12 obywateli Polski zginęło po nocnym wypadku autokaru na Węgrzech z 15 na 16 sierpnia. Wokół działań konsularnych pojawił się spór: Joanna Pinkwart z Kanału Zero mówiła o rozczarowaniu rodzin, a Maciej Wewiór z MSZ odpowiadał, iż polski konsul pracował przy sprawie od rana. Stawką jest zaufanie do państwa.
Pytania rodzin i odpowiedź resortu
Po dramacie na węgierskiej autostradzie najważniejsza jest pomoc żywym i szacunek dla zmarłych. Właśnie dlatego tak duże znaczenie ma spór opisany przez media: nie jako okazja do politycznego hałasu, ale jako sprawdzian, czy polskie instytucje potrafią być blisko rodzin w najcięższej godzinie.
Interia opisała zarzuty Joanny Pinkwart z Kanału Zero dotyczące kontaktu rodzin z przedstawicielami państwa po katastrofie. Dziennikarka relacjonowała rozczarowanie i poczucie zagubienia bliskich, którzy oczekiwali bezpośredniego wsparcia konsularnego. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór odrzucił ten obraz, wskazując, iż konsul i zespół konsularny prowadzili działania pomocowe od godzin porannych.
Liczby nie zostawiają miejsca na sensację
Według komunikatu rzecznika MSZ śmierć poniosło 12 polskich obywateli, a 7 rannych w stanie ciężkim lub krytycznym przebywało w szpitalach. Media informowały, iż autokarem jechali Polacy wracający z pielgrzymki, a na pokładzie znajdowało się łącznie 59 osób: 57 pasażerów i dwóch kierowców.
Do tragedii doszło na autostradzie M3, w okolicach miejscowości Mezőkeresztes, mniej więcej 140 km od Budapesztu. Pojazd wypadł z trasy i przewrócił się do rowu. Węgierskie służby badają przyczyny, a pojawiające się w pierwszych godzinach hipotezy nie mogą zastąpić ustaleń śledztwa.
Konsulat ma być widoczny
Obywatel za granicą widzi własne państwo przez konkret: numer telefonu, obecność urzędnika, tłumaczenie dokumentów, informację ze szpitala, pomoc w powrocie do kraju. To są drobne rzeczy tylko na papierze. Dla rodziny czekającej pod oddziałem ratunkowym stają się wszystkim.
Dlatego polskie władze powinny pokazać opinii publicznej jasny przebieg działań: kiedy ruszyła infolinia, kto był przy rodzinach, które szpitale obsługiwano, jak przekazywano informacje. Nie po to, by urządzić polowanie na winnych. Po to, by bliscy ofiar mieli poczucie, iż Rzeczpospolita nie znika za drzwiami procedur. O tym wymiarze odpowiedzialności pisaliśmy już w tekście Gajewski po wypadku autokaru: to stres-test dla państwa.
Ochronić bliskich przed kolejnym ciosem
Po wielkiej tragedii rodziny są narażone także na chaos informacyjny, plotki i zwykłe oszustwa. Państwo powinno zamknąć tę przestrzeń szybkim komunikatem, jednym kanałem kontaktu i spokojną obecnością ludzi, którzy wiedzą, co robić.
Ten problem pojawił się już przy ostrzeżeniach dotyczących prób wykorzystywania tragedii, o czym pisaliśmy w materiale po wypadku na Węgrzech oszuści dzwonią do rodzin. Żałoba wymaga ciszy i troski, ale wymaga też sprawnego państwa. Jedno nie wyklucza drugiego.
Najpierw pomoc, potem rozliczenie procedur
Teraz pierwszeństwo mają ranni, rodziny i godne sprowadzenie spraw do końca. Później powinno przyjść spokojne rozliczenie procedur konsularnych. Bez krzyku. Z dokumentami, godzinami, nazwiskami odpowiedzialnych urzędników i wnioskami na przyszłość.
Polska musi być państwem, które nie traci obywatela z pola widzenia, gdy przekracza on granicę. Szczególnie wtedy, gdy dochodzi do śmierci, bólu i bezradności. Suwerenność mierzy się także tym, czy rodzina Polaka w obcym szpitalu słyszy: jesteśmy, prowadzimy sprawę, nie zostaniecie sami.
Źródło: Interia, PAP, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Zero.pl.
Źródło: Interia Wydarzenia














