Z Adamem Jerzykowskim, założycielem łódzkiej Fundacji Swim For a Dream, rozmawiamy o historii, misji i codziennej działalności organizacji, czyli o tym, jak ekstremalne wyzwania pływackie przerodziły się w długofalową pomoc.
Adam Jerzykowski
Rozwiń biogramUrodzony w 1987 roku w Łodzi. Społecznik, przedsiębiorca, trener. Z wykształcenia prawnik. W 2013 założył Fundację Swim For a Dream.
Skąd wziął się pomysł na tak ekstremalne wyzwania, jak przepłynięcie wpław z Helu do Gdyni, z wyspy Alcatraz do wybrzeży San Francisco czy charytatywna sztafeta pływacka po rzece Warcie?
Adam Jerzykowski: Skoro rozmawiamy o początkach moich obecnych działań, to warto jeszcze wspomnieć o wyzwaniu, z którego jestem najbardziej dumny, czyli pokonanie dystansu 40 km wpław z Giżycka do Mikołajek.
Swim For a Dream wzięło się z poczucia wdzięczności i poczucia straty jednocześnie.
W wyniku choroby nowotworowej straciłem dziadka, który był bardzo bliską mi osobą. Wiadomo, iż tego typu doświadczenie skłania do refleksji, w człowieku buduje się dużo emocji, przemyśleń. Uznałem, iż chciałbym w jakiś sposób wyrazić wdzięczność za to, iż miałem dziadka, iż otaczają mnie cudowni ludzie i iż w ogóle jestem w bardzo uprzywilejowanej pozycji.
fot. Fundacja Swim For a DreamSwim For a Dream był na początku projektem mającym na celu przygotowanie się do przepłynięcia z Helu do Gdyni. Miał być więc wyrazem wdzięczności i próbą zrobienia czegoś, co z jednej strony byłoby korzystne dla mnie, bo udowodniłbym sobie, iż mogę być konsekwentny, a z drugiej strony tę całą pracę pozwoliłby mi też przekuć na coś dobrego dla innych.
Ostro i bez znieczulenia
– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Jakich doświadczeń dostarcza panu pływanie i co w człowieku buduje takie pływanie ekstremalne?
Moim zdaniem każdy w wodzie może znaleźć to, czego szuka. Niezależnie od tego, czy jest to chwila dla siebie, potrzeba rywalizacji czy poszukiwanie nowej pasji, to wszystko jest w wodzie. Ona daje naprawdę cudowną okazję do tego, żeby się wyciszyć, lepiej siebie poznać. Kieruje uważność do wewnątrz, a myślę, iż tego nam w tej chwili trochę brakuje.
Jest to bardzo bezpieczna forma ruchu, więc przynosi korzyści zdrowotne.
Pływać można do końca życia, choćby w przypadku problemów ze stawami czy kontuzji.
Zresztą ja też do wody trafiłem w wyniku kontuzji. Moim pierwszym sportem była koszykówka i po kolejnej kontuzji kolana i poważnej operacji właśnie w wodzie się rehabilitowałem. Na pewno warto też wspomnieć o tym, iż pływanie pomaga w przełamywaniu ograniczeń i uczeniu się nowych rzeczy.
Specjalizuję się teraz w pracy z dorosłymi, którzy chcą się nauczyć pływać, więc dla nich korzyścią jest to, iż stale się uczą czegoś nowego, iż się rozwijają. Dzięki temu się nie starzeją, bo, moim zdaniem, starość zaczyna się wtedy, gdy uznamy, iż osiągnęliśmy swoją „finalną formę” i na naukę nowych rzeczy jest już za późno.
Sporo dorosłych boi się wody. Ten lęk ma różne źródła, a jedynym znanym mi sposobem radzenia sobie z lękiem jest przemyślana, stopniowa ekspozycja na to, czego się obawiamy. Taka osoba dorosła pozbywa się jakiegoś swojego ograniczenia i zdobywa nowe możliwości i dzięki temu podczas wakacji może popływać z rodziną, ze znajomymi.
