „nonsensach Mentzena”, ale bez wskazania, na czym owe nonsensy miałyby polegać. Skoro autor uznał wypowiedź za nonsensowną, mógł poddać ją logicznej analizie, rozłożyć na części składowe i wykazać błędy rozumowania. Tego jednak nie zrobił, ograniczając się do wyrażenia własnych emocji.

Wątpliwości budzi jakość merytoryczna tekstu. Pan Biernacki pisze: „Większość artystów, ponad 99%, ma prawo być na Mentzena obrażona. Te ponad 99% artystów nie wypowiada się politycznie”. Skąd pochodzą te dane? – nie wiemy, autor tego nie podaje. Biorąc jednak pod uwagę ogólnikowość sformułowań możemy przypuszczać, iż zostały po prostu wykonceptowane na potrzeby publicystycznej narracji.

W moim odczuciu rażąca jest też warstwa leksykalna wypowiedzi. Określenia takie jak „brednie” czy „nonsensy” pozostawmy jednak różnego rodzaju Żulczykom.

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć cytowaną przez Biernackiego wypowiedź jednej z artystek, pani Aleksandry Owczarek, jest ona bowiem znamienna dla pewnego sposobu myślenia:
„Jestem artystką. Czytam z kartki. Jestem nierobem? Pajacem? Nie znam prawdziwego życia? Pogardzam ludźmi? Mam poczucie wyższości? Jestem oderwana od rzeczywistości? Jestem artystką. Od kilku lat pracuję 7 dni w tygodniu, po 12–16 godzin dziennie. Pracuję na etacie. Prowadzę własną działalność. Po nocach szyję produkty w swojej marce, żeby zarobić na własne projekty artystyczne. Piszę kilkadziesiąt wniosków rocznie o dofinansowanie, z których prawie żaden nie otrzymuje wsparcia. I tak, czytam z kartki. Bo między pracą, działalnością, próbami, organizacją koncertów i walką o to, żeby te koncerty w ogóle mogły się odbyć, nie zawsze mam czas nauczyć się programu na pamięć. Panie Sławomirze Mentzen, serdecznie zapraszam na jeden z moich koncertów w Warszawie 9 lub 10 lipca. Jak co, to zagram z kartki. A jeżeli problemem jest cena biletu, proszę się nie martwić, załatwię zniżkę”

W powyższej wypowiedzi jak w soczewce skupia się istota problemu. Mamy tutaj do czynienia z eksplozją emocji i całkowitym brakiem racjonalnej analizy. W swojej wypowiedzi pani Owczarek, będąca instrumentalistką odnosi się do wpisu, który dotyczył aktorów. To tak, iż pozostanę w poetyce Mentzena, jakby kelner odpowiadał na zarzuty kierowane wobec murarzy. Reasumując: autorowi owego nieszczęsnego artykułu, panu Cezaremu Biernackiemu, oraz wszystkim tym artystom, którzy ulegli zbiorowemu rozdygotaniu, polecam szklankę zimnej wody. Mniej emocji, a więcej chłodnej analizy.

Nie, nie wszyscy artyści są prostytutkami, wbrew temu, co śpiewał Kazik. Jest ich jednak wystarczająco wielu, i są wystarczająco głośni, by ich zachowania wpływały na postrzeganie całej branży. Nie tylko uwiarygadniają stereotyp, do którego odwołał się Sławomir Mentzen, ale go tworzą. jeżeli więc szacunek wobec nich wyrażamy w sposób wysoce oszczędny, sami są sobie winni.

Przemysław Piasta

Read Entire Article