Wschodni Miecz i miny w 48 godzin. Polska buduje realne odstraszanie

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: Wschodni Miecz i miny w 48 godzin. Polska buduje realne odstraszanie


Władysław Kosiniak-Kamysz i Cezary Tomczyk 21 sierpnia w Giżycku przedstawili „Wschodni Miecz”, część Tarczy Wschód opartą na dalekim precyzyjnym rażeniu. Tomczyk mówił też o zdolności zaminowania wschodniej i północnej granicy w 48 godzin. Dla Polaków stawka jest jasna: odstraszyć Rosję, zanim ruszy.

Miecz obok tarczy

MON pokazało w Giżycku kolejny etap Tarczy Wschód. Obok fortyfikacji, zapór, sensorów i systemów antydronowych pojawia się „Wschodni Miecz”, czyli program inwestycji w dalekie i precyzyjne rażenie. Jak relacjonowała Interia, Kosiniak-Kamysz wskazał na pociski JASSM, uzbrojenie przenoszone przez F-16 i F-35 oraz potrzebę kolejnych efektorów: dronów, pocisków i środków zdolnych uderzać na dużych dystansach.

To jest dobra zmiana języka. Polska nie może myśleć o obronie wyłącznie jako o staniu przy płocie i liczeniu, iż agresor się zatrzyma. Tarcza ma spowolnić przeciwnika, miecz ma sprawić, by planowanie ataku stało się dla niego zbyt kosztowne. Narodowy realizm w wojsku zaczyna się od prostego założenia: wróg ma bać się ceny agresji.

Granica w 48 godzin

Najmocniejsza liczba padła z ust Cezarego Tomczyka. Wiceminister obrony stwierdził, iż dzięki systemom Baobab Wojsko Polskie jest w stanie zaminować całą wschodnią i północną granicę Rzeczypospolitej w ciągu 48 godzin. Mówił też o zakupie kilkuset tysięcy min w ramach instrumentu SAFE, gotowych do ewentualnego rozmieszczenia podczas operacji obronnej.

To brzmi brutalnie tylko dla tych, którzy nie rozumieją geografii Polski. Granica z Rosją i Białorusią nie jest miejscem ćwiczeń z dobrego samopoczucia. To przestrzeń, w której przeciwnik ma zobaczyć zapory, miny, rozpoznanie, ogień dalekiego zasięgu i gotowość sojuszniczą. DN pisał już, iż Tarcza Wschód ma dojść do 200 km zabezpieczonych odcinków. Teraz widać, iż resort chce łączyć beton, logistykę i rażenie w jeden system.

Betonowe jeże, przejścia i sojusznicy

Według relacji z konferencji zabezpieczono już 150 km najbardziej newralgicznych odcinków granicy, a do końca roku ma być ich 200 km. Zablokowano pięć przejść granicznych, kolejnych 12 przygotowano do takiego działania. Do połowy października ma zostać przemieszczonych niemal 300 tys. betonowych jeży, które mogą służyć jako zapory przeciwpancerne.

W budowę programu mają być zaangażowani także sojusznicy. Przy fizycznej realizacji Tarczy Wschód polscy żołnierze współpracują z wojskowymi z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, a Business Insider informował również o zapowiedzi dołączenia 80 francuskich żołnierzy wojsk inżynieryjnych. To ważne, bo wschodnia flanka NATO przestaje być wyłącznie polskim problemem. Równocześnie trzeba trzymać jasną zasadę: sojusznicy są potrzebni, ale odpowiedzialność za polską ziemię, polskie procedury i polskie decyzje musi pozostać w Warszawie.

NATO ma pomagać, nie zastępować państwa

MON od początku przedstawia Tarczę Wschód jako program wzmacniania wschodniej flanki NATO. Ministerstwo pisało w 2024 roku, iż chodzi o system wykrywania, ostrzegania i śledzenia, wysunięte bazy operacyjne, węzły logistyczne oraz infrastrukturę dla systemów antydronowych. W lipcu 2026 roku powstał też Komponent Obrony Pogranicza, który ma zarządzać infrastrukturą Tarczy Wschód i współdziałać ze Strażą Graniczną.

Dla Polski najważniejsze jest, by ten system nie skończył jako prezentacja w PowerPoincie. Potrzebne są magazyny, drogi, zabezpieczone mosty, łączność, amunicja, saperzy, drony, rozpoznanie i przemysł, który potrafi produkować oraz naprawiać sprzęt w czasie kryzysu. Pisaliśmy, iż Tarcza Wschód została wpisana w szerszą strategię bezpieczeństwa USA, ale żaden sojusz nie zwalnia państwa z pracy własnej.

Precyzyjne rażenie to język pokoju przez siłę

Kosiniak-Kamysz mówił o rażeniu celów na dystansie przekraczającym 1000 km. W praktyce chodzi o to, by Polska miała możliwość uderzenia w zaplecze agresora, jego logistykę, stanowiska dowodzenia i środki ataku, zanim wojna rozleje się po naszym terytorium. To nie jest awanturnictwo. To odstraszanie. Państwo położone między Niemcami a Rosją nie może udawać, iż bezpieczeństwo bierze się z deklaracji.

Oczywiście trzeba patrzeć rządowi na ręce. Każdy kontrakt zbrojeniowy, każdy zakup min i każdy projekt finansowany z mechanizmów unijnych musi być rozliczany z terminów, ceny i realnej użyteczności dla Wojska Polskiego. Nie wystarczy kupić sprzęt. Trzeba go zintegrować, wyszkolić ludzi, zabezpieczyć logistykę i wpisać wszystko w plany operacyjne NATO oraz polskiego dowodzenia.

Polska prawica powinna w tej sprawie mówić jednym głosem: armia, fortyfikacje i dalekie rażenie nie są fanaberią. Są polisą dla rodzin, miast, portfeli i normalnego życia. Kto chce pokoju na wschodniej granicy, musi budować taką siłę, której Kreml nie będzie chciał testować.

Źródło: Interia, Business Insider, Ministerstwo Obrony Narodowej.

Read Entire Article