Kryzys nie patrzy na wiek. Jak łódzkie Stowarzyszenie „Pomost” pomaga osobom w kryzysie psychicznym Mariusz Kołodziejski
Gdy dziecko choruje. O psychologicznym wsparciu w onkologii dziecięcej Wioleta Pawlik-Nowacka
Natomiast o ile chodzi o pływanie maratońskie, ekstremalne, to ja już teraz nie czuję potrzeby takiego pływania. Myślę, iż co miałem sobie udowodnić, to już udowodniłem.
Pływanie maratońskie jest raczej dla wąskiego grona osób i może być traktowane jako narzędzie do poznania siebie i swoich ograniczeń. Pobudza do zadawania pytania: „Dlaczego ja to chcę zrobić?” i może znalezienie sensownej na nie odpowiedzi jest wartością samą w sobie. Bo czy wartością samą w sobie jest umiejętność pływania 17 godzin non stop czy wykonywanie jakiejkolwiek innej formy aktywności w czasie dłuższym niż większość osób jest w stanie w ogóle wytrzymać? Niekoniecznie.
Dlaczego akurat pływanie?
To był przypadek. Wodę lubiłem od zawsze, ale nie lubiłem zajęć z pływania, szczególnie instruktorów, którzy mieli te długie kije, żerdzie i pomagali nimi dzieciakom pływać. Nie lubiłem zdejmować koszulki, bo byłem raczej tęgim dzieckiem. Do pływania motywowały mnie jedynie zapiekanki w sklepiku szkolnym.
Później, po kolejnej operacji kolana, pływanie okazało się jedyną formą aktywności fizycznej, której się nie bałem. Zacząłem pływać dużo częściej, niż wymagała rehabilitacja, zaczęło mi to coraz lepiej wychodzić, zacząłem z tego czerpać coraz większą przyjemność i któregoś razu przyszło mi do głowy, iż chętnie podejmę się jakiegoś wyzwania pływackiego. Tym wyzwaniem okazało się przepłynięcie z Helu do Gdyni. Nie wiedziałem w ogóle, iż kiedyś to był tzw. maraton morski, dosyć popularny w latach 60. i 70. XX wieku.
Później pojawiła się myśl, iż może nazwę ten projekt Swim For a Dream i iż dzięki niemu zrobię coś dobrego.
Miałem takie poczucie, i ono mi towarzyszy w takich kluczowych momentach życia, iż jestem na adekwatnej drodze. Myślę, iż ona od zawsze była dla mnie, a ja po prostu ją odkryłem.
Co daje panu działalność fundacyjna w ramach Swim For a Dream?
Jedną z największych wartości jest głębokie poczucie sensu tego, co robię. Myślę, iż każdy z nas wybiera, w co chce grać. Jedni grają w korpo grę i chcą jak najwyżej awansować, inni grają w materialistyczną grę i chcą, żeby o ich zaawansowaniu świadczyły rzeczy, którymi się otaczają. Jeszcze inni chcą budować jak najwięcej relacji z ludźmi. Żadnej z tych gier nie oceniam. Myślę, iż każdy ma prawo wybrać swoją.
Moją jest chyba wypełnienie czasu, który został mi dany, próbą dawania z siebie tego, co we mnie najlepsze, tak żeby inni mogli też z tego skorzystać. Działalność w Fundacji daje mi poczucie głębokiej satysfakcji. Jest też ogromnym wyzwaniem, a ja lubię sobie stawiać wyzwania.
Prowadzenie organizacji pozarządowej jest sportem ekstremalnym i bardzo mnie cieszy, iż coś buduję i iż to daje wartość innym.
Moje życie nie jest nakierowane tylko na to, żeby wziąć dla siebie jak najwięcej. Raczej wychodzę z założenia, iż o ile będę dawał, to też otrzymam, i tak się właśnie dzieje.
Dzieci w świetlicy, fot. Fundacja Swim For a DreamA co chciałby pan przez Fundację dać innym?
Nadrzędny cel Fundacji ma swoje źródło we wdzięczności za to, iż miałem wokół siebie osoby, które obdarzyły mnie miłością i ciepłem, iż miałem naprawdę dobry start, który wykorzystałem. Natomiast mam świadomość, iż bardzo wiele dzieciaków tego po prostu nie ma i one z różnych przyczyn metaforycznie toną. Toną w uzależnieniach, w ilości bodźców, w braku uwagi osób dorosłych. A Fundacja Swim For a Dream ma poprzez swoje działania pomóc im utrzymać się na powierzchni, a z czasem wypłynąć na szerokie wody oceanu życia i sprawić, żeby nie bały się tej głębokiej wody.
