Węgry: spór o działania konsula po tragedii polskiego autokaru

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: Węgry: spór o działania konsula po tragedii polskiego autokaru


Po wypadku polskiego autokaru w Mezőkeresztes na Węgrzech, do którego doszło 16 sierpnia około godz. 1, zginęło 12 Polaków, a kilkadziesiąt osób zostało rannych. Joanna Pinkwart z Kanału Zero zarzuciła konsulatowi chaos i brak zapowiedzianego kontaktu z rodzinami; MSZ odpiera zarzuty. Stawką jest zaufanie do państwa.

Zarzuty po konferencji w Miszkolcu

Po tragedii polskiego autokaru na Węgrzech pojawił się publiczny spór o to, czy rodziny ofiar i rannych otrzymały wystarczające wsparcie konsularne. Nie jest to sprawa na tanią awanturę. Gdy giną polscy obywatele, a ich bliscy stoją pod szpitalem w obcym kraju, państwo ma być widoczne, konkretne i spokojne.

Według relacji Joanny Pinkwart dla Zero.pl, podczas poniedziałkowej konferencji przed szpitalem w Miszkolcu rodziny miały usłyszeć, iż konsul jest na miejscu i ma zejść do zebranych. Dziennikarka twierdzi, iż oczekiwane spotkanie nie nastąpiło, a bliscy poszkodowanych zostali z poczuciem chaosu informacyjnego. To poważny zarzut, bo w takich godzinach procedura bez obecności człowieka brzmi dla rodziny jak puste słowo.

Pinkwart opisała też rozbieżne informacje, problemy z uzyskaniem odpowiedzi i napięcie wokół formalności. W jej relacji pojawiają się rodziny, przedstawiciele Polonii i dziennikarze, którzy próbowali ustalić, kto faktycznie koordynuje kontakt z poszkodowanymi. To nie przesądza winy urzędników. Pokazuje jednak, iż komunikacja państwa po tragedii musi być odporna na najprostszy test: czy rodzina wie, do kogo podejść i co dalej robić.

MSZ odpiera zarzuty

Na zarzuty odpowiedział rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór. Jak opisała Interia, rzecznik nazwał relację dziennikarki „zmanipulowaną” i przekonywał, iż konsul wraz z zespołem działał od godz. 6 rano, odwiedzał oddziały, rozmawiał z lekarzami, odbierał telefony i pomagał w formalnościach związanych z powrotem części poszkodowanych do Polski.

To są twierdzenia, które powinny zostać jasno udokumentowane przez resort. Nie po to, by licytować się z rodzinami w bólu. Po to, by opinia publiczna zobaczyła spokojny kalendarz działań: godziny, miejsca, zakres pomocy, kanały kontaktu. W sprawie śmierci 12 Polaków państwo nie może chować się za emocjonalną wymianą zdań w mediach społecznościowych.

MSZ ma prawo bronić swoich ludzi, jeżeli wykonali ciężką pracę pod ogromną presją. Ma też obowiązek wysłuchać tych, którzy mówią o chaosie. W normalnym państwie lojalność wobec urzędu nie oznacza zamykania oczu na sygnały od obywateli. Szczególnie gdy mowa o rodzinach ofiar.

Liczby przypominają skalę tragedii

Według komunikatu MSZ, do wypadku doszło w niedzielę około godz. 1 na autostradzie M3 w Mezőkeresztes na północnym wschodzie Węgier. Autokarem podróżowało 59 osób. 12 pasażerów zginęło, a kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Resort podał, iż poszkodowani trafili do szpitali w Miszkolcu, Egerze, Nyíregyházie i Debreczynie. Polskie zespoły medyczne, przedstawiciele rządu i urzędnicy konsularni mieli odwiedzać szpitale oraz oceniać możliwość transportu pacjentów do Rzeszowa. Na poniedziałkowy lot samolotem rządowym zakwalifikowano 21 osób.

MSZ uruchomiło także infolinię Ambasady RP w Budapeszcie dla rodzin i bliskich ofiar oraz rannych. Sam numer telefonu jest potrzebny, ale sam numer nie wystarczy. Przy takiej tragedii rodzina potrzebuje jednego miejsca informacji, tłumaczenia dokumentów, obecności urzędnika i jasnego prowadzenia sprawy.

Państwo musi być przy obywatelu

Dziennik Narodowy pisał już, iż wypadek autokaru stał się stres-testem dla państwa. Ten test nie kończy się na wysłaniu delegacji i uruchomieniu infolinii. Kończy się dopiero wtedy, gdy ranni są bezpiecznie leczeni, rodziny wiedzą, co dzieje się z bliskimi, a ciała ofiar mogą wrócić z należnym szacunkiem.

Trzeba też pamiętać o drugim zagrożeniu: chaos wokół tragedii gwałtownie wykorzystują ludzie bez sumienia. Dlatego ostrzeżenia przed próbami oszustw, o których pisaliśmy w materiale po wypadku na Węgrzech oszuści dzwonią do rodzin, nie są dodatkiem do sprawy. One pokazują, iż słaba komunikacja państwa zostawia puste miejsce. Ktoś może je wypełnić kłamstwem.

Polskie państwo powinno być w takich chwilach proste w odbiorze. Jest numer. Jest nazwisko. Jest urzędnik na miejscu. Jest tłumacz. Jest informacja o kolejnych krokach. Rodzina nie ma szukać państwa między konferencją, szpitalnym korytarzem i wpisem rzecznika.

Rozliczenie bez krzyku

Teraz pierwszeństwo mają ranni, rodziny i godne załatwienie spraw po zmarłych. Publiczne rozliczenie procedur konsularnych powinno przyjść spokojnie, z dokumentami i bez medialnego żerowania na bólu. Ale powinno przyjść. Tragedia nie może stać się zasłoną dla pytań o działanie instytucji.

Jeżeli wersja MSZ jest pełna i prawdziwa, resort powinien umieć ją pokazać w sposób uporządkowany. o ile w którymś miejscu zawiodła komunikacja, trzeba to naprawić, a nie przykrywać sporem o słowa. Obywatel za granicą nie jest petentem odsyłanym od drzwi do drzwi. Jest członkiem wspólnoty politycznej, za którą Rzeczpospolita bierze odpowiedzialność.

Suwerenność państwa mierzy się przy granicy, w salach negocjacyjnych i pod szpitalem w Miszkolcu, gdy polska rodzina po śmierci bliskich słyszy jasne zdanie: jesteśmy tutaj, prowadzimy sprawę, nie zostaniecie sami.

Źródło: WP Wiadomości, Zero.pl, Interia, Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Źródło: WP Wiadomości

Read Entire Article