Wacław Leszczyński: Dym i kultura
Kilkadziesiąt lat później niemieckie władze Unii Europejskiej ten pomysł Hitlera przyjęły jako prawo. I za dym z komina musi się płacić i to nie tylko przemysł, ale także zwykli ludzie. Ceny dymu rosną, każe się zamykać „dymiące” elektrownie węglowe (w Niemczech nie!) i zastępować je niemieckimi wiatrakami.
W 2015 r. Niemcy wbrew unijnemu prawu „zaprosili” do Europy „imigrantów”, ludzi z Afryki i Azji. Liczba tych napływających zaczęła przerastać możliwości ich utrzymywania (do pracy się nie garnęli), wobec tego niemieckie władze Unii Europejskiej wprowadziły Pakt Migracyjny, według którego kraje członkowskie muszą przyjmować co roku po kilkadziesiąt tysięcy migrantów, z państw gdzie jest ich dużo i gdzie sprawiają problemy (np. z Niemiec). Polska z tego obowiązku jest w tym roku zwolniona i przypuszczalnie zwolniona będzie do parlamentarnych wyborów w 2027 r. Ale po tym terminie również Polska będzie się musiała „wykazać się solidaryzmem” i ich brać. Politycy lewicowi (w Polsce to ci z koalicji 8 gwiazdek) liczą na to, iż gdy ci przybysze się „zintegrują”, to będą głosować na nich, ich dobroczyńców (stąd nadawanie im obywatelstwa w Hiszpanii). Oficjalnie jednak tłumaczą, iż to będzie powodować „ubogacenie kulturalne” ludności państw europejskich. Przybysze mają jednak własne pojmowanie kultury. Już są tego pierwsze przejawy, w Southampton zabili studenta Polaka, w Belfaście na ulicy usiłowali uciąć człowiekowi głowę, w Toruniu zamordowali 24-letnią dziewczynę, w Lublinie rozbili człowiekowi głowę. To faktycznie „ubogacenie kulturalne”! Podobne mniemanie o kulturze mają nasi sąsiedzi, gloryfikujący zbrodniarzy, co mordowali Żydów (od pogromu w lipcu 1941 r. we Lwowie), a potem uzbrojeni przez Niemców nazistowskich zamordowali ponad 100 tysięcy Polaków – starców, kobiet i dzieci w okrutny nieraz sposób.
Obok „ubogacania kulturalnego” przez przybyszów, należy dbać o krajowych twórców kultury. Rządzący chcą im pomóc materialnie wskazując na rolę, jaką odgrywali twórcy kultury w kształtowaniu świadomości Polaków, dzięki czemu są narodem. I faktyczne wielka jest rola ludzi kultury. Pisarze tworzyli dzieła takie jak „Quo vadis”, „Trylogia”, „Przedwiośnie”, malarze „Bitwę pod Grunwaldem”, „Panoramę bitwy pod Racławicami”, poeci „Pana Tadeusza”, „Nie-Boską komedię”, „Wesele”. To byli wielcy artyści. Ale teraz, gdy mamy taką demokrację zupełną, gdzie wszyscy są równi to, jak każdy może zostać parlamentarzystą, ministrem, czy „ekspertem”, to i każdy może być artystą. Kto nim jest, ma decydować specjalna komisja (koszt tylko 300 milionów złotych rocznie), niech sobie ludzie zarobią. Taka komisja tylko w mniejszym składzie i tańsza już kiedyś istniała. Uznała ona np. iż pisarzami nie są m. in. Ferdynand Ossendowski, Sergiusz Piasecki, czy Józef Mackiewicz, a są nimi np. Bogdan Hamera (z zawodu spawacz), czy Dyzma Gałaj (marszałek sejmu z ZSL). w tej chwili władza specjalnie promuje kilkoro ludzi uznanych przez nią za artystów. Są nimi m. in. „osoba pisząca”, której najbardziej znane dzieło jest szczegółowym opisem na granicy pornografii aktu współżycia płciowego. Jest też „osoba rymująca” tworząca dzieło w prostych niecenzuralnych słowach propagujące aborcję oraz „osoba malująca”, rysująca głównie genitalia. Czy rzeczywiście są to twórcy kształtujący świadomość Polaków oraz czy takich i im podobnych należy wspierać finansowo? W demokracji każdy może pełnić każdą funkcję jeżeli się go o to poprosi. Można być posłem, czy artystą, to można być też „rodzicem chrzestnym”, ale świeckim, nie kościelnym. I we wsi „Chandra Unyńska, gdzieś w mordobijskim powiecie” chrzestną matką auta gaśniczego Ochotniczej Straży Pożarnej została ciotka komendanta tej straży…
Jeżeli komuś nie podoba się to płacenie za dym z komina, „ubogacanie kulturalne” przez „rozlokowanych” przymusowo przybyszów, lub takich krajowych twórców, czy pożyczka SAFE, to musi się liczyć z przezywaniem go „ruską onucą” i „faszystą”, co chce „Polexitu”. Osobniki zbyt „namolne”, czyli „krytykanci” co „wtrącają się” w „nieswoje sprawy” mogą być aresztowani na 3 miesiące np. za posiadanie procy. W ciągu tego czasu będą mogli przemyśleć swoje postępowanie. jeżeli wyjdą z aresztu po uznaniu przez sąd o braku winy, to mogą być w takim stanie fizycznym i psychicznym, jak ten ksiądz, który nie chciał zeznawać tak, jak powinien. A co na to większość Polaków? Ano tak, jak drwił Gałczyński: „a publika łyka, łyka”. I będzie tak długo łykać aż się zadławi (z zachwytu). Chyba, iż wreszcie wszyscy Polacy (no może nie wszyscy) oprzytomnieją. Tylko oby nie było na to już za późno!!
Wacław Leszczyński
