Rozumiem, iż za tym kryją się konkretne historie…
Tak, ze świetlicy korzystają dzieciaki z różnych środowisk. Dominik i Patryk od dwóch miesięcy przychodzą do nas codziennie. Bracia wraz z mamą i trójką rodzeństwa w wieku od 1 roku do 16 lat od grudnia 2025 roku mieszkają w ośrodku wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie. Dzielą jedno małe pomieszczenie w sześć osób. Chłopcy potrzebują przestrzeni na beztroskę. W naszej świetlicy odzyskują proste dzieciństwo wypełnione zabawą, głośnymi psotami i wesołym śmiechem. Uwielbiają lego i zajęcia muzyczne. Mówią, iż im się tu podoba, bo jest tak jasno i kolorowo.
Mamy też dziewięcioro dzieci z Ukrainy z rodziny zastępczej. Przychodzą do nas w każdy weekend już od grudnia 2024 roku, aby spędzić czas na swobodnej zabawie, radosnych grach i kreatywnych warsztatach. W soboty i niedziele dzieci otrzymują tutaj indywidualną uwagę oraz troskę, na którą tak bardzo czekają, a podczas wspólnych zajęć w naturalny sposób uczą się i rozmawiają po polsku. Mają dobry kontakt z wychowawcami, a dzięki świetlicy znaleźli pierwszych polskich przyjaciół.
Wspieracie ich w stawianiu pierwszych kroków. Na czym jeszcze skupia się działalność Fundacji?
Nasza działalność opiera się na trzech filarach.
Pierwszy to pływanie. W ramach Fundacji funkcjonuje Szkoła Pływania moviGO, która prowadzi komercyjną naukę pływania, dzięki czemu Fundacja się utrzymuje. Chcemy być niezależni finansowo, dywersyfikujemy źródła przychodu, a jednym z kluczowych jest właśnie szkoła pływania.
Realizujemy też projekty zapewniające bezpłatną możliwość nauki pływania. Jako jedna z dwóch fundacji w Polsce jesteśmy w trakcie realizacji projektu z fundacją New Balance i przez trzy lata będziemy prowadzić zajęcia między innymi z nauki pływania dla bardzo licznej grupy dzieci.
Drugim filarem jest działalność świetlicy środowiskowej dla dzieci, które zawiódł system, które toną. W 2020 roku z ówczesną wiceprezes Agnieszką Kucharską szukaliśmy siedziby Fundacji. Weszliśmy do lokalu przy Pomorskiej 60 i w zasadzie od razu wiedziałem, iż chcemy stworzyć z tego miejsca nie tylko siedzibę Fundacji, ale też miejsce, które wtedy nazwaliśmy Inspiratornią, gdzie dzieciaki będą mogły otrzymać uwagę dorosłych. W sierpniu 2024 roku udało nam się uruchomić taką placówkę, która przez 7 dni w tygodniu zapewnia opiekę wychowawców, pedagogów, ciepłe posiłki i pakiet zajęć, w trakcie których dzieciaki mogą się uczyć nowych rzeczy i odkrywać swoje pasje. To miejsce jest dla mnie ogromnym powodem do dumy. Dla naszych beneficjentów jest całkowicie bezpłatne, co oczywiście wiąże się z ogromnymi kosztami, miesięcznie utrzymanie go kosztuje około 34 tys. Jestem prawie pewien, iż nasi podopieczni to doceniają. Myślę, iż praktycznie każdy z nich czuje wdzięczność za istnienie tej świetlicy.
To, co robimy teraz, zaprocentuje w ich życiu za 5, 10 czy 15 lat.
Jako trzeci filar wskazałbym promocję aktywności fizycznej i realizowanie licznych projektów, między innymi z programu Erasmus+, wśród dzieci, osób starszych, osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.
Realizowali państwo projekt „Wspieramy marzenia dzieci”, który objął 108 dzieci, w tym dzieci z niepełnosprawnościami. Czy te dzieci, a niektóre z nich jeżdżą przecież na wózkach, nie obawiają się pływania?
W projekcie brały udział dzieci z dużymi niepełnosprawnościami umysłowymi i ruchowymi. Blisko współpracujemy ze Stowarzyszeniem Sportowym Osób Niepełnosprawnych „Start”, które uczy pływania osoby niepełnosprawne. Kiedy planuję działania obejmujące pływanie dla osób na wózkach, od razu myślę o nich, bo to absolutni eksperci w tym temacie. Działamy wspólnie, bo oni po prostu doskonale się na tym znają.
Organizujecie Dzień Marzyciela. Co to takiego?
Pomysł na Dzień Marzyciela narodził się tuż po moim największym wyzwaniu pływackim, bo uznałem, iż chyba już wystarczy udowadniania innym, iż potrafię dokonać czegoś dużego.
III Dzień Marzyciela, fot. Fundacja Swim For a DreamChciałem stworzyć sposobność do tego, żeby każdy mógł dołożyć swoją cegiełkę, w formie pewnej aktywności fizycznej, w tym przypadku pływania, po złożeniu których zbudujemy razem coś wielkiego i pięknego.
W pierwszej edycji Dnia Marzyciela w 2018 roku podjęliśmy się próby ustanowienia nowego rekordu Guinnessa w 24-godzinnej sztafecie, w której jak najwięcej osób przepłynie jeden basen. Wymóg od Guinnessa był taki, żeby przepłynęło co najmniej 1440 osób. U nas popłynęło 1740. Ogromne wydarzenie, ogromna skala, ogromny trud organizacyjny.
Później była druga edycja, wszystko przerwała pandemia i dopiero w 2025 roku zorganizowaliśmy trzecią edycję. Jest to impreza na naprawdę bardzo wysokim poziomie organizacyjnym, łącznie z tym, iż na przykład mamy własną aplikację do liczenia basenów.
Natomiast sama idea Dnia Marzyciela jest taka, żeby po pierwsze przypomnieć, iż mimo wielu różnic między nami, wspólne są dla nas marzenia.
Chcę przypomnieć wszystkim, iż w naszych marzeniach drzemie ogromna moc, potężne źródło energii, które możemy wykorzystać, o ile sobie na to pozwolimy.
Kiedy się rodziła idea fundacji, chciałem, żeby doprowadzić do sytuacji, w której uzyskam sumę tego, co w nas najlepsze, czyli iż uda mi się połączyć ludzi i chociaż na chwilę wydobyć z nich ich możliwości. Uważam, iż w ramach Dnia Marzyciela to się właśnie dzieje, bo koncepcja wydarzenia jest taka, iż każdy uczestnik ma 30 minut na przepłynięcie jak największej liczby basenów, a partnerzy wydarzenia płacą za każdy przepłynięty basen.
Celem imprezy jest utrzymanie dalszego funkcjonowania świetlicy środowiskowej PRZYSTAŃ. Dzień Marzyciela będzie się odbywał raz w roku i mamy nadzieję zarobić na każdy kolejny rok funkcjonowania świetlicy.
A czy jest ktoś, kto wspiera państwa od początku?
Tak, z tego miejsca bardzo dziękuję Michałowi Gogolczykowi – osobie, która od lat wspiera fundację regularnymi darowiznami.
Rozwijamy dział fundraisingu i staramy się otworzyć na wsparcie od osób fizycznych, bo moim celem było stworzyć fundację, która nie wyciąga ręki i mówi: „Dajcie, a my z tym zrobimy coś fajnego”, tylko działa jak biznes, zarabia na swój rozwój i na to, żeby zmieniać otaczającą nas rzeczywistość choćby w niewielkim stopniu.
Funkcjonuje szkoła pływania, w której realizujemy liczne, duże projekty z bardzo poważnymi grantodawcami. Po 13 latach funkcjonowania mamy tylko jednego stałego darczyńcę, co jest niewykorzystaniem potencjału, który w nas drzemie. o ile po przeczytaniu tego wywiadu ktokolwiek będzie chciał dołączyć do grona osób wspierających Swim For a Dream jakąś niewielką wpłatą, czasem czy kompetencjami, to zapraszam.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Które wydarzenia z dotychczasowej działalności najbardziej zapadły panu w pamięć?
To prawie 13 lat historii, więc tych sytuacji jest bardzo dużo.
Na pewno mocnym doświadczeniem był moment, kiedy po 8 godzinach i 14 minutach moja noga po raz pierwszy dotknęła piasku na plaży w Gdyni. Przygotowanie się do takiego wysiłku, żeby pokonać dystans 18,5 km w linii prostej, dzielący Hel i Gdynię, wymagało dwóch lat tytanicznej pracy, więc to był wybuch ulgi, satysfakcji, dumy, radości. Czekało tam na mnie sporo osób, znajomych, rodziny, przyjaciół, ludzi, którzy wtedy byli na plaży w Gdyni. Były też media.
Niesamowitym doświadczeniem był też pierwszy Dzień Marzyciela. Z jednej strony, nie jestem w stanie opisać słowami, jak trudna była organizacja, jak dużo to kosztowało, ale z drugiej strony, świadomość, iż tyle osób zdecydowało stać się tego częścią i iż zrobiliśmy imprezę o takiej skali, to było niesamowite doświadczenie.
Są też mniej spektakularne wydarzenia, jak pierwsza Wigilia w świetlicy, kiedy przebrałem się za Mikołaja, rozdawałem prezenty zakupione w ramach corocznej akcji świątecznej, gdzie ludzie czytają świąteczne listy dzieci i realizują ich marzenia.
Spotkanie z Mikołajem, fot. Fundacja Swim For a DreamDziesięciolecie Fundacji i możliwość podsumowania i przeanalizowania tego, co już udało się zrobić, to też było fantastyczne. Na co dzień się o tym nie myśli, ale kiedy spojrzałem wstecz – na to, skąd startowałem i gdzie jesteśmy teraz – poczułem ogromną dumę.
Czy po tylu latach są już państwo w miejscu, w którym chcieli być? Czy chcą państwo wdrożyć jakieś nowe projekty?
Chyba nie ma takiego miejsca, w którym chciałbym być. Chcę być cały czas w ruchu. Oczywiście czas na odpoczynek też jest potrzebny, ale nie chcę się ograniczać, myśląc o tym, iż jakiś punkt to już będzie sukces i wtedy przestanę się rozwijać czy podejmować wyzwania.
Jesteśmy w bardzo ciekawym miejscu, bo z jednej strony mamy już kawał historii i wąskie grono osób, które nas obserwuje i o nas wie, bo dużo więcej robiliśmy, niż o tym mówiliśmy. Nie jest to powodem do chwały, po prostu brakowało nam zasobów, żeby się na tym skupić. Dopiero teraz będziemy to zmieniać, ale ta historia to jest nasz duży zasób, bo ona nas mocno uwierzytelnia.
Przez tyle lat już zostały wypracowane pewne zasoby rzeczowe, finansowe, coś, co pozwala nam operować na troszkę inną skalę. Mogę inwestować. Mam dookoła siebie ludzi, z którymi mogę pracować i którzy poświęcają swój czas, żebym sam wszystkiego nie musiał robić.
A z drugiej strony jesteśmy w trakcie ogromnych zmian organizacyjnych i dużej pracy związanej z chęcią profesjonalizacji naszych działań.
Zawsze uważałem, iż fundacja powinna działać jak dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, z tą różnicą, iż inaczej przeznacza swoje dochody.
Musimy mieć fundament, na którym będziemy mogli rozwijać Fundację. To jest teraz na dla mnie bardzo interesujące wyzwanie, zupełnie inne niż wszystko, co do tej pory robiłem.
Natomiast mimo wszystko jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo już nie walczymy o przetrwanie, jak to było przez lata.
Na pewno jeszcze dużo lat przed wami.
Tego sobie życzę, żeby ten projekt istniał, choćby jak już mnie nie będzie. Mam nadzieję i pracuję na to, żeby być jak najdłużej obecnym, ale niezbadane są wyroki. Natomiast życzyłbym sobie, żeby zbudować tę organizację w taki sposób, żeby spokojnie mogła funkcjonować beze mnie.
Dziękuję za rozmowę.
(Wywiad przeprowadzony i przygotowany przez zespół redakcyjny Tygodnika Spraw Obywatelskich)










