Wojna na satelitarnym łączu

polska-zbrojna.pl 2 hours ago

Nagłe ograniczenie działania amerykańskiego systemu Starshield zakłóciło część ukraińskich operacji z wykorzystaniem dronów. Choć po kilkudziesięciu godzinach łączność przywrócono, incydent przypomniał, jak bardzo ukraińska armia uzależniła się od technologii dostarczanej przez jedną firmę i decyzji podejmowanych w Waszyngtonie.

W nocy z 13 na 14 października ukraińscy wojskowi zaczęli zgłaszać problemy z łącznością satelitarną. Nie chodziło o całkowite wyłączenie internetu ani o powszechną awarię terminali Starlink, ale o ograniczenia dotyczące urządzeń korzystających z wojskowej usługi Starshield. Łączność zaczęła zanikać, gdy terminal poruszał się z określoną prędkością. Według informacji przekazanych przez ukraiński resort obrony granicę ustalono na około 160 km/h, choć w praktyce niektóre urządzenia traciły połączenie już przy znacznie mniejszych prędkościach.

Do zmiany doszło bez wcześniejszego uprzedzenia ukraińskiego dowództwa. Serhij Beskrestnow, doradca prezydenta Ukrainy do spraw rozwoju technologii obronnych, poinformował o niej publicznie 14 października. Ukraińskie ministerstwo obrony rozpoczęło rozmowy ze stroną amerykańską, przedstawicielami SpaceX i partnerami z NATO. Jednocześnie zbierano informacje od jednostek, które utraciły łączność, oraz sprawdzano możliwości wykorzystania alternatywnych kanałów komunikacji.

REKLAMA

Jeszcze tego samego dnia sytuacja zaczęła się poprawiać. Początkowo przywrócono stabilniejsze połączenia przy prędkościach do około 160 km/h, choć ograniczenie dotyczące szybszego ruchu przez cały czas obowiązywało. W czwartek 15 października ukraińskie ministerstwo obrony poinformowało, iż Starshield ponownie działa na przemieszczających się platformach. Część jednostek raportowała, iż normalna łączność wróciła. Nie przedstawiono jednak szczegółowych danych pozwalających stwierdzić, iż wszystkie wcześniejsze ograniczenia zostały całkowicie zniesione.

Według ustaleń Reutersa polecenie ograniczenia działania Starshield wyszło z Białego Domu i zostało przekazane kierownictwu amerykańskiego Departamentu Wojny. Agencja powołała się na trzech informatorów znających okoliczności sprawy. Nie ustalono jednak, kto konkretnie wydał polecenie. Elon Musk, właściciel SpaceX, podkreślił, iż systemy Starshield pozostają pod kontrolą amerykańskiego rządu, a decyzje dotyczące ograniczeń ich wykorzystania należą do wojska i ostatecznie do prezydenta USA. Jednocześnie przedstawiciel amerykańskiej administracji zaprzeczył, by Donald Trump osobiście zażądał wprowadzenia restrykcji.

Decyzja zbiegła się z napięciami między Waszyngtonem a Kijowem dotyczącymi ukraińskich uderzeń na rosyjską infrastrukturę naftową. W przestrzeni publicznej gwałtownie pojawiły się sugestie, iż ograniczenie Starshield miało zmusić Ukrainę do zaprzestania tych ataków. Takiego związku nie potwierdzono jednak oficjalnie. Samo następstwo wydarzeń nie wystarcza, by uznać polityczną interpretację za fakt.

Nie każdy dron potrzebuje Starlinka

Aby zrozumieć znaczenie październikowego incydentu, trzeba wyjaśnić, czym różnią się Starlink i Starshield. Pierwszy jest komercyjnym systemem dostępu do internetu satelitarnego, rozwijanym przez SpaceX. Wykorzystuje tysiące satelitów krążących na niskiej orbicie okołoziemskiej. Dzięki temu zapewnia szybkie połączenie również w miejscach pozbawionych tradycyjnej infrastruktury telekomunikacyjnej. Użytkownik potrzebuje terminala, zasilania i odpowiednio odsłoniętego nieba.

Starshield korzysta z technologicznego zaplecza SpaceX, ale jest programem przeznaczonym dla odbiorców rządowych i wojskowych. Zapewnia łączność oraz inne zastosowania satelitarne związane z bezpieczeństwem państwa. W przypadku Ukrainy istotne jest to, iż wojskowa wersja systemu umożliwia korzystanie z połączenia również na gwałtownie poruszających się platformach, w tym bezzałogowcach. Nie oznacza to jednak, iż każdy terminal Starlink jest urządzeniem Starshield ani iż wszystkie ukraińskie drony korzystają z tej samej usługi.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie dla oceny skutków ograniczeń. W internecie pojawiły się twierdzenia, jakoby ukraińska armia utraciła możliwość kierowania dronami, a jej system dowodzenia został sparaliżowany. Nie znajdują one potwierdzenia w dostępnych informacjach. Problemy dotknęły przede wszystkim te platformy i operacje, które wymagały utrzymywania łączności satelitarnej podczas szybkiego przemieszczania się. Dotyczyło to m.in. części dronów uderzeniowych średniego zasięgu, bezzałogowców przechwytujących rosyjskie cele powietrzne oraz urządzeń wykorzystywanych do rozpoznania. Ukraińscy wojskowi informowali o przerwanych misjach, utraconych aparatach i konieczności zmiany planów operacyjnych. Przedstawiciele 7 Korpusu Szybkiego Reagowania przekazali Reutersowi, iż podczas lotu dronów dochodziło do przerw w łączności trwających od 10 do 20 sekund, choćby przy prędkościach wynoszących 110–120 km/h. Aparaty przez cały czas leciały, ale operatorzy tracili możliwość ich skutecznego kontrolowania.

Nie oznacza to, iż każda utrata sygnału prowadzi do zniszczenia bezzałogowca. Wiele konstrukcji dysponuje autopilotami, zaprogramowanymi trasami i procedurami działania w razie zerwania łączności. Dron lecący według wcześniej ustalonej trasy może kontynuować lot bez stałego kontaktu z operatorem. Inaczej wygląda sytuacja, gdy człowiek musi na bieżąco obserwować obraz z kamery, identyfikować cel i korygować tor lotu. Wówczas choćby krótkie przerwy mogą przesądzić o niepowodzeniu misji.

Trzeba też pamiętać, iż ogromna część ukraińskich bezzałogowców wykorzystuje inne sposoby komunikacji. Popularne drony FPV są zwykle sterowane radiowo, a część nowszych konstrukcji korzysta ze światłowodów. Bezzałogowce dalekiego zasięgu mogą wykorzystywać nawigację satelitarną, systemy bezwładnościowe (czujniki są zamontowane bezpośrednio na dronie) i wcześniej zaprogramowane trasy. Nawigacja satelitarna nie jest tym samym co internet satelitarny. Ograniczenie działania Starshield nie oznacza wyłączenia GPS ani utraty zdolności wszystkich ukraińskich dronów do wykonywania zadań.

Nie ma również podstaw, by twierdzić, iż październikowe ograniczenia automatycznie zatrzymały ukraińskie ataki na rafinerie w głębi Rosji. Usługa Starlink nie jest oficjalnie dostępna na terytorium Federacji Rosyjskiej, a ukraińskie środki dalekiego rażenia wykorzystują także inne rozwiązania nawigacyjne i komunikacyjne. Najbardziej bezpośrednie konsekwencje incydentu dotyczyły działań prowadzonych nad Ukrainą i obszarami okupowanymi.

Od internetu na ratunek do narzędzia wojny

Znaczenie Starlinków dla Ukrainy zaczęło rosnąć niemal natychmiast po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 roku. Pierwsze terminale dostarczono w odpowiedzi na prośby ukraińskich władz, które obawiały się zniszczenia krajowej infrastruktury telekomunikacyjnej. Początkowo urządzenia wykorzystywano przede wszystkim do utrzymywania łączności administracji, służb ratowniczych, szpitali i ludności cywilnej. Bardzo gwałtownie zaczęły trafiać również do jednostek wojskowych.

Dla armii prowadzącej wojnę manewrową ich zalety okazały się ogromne. Terminal można gwałtownie uruchomić, przenieść w inne miejsce i podłączyć do lokalnej sieci komputerowej. Nie wymaga budowania masztów telefonii komórkowej ani prowadzenia kabli na duże odległości. Starlinki umożliwiły przesyłanie danych między stanowiskami dowodzenia, pododdziałami rozpoznawczymi i operatorami bezzałogowców. Za ich pośrednictwem można przekazywać obraz z kamer, aktualizować mapy sytuacyjne i korzystać z systemów wspomagających dowodzenie.

Istotną zaletą systemu jest również jego względna odporność na zakłócenia. Satelity niskoorbitalne przemieszczają się szybko, a terminale wykorzystują zaawansowane rozwiązania antenowe i komunikacyjne. Nie czyni to Starlinka niewrażliwym na rosyjską walkę radioelektroniczną, ale utrudnia przeciwnikowi skuteczne pozbawienie dużych obszarów łączności. Rosjanie wielokrotnie podejmowali próby zakłócania połączeń, a ukraińscy użytkownicy doświadczali lokalnych problemów ze stabilnością łączności.

Wraz ze wzrostem znaczenia systemu pojawiły się również kontrowersje. W 2022 roku SpaceX odmówił udostępnienia możliwości wykorzystania Starlinka do planowanej ukraińskiej operacji przeciw rosyjskim okrętom w rejonie Krymu. Firma argumentowała później, iż nie zamierzała umożliwiać wykorzystania systemu do określonych działań ofensywnych. Spór pokazał, iż możliwości ukraińskiej armii mogą zależeć nie tylko od sprzętu, który posiada, ale również od warunków świadczenia usługi i decyzji jej operatora.

Kolejnym problemem okazało się wykorzystywanie Starlinków przez Rosjan. Mimo iż SpaceX nie prowadzi oficjalnej sprzedaży usług w Rosji, terminale trafiały do rosyjskich jednostek za pośrednictwem państw trzecich. Urządzenia instalowano również na bezzałogowcach. W lutym 2026 roku Ukraina, we współpracy ze SpaceX, wprowadziła system rejestracji dopuszczonych terminali, określany jako biała lista. Rozwiązanie miało ograniczyć możliwość korzystania z urządzeń przez przeciwnika. Nie należy jednak utożsamiać tych zabezpieczeń z październikowymi ograniczeniami wojskowej usługi Starshield.

W ukraińskiej historii Starlinków istotną rolę odgrywa również Polska. Warszawa od początku wojny finansowała zakup i użytkowanie znacznej liczby terminali. W lutym 2026 roku ukraiński minister obrony Mychajło Fedorow informował, iż Polska przez cały czas opłaca funkcjonowanie ponad 29 tys. urządzeń. Wykorzystywane są one zarówno do zadań cywilnych, jak i wojskowych. To jeden z mniej widowiskowych, ale niezwykle istotnych elementów polskiej pomocy dla Ukrainy.

Czy Europa może zastąpić SpaceX?

Październikowy incydent ponownie wywołał pytanie, czy Ukraina może uniezależnić swoją łączność od amerykańskiej firmy. Alternatywne rozwiązania istnieją, ale żadne z nich nie pozwala dziś gwałtownie zastąpić wszystkich zastosowań Starlinka i Starshield.

Najczęściej wskazywanym europejskim konkurentem jest francuski Eutelsat OneWeb. Podobnie jak Starlink wykorzystuje satelity niskoorbitalne, zapewniające stosunkowo niewielkie opóźnienia transmisji. Dysponuje jednak znacznie mniejszą konstelacją, a jego usługi skierowane są przede wszystkim do klientów instytucjonalnych. Terminale są z reguły droższe i mniej dostępne niż urządzenia SpaceX. OneWeb jest już wykorzystywany w Ukrainie w ograniczonym zakresie, ale jego upowszechnienie wymagałoby nowych zakupów, dostosowania infrastruktury i przetestowania sprzętu w warunkach bojowych. Szczególnie trudne byłoby zastąpienie łączności na gwałtownie poruszających się bezzałogowcach.

Europa rozwija też własne programy bezpiecznej łączności satelitarnej. Unijny GOVSATCOM pozwala uprawnionym instytucjom korzystać z istniejących zasobów satelitarnych, planowana konstelacja IRIS² ma zaś w przyszłości zapewnić większą niezależność od pozaeuropejskich dostawców. Na pełne możliwości tego drugiego systemu trzeba jednak poczekać co najmniej do końca dekady. Pozostają również rozwiązania naziemne: radiostacje wojskowe, światłowody, radiolinie i sieci komórkowe. Wszystkie mogą częściowo przejmować zadania łączności satelitarnej, ale żadna z tych technologii nie zastąpi jej we wszystkich zastosowaniach.

Dlatego realnym kierunkiem działania nie jest zastąpienie Starlinka jednym konkurencyjnym systemem, ale budowanie kilku niezależnych sposobów komunikacji. Oznacza to większe koszty i bardziej skomplikowaną logistykę, ale pozwala ograniczyć skutki awarii, zakłóceń albo politycznej decyzji o ograniczeniu usługi.

Październikowe wydarzenia nie doprowadziły do załamania ukraińskiej obrony. Pokazały za to, jak gwałtownie decyzja podjęta poza Ukrainą może wpłynąć na działania jej żołnierzy. Współczesna armia może dysponować tysiącami dronów, zaawansowanym rozpoznaniem i sprawnym systemem dowodzenia, a mimo to pozostawać zależna od infrastruktury, której nie kontroluje. To problem znacznie poważniejszy niż kilkudziesięciogodzinne ograniczenie łączności.

Marcin Ogdowski
Read Entire Article