
Komisja Europejska zapowiedziała, iż od 1 kwietnia nałoży cła o wartości 8 mld euro (ok. 34 mld zł, licząc po obecnym kursie walutowym) — w tym na kultowe amerykańskie produkty, takie jak motocykle Harley-Davidson, burbon i dżinsy. A od połowy kwietnia ustanowi dalsze środki zaradcze w wysokości 18 mld euro (ok. 76 mld zł licząc po obecnym kursie walutowym), pod warunkiem zatwierdzenia ich przez państwa członkowskie UE.
„Wyraźny sygnał”
Przed wydaniem ogłoszenia jeden z przedstawicieli europejskiego przemysłu stalowego powiedział, iż Bruksela „pójdzie na całość, ponieważ ma dość Trumpa”.
„Głęboko ubolewamy nad tym środkiem” — przyznała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w wydanym w środę rano oświadczeniu.
„Taryfy to podatki. Są złe dla biznesu, a jeszcze gorsze dla konsumentów. Cła zakłócają łańcuchy dostaw. Wprowadzają niepewność w gospodarce. Zagrożone są miejsca pracy. Ceny pójdą w górę. Zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Unia Europejska musi podjąć działania w celu ochrony konsumentów i przedsiębiorstw” — podkreśliła.
Blok 27 państw — wspólny rynek obejmujący 450 mln ludzi — chce wysłać wyraźny sygnał, iż UE poważnie podchodzi do obrony swoich interesów gospodarczych, gdyby Trump rozpoczął wojnę handlową na pełną skalę.
Transatlantyckie stosunki handlowe o wartości 1,7 bln dol. (6,5 bln zł) mają najważniejsze znaczenie dla dobrobytu Zachodu. Ale Trump, rozgniewany utrzymującym się deficytem handlowym USA, postrzega cła jako sposób na zmuszenie firm do sprowadzenia inwestycji przemysłowych i miejsc pracy z powrotem do Stanów Zjednoczonych.
Amerykańskie cła na stal i aluminium najmocniej uderzą w Kanadę i Meksyk — ale UE, jako trzeci dostawca stali do Ameryki, także nie ujdzie bez szwanku. Bruksela obawia się, iż dalsze „wzajemne” taryfy celne, którymi grozi Trump, jeżeli zostaną wdrożone, uderzą w eksport samochodów, farmaceutyków i żywności.
Komisja pozostawiła otwarte drzwi do porozumienia z Trumpem, mówiąc, iż „pozostaje gotowa do współpracy z administracją USA w celu znalezienia rozwiązania”. Podkreśla, iż jej środki „mogą zostać cofnięte w dowolnym momencie, jeżeli takie rozwiązanie zostanie wypracowane”.
Komisja Europejska, organ wykonawczy UE, poinformowała kraje członkowskie o podjętych środkach w środę 12 marca rano — zaledwie kilka godzin po wprowadzeniu amerykańskich ceł, które zaczęły obowiązywać minutę po północy czasu wschodnioamerykańskiego, czyli o godz. 5.01 rano czasu brukselskiego.
„Jedna ręka nie klaszcze”
W ciągu kilku tygodni, które upłynęły od powrotu Trumpa do Białego Domu i rozpoczęcia jego polityki celnej, UE głośno mówiła o gotowości do walki z „nieuzasadnionymi taryfami”. W poniedziałek komisarz do spraw handlu Maros Sefcovic powiedział, iż Unia Europejska jest gotowa „chronić swoje przedsiębiorstwa, pracowników i konsumentów”.
— Nie możemy już polegać na USA — to nowa rzeczywistość. Musimy więc być twardzi, to jedyne lekarstwo — powiedział jeden z unijnych dyplomatów.
Sefcovic odwiedził Waszyngton w zeszłym miesiącu, próbując zainicjować dialog w sprawie uniknięcia wojny handlowej. Doszedł jednak do wniosku, iż administracja Trumpa nie jest tym zainteresowana. — Ostatecznie jedna ręka nie może klaskać — powiedział w poniedziałek.

Maros Sefcovic, komisarz do spraw handlu i bezpieczeństwa gospodarczego, Bruksela, 10 marca 2025 r.
Tymczasem Wielka Brytania stara się nie wychylać. — Nie zamierzamy reagować gwałtownie — powiedział w rozmowie z POLITICO urzędnik z Departamentu Biznesu i Handlu, wskazując, iż brytyjski rząd będzie „nadal przyjmować chłodne podejście” do ceł i antagonistycznej polityki handlowej Trumpa.
Dyplomaci UE, wraz z przedstawicielem przemysłu stalowego, spodziewali się, iż unijny pakiet odpowiedzi będzie bardziej dotkliwy niż cła wprowadzone w 2018 r.
To dlatego, iż administracja Trumpa — na podstawie prezydenckiego zarządzenia wykonawczego z połowy lutego — znacznie zmieniła swoje praktyki taryfowe. Co najważniejsze, cło na aluminium wzrosło do 25 proc. z 10 proc. UE nie będzie już również korzystać z kontyngentów rozszerzonych za czasów poprzedniej administracji prezydenta Joego Bidena, co pozwoliło jej na bezcłowy eksport do USA.
Tymczasem Trump dodaje produkty wykonane głównie ze stali — takie jak śruby i grzejniki — do listy towarów podlegających taryfom.