Wojna sześcioosobowych armii

polska-zbrojna.pl 3 hours ago

To była prawdziwa walka – na wytrzymałość, siłę, koncentrację, odporność na stres, umiejętności żołnierskie. Sześcioosobowe drużyny z różnych państw stanęły do zawodów „Six Men Army” na wrocławskim AWL-u. W trakcie zmagań uczestnicy musieli m.in. pokonać na czas 30-kilometrową trasę marszu, rozbić obóz w lesie i zrobić podkop pod drutem kolczastym.

Do zawodów przystąpiło w sumie 16 drużyn – blisko sto osób, w tym osiem zespołów polskich i tyle samo zagranicznych. Wśród rodzimych ekip, oprócz dwóch z AWL-u, nie zabrakło reprezentantów Wojskowej Akademii Technicznej, Lotniczej Akademii Wojskowej, Akademii Pożarniczej, Akademii Wymiaru Sprawiedliwości i Akademii Policji. Z kolei w gronie gości zagranicznych pojawiły się teamy z Kanady (Royal Military College Saint Jean i Royal Military College – Kingston), Francji (École spéciale militaire de Saint-Cyr), Gruzji (David Aghmashenebeli National Defence Academy of Georgia), Rumunii (Nicolae Bălcescu Land Forces Academy), Litwy (General Jonas Žemaitis Military Academy) oraz z USA (Norwich University i University of North Georgia).

REKLAMA

Uczestnicy mieli do pokonania na czas 30-kilometrową trasę, na której czekało na nich kilkanaście różnych zadań – m.in. strzelanie do celów, ewakuacja rannego, poruszanie się przy użyciu mapy. – Był to zarówno test umiejętności żołnierskich, jak i prawdziwy sprawdzian wytrzymałości fizycznej oraz psychicznej. Uczestnicy musieli umieć współpracować, dzielić się obowiązkami i zasobami – m.in. pożywieniem. Każda ekipa miała trzy racje żywieniowe na sześć osób i należało je tak zagospodarować, by wystarczyło dla wszystkich. Grupa mogła „dokupić” dodatkową porcję, ale płacąc za to doliczonym czasem, tym samym ograniczając szanse na zwycięstwo – tłumaczy płk dr Piotr Szczepański, profesor AWL-u, prorektor ds. studenckich.

Jak dodaje, trasa i zadania zostały zaplanowane tak, by przetestować kondycję fizyczną, psychiczną i intelektualną uczestników. Tak więc np. strzelania odbywały się po tym, jak żołnierz przez dłuższy czas trzymał w wyciągniętej ręce hantle, aby sprawdzić, czy jest w stanie oddać celny strzał tuż po dużym wysiłku dłoni.

Szachy, podkop i pobudka w nocy

Nie brakowało też zadań wymagających pamięci i koncentracji. – Wszystko zaczęło się od czegoś pozornie prostego dużej, plenerowej planszy szachowej. Na samym początku zawodów żołnierze mieli jedno zadanie: zapamiętać dokładny układ figur. Przez kolejne dwa dni mierzyli się z wymagającymi wyzwaniami, które wystawiały na próbę ich siłę, wytrzymałość i odporność psychiczną. Początkowo nie było jasne, dlaczego ten układ jest tak istotny. Odpowiedź pojawiała się dopiero na końcu – gdy wracali zmęczeni, niewyspani i wyczerpani, musieli odtworzyć ustawienie figur sprzed 24 godzin – opisuje płk Szczepański.

Na trasie marszobiegu drużyny musiały m.in. pokonać przeszkodę wodną, czyli przejść po linie nad rzeką Widawą. – Trzeba było również przeczołgać się przez przepust – częściowo zalany kanał pod drogą asfaltową – a także wykopać dwumetrowy rów i przedostać się pod concertiną. Nie brakowało więc zadań wymagających siły, wytrzymałości i determinacji – przyznaje oficer. W nocy wszystkie ekipy dostały zadanie budowy obozowiska w zalesionym terenie, przy użyciu pałatek, gałęzi i innego materiału. Mieli wtedy szansę odpocząć, ale trwało to krótko. Czas ewentualnego snu wynosił góra dwie godziny. – O drugiej w nocy dowiedzieli się, iż mają 15 minut na zwinięcie obozu, posprzątanie terenu i przystąpienie do kolejnych zadań – opowiada płk Szczepański.

AWL górą

Podchorążowie AWL-u wyszli z międzynarodowej rywalizacji z tarczą. Dwie ekipy z wrocławskiej uczelni uplasowały się na pudle, na pierwszym i trzecim miejscu. Drugie miejsce przypadło drużynie kanadyjskiej, z Royal Military College Saint Jean. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego występu. Poziom zawodów był niezwykle wysoki, zadania różnorodne i naprawdę wyczerpujące. I mocne ekipy – tu myślę przede wszystkim o Kanadyjczykach, z którymi będziemy niedługo rywalizować też w USA – mówi plut. pchor. Szymon Zawadzki ze zwycięskiej drużyny wrocławskiego AWL-u.

Najbardziej wyczerpującym zadaniem dla zwycięzców okazał się marsz po dodatkowy zapas wody, który mieli przynieść, kierując się mapą i pokonując zarośnięty teren, z ominięciem dróg. – Byliśmy mocno zmęczeni, trzeba było też dźwigać ciężką skrzynkę z amunicją. Trasa miała około trzech kilometrów w jedną stronę, ale marsz przez ten trudny, zarośnięty teren i ciężar sprzętu do dźwigania – wszystko to dawało się mocno we znaki i to było naprawdę wyczerpujące zadanie – opowiada podchorąży.

Zwycięska drużyna pokonała całą trasę wraz z wykonywanymi zadaniami w 7 godz. i 34 min, wyprzedzając o ponad godzinę ekipę Kanadyjczyków. Od wyniku czasowego odejmowano przerwy takie jak np. wypoczynek w obozowisku. – W praktyce byliśmy 24 godziny na nogach – przyznaje plut. pchor. Zawadzki.

Zawody „Six Men Army” odbyły się na Akademii Wojsk Lądowych już po raz piąty. Zwycięzcy już za dwa tygodnie staną do kolejnej rywalizacji. Tym razem zmierzą się z ekipami z całego świata w ramach Międzynarodowych Zawodów Umiejętności Wojskowych Sandhurst organizowanych corocznie przez Akademię Wojskową Stanów Zjednoczonych w West Point (od 1967 roku). Czekają tam na nich m.in. takie dyscypliny, jak pokonywanie toru przeszkód, strzelanie, nawigacja i pływanie w pełnym umundurowaniu.

Marcin Moneta
Read Entire Article