– Według mnie najlepszy jest Bogucki. Ma trochę cechy przywódcze. Może nie takie jak prezydent, ale ma. Jest prawnikiem. Nie da się zapędzić w kozi róg jak Tusk – reaguje jeden z polityków PiS.
Kolejny: – Wszyscy są przekonani, iż albo Bogucki albo Bocheński. Jeden i drugi jest w porządku, ale lepszym kandydatem byłby Bogucki.
Następny: – W rozmowach przewijają się różne nazwiska, ale gdy rozmawiam z kolegami, to na 1 miejscu cały czas jest Zbigniew Bogucki.
Szef Kancelarii Prezydenta najwyraźniej ma w PiS wielu zwolenników. Gdyby oni mieli decydować, to pewnie on zostałby okrzyknięty kandydatem PiS na premiera, bo niektórzy wystawiają mu laurki.
– Spełnia wszystkie kryteria. Jako kolega poseł dał się poznać z dobrej strony, teraz daje się poznać jako sprawny polityk od prezydenta. Myślę, iż jest w stanie pogodzić wszystkie frakcje. Od początku myślałem, iż gdyby prezydent Nawrocki miał skoordynować współpracę w ramach przyszłego rządu zjednoczonej prawicy z Konfederacją to tylko przez osobę Zbyszka Boguckiego – słyszę.
Jednak inni wątpią, iż chodzi o niego. Raz, iż prezydent pewnie byłby niechętny, dwa – nazwisko nie daje takiego efektu świeżości, o jaki Jarosławowi Kaczyńskiemu pewnie może chodzić.
– Bogucki? Nie podzielam zdania, iż to on. Choć jest świetnym człowiekiem i świetnie by się do tego nadawał, ale on najpierw musiałby to przedyskutować z panem prezydentem – ucina jeden z parlamentarzystów.
A zatem kto? Czy Jarosław Kaczyński mocno może wszystkich zaskoczyć?
– o ile jest to osoba, której się domyślam, to będzie to bardzo interesujące i zaskakujące polityczne zagranie. Będziecie mieli o czym pisać przez najbliższe tygodnie i miesiące – powiedział w wywiadzie dla naTemat Ryszard Czarnecki, były europoseł PiS.
– Może ktoś z uznanym dorobkiem jako skuteczny samorządowiec – gospodarz? Ale znany już na arenie ogólnopolskiej? W żaden sposób niekontrowersyjny i lubiany? Może taki będzie wist prezesa Kaczyńskiego? – odpowiedział na pytanie, czy zdradzi choć mały szczegół dotyczący osoby, o której myśli.
Kogo więc sami politycy PiS widzieliby w roli kandydata na premiera? Odpowiedź nie jest prosta.
"Jest z młodego pokolenia. Mówi się o nim, iż ma duży potencjał"
Przypomnijmy, na medialnej giełdzie nazwisk najczęściej wymieniany jest Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek i Zbigniew Bogucki. O tym, iż Jarosław Kaczyński widziałby Bocheńskiego w roli premiera Anna Dryjańska pisała już w sierpniu 2025 roku.
Ale ostatnio – jak ustalił "Newsweek" – pojawiły się na niej nazwiska samorządowców związanych z PiS: prezydentów Stalowej Woli, Chełma i Otwocka. Cała trójka: Lucjusz Nadbereżny, Jakub Banaszek i Jarosław Margielski uznawana jest za "cudowne dzieci PiS".
"Jeszcze kilka dni temu dominował pomysł, by namaścić na to stanowisko Przemysława Czarnka bądź Tobiasza Bocheńskiego. Ale obawy przed nasileniem konfliktu w partii zmusiły Jarosława Kaczyńskiego do porzucenia tych kandydatur. Prezes ma już nowy pomysł" – ogłosił tygodnik.
Gdy pytamy o to w PiS, politycy przyznają, iż w rozmowach słyszeli nazwisko Lucjusza Nadbereżnego ze Stalowej Woli. To w jego mieście PiS ostatnio organizował swoją konwencję.
– Oprócz Boguckiego mówi się jeszcze o Tobiaszu Bocheńskim. W rozmowach słychać też nazwisko Lucjusza Nadbereżnego, prezydenta Stalowej Woli – mówi jeden z polityków.
– Mówi się o nim, iż ma duży potencjał. Lucjusz Nadbereżny jest z młodego pokolenia. Sprawnie zarządza swoim miastem i jest dobrym gospodarzem. Potrafi nawiązywać z ludźmi dobre relacje. Jest bardzo dobrym mówcą. To jest ważne – twierdzi kolejny.
– A prezydenci Otwocka i Chełma? O nich też się mówi? – pytam.
– Nie słyszałem. jeżeli już, to słychać tylko nazwisko Nadbereżnego – mówi.
Politycy PiS: Słychać o prezydencie Stalowej Woli, ale chyba nie jest to na poważnie
Lucjusz Nadbereżny od 12 lat jest prezydentem Stalowej Woli. Jest blisko związany z PiS. "Wróżą mu karierę na górze PiS" – pisałam o nim w 2016 roku. Dwa lata wcześniej został najmłodszym prezydentem miasta w Polsce, miał wtedy 29 lat. Pokazywał potem, jak dobre relacje miał z Beatą Szydło i Andrzejem Dudą, pojawiał się na konwencjach PiS i na nich przemawiał. Już lata temu publicznie chwalił go Jarosław Kaczyński.
– Ma bardzo dobre kontakty na górze, dlatego w kuluarach od dawna mówi się, iż mógłby zrobić karierę w wielkiej polityce. Są tacy, którzy mu to wróżą, zwłaszcza iż Stalowa Wola to istne zagłębie PiS. Ale te wróżby są trochę na wyrost, bo on mówi, iż ze Stalowej Woli nie wyjedzie – mówił nam 10 lat temu jeden z mieszkańców Stalowej Woli.
Ale czy to on mógłby zostać kandydatem na premiera?
Jeden z posłów reaguje śmiechem. – Nie! Myślmy racjonalnie. Na stanowisko premiera potrzebny jest ktoś z większym doświadczeniem niż samorządowe – mówi.
Kolejny polityk trochę z niedowierzaniem: – Słychać jego nazwisko, ale chyba nie na poważnie. Kandydatem na premiera nie może być ktoś, kto dopiero będzie budował pozycję. On musi mieć doświadczenie i jakąś współpracę z posłami.
Patrząc na działania Lucjusza Nadbereżnego w ostatnich latach, z wieloma politykami PiS na pewno ma dobrą współpracę. Zawsze blisko partii. – Najpierw cię lekceważą, potem się z ciebie śmieją, później z tobą walczą, a na końcu wygrywasz – tak w 2015 roku przemawiał na konwencji wyborczej Andrzeja Dudy, cytując słowa Mahatmy Gandhiego.
"Chodzi o to, żeby ktoś pogodził wszystkie frakcje w PiS"
Wiadomo, iż Jarosław Kaczyński podjął już decyzję i kandydata poznamy w marcu. Powszechny odbiór jest taki, iż osoba ta ma łączyć zwaśnione obozy w PiS, a nie dzielić. Tarcia między frakcją "maślarze" – Przemysławem Czarnkiem czy Tobiaszem Bocheńskim – a "harcerzami" Mateusza Morawieckiego – i próby Kaczyńskiego, by zapanować nad jednością – obserwujemy od miesięcy.
Na razie mamy duży chaos i mnóstwo spekulacji również wokół kandydata. Ale, jak wskazuje jeden z parlamentarzystów PiS, strategia jest jasna.
– Chodzi o to, żeby ten ktoś pogodził wszystkie frakcje w PiS. To, iż zostanie ogłoszony kandydat na premiera, nie oznacza, iż on będzie premierem. Kto nim zostanie, będzie zależało od wyniku wyborów. To nie jest prosta piłka. jeżeli okaże się, iż sami nie będziemy rządzić, albo będziemy z Konfederacją i będziemy od niej uzależnieni, wtedy zupełnie inna opcja może wziąć górę – tłumaczy.
Cel wyboru kandydata PiS określa tak: – Teraz kandydat na premiera jest rzucony po to, żeby pogodzić PiS i prawicę. I żeby to był ktoś, za kim pójdzie część Konfederacji i wyborców Brauna. To ma być nowa twarz, która ma budować. Nikt z wyborców Konfederacji nie będzie mógł mu wtedy nic zarzucić. Cała prawica może wtedy iść do przodu. A co będzie potem, zobaczymy, jak wygramy.
Dlatego na ten moment wyklucza Mateusza Morawieckiego, choć jest przekonany, iż gdyby PiS był w stanie samodzielnie rządzić, to on byłby premierem.
A może Przemysław Czarnek? "Nie. Nacisk jest na młode pokolenie"
– Dziś łatwiej jest go krytykować, bo Mateusz Morawiecki ma negatywny elektorat z racji pełnienia funkcji premiera i musi odpierać zarzuty, iż coś zrobił albo czegoś nie zrobił. Ludzie powiedzą: "Pan już był premierem", "Pan mógł zrobić to i tamto", "Podpisał pan zgodę na KPO". Zaraz zaczęłoby się: "My w Konfederacji nie zgadzaliśmy się na to, a pan się zgodził". Tymczasem osoba czysta może powiedzieć: "Słuchajcie, ja też jestem przeciwny". I kto z Konfederacji miałby wtedy na nią nie zagłosować? – pyta jeden z polityków.
A gdyby miał to być na przykład Przemysław Czarnek?
– Nacisk jest na młode pokolenie. To ma być nowa twarz. Człowiek bez negatywnego elektoratu. Nie jak minister Czarnek, który ma wielu krytyków. Wtedy i KO, i Konfederacja mogłyby wytykać, co zrobił, a czego nie zrobił. A jak wyjdzie osoba świeża, to nie ma się do czego przyczepić. Nikt z wyborców Konfederacji nie będzie mógł mu nic zarzucić. Chodzi o to, żeby wyborcy pomyśleli: "Idziemy za nowym premierem, jest młody, nie można mu nic zarzucić". A nie: "Czarnek? On już był. Co on zrobił? Połowa ludzi narzeka" – odpowiada.
On w roli kandydata na premiera widziałby Zbigniewa Boguckiego. – On by nie dzielił. To świeża twarz. Bez moralnych długów jak Morawiecki. Czysty. Takiej osobie łatwiej jest piąć się do góry i nie dopisuje mu się łatki – uważa.
Inny z polityków na nasze pytania reaguje śmiechem.
– Za dużo chcecie wiedzieć. Wszyscy mają takie same szanse. Młody, dynamiczny, merytoryczny, doświadczony polityk. Taki będzie premier – rzuca.
– Nowa twarz?
– Tak bym nie powiedział – odpowiada.
O kim jeszcze mówi się w PiS? "To nieznana postać"
W reakcji na medialne spekulacje Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta oznajmił już, iż "Zbigniew Bogucki jest tylko jeden i jest potrzebny w kancelarii". Z kolei według portalu doRzeczy.pl, w rozmowie z nim Przemysław Czarnek zaprzeczył, jakoby to on miał być kandydatem PiS na premiera. Dziennikarze TVN24 ustalili zaś, iż Tobiasz Bocheński miał zostać skreślony z listy, bo jest "zbyt nowy" i mało lubiany w PiS.
O kim jeszcze mówi się w PiS?
– W rozmowach słyszałem nazwisko Piotra Müllera. Młody, ma doświadczenie polityczne. Był rzecznikiem rządu, ale nie jest uwikłany. Słyszałem rozmowy, iż jest bez skazy i z młodego pokolenia – mówi jeden z polityków.
Na pytanie o Müllera, inni rozmówcy twierdzą jednak, iż to raczej jest niemożliwe.
A Tomasz Szatkowski, były wiceminister obrony narodowej i ambasador Polski przy NATO? Jego nazwisko również pojawiło się na medialnej giełdzie nazwisk.
– To nieznana postać – słyszę w PiS.
Nasi rozmówcy w PiS wykluczają możliwość, by casting na kandydata na premiera mogła wygrać kobieta.
Słychać też takie głosy: – Nie mówi się o żadnym czarnym koniu. U nas nie ma żadnych zwaśnionych frakcji. Idziemy do wyborów jak zaciśnięta pięść. Wygrajmy najpierw wybory, a potem będziemy mówić, kto będzie premierem. Dla mnie jest to dzielenie skóry na niedźwiedziu.